03.07.15, 13:45

Terlikowska: Matka uczy żyć, a ojciec umierać

Czego, jak czego, ale dyskryminacji zwolennicy postępu boją się jak diabeł święconej wody. Stąd rozmaite pomysły na to, by żaden rodzic nie poczuł się dyskryminowany. Był już więc w formularzach Rodzic A i Rodzic B. Skoro jest mama, to i powinien być mam. A jak będzie z tatą? Ta tata i ten tat? Czy może ten tata i ta tatowa? Mózgi inżynierów społecznych już nad tym pracują, żeby znaleźć najbardziej adekwatne określenie i zrobić wszystko, by weszło ono do użycia. W końcu rewolucja społeczna zaczyna się od języka.

Któż to jest więc ów „mam”? To tata, który opiekuje się dziećmi podczas gdy mama jest w pracy. W wielu domach taki układ się sprawdza, rodzice się uzupełniają i rodzina funkcjonuje, wszyscy są zadowoleni. Bez dorabiania ideologii. Po prostu. Ojciec zostaje z dzieckiem i tyle. Koniec kropka. Nie trzeba do tego dorabiać żadnej ideologii. Ale bez ideologii byłoby nudno, dlatego Feminoteka właśnie wydała książkę „Fritzi i ja. Czyli o lękach ojca, że nie będzie dobą mamą” Jochena Königa.

„Mamą Fritzi jest zarówno jej biologiczna mama, jak i chwilami tato Fritzi. Tak, tak, nic mi się nie pomyliło. Tato Fritzi, czyli Jochen, jest czasem mamą.  Jochen po prostu mieszka z córką i wychowuje ją, a mama mieszka w innej dzielnicy Berlina. I to do Jochena mała Fritzi woła wybiegając ze żłobka: „Moja mama”” - czytamy na stronie Feminoteki. Zupełnie nie rozumiem tego pomieszania ról. Nie wiem dlaczego nagle ojciec ma być matką, skoro jest ojcem i powinien pracować raczej nad tym, żeby stawać się z każdym dniem jeszcze lepszym ojcem, a matkowanie zostawić matce. Czy kiedy ja wychodzę z domu, a dzieci usypia mój mąż, to na ten czas staje się mną? Nie, jest tatą dalej, nic się nie zmienia. I tak samo tata Fritzi jest jej tatą. Nie mamą.

Czemu ma służyć takie pomieszanie porządków? Pewnie walce ze stereotypami, a przecież stereotypem jest rodzina złożona z mamy, taty i dzieci. Skoro więc ideałem ma być równość, to w zasadzie taki rodzic pewien być trochę matką, a trochę ojcem. „Zostałem wychowany w takim społeczeństwie, które uczy przez całe życie, że muszę zachowywać się „jak mężczyzna” – opowiada ojciec Fritzi. I co w tym dziwnego? Proces wychowania to także czas na przygotowanie dzieci do tego, by w dorosłym życiu pełniły pewne określone funkcję – dziewczynkę do bycia matką, a chłopca do bycia ojcem.

Chłopcy bowiem różnią się od dziewczynek, potrzebują innych metod wychowawczych, innego podejścia. Każdy rodzic, który ma w domu dzieci różnych płci, widzi różnicę. „Tak, moje dwie córki, urodzone po synach, wydają mi się tak różne od braci, że czasami zastanawiam się, czy to na pewno ja wydałam ich wszystkich na świat (z tym samym mężem). Różnice są ogromne. I nie mówię tu o samochodzikach czy broni ani o laleczkach czy kolorowych kredkach, będących jedynie zewnętrznym i zmiennym przejawem wewnętrznych specyficznych struktur męskich i żeńskich. Obydwoje z mężem próbujemy nasze dzieci zachęcać do wyrażania tych różnic w zachowaniu, ponieważ wiemy, że nie ujmują one im godności. Nie faworyzujemy też chłopców ani dziewczynek. Po prostu mamy świadomość, że są inni tak jak ja i mój mąż, a każde dziecko jest jednakowo wartościowe” – mówi włoska dziennikarka i blogerka Constanza Miriano.

I ta różność właśnie będzie procentować, bo by harmonijnie się rozwijać, dziecko potrzebuje obojga rodziców – matki i ojca, a nie matki i „matki zastępczej”. I nie jest prawdą, jak głosi König, że dziecku jest wszystko jedno, kto się nim zajmuje. I to już od okresu noworodkowego. Pomijam oczywiście sytuacje tragiczne i ekstremalne, kiedy matka umiera i siłą rzeczy cała opieka spoczywa na ojcu, który stara się dziecku zastąpić oboje rodziców. Mówię o sytuacji, w której oboje rodzice żyją i wspólnie wychowują swoje dziecko. Nie bez powodu ciało kobiety jest tak zbudowane, by móc dawać życie i je podtrzymywać w tym pierwszym okresie życia dziecka poprzez karmienie piersią. Co prawda pojawiają się głosy, że przecież i u mężczyzny można laktację wywołać. Tyle że jakoś nie słychać o mężczyznach karmiących piersią. A szkoda, bo bardzo by to życie matkom ułatwiło. Mogłyby się na przykład czasem wyspać, podczas gdy dziecko dostawało by pokarm z piersi od ojca. Skoro jednak jakoś lawinowo mężczyźni nad laktacją nie pracują, zostawmy tę sferę kobiecie. To niesamowity czas nawiązania więzi z dzieckiem i w imię ideologicznej równości nie powinien być dziecku odbierany.

„Matka przyjmuje, ojciec nadaje sens rzeczywistości. Matka jest podłogą, która podtrzymuje, ojciec – ścianą, która chroni, ale też ogranicza. Matka uczy żyć, ojciec umierać. Matka czyni gniazdo rodzinne przyjaznym, ojciec – daje odwagę, by je opuścić” – wskazuje różnice między matką i ojcem Constanza Miriano. I żeby było jasne, nie krytykuję zaangażowania ojca w opiekę. To napawa mnie radością. Tak jak z przyjemnością przyglądam się ojcom na placu zabaw, których zresztą jest coraz więcej. Cieszy mnie, że od początku ojcowie angażują się w wychowanie swoich dzieci, od sali porodowej. Dziś już nie dziwi widok ojca z niemowlęciem w parku czy starszym dzieckiem na placu zabaw, coraz więcej ojców widzę rano odprowadzających dzieci do przedszkola. I coraz więcej mężczyzn rozumie, że dziecko na każdym etapie swojego życia potrzebuje zaangażowanego ojca. Nie wirtualnego, pochłoniętego swoją pracą czy telewizją, ale jak najbardziej realnego. Zaangażowany ojciec jest w stanie ochronić dziecko przed ryzykownymi zrachowaniami. O skutkach wychowywania dzieci bez ojca napisano już całe tomy. I nikt nie może podważyć potrzeby obecności ojca w życiu dziecka.

To, że ojciec opiekuje się dzieckiem, nie oznacza, że z automatu staje się on matką i ma dylematy typowo kobiece. Bo to my kobiety, chcące sprostać milionom oczekiwań, dwoimy się i troimy, żeby być idealną matką. Faceci są ponad to.

Nie oszukujmy się, mieszanie porządków będzie miało katastrofalne skutki. Dla dzieci. Bo one potrzebują jasnych i prostych punktów odniesienia. Potrzebują mamy i taty. Odpowiedzialnych i zaangażowanych w wychowywanie dzieci. Dlatego niech ojciec będzie ojcem, niech da dziecku siebie, swój czas, niech się angażuje i wychowuje. Po męsku. Jak ojciec, a nie „druga mama”.

 

Małgorzata Terlikowska 

Komentarze

anonim2015.07.3 15:04
"Matka jest podłogą" "ojciec ścianą która ogranicza" dobrze, że nie ścierką do podłogi i nie ścianą, która wali w dekiel no po prostu "złota czcionka"
anonim2015.07.3 16:09
Anna7777- nie wiesz ze Bog Panstwa Terlikowskich nie kocha gejow i lesbijek? Ich Bog jest tylko dla nich, malo tego oni wiedza czego Bog chce, czego oczekuje itd....
anonim2015.07.3 21:15
Pani Terlikowska, Gdyby tak jak Pani sobie zyczy, ,mielibysmy nic nie zmieniac w ustalonym porzadku, to nie widzialaby Pani ojcow z niemowletami, malymi dziecmi w piaskownicy itp., ktore, jak Pani twierdzi, tak Pania ciesza. Tak ze duzy poklon i buziaki naleza sie od Pani kobietom, ktore walcza o rowny podzial obowiazkow i walcza ze stereotypami. A Pani szufladkuje je jako feministki i pluje na nie permanentnie tutaj jadem.
anonim2015.07.4 14:33
Jeśli mama jest zmęczona karmieniem(a ma do tego prawo)istnieje mleko modyfikowane,które może podać tata.Zaręczam,że dziecko wychowane na mleku modyfikowanym może być okazem zdrowia i mieć(cytuję)"silną,lecz prawidłową więź emocjonalną z obojgiem rodziców,szczególnie z mamą"."Mama uczy żyć,ojciec umierać"-Jezus,Maria...Podobnych bredni nie słyszałam nigdzie,p.Terlikowska jest godną partnerką do rozmowy dla każdej feminazistki,poziom akurat ten sam...A szkoda.
anonim2015.07.5 1:23
"Mogłyby się na przykład czasem wyspać, podczas gdy dziecko dostawało by pokarm z piersi od ojca. Skoro jednak jakoś lawinowo mężczyźni nad laktacją nie pracują, zostawmy tę sferę kobiecie. " ----------------------------------------------------------------------------------- Ja aby się wysypiać przeszłam szybciutko na mleko modyfikowane przy pierwszym i drugim dziecku, dzieci wreszcie najedzone a ja wyspana i wypoczeta , polecam wszystkim mamom, które się nie wysypiają, bo modyfikowane mleko syci na dużo dłużej niż to z piersi.
anonim2015.07.5 4:12
"I to do Jochena mała Fritzi woła wybiegając ze żłobka: „Moja mama”” - czytamy na stronie Feminoteki." "Jochen po prostu mieszka z córką i wychowuje ją, a mama mieszka w innej dzielnicy Berlina." To akurat jest zrozumiałe, dziecku brakuje matki - tej nawet najlepszy tata nie zastąpi - i w ten sposób rekompensuje sobie jej brak. *** " Matka czyni gniazdo rodzinne przyjaznym, ojciec – daje odwagę, by je opuścić” " Tak prawidłowo powinno być. Ojciec powinien też uczyć dzieci mężności, gdy nadejdą trudne chwile życia: kataklizm lub wojna - te cechy są bardzo przydatne.
anonim2015.07.5 4:18
"Fleur.de.Lys napisała: "Jeśli mama jest zmęczona karmieniem(a ma do tego prawo)istnieje mleko modyfikowane,które może podać tata.Zaręczam,że dziecko wychowane na mleku modyfikowanym może być okazem zdrowia" Nawet najlepsze mleko modyfikowane nie zastąpi pokarmu matki. Owszem są sytuacje, gdy nie ma innego wyjścia, bo kobieta po prostu nie ma pokarmu, ale.. Są także sytuacje, gdy ojciec umiera/ginie i dziecko musi wychowywać kobieta. Jednak tylko lewactwo twierdzi, że to jest normalne i dla rozwoju dziecka korzystne lub obojętne. Mamine karmienie, to nie tylko budowanie wzajemnej więzi, ale głównie uodparnia na choroby.
anonim2015.07.5 17:11
Naprawdę trzeba aż tyle literek by powiedzieć "tata ma być tatą a mama mamą" ? "Matka uczy żyć, ojciec umierać" - Terlikowscy i ich złote myśli ! Ahh te złote myśli Terlikowskich ....
anonim2015.07.8 21:49
Z całym szacunkiem dla autorki - nie mogę się zgodzić. To nie jest tak, że matka jest podłogą, czyli przestrzenią dla eksploracji, a ojciec ścianą, która ogranicza. To nie jest tak, że matka przyjmuje, a ojciec nadaje sens. Być może było tak dawniej, kiedy kobiety miały ograniczony dostęp do edukacji, a nadmiar obowiązków domowych nie pozwalał im pokierować dziećmi. W tej chwili w wielu rodzinach rodzice uzupełniają się - lepiej wykształcone matki kierują i nadają sens pierwszym wyborom dzieci (gimnazjum, szkoła ponadgimnazjalna, praca), a ojcowie nierzadko zapewniają tylko podstawowy byt. Matki przygotowują dzieci do "odlotu", myślą o ich przyszłości. Zdarza się, że ojcowie spędzają więcej czasu z dziećmi, ponieważ tak postanowili - gdy to matka ma pracę, która ma większą szansę dać im utrzymanie. To samo jest z rolą dwóch kobiet czy dwóch mężczyzn wychowujących dziecko. Każdy ma jakieś indywidualne predyspozycje i po prostu się dostosowuje. Jestem matką i synów i córek. Nie, różnica nie leży w płci. Starsza córka jest podobna do mnie i do mojej mamy - konkretna, ambitna, lubi rywalizować, nie trawi "kobiecych" tematów. Młodsza jest taka dziewczęca. Podobnie z synami - najstarszy niy gra macho, ale mnóstwo w nim wrażliwości, której często daje upust. Wiem, że jeden z moich synów nie potrafi się postawić, jest czuły i łagodny, łatwo się wzrusza. Nie potrafię mu powiedzieć "Chłopaki nie płaczą", ponieważ z dzieciństwa wyniosłam, że trzeba być dzielną/dzielnym i nie płakać... ale płacz czasami pomaga. Mnie wychowano, że dziewczyny myślą. A przecież... nie wszystkie. Nasza kultura europejska (nie chrześcijańska, nie katolicka, ale grecka) dała wielokrotnie przykłady, że młodych mężczyzn wychowywali właśnie starsi "mentorzy", a nie rodzina z mamusią i tatusiem. Nieraz zastanawiam się, czy "spartańskie warunki" to nie był skrót myślowy od wychowywania w środowisku LGBT. A jak radzi sobie duchowieństwo z brzemieniem wychowywania dziewcząt? Dziewczynki uczą się religii, spowiadają się, pytają o sprawy wybitnie kobiece - co poradzi ksiądz młodej kobiecie, skoro nigdy nie był kobietą? A jednak radzi. Prenóbuje. Z różnym skutkiem, ale doceńmy i to. Przecież się starają, bywają mentorami, choć problemy, z jakimi muszą się zmierzyć przerastają ich biologiczne oraz narzucone celibatem ograniczenia. Dlatego - podsumowując- wzorce, bliskie osoby, z których dzieci mają czerpać życiowe przykłady są bardzo potrzebne, ale nie mówmy, że to płeć te wzorce wytycza. Może kiedyś tak było, ale dawno. Teraz powinniśmy mieć szacunek do każdej z płci jednakowy.