Kościół
Przyznajmy uczciwie, że wielki temat „zło w Kościele” — mimo kościelnego rachunku sumienia w czasie Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 — stał się dla nas religijnie bezpłodny. Wielu z nas — najczęściej ci religijnie najbardziej zaangażowani — w ogóle się tym tematem nie zajmuje. Inni krytykują zbiurokratyzowanie urzędów kościelnych, niski poziom katechezy, zaniedbania takich czy innych odcinków pracy duszpasterskiej, bogactwo i chciwość duchowieństwa, jego zbyt wielkie albo zbyt małe (zależnie od punktu widzenia krytykującego) zaangażowanie polityczne. Przeważnie krytykujemy w taki sposób, że utrwala to w nas ustawianie się wobec Kościoła na zewnątrz. W rezultacie rzadko się zdarza, żeby nasza krytyka przynosiła Kościołowi coś dobrego, zmienia natomiast na gorsze naszą sytuację duchową, bo pogłębia nasze wyobcowanie z Kościoła.