Wiadomości
Ciężko się pisze o symbolice i dyplomacji z pozycji człowieka, który nie cierpi wszelkich przedstawień, ale polityka na symbolice i dyplomacji stoi. Zacznę od czegoś, co przez wielu zostało uznane za zgrzyt, chodzi o wywołanie nazwiska Wałęsy w przemówieniu Trumpa. Nie mogło być inaczej, byłem pewien, że takie słowa padną, to jest amerykańska norma. Nie da się przełożyć naszych lokalnych relacji i stosunkowo świeżej wiedzy historycznej na to, co głowa mocarstwa musi powiedzieć. Trump o Wałęsie wie tyle, ile my wiemy o najwybitniejszej kanadyjskiej postaci historycznej i od razu przyznaję, że tak z głowy to nie przypomnę sobie żadnej. Gdyby Andrzej Duda przemawiał w USA, a w loży siedziałby Obama, musiałby w obecności Trumpa zrobić dokładnie to samo, po prostu protokół ma swoje prawa.