S. Małgorzata Borkowska OSB: Czy trudności w modlitwie są dziełem szatana? - zdjęcie
09.01.20, 16:30

S. Małgorzata Borkowska OSB: Czy trudności w modlitwie są dziełem szatana?

25

Pytanie: Dobroć nieraz spotyka się z niewdzięcznością, nie z nagrodą.

W błogosławieństwach nie jest powiedziane Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią natychmiast, zaraz, od ludzi. Chodzi o miłosierdzie Boże, które Bóg obiecuje za nasze działanie, kiedy staramy się naśladować Jego dobroć. Wciąż jest tutaj mowa o człowieku, który stoi przed Bogiem. On ani nie stoi sam, ani nie stoi tylko w społeczności ludzkiej; stoi przed Bogiem wśród innych ludzi, i to, co jest w Ewangelii powiedziane, dotyczy naszego stosunku do Boga. Bóg obiecuje nam swoje miłosierdzie i to jest dar tak wielki, że nie mamy porównania dla niego nawet w wszystkich darach miłosierdzia, których moglibyśmy dostąpić na ziemi. Mam wrażenie, że im człowiek jest starszy, a mówię to z perspektywy moich przeszło siedemdziesięciu lat, tym bardziej rozumie, jak cząstkowe było to dobro, którego w życiu dokonał; kiedy z początku wydawało mu się, że tyle można zrobić – jakie to było niepełne i jak bardzo mu potrzeba tego prawdziwego Boskiego miłosierdzia, do którego nasze ani się nie umywało. To jest ta właśnie radość, którą nam obiecano. Ma pani rację, że nie można interpretować Ewangelii jako obietnicy powodzenia w tym życiu, nagrody w tym życiu. To jest niestety to, co nieraz się dzieje, kiedy uczy się dzieci modlitwy: „Pomódl się, to ci Bozia da”. Trudno o większą szkodę, a to dlatego, że „Bozia” nie jest automatem do cukierków. Wrzucisz odpowiednią monetkę, stukniesz i wylatuje to, co się chciało. Nigdy nie dość przypominać o tym, że Bóg jest osobą. I jest na tyle wolny, suwerenny, że ma swój plan, że czegoś sam chce i ma prawo według tego planu postępować. Więc kiedy wrzucam monetkę i chcę dostać czekoladkę, a dostaję coś całkiem innego, to jeżeli to jest automat stacyjny, mam rzeczywiście prawo protestować, że się zaciął; ale jeżeli to jest modlitwa, to nie mam prawa, bo On wie lepiej.


Pytanie: Czy skoro tak ważne jest mówienie do Boga własnymi słowami, należy zrezygnować z odmawiania pacierza?

To byłoby nieporozumienie. Jeden sposób modlitwy nie wyklucza drugiego. W dzieciństwie człowiek wie, bo tak nauczyła go mama, że powinien rano się modlić; ale w wieku dorosłym nadal odmawia pacierz poranny, już nie dlatego, że to taki miły zwyczaj, ale dlatego, że chce zacząć dzień od łączności z Bogiem. To nie wyklucza tej łączności przez całą resztę dnia ani ta łączność przez resztę dnia nie wyklucza pacierza rannego czy wieczornego. Jeżeli Chrystus Pan nauczył nas tego, co dziś nazywamy „pacierzem” (od łacińskiego słowa Pater, ojciec: chodzi o modlitwę „Ojcze nasz”) – to po to, żebyśmy przez powtarzanie tych słów stawali przed Bogiem w postawie Jego miłujących i pokornych dzieci, bo taką postawę te słowa wyrażają i takiej nas uczą. A to jest przecież modlitwa. Jest wiele możliwych rodzajów modlitwy i każdy jest dobry o swojej porze. Istnieje tylko jedno niebezpieczeństwo: kiedy człowiek powie sobie (co jest w pewnym sensie słuszne), że wszystko może być modlitwą… wszelkie zajęcia… i wobec tego w ogóle przestaje się modlić w sensie właściwym. A wtedy już nic modlitwą nie jest.


Pytanie: co to znaczy „ucieczka przed Bogiem w modlitwę”?

Może tak być, kiedy człowiek zaczyna na gwałt recytować jakieś litanie, mimo że wie, że jego obowiązkiem jest zastanowić przed obliczem Boga nad jakąś ważną sprawą; ale on ucieka, boi się. Człowiek boi się Boga strasznie, każdy z nas, tylko że na szczęście Pan Bóg się tego nie boi. On sobie da z nami radę. To jest zjawisko dotyczące ludzi, którzy z własnego wyboru weszli na drogę modlitwy, i na tej drodze zaczynają się bać, bo się boją wymagań Bożych. Ta słabość w nas wszystkich siedzi, trzeba ją także Panu Bogu ofiarować. Słowo „bojaźń” jest jak wiele innych wieloznaczne i trzeba uważać na kontekst, w jakim jest używane, bo można się bardzo zaplątać. Tu oczywiście nie użyliśmy tego słowa w znaczeniu „czci”, ale w znaczeniu strachu.


