S. Małgorzata Borkowska: O dziwactwach liturgicznych
Niemal każdy ksiądz, przynajmniej od czasu reformy soborowej, rozwija jakieś własne dziwactwa liturgiczne; głównie wtedy, kiedy mu już przeszła pierwsza, uczuciowa pobożność, a nie wiedząc, że to jest zjawisko prawidłowe i że musi je znieść, żeby przejść na głębszy poziom, taki biedak stara się łapać tego uciekającego ptaka za ogon przez wymyślanie własnych gestów i słów, które mają rzekomo przywrócić mu świeżość przeżycia. Bo inaczej będzie „rutyna”. Jedyny skutek jest taki, że mu się utrwala rutyna dziwactw, i to już na zawsze. A wierni muszą to znosić. Co wyczyniają celebransi, którzy przyjeżdżają do zakonnic, to trzeba widzieć, żeby uwierzyć; może zresztą wcześniej trenują to samo w różnych zamkniętych grupach modlitewnych, nie wiem.