16.03.17, 18:53

S. Michaela dla Frondy: Chrześcijaństwa nie da się pogodzić z filozofią zen

„Religii chrześcijańskiej nie da się pogodzić z całym zapleczem buddyjskiej filozofii, na której opiera się medytacja zenu” - mówi dla Fronda.pl s. Michaela Pawlik OP.

Portal Fronda.pl: Ojcowie Jezuici zaprosili do Polski swego współbrata z USA, o. Roberta Kennedy'ego, zwolennika medytacji zen, którą próbuje łączyć z religią chrześcijańską. Czy warto propagować tego rodzaju synkretyzm?

S. Michaela Pawlik OP: Religii chrześcijańskiej nie da się pogodzić z całym zapleczem filozofii, na której opiera się mistyka zen. Przemycanie tego rodzaju treści do chrześcijaństwa, służy zamazywaniu jego obrazu. Nasza wiara wyraźnie zakłada, że łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna i że tę łaskę otrzymujemy dzięki odkupieniu, które dokonało się przez Jezusa Chrystusa. Zen natomiast głosi: „Ty, człowieku zbawisz się o własnej sile, tylko ćwicz”. Przyjmując to założenie, zaprzeczam wierze chrześcijańskiej i autorytetowi Jezusa. Niektórzy próbują mylnie dowodzić, że elementem łączącym obie religie, może być pokój. Jezus mówi o pokoju: „Pokój zostawiam wam, pokój mój wam daję" ale nie w izolacji od społeczeństwa. Budda natomiast mówi, że jeżeli człowiek się wyciszy przez oderwanie się od świata, będzie miał pokój. Podobnym nieporozumieniem jest interpretacja miłości bliźniego. Budda niby chciał uszczęśliwić ludzi, dać im wskazówkę jak dojść już w tym życiu do uszczęśliwiającej nirwany, ale tylko Jezus prowadzi nas do szczęścia wiecznego. Jezus z miłości do człowieka umiera na krzyżu, a Budda w imię miłości każe mi się całkowicie wyizolować ze świata i wpaść w rodzaj transu, określanego jako nirwana, ale sam żadnej ofiary nie ponosi.

Niektórzy próbują przekonywać, że próby zbliżania obu religii mogą być pomocne w nawracaniu buddystów na chrześcijaństwo. To słuszne założenie?

W celu „nawracania” chrześcijan, też można zastosować takie porównania, to jest kładka, przez którą można chodzić w dwie strony. Rzecz oczywista, że ci, co ewangelizują buddystów, nie będą do nich od razu przychodzili z krzyżem i mówili: „Ludzie, wasza wiara jest błędna, bo tylko Ten was zbawił na krzyżu”. Szukają jakiegoś zdania czy poglądu, który może być jakimś punktem wyjścia do rozmowy z danym człowiekiem.

Można inicjować dyskusje w gronie religioznawców, w celu przedyskutowania własnych przekonań, ale nie w celu propagowania nauki niezgodnej z oryginalnym buddyzmem, ani z prawdziwą wiarą katolicką. W tym wypadku zakłamuje się obydwie religie. Do rozmowy można zaprosić każdego, po to, aby się zapoznać z jego poglądami, ale nie po to, by przekonywać nieświadomych ludzi do przyjęcia błędnych poglądów. Założenie, w oparciu o które Jezuici zapraszają tego człowieka, jest krzywdzące dla ludzi nieświadomych różnic pomiędzy obu religiami. Czym innym jest bowiem skonfrontowanie swojej wiedzy z jego poglądami, a czym innym zapraszanie go jako niekwestionowanego wykładowcę, nauczyciela dla wszystkich katolików.

Rozmawiała Emilia Drożdż (9 X 2014)