Zagrożenia
W nocy z soboty na niedzielę 12 czerwca Omar Mateen wkroczył do wesołkowatego klubu „Pulse” w Orlando na Florydzie i wysiekł z karabinu maszynowego typu AR-15 prawie 50 osób, a ranił ponad drugie tyle. Poniósł śmierć w strzelaninie z policją. Donald Trump natychmiast obwinił za masakrę „radykalny islam”. Czy miał rację? Poniekąd tak.Mateen to kolejny z serii samotnych wilków, które opisywałem na tych łamach kilkakrotnie. Urodził się w Nowym Jorku w 1986 r., jego rodzice to uciekinierzy z Afganistanu, muzułmanie z większościowej sekty sunnitów. Wychował się w wierze rodziców. Do malutkiego meczetu uczęszczał cztery razy na tydzień w Fort Pierce, gdzie mieszkał. W piątek modlił się tam po raz ostatni razem ze swoim synkiem. A tuż przed popełnieniem masowego mordu w mediach społecznych zadeklarował się jako poddany Państwa Islamskiego, osobiście złożył hołd samozwańczemu kalifowi Abu Bakr Al-Bagdadiemu. W trakcie masakry Mateen zadzwonił do jednej ze stacji telewizyjnych i pochwalił się m