Spowiedź to droga nawrócenia. Krótka historia sakramentu pokuty i pojednania  - zdjęcie
08.03.21, 21:15

Spowiedź to droga nawrócenia. Krótka historia sakramentu pokuty i pojednania

12

Ukrzyżowany i zmartwychwstały Jezus przekazał Kościołowi misję udzielania ludziom łaski przebaczenia. W ciągu dziejów zmieniały się formy sakramentu pokuty i pojednania. 

Historia każdego sakramentu zaczyna się od Jezusa Chrystusa. Nie inaczej jest w przypadku sakramentu pokuty i pojednania. Jezus nie tylko wzywał do nawrócenia, ale – co widać doskonale w scenie z paralitykiem – sam udzielał ludziom odpuszczenia grzechów. Czynił to na mocy swojej Bożej władzy (jako Syn Boży), ale zarazem czynił to jako człowiek (co tak bulwersowało faryzeuszy).

Już w tej historii można dopatrzeć się zapowiedzi przekazania Boskiej władzy przebaczenia wspólnocie Kościoła. Otwarcie mówi o tym Jezus dopiero po śmierci i zmartwychwstaniu. Sakrament spowiedzi jest bowiem owocem Paschy. To przez krzyż i zmartwychwstanie dokonało się pojednanie ludzi z Bogiem. Owoce tego Jezusowego dzieła pojednania mają być przekazywane ludziom poprzez Kościół. „Wieczorem owego pierwszego dnia... przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł (do apostołów): »Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane«” (J 20,19.22-23).

Pan Jezus nie określił precyzyjnie, jak ma wyglądać sprawowanie sakramentu pokuty. Dał Kościołowi Ducha Świętego, który jest gwarancją Bożej obecności, a apostołom udzielił władzy „odpuszczania” i „zatrzymywania”. Historia sakramentu pokuty pokazuje, jak ta niezmienna władza była konkretnie sprawowana w zmieniających się warunkach historycznych. Ów skarb, jakim jest moc jednania ludzi z Bogiem, jest przechowywany w glinianym naczyniu Kościoła. Moc idzie od Boga, ale przez posługę kapłanów, którzy sami jako grzesznicy miłosierdzia potrzebują. 

Jednorazowa i publiczna pokuta 

Już w Listach i Dziejach Apostolskich pojawia się problem grzechu występującego po chrzcie świętym. Budziło to zgorszenie i pewne zażenowanie młodej wspólnoty. W początkach Kościoła to chrzest był traktowany jako sakrament pojednania z Bogiem. Przyjmowali go dorośli, którzy wyznawali wiarę i nawracali się. Zanurzając się w wodzie chrztu, „topili” starego, grzesznego człowieka i zaczynali nowe życie. Panowało mocne przekonanie, że życie po chrzcie może i powinno być życiem wolnym od grzechu. Doświadczenie pokazało, że było to zbyt optymistyczne. Dzieło „Pasterz” Hermasa (ok. 150 po Chr.) jest najstarszym świadectwem mówiącym o odpuszczeniu grzechów po chrzcie. Przez kilka wieków dominowało w Kościele przekonanie, że po chrzcie pokuta jest możliwa tylko raz. Przyjmowano, że jest jakby drugim chrztem. Przy czym chodziło o ciężkie grzechy, za jakie uważano cudzołóstwo, morderstwo i apostazję.

Problem pokuty nasilił się w związku z prześladowaniami chrześcijan przez Rzym. Nie wszyscy jednak byli gotowi na męczeństwo, niektórzy wypierali się Chrystusa (tzw. lapsi – upadli). Potem, gdy ustały prześladowania, chcieli wrócić do Kościoła, ale rygoryści odmawiali im tego prawa. W Kościele zwyciężyło jednak przekonanie, że nie należy im odmawiać Bożego miłosierdzia. Grzesznik musiał wyrazić przed wspólnotą swój żal i postanowienie poprawy. Następnie odbywał publiczną pokutę, którą nakładał na niego biskup (tzw. pokuta kanoniczna). Dopiero po okresie ekspiacji biskup udzielał przebaczenia, nakładając ręce i wypowiadając słowa rozgrzeszenia. Do VI wieku pokuta miała charakter jednorazowy i publiczny. 