Pytanie: czy trudności w modlitwie są dziełem szatana?

Nie myślę, żebyśmy powinni szatanowi robić tyle łaski, żeby się nad nim specjalnie zastanawiać. Wiadomo, że jest; wiadomo, że działa; ale takie dopatrywanie się jego wyraźnej działalności w szczegółach naszego życia jest przesadą i może prowadzić nawet do niezdrowej fascynacji. Zdarza się, że ktoś tak właśnie robi, mówiąc, że przecież w każdym grzechu jest szatan! Zgoda, ale kiedy ta osoba idzie do konfesjonału i spowiada się, to chyba przecież nie spowiada się z satanizmu, tylko z grzechów; i to swoich, a nie szatana. Więc istnieje jakiś obszar naszej własnej winy, której nawet na szatana nie możemy zwalić. A myśli zająć trzeba Bogiem, a nie szatanem. Bóg jest najlepszym tematem dla naszego rozważania. Mówiła św. Teresa Wielka, że zupełnie nie rozumie tych ludzi, którzy wciąż krzyczą „szatan, szatan” i wpadają w panikę, zamiast powiedzieć „Bóg” i nabrać odwagi.


Pytanie: bywa, że człowiek jest wierny modlitwie, ale ona jest jak martwa, po prostu z przyzwyczajenia.

Należy i za to Panu Bogu podziękować. To jest jeden więcej materiał, który można ofiarować: kiedy modlitwa przestaje być przyjemnością. Modlitwa może być przyjemnością, ale kiedy przestaje nią być, to wtedy modlimy się dla Boga, a nie dla siebie. Modląc się jesteśmy w kontakcie z Bogiem, więc nie możemy modlić się źle, chyba że ktoś na modlitwie uwłacza bliźnim.

Święty Benedykt w Regule pisze, że mnich powinien sobie wyrobić dobre przyzwyczajenia, a wtedy łatwiej mu pójdzie: to, czego dawniej przestrzegał nie bez trudności, teraz będzie wykonywał jak rzecz normalną, bo nabrał przyzwyczajenia i zagustował w cnocie. Pojęcie cnoty jest w naszych czasach gdzieś zagubione. W teologii ten termin oznacza sprawność, otrzymaną lub nabytą; i ta sprawność jest jak najbardziej do nabycia, ale z drugiej strony kaznodziejstwo, zwłaszcza popularne, straszy nas okropnie przed rutyną. Gdzie jest granica między cnotą a rutyną? Chyba tam, gdzie człowiek pełniąc dobro traci z oczu intencję.

Jeżeli cokolwiek zagraża naszemu życiu modlitwy, to pierwsza zasada brzmi: „do góry z tym”, pokazać to Panu Bogu. Jak to, czy On sam nie widzi? Widzi, ale chce, żebyśmy to my Mu pokazali. „Ja to widzę i Ty to widzisz, Panie”. Chodzi o to, aby był jakiś moment porozumienia – oboje to widzimy. I wtedy można znaleźć tę różnicę między rutyną, która nie będzie się przejmowała dobieraniem intencji, a cnotą, która chce dobra; i dlatego właśnie, że chce służby Bożej, nawiązuje ten kontakt. Każdy kontakt z Bogiem, w którejkolwiek chwili, jest modlitwą i jest tym, dla czego my żyjemy. Czy to będzie pacierz, czy to będzie akt strzelisty (krótka modlitwa w tej chwili aktualna), czy cokolwiek to będzie, to jest istota naszego bytu – ta łączność.

Znany jest problem rozproszeń. Jest na to jedyna rada: do góry z tym. Przyznać się do tego przed Bogiem. Mam wrażenie, że Pan Bóg czasami dopuszcza takie odskoki myślowe, czy też inne odejścia po to, żebym się mogła skruszyć, nawrócić choćby odrobinkę. I tym bardziej nawiązać z Nim kontakt. Jest też stare i znane zjawisko, że mnisi albo mniszki, którzy zastanawiali się nad czymś w czasie pracy, idą do kościoła i w trakcie pacierzy nagle podczas któregoś psalmu wpada do głowy rozwiązanie problemu. Podziękować Panu Bogu i modlić się dalej.


Pytanie: czy ważna jest postawa ciała podczas modlitwy.

Może być ważna, ale nie jest najważniejsza; jest ważna wtedy, kiedy jest możliwa. Przede wszystkim nie można z niczego robić sobie przeszkody do modlitwy. Był taki czas w pierwotnym chrześcijaństwie, kiedy chrześcijanie, żeby się modlić, odwracali się na wschód. Było to nawiązanie myślowe do Chrystusa jako wschodzącego słońca ludzkości, niejako wyznanie Jego godności mesjańskiej. To było dla nich ważne. O św. Makrynie, siostrze św. Bazylego Wielkiego (IV wiek), zapisano, że kiedy była już śmiertelnie chora, to kazała swoje łóżko tak ustawić, żeby mieć oczy zwrócone w stronę wschodu, a tym samym móc się modlić. Łóżko łatwo można ustawić, ale większy problem miał w VI wieku w Palestynie pewien wędrowny kupiec, po którym został list, pisany do słynnego pustelnika Barsanufiusza, mającego wielki autorytet duchowy. Kupiec pyta, i to z wielkim przejęciem, co ma robić, bo chciałby się modlić w drodze, ale kiedy idzie, to nieraz całymi godzinami zwrócony jest tyłem do wschodu. Więc jak może się modlić? Starzec mu bardzo cierpliwie wyjaśnia ten problem (i inne podobne) i uczy, że można się modlić w każdą stronę… Dużo tu zależy od okoliczności i jedno pewne, że nie ma z czego robić sobie skrupułów.

Owszem, jest taka zasada, Lewis to bardzo podkreślał, że fizyczna postawa człowieka jakoś kształtuje jego postawę duchową. Ale nie zawsze może kształtować, bo czasami pewnej postawy przyjąć się nie da, a wtedy nie ma się czym przejmować; jest zresztą więcej metod kształtowania tej postawy. A co miałby robić człowiek, który leży z powodu choroby? Przecież nie jest wykluczony od możliwości modlitwy. Ojcowie pustyni mówili, że ktoś, kto składa Bogu dzięki w chorobie, równy jest temu, kto uprawia wzniosłą modlitwę.

 

Problem przebaczenia. Czasem ktoś mówi: „Przebaczam, ale nie mogę ci tego zapomnieć”.

Wszelkie sformułowanie: „przebaczam, ale…” oznacza przebaczenie niepełne. Oczywiście, komuś może być bardzo trudno przebaczyć, subiektywnie czy nawet obiektywnie trudno, bo to różnie bywa, ale to jest takie coś przez pół. Jeżeli tego człowieka w tej chwili nie stać na więcej, to trudno, ale przynajmniej powinien wiedzieć, że jeszcze dalej powinien w tym pójść, że powinien spróbować przebaczyć bez „ale”. Pan Jezus nie stawiał granic przebaczenia. Mówił nawet o czymś tak trudnym, jak gotowość na to, że ten człowiek drugi raz nas zrani, że mu się sami do tego podstawimy; więc jeżeli nas akurat teraz na to nie stać, to może być z nami tak jak z tymi pustelnikami, którzy przyszli do pewnego znanego starca i zapytali go, jak też mają osiągnąć doskonałość. A on, zamiast im powiedzieć, że przecież już są doskonali, mówi: „Przebaczajcie swoim winowajcom”. Oni byli prawdomówni i powiadają: „My tego nie potrafimy”. „Więc przynajmniej pomódlcie się za nich”. „Tego też nie potrafimy”. Dał im jakieś drobniejsze polecenie. „Tego też nie potrafimy”. Wtedy zawołał swojego ucznia i powiada: „Ugotuj im kaszkę, bo są jeszcze tacy malutcy”.

Człowiek chciałby widzieć całą winę po „tamtej” stronie, ale trzeba tego drugiego zrozumieć. Każdy sam siebie rozumie, to łatwe, ale drugiego nie rozumie, tak samo, jak ten drugi nie rozumie jego. Trzeba zobaczyć, ile się samemu tutaj napsuło w tych kontaktach. Dobrze jest czasem spojrzeć na siebie oczami tego zwaśnionego z nami bliźniego; to łatwe, przecież wiemy z grubsza, co o nas myśli. Choćbyśmy uważali, że absolutnie nie ma racji, dobrze jest tak zrobić. I wtedy zapytać siebie: Czy nam samym z kimś takim byłoby łatwo?


Problem nierozerwalności małżeństwa (Mt 19).

Było ono od początku tzn. w planie Bożym, który został przez ludzi spaczony i Bóg musiał zacząć nowe stawianie wymagań od pewnego minimum, ale podnosił te wymagania. Żyjemy w społeczeństwie wymieszanym, więc bardzo nam łatwo przenieść swoje pojęcia na ludzi, którzy żyją wokół nas nie będąc chrześcijanami; i żyją tak, jakby jeszcze Chrystus nie przyszedł. Musimy jednak uznać fakt, że Bóg od nas wymaga więcej. Pierwsza reakcja człowieka małodusznego na takie stwierdzenie brzmi: „Więc niechrześcijanie mają lepiej! Mniej mają zakazów!” W rzeczywistości mają po prostu inne problemy; i nieraz zabrną w o wiele większe niż te, których na swój pogański sposób pragnęli uniknąć. Wszystko zależy od tego, co rozumiemy przez „zakaz”. Pan Bóg nawet najbardziej nawet kategorycznych nakazów czy też zakazów nie stawia ot tak sobie, bo tak Mu do głowy przyszło. My jesteśmy zaplanowani na jakieś życie. My jesteśmy stworzeni do pewnego życia. Nasze oko, na przykład, jest stworzone tak, że jedne promienie widzi, a innych nie widzi; zieleń sprawