Wiedza naukowa a Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny - zdjęcie
15.08.15, 11:20

Wiedza naukowa a Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

13

Fronton nie był nienawistnikiem ani głupcem, był to poważny filozof; dość przypomnieć, że był nauczycielem przyszłego cesarza Marka Aureliusza. Zresztą nie jemu jednemu nie mogło się pomieścić w głowie, że chrześcijanie na serio wierzą w to, iż Boga obchodzą nasze ciała i że je odzyskamy w życiu wiecznym. Czyż nie jest bzdurą - zwraca się w roku 177 do chrześcijan inny pogański filozof, Celsus z Aleksandrii - wasze umiłowanie ciała i nadzieja na cielesne zmartwychwstanie? Celsusa najbardziej denerwowała sama myśl, że Bóg mógłby wchodzić swoją mocą w nieczystości, jakie pozostaną po naszych ciałach, ażeby je wskrzesić.

Łatwo wyjaśnić, dlaczego prawda o przyszłym uwielbieniu naszych ciał budziła wówczas tak gwałtowny sprzeciw. W starożytnej filozofii obowiązywał dogmat, że materia istnieje odwiecznie i niezależnie od Boga, a świat materialny tylko w tym sensie jest dziełem Bożym, że Boski demiurg materię uporządkował, tzn. nadał jej kształty i różnorodność. To, że Bóg mógłby stworzyć wszystko, również materię, przekraczało wyobraźnię ówczesnych filozofów.

Pogląd ten istotnie rzutował na ówczesne wyobrażenia o człowieku. Człowieka widziano wówczas dualistycznie - jako połączenie ziemskiego i przemijającego ciała oraz nieśmiertelnej duszy. O ciele mówiono, że jest obciążeniem duszy, jej więzieniem, a w najlepszym razie - rusztowaniem, które jest przydatne duszy w trakcie jej wzrastania, niepotrzebnym jej jednak po osiągnięciu ostatecznej dojrzałości.

Starożytni Grecy mogli się fascynować pięknem młodego ludzkiego ciała, ale odwracali się od ciał starych, chorych, okaleczonych, widząc w nich zapowiedź nadchodzącego rozkładu. Mieli dogmatyczną pewność, że ciało ani od Boga nie pochodzi, ani nie ma dostępu do sfery wiekuistej. Co więcej, byli przeświadczeni, że ciało jest czymś mało ważnym dla naszego człowieczeństwa, że o człowieczeństwie stanowi dusza, ciało zaś jest tylko jej zewnętrzną powłoką. To między innymi dlatego wśród ówczesnych pogan tak popularne były wierzenia w reinkarnację.

* * *

Błędne poglądy prawie zawsze mają w sobie jakieś ziarno prawdy. Zatem postawmy pytanie: Jaką prawdę odzwierciedlały intuicje starożytnych pogan, jakoby sfery tego, co cielesne, i tego, co boskie, były od siebie gruntownie oddzielone i jakoby nie było między nimi żadnego styku?

Otóż tym, co człowieka naprawdę oddziela od Boga i od tego, co Boskie, jest grzech. Starożytni poganie byli mało świadomi swojej grzeszności. Toteż prawdę o poniżeniu, jakie stało się naszym losem wskutek naszych grzechów, rozpoznawali w sposób zdeformowany. Wydawało im się, że to poniżenie jest konsekwencją naszej cielesności. Stoicy posunęli się aż do tezy, że mędrzec powinien wykarczować w sobie wszelkie uczucia, ponieważ wypływają one z naszej cielesności, zaś twórca neoplatonizmu, Plotyn, wstydził się tego, że posiada ciało.

Filozofowie ci trafnie wyczuwali poniżenie, w jakim znalazł się człowiek. W tym nie mieli racji, że wiązali je z naszą cielesnością. Tymczasem nie ciało nas poniża, poniża nas grzech. Grzech poniża również nasze ciała. Dzieje się to wtedy, kiedy człowiek bezcześci swoje ciało rozpustą albo pijaństwem, albo utratą panowania nad swoimi lękami czy uczuciami. Apostoł Jakub powie nawet, że ciała nasze doznają poniżenia wskutek grzechów języka: "Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało" (Jk 3,6).

Zatem wiara w zmartwychwstanie ciał to nie jest tylko kwestia doktryny, którą jako chrześcijanie uznajemy i głosimy. Żeby nie była to w nas wiara pusta i jałowa, musimy zabiegać o to, by ciała nasze już teraz były świątyniami Ducha Świętego (1 Kor 6,19). Już teraz musimy pracować nad przywracaniem naszym ciałom ich godności. Rzecz jasna, tylko w Chrystusie i tylko dzięki Jego łasce ta nasza praca może być skuteczna.

Na czym ona polega? Apostoł Paweł daje nam dyrektywę ogólną: "Jak oddawaliście członki wasze na służbę nieczystości i nieprawości, tak teraz wydajcie członki wasze na służbę sprawiedliwości, dla uświęcenia" (Rz 6,19). Praktycznie znaczy to: naszych rąk, nóg i języka używajmy do czynienia dobra, a nie zła; naszą seksualność podporządkujmy prawu moralnemu i oddajmy na służbę prawdziwej miłości; nasze lęki, uczucia i pożądania niech przenika zawierzenie Bogu i miłość bliźniego; te nasze choroby, cierpienia, starość oraz inne utrapienia, jakich nie da się uniknąć, starajmy się przemieniać w krzyż przybliżający nas do Boga.

Tym wszystkim, którzy lękają się, że taki program przywracania godności naszym ciałom i takie wyrażanie naszej wiary w przyszłe zmartwychwstanie przerasta ludzkie siły, odpowiem w trzech punktach: 1. u Boga nie ma nic niemożliwego, starajmy się tylko w tej naszej pracy liczyć mocno na Bożą łaskę; 2. tylko z pozycji zewnętrznego obserwatora program ten wydaje się zbyt trudny, a nawet niemożliwy do wypełnienia - w miarę jak przyjmiemy go za swój program życiowy, życie według niego stanie się dla nas czymś wręcz słodkim i lekkim, nawet jeśli nieraz przyjdzie nam się przekonać o swojej słabości; 3. w podjęciu tej pracy nad sobą i trwaniu w niej możemy i powinniśmy sobie wzajemnie pomagać - i na tym m.in. polega tajemnica świętych obcowania.

* * *

Prawda o wniebowzięciu Matki Najświętszej ma wiele różnych wymiarów. Teraz spójrzmy na nią jako na szczególnie uroczyste orędzie o godności naszych ciał, jako na szczególnie uroczyste przypomnienie, że "oddając ciała nasze na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną" (Rz 12,1), przygotowujemy je do chwalebnego zmartwychwstania.

Wniebowzięcie Maryi było dopełnieniem tego Jej wywyższenia, jakie zaczęło się w Bożej przedwieczności. Nas wszystkich wybrał sobie Bóg w Chrystusie "przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem" (Ef 1,4). Maryję z całą pewnością wybrał sobie Bóg najszczególniej, bo Ona jedna spośród wszystkich pokoleń i spośród bardzo wielu miliardów ludzi miała zostać Matką Syna Bożego.

Pomyślmy: Jej ciało miało stać się miejscem przyjęcia przez Syna Bożego naszego człowieczeństwa! W Jej ciele Syn Boży miał się przygotować do swojego ludzkiego urodzenia, Ona miała Go urodzić, karmić własną piersią, nosić na rękach! To dlatego - ze względu na tę jedyną w całych ludzkich dziejach misję - Bóg uczynił Ją świętą i niepokalaną od pierwszego momentu Jej istnienia.

Ponieważ była niepokalana, Jej ciało nie doznało żadnego z tych poniżeń, jakim podlegają nasze ciała. Jej ciało, Jej ręce, nogi, język, były zawsze i wyłącznie narzędziami dobra, a nigdy zła. Jej kobiecość była cała dziewicza i przepełniona Bożą obecnością. Wszystkie Jej lęki, uczucia i pożądania były piękne i czyste, wypełnione miłością Boga i bliźnich, przeniknięte bezwarunkowym i całoosobowym zawierzeniem Temu, który jedyny zasługuje na to, żeby zawierzyć Mu się całkowicie.

Owszem, Jej ciało - podobnie jak ciało Jej Syna - doznało skutków grzechu, ale grzechu świata, grzechu naszego, nie swojego. Maryja zaznała poniżenia ubóstwa, zaznała również poniewierki na obczyźnie, przede wszystkim zaś była bolesnym świadkiem i współuczestniczką odrzucenia i cierpień swojego Syna. Nie pojmiemy, jak strasznie musiała cierpieć Matka - taka Matka - w Wielki Piątek.
Jedno jest pewne: że przez ten nasz zdeformowany grzechem świat Maryja przeszła cała bez reszty oddana Bogu, że również swoje ciało - to ciało, które nosiło Jego Syna - oddała Przedwiecznemu Ojcu całe święte i czyste, nie zeszpecone niczym, co mogłoby się Bogu nie podobać.

Wniebowzięcie, zbawienie duszy i ciała, było logicznym uwieńczeniem Jej macierzyństwa i Jej oddania Bogu. Zarazem jest dla nas znakiem nadziei, że my wszyscy, którzy staramy się iść przez życie, wierząc w godność naszych ciał oraz w ich przyszłe zmartwychwstanie, rzeczywiście zmartwychwstania dostąpimy. Przecież naszym Panem jest Jezus Chrystus, który za nas umarł i zmartwychwstał. On z pewnością ma moc i wolę "przekształcić nasze ciało poniżone na podobne do swego chwalebnego ciała" (Flp 3,21).

Wniebowzięcie Maryi tę naszą nadzieję ożywia i ukonkretnia. I zachęca nas do odkrywania na co dzień godności naszych ciał oraz do jej coraz pełniejszego odzyskiwania.

Jacek Salij OP

Źródło: wiara.pl

Komentarze (13):