Wynalazek mnichów

Spowiedź indywidualną zawdzięczamy mnichom pochodzącym z Irlandii i Wielkiej Brytanii. Tak zwani mnisi iroszkoccy stali się wielkimi ewangelizatorami północnej i zachodniej Europy w VI i VII wieku. Oni rozpowszechnili w całym Kościele spowiedź uszną przed kapłanem i praktykę osobistej pokuty. Od VI wieku spowiadano się już częściej niż raz. Zwykle wtedy, gdy ktoś popełnił grzech ciężki. Nadal jednak było tak, że najpierw trzeba było odpokutować grzech, a potem u tego samego kapłana, który nałożył pokutę, prosić o rozgrzeszenie. Mnisi tworzyli tzw. księgi penitencjarne, zawierające katalogi wszelkich możliwych grzechów oraz odpowiadających im pokut zwanych taryfowymi. Określano precyzyjnie formę i czas pokutowania. Ciekawostka: duchowni mieli znacznie surowsze pokuty niż świeccy.

Księgi z taryfowymi pokutami okazały się jednak ślepym zaułkiem. Pojawiały się wynaturzenia, bogaci zaczynali zastępować pokutne czyny określoną sumą pieniędzy. Około X wieku ustaliła się reguła, że penitent zaraz po wyznaniu grzechów uzyskuje rozgrzeszenie, a pokutę odprawia po spowiedzi. Porzucono księgi pokutne. Pokuta po spowiedzi stawała się coraz bardziej symboliczna. Na Soborze Laterańskim IV (1215 r.) zadecydowano, że wszyscy wierni mają obowiązek osobiście przynajmniej raz w roku wiernie wyznać wszystkie swoje grzechy kapłanowi. Później, już na Soborze Trydenckim (1545–1563), doprecyzowano, że obowiązek ten dotyczy jedynie grzechów ciężkich. Oczywiście chodzi o grzechy, których człowiek po dokładnym zbadaniu siebie jest świadomy. W roku 1304 papież Benedykt XI usankcjonował tzw. spowiedź generalną. Chodzi o spowiedź z całości życia, albo jakiegoś jego etapu, w której wyznajemy grzechy już wcześniej wyznane i odpuszczone. Spowiedź generalna jest nadal praktykowana i bywa pożyteczna w pewnych przełomowych życiowych momentach (np. przed ślubem czy święceniami).

Średniowieczny Kościół rozwinął teologię sakramentu pokuty. Spierano się o rozłożenie akcentów. Święty Tomasz z Akwinu, jak zwykle, szukał mądrej równowagi. Akcentował, że na skuteczność sakramentu składają się zarówno elementy subiektywne, czyli akty samego penitenta: żal połączony z postanowieniem poprawy, wyznanie grzechów i zadośćuczynienie, jak i element obiektywny, którym jest sakramentalne rozgrzeszenie. W porównaniu z pierwszymi wiekami Kościoła najważniejsza zmiana polegała na odejściu od przesadnego akcentowania uczynków pokutnych, jakby „wypracowywania” przebaczenia. Pozostałością po starożytnej surowej praktyce pokutnej pozostała teologia odpustów. 

Negowanie i obrona spowiedzi 

Marcin Luter, twórca reformacji, sam do końca życia spowiadał się. Ale w swoich pismach raz uznaje spowiedź za sakrament, raz ją odrzuca. Nie podobało mu się kościelne przykazanie nakazujące przynajmniej raz w roku spowiadać się. Tak mocno akcentował konieczność zaufania Bożemu miłosierdziu, że negował znaczenie samej absolucji i ludzkich wysiłków pokutnych. Jak w wielu innych sprawach, tak i w tej wylał dziecko z kąpielą. Kościoły wyrosłe z reformacji ostatecznie odrzuciły spowiedź.
 Wspomniany już Sobór Trydencki w odpowiedzi na reformację uporządkował nauczanie o spowiedzi. Potwierdził nauczanie św. Tomasza z Akwinu. Akcentował, że spowiedź jest sakramentem powtarzalnym, że rozgrzeszenia może udzielać tylko kapłan. Potwierdził znane już wcześniej rozróżnienie na żal doskonały (z miłości) i niedoskonały (z lęku). Do otrzymania rozgrzeszenia wystarczy żal niedoskonały. To nauczanie pozostaje nadal aktualne.

Na Soborze Watykańskim II zwrócono uwagę na wspólnotowy wymiar sakramentu pokuty. Podkreślono, że spowiedź to nie tylko pojednanie z Bogiem, ale także z Kościołem. Utrzymano jednak jako podstawową formę sakramentu indywidualną spowiedź. Drugą formą jest pojednanie większej liczby penitentów wraz z indywidualną spowiedzią. Trzecia forma, czyli tzw. absolucja generalna, jest możliwa tylko w sytuacjach nadzwyczajnych. Jan Paweł II w adhortacji „Reconciliatio et paenitentia” (1984 r.) zwrócił uwagę, że spowiedź nie jest tylko rodzajem procedury sądowej przed trybunałem miłosierdzia, ale ma również charakter „leczniczy”. „Pragnę leczyć, a nie oskarżać”, mówi św. Augustyn. „To dzięki lekarstwu spowiedzi doświadczenie grzechu nie przeradza się w rozpacz” – komentuje papież. „Każdy konfesjonał to uprzywilejowane i błogosławione miejsce, w którym (…) rodzi się nowy, nieskażony i pojednany człowiek – pojednany świat!”.

Spowiedź w wielu krajach przeżywa kryzys. Konfesjonały służą tam za schowki na szczotki i szmaty. Księża przestali spowiadać, więc ludzie przestali chodzić do spowiedzi. Zachodnia cywilizacja głównie przy pomocy armii psychologów i medialnych inżynierów społecznych dokonuje zastępczego świeckiego „rozgrzeszenia”. Wmówiono społeczeństwom i niestety także wierzącym, że są bez winy. Mówimy już tylko o słabości, o rozpadzie małżeństwa, wypaleniu, niedostosowaniu czy traumie z dzieciństwa.

Tam, gdzie nie ma przyznania się do winy, nie ma też nawrócenia i spowiedzi. Wtedy zło staje się nieuleczalne.

Ks. Tomasz Jaklewicz

Liturgia.wiara.pl

Komentarze (12):

Anonim2021.03.9 7:54
Ci którzy "wyzwalają" nas od grzechu i winy, równocześnie obezwładniają, pozbawiają siły, poczucia stanowienia o sobie, godności, odpowiedzialności, taka denoblizacja wspólnoty. Upodlenie, zeszmacenie wszystkich, wmawia się każdemu, że jest tylko wypadkową działających na niego i w nim sił, robi wszystko, aby nie rozwinąć zdolności używania rozumu i uczuć wyższych, wszak ludzie silni, godni, samodzielni, to unicestwienie zamordyzmu i wszelkich o nim mrzonek, wszelkiego: a teraz my!
BRAWO!2021.03.9 6:56
Kanada. Ostatnie radio zrywa współpracę z rozgłośnią ojca Rydzyka! Kolejna kanadyjska radiostacja zerwała współpracę z Radiem Maryja. Jak podaje Thomas Lukaszuk, programów rozgłośni Tadeusza Rydzyka można słuchać w Kanadzie już tylko w internecie.
Po 11 ...2021.03.8 22:27
Naukowcy z Chile odkryli najbardziej odległe źródło promieniowania we wszechświecie z wszystkich do tej pory znanych. Promieniowanie pochodzi z odległego kwazara. Znajduje się on tak daleko, że jego światło wędrowało na Ziemię aż 13 mld lat. To świętokradztwo!!! Musicie się wyspowiadać. Świat został stworzony 6 tysięcy lat temu. To obraza uczuć religijnych. Do więzienia z nimi na 2 lata. Dlaczego? Katolikom polecam sprawdzić jak się ma miliard do tysiąca.
Protestant2021.03.8 22:57
"Niech to jedno, umiłowani, nie uchodzi uwagi waszej, że u Pana jeden dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień" (2 P. 3,8). Czy ci, którzy kalkulowali wiek świata na podstawie Biblii pamiętali, a ci, którzy się teraz do tego odwołują, czy oni na pewno pamiętają - o tych słowach?
Po 11 ...2021.03.8 23:13
Nawet jak Bóg tworzył Świat nie przez 6 lat, tylko przez 6 tysięcy lat, to jak to się ma do 13 000 000 000 lat? No jak? Samozaoranie :)
Po 11 ...2021.03.8 23:14
Nie przez 6 dni, tylko 6 tysięcy lat, oczywiście.
Po 11 ...2021.03.8 23:17
Z tym, że przy takim założeniu niedziela (i to nie handlowa) powinna występować co 7 tysięcy lat. Naprawdę jesteście katolicy na to gotowi? No sorry, nie ma cherry picking :))
Po 11 ...2021.03.8 23:43
Błagam. Jak niedziela ma być raz na 7000 lat, to niech chociaż będzie handlowa ... proszę...
Protestant2021.03.9 10:15
Nie chodzi o sztywny przelicznik, bo nie można byłoby go stosować jednocześnie w obie strony (bo może tysiąc lat to jeden dzień?). Słowa ta oznaczają, że Bóg jest ponad czasem, i że ludzkie miary i poczucie czasu nie są ograniczeniem dla Boga. Zresztą wg Księgi Rodzaju dopiero czwartego dnia "...Bóg rzekł: Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata". A więc na nie ma powodów, aby przynajmniej wcześniejsze "dni" mierzyć naszą wspołczesną miarą dni i lat, skoro wtedy nawet naszego "zegara" (astronomicznego) nie było. Astrofizycy uważają, że wprawdzie cały wszechświat ma ok 14 mld lat, to nasz układ słoneczny, oraz ziemia są znacznie młodsze. Ponadto, oprócz pierwszego opisu stworzenia (Rdz. 1,1-2,3), w Księdze Rodzaju jest także drugi opis (Rdz. 2,4-25). Jest tutaj np. zupełnie inna kolejność stworzenia, bardziej bezpośrednie zaangażowanie Boga, widać też serdeczny stosunek Boga do ludzi. Nie należy obu opisów odczytywać np. jako wskazanie konkretnej kolejności aktów stwórczych i czasu w jakim to nastąpiło, bo przecież obu opisów nie dałoby się uzgodnić. Biblijny autor ma do przekazania nie taką wiedzę, która mogłaby zastąpić to, co uzyskujemy w procesie badań nad przyrodą, ale to, czym nauki przyrodnicze się nie zajmują - a więc ukazanymi symbolicznie odpowiedziami na pytania: o cel życia człowieka, o jego godność w stosunku do innych stworzeń, o przyczyny moralnego zła na świecie itp. Wprawdzie w ciągu wieków część ludzi wierzących widziała sens kalkulacji wieku świata (do nich zaliczał się także Izzak Newton, jako naukowiec przecież twardo stąpający po ziemi), to inni już w starożytności uważali, że opisy stworzenia należy odczytywać w kluczu symbolicznym. Tym, którzy chcą Biblię zdyskredytować, zależy na podkreśleniu pierwszego podejścia, a pominięciu drugiego, bo to dla nich wygodniejsze.
Protestant2021.03.8 22:15
"Kościoły wyrosłe z reformacji ostatecznie odrzuciły spowiedź". Nie jest to prawdą. Spowiedź, czyli wyznanie grzechów Bogu jest praktykowane przez Kościoły poreformacyjne. Ma to również silną podstawę biblijną. Już Dawid modlił się do Boga: "Zmiłuj się nade mną, Boże, według łaski swojej, Według wielkiej litości swojej zgładź występki moje! Obmyj mnie zupełnie z winy mojej I oczyść mnie z grzechu mego!(...) Pokrop mnie hizopem, a będę oczyszczony; Obmyj mnie, a ponad śnieg bielszy się stanę" (Ps. 51,3-4.9). Hizop był używany w rytuałach świątynnych między innymi do pokropień krwią (por. Hbr. 9,19-22). Nowy Testament to na nowo podkreśla, że wierzący już zostali pokropieni drogocenną krwią Chrystusa (por. 1 P. 1,2.19-20). To ona jest podstawą przebaczenia grzechów. Niestety, sakrament katolickiej spowiedzi, wraz z "pięcioma warunkami dobrej spowiedzi" do tego się nie odwołuje. W rezultacie, przystepujący do katolickiej spowiedzi może błędnie uważać, że całym "kosztem" uzyskania pojednania z Bogiem jest wstyd wyznania grzechów przed prezbiterem. Ale gdy czytamy Pismo, widzimy wyraźnie, co jest podstawą tego pojednania i oczyszczenia: "Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości. Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, kłamcę z niego robimy i nie ma w nas Słowa jego. Dzieci moje, to wam piszę, abyście nie grzeszyli. A jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy. On ci jest ubłaganiem za grzechy nasze, a nie tylko za nasze, lecz i za grzechy całego świata" (1 J. 1,9-2,2). Prawdziwa spowiedź zawsze polega na wyznaniu grzechów Bogu. Duchowny może być świadkiem takiego wyznania i życzliwym doradcą, w razie potrzeby na podstawie Bożych obietnic, upewniającym grzesznika o otrzymanym pojednaniu z Bogiem.
Gienek2021.03.10 22:05
Super tekst Jestem Katolikiem i się z nim w pełni zgadzam.
APEL2021.03.8 21:49
UWAGA!!! Ponieważ ten cyniczny polakożerca i zapiekły wróg Kościoła, tj. niejaki Anonim (plus masa jego klonów: AAAtomek, ladychapel, Po 11…, katolicka kretynizacja Polski i in.) grasuje tu bezkarnie od lat (a administrator Frondy, o ile jest jakiś, konsekwentne udaje głuchego), proponuję, aby każdy wstawiał pod jego nickami normalne wpisy, ewentualnie jakieś absurdalne parodie jego antypolskich lub filosemickich komentarzy. Zresztą wielu już tak robi. W ten sposób, przy niewielkim wysiłku, wspólnymi siłami, rozmyjemy ten obraźliwy dla Polaków bełkot, nie do pomyślenia na innych forach. Dyżurny Anonim, lub ktoś z jego bandy będzie najpierw obleśnie rechotał („buhahahaha”), potem będzie błaznował („jest mi bardzo wszystko jedno”), oburzał się na „bolszewickich złodziei nicków”, potem zarzuci koneksje ze Stalinem (on, tęczowy lewak!), będzie rozdzierał szaty na metody katolików (częsty trick obłudnych ateistów), wreszcie oskarży o faszyzm (?) oraz antysemityzm (to ich odwieczny, mocno już wyświechtany zarzut), a nawet o szmalcownictwo (sic!). A na koniec będzie już tylko rzygał na – oczywiście karygodną, ale często wyolbrzymioną lub wręcz zmyśloną – pedofilię w Kościele.