anonim2015.08.15 11:59
Gdzie ta tytułowa "wiedza naukowa"?
anonim2015.08.15 15:20
Wiedza naukowa we współczesnym, najbardziej rozpowszechnionym jej rozumieniu i spojrzenie na życie z punktu widzenia naukowych doświadczeń nie mogą dać nadziei na wieczność. Taką nadzieję dają przykłady życia Jezusa, Matki Bożej i tych ludzi, którzy zaufali Panu Bogu. Gdy mówimy o Panu Bogu i o tym, że On jest poza czasem, że czas to wymiar dany człowiekowi na tym świecie wówczas nauka zaczyna histerycznie wrzeszczeć a razem z nią jej wyznawcy. Jak to możliwe że Pan Jezus był od zawsze? Jak to możliwe żeby ludzie dzięki łaskawości Boga odzyskali swoje ciała po śmierci? Ano możliwe, tak jak możliwe było wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny i Jej stała obecność przy nas, o której nas zapewnia i udowadnia w niezliczonych objawieniach. Ile złej woli trzeba mieć żeby tych objawień i tej obecności nie przyjąć do wiadomości.
anonim2015.08.15 15:30
jak i Przecinak pytam: gdzie piszecie o wiedzy NAUKOWEJ?! Od kiedy przeróżne filozofie uznajecie za wiedzę naukową?! Wina upałów?
anonim2015.08.15 17:04
@krzyszt Obietnica życia wiecznego nie zależy od zacności życia, podobnie jak wszystkie dary Boże. Pan Bóg daje je bezinteresownie, pod jednym nieodzownym warunkiem, o którym mówił Pan Jezus a nauczał pięknie św. Paweł: zbawienie jest dla tych, którzy uwierzą w Syna Bożego. Zacne życie to efekt wiary i odwzajemnionej miłości Pana Boga. Po co mi nadzieja na wieczność? Doświadczyłem miłości i obecności Pana Jezusa. Nic lepszego nie może nas spotkać. Wiem, że życie wieczne w obecności Boga jest wypełnieniem człowieczeństwa i daje takie poczucie szczęścia i spełnienia, które przerasta możliwości naszej wyobraźni. Zdecydowanie, trudno byłoby mi żyć bez nadziei życia wiecznego w Bogu i dla Boga. I masz racje, nie potrafię bez niej żyć. I tego samego życzę wszystkim.
anonim2015.08.15 17:04
@Artur To nie ma nic wspólnego ze zła wolą. Sceptycyzm jest naturalny, szczególnie jeśli mamy do czynienia z wydarzeniami nadnaturalnymi, których po prostu nigdy się nie zaobserwowało. Nie twierdzę, że wiara nie daję wielu ludziom ukojenia i to jej się jak najbardziej chwali. Aczkolwiek sam fakt tego ukojenia czy potrzeby wiary nie czynią z niej jeszcze faktu.
anonim2015.08.15 17:19
@ krzysztof Czy naprawde uwazasz siebie za super dojrzalego,inteligentnego,decydujacego o wszystkim zgodnie z wlasnym ja.. pelnego wiedzy o swiecie i o Sobie... nie potrzebujacego nic wiekszego niz ty sam... to jest to naprawde smutne... bo jakas choroba zwykla niemoznosc uczesania sie i obudzisz sie z rekami w przyslowiowym nocniku.. nie trac czasu,ktory masz!! @ Weronika Przestrzen miedzy uszami nalezy uzywac do myslenia i odpowiedz sama znajdziesz bez upalow... Pozdrawiam
anonim2015.08.15 17:43
@ArturCezary "Zdecydowanie, trudno byłoby mi żyć bez nadziei życia wiecznego w Bogu i dla Boga" - choćby nie wiem jak pocieszające to dla Ciebie było, to nie ma wpływu na prawdziwość życia po śmierci. @Shimon "obudzisz sie z rekami w przyslowiowym nocniku.. nie trac czasu,ktory masz!!" - dla osoby niewierzącej, to brzmi jak straszenie rózgą pod choinkę. Nie wspominając o tym, że jeżeli to np. islam okaże się prawdziwą religią, to możliwe że będziesz w gorszej sytuacji od niewierzących.
anonim2015.08.15 18:47
@Przecinak Otóż ja nie mam wątpliwości co do istnienia Pana Boga i życia wiecznego ze względu na własne doświadczenia życiowe.Ja po prostu to wiem. Rozmawiam z Bogiem i On mi odpowiada zdarzeniami życiowymi lub w inny sposób. Każdy może tego doświadczyć, Wystarczy zapytać a potem czekać na odpowiedź. Poza tym polecam uczestnictwo we Mszy Świętej z dodatkową modlitwą uwielbienia Boga. Jest dziś wielu kapłanów przez, których Pan Bóg działa w ponad naturalny sposób, co bardzo pomaga uwierzyć. Np ojciec Józef Witko, o. Pacyfik Iwaszko, ksiądz Dominik Chmielewski. Dowody są, trzeba tylko szczerze poprosić Pana Boga aby pozwolił je poznać. Pan Bóg jest przy każdym z nas, od urodzenia i czeka na ten nasz pokorny znak, że Go potrzebujemy
anonim2015.08.15 19:27
@ArturCezary Rozumiem że Ty w to wierzysz, i nazywasz wiedzą, ale to osobista sprawa, nie przekażesz tej wiedzy drugiej osobie, ani nie udowodnisz prawdziwości tego co "wiesz". Mam nadzieję, że rozumiesz, że tak jak Ty wiesz że Twój bóg istnieje, tak samo wie to głęboko wierzący muzułmanin, wyznawca hinduizmu czy porwany przez ufo. Odnośnie Twojej rozmowy z Twoim bogiem, nie wiem jakie odpowiedzi Ty dostajesz, ale ja czasem ludzi pytam i niektórzy nawet odpowiadają. Tydzień albo dwa temu rozmawiałem z panią, która podobnie jak Ty "rozmawia" ze swoim bogiem, który odpowiada jej znakami. Ostatnią decyzję podjęła w oparciu o piosenkę z dzieciństwa która akurat leciała w radiu, i w oparciu o wyraźnie wyczuwalne intencje modlitewne najbliższych... Cóż, dla mnie to tylko zbiegi okoliczności (albo wybujała nawet wyobraźnia) i efekt potwierdzenia. Podobnie jak czytam świadectwa ludzi - dla nich są wyraźne znaki, ja co najwyżej w pewnym momencie mógłbym stwierdzić, że nie wiem ale na pewno nie skoczyć do wniosku że to stwórca wszechświata do mnie przemawia w zawoalowany sposób. "Dowody są, trzeba tylko szczerze poprosić Pana Boga" - jeżeli Twój bóg faktycznie jest autorem Biblii, to ja dziękuję za takiego "szefa" ;) Miejmy tylko nadzieję że nie planuje kolejnego resetu ludzkości. Nie twierdzę, że to co "wiesz" nie jest prawdą. Mnie to jednak nie przekonuje, a im więcej rozmawiam z ludźmi i wiem, tym dalszy jestem od możliwości uwierzenia w jakiegokolwiek boga.
anonim2015.08.16 11:53
http://www.ivrp.pl/viewtopic.php?t=15391
anonim2015.08.16 12:24
@Przecinak, Krzyszt, Najtrudniejszą i godną zastanowienia jest wiara w to, że Boga nie ma, bo za tym absolutnie nic nie przemawia. A może macie jakiś dowód na to że Pan Bóg nie istnieje? Macie wątpliwości co do tego, że rozmawiam z Panem Bogiem. Ja jestem zdumiony tym, że można żyć nie rozmawiając z Nim. Przecinak, ja myślę że Ty nie szukasz Boga, szukasz dowodów na to, że Go nie ma. Nigdy nie znajdziesz. Pan Bóg jest blisko tych co Go szukają, blisko szukających Go szczerze. Jeśli odrzucasz świadectwo tych, którzy Boga odnaleźli to zamykasz przed sobą wiele możliwości, trudno z Tobą rozmawiać. Jeśli odrzucasz możliwość przekonania się na własne oczy i uszy, że Pan Jezus Jest i działa dziś wśród nas to jak chcesz dotrzeć do najważniejszej prawdy dotyczącej twojego życia? Poza tym Pan Bóg nigdy nie będzie wynikiem równania. Trzeba Go szukać sercem i w sercu, bez żadnych podejrzeń, barier i warunków wstępnych.
anonim2015.08.16 15:00
@ArturCezary Gdzie napisałem że Twojego boga nie ma? Nigdzie. Ja po prostu nie wierzę w to co o nim mówisz, nie wierzę że istnieje, tego dowodzić nie trzeba, tak jak i Ty nie musisz dowodzić swojego braku wiary w Zeusa. "A może macie jakiś dowód na to że Pan Bóg nie istnieje?" - jak wyżej, dowody powinna mieć osoba która twierdzi, że danego boga nie ma, ja tak nie twierdzę. Ciężar dowodu jest po Twojej stronie, bo twierdzisz że Twój bóg istnieje. Co do świadectw, to tak jak pisałem, są świadectwa muzułmanów, żydów, hinduistów, porwanych przez ufo, wierzących że Ziemia ma 6 tysięcy lat, itd. To co mówisz można usłyszeć od wyznawców wszystkich religii.
anonim2015.08.17 8:34
@krzyszt Ciekawy jestem jak ludzie wierzący chcą wpływać na twoje życie? Poza tym, że głoszą wiarę, czego nigdy nie przestaną, inaczej nie mogą wpływać. To, że nie pozwalam aby np z moich pieniędzy, a wiec z podatków finansowano niemoralne działania lub postawy np. in vitro nie jest ingerencją w życie. Wręcz przeciwnie to działanie przeciwko zabijaniu i śmierci tych, którzy sami obronić się nie mogą, np poczętych dzieci. @Przecinak, rzeczywiście wiara pozostanie wiarą. Jednak nie można zaprzeczyć dowodom, które Pan Bóg nam daje, takim jak np. Hostię przybierającą postać krwawiącej części serca. I nie jest prawdą, że buddyści i muzułmanie mówią to samo co chrześcijanie. Bóg muzułmanów każe zabijać niewiernych, buddyści mają cele wręcz odwrotne ich szczęście wynika z zaprzeczenia człowieczeństwa. Prawdziwy Bóg ten, który przez cuda takie jak te, które uczynił w Osobie Jezusa, czy tak jak w Sokółce lub te, które czyni rękami swoich świętych, daje się poznać jako miłosierny i kochający Ojciec i jest stale przy nas obecny. A to, że nie chcesz Go poznać nie daje Ci prawa do tego żeby twierdzić, że Boga nie ma lub że nie ma dowodów na jego działanie. Ty ich po prostu nie chcesz zobaczyć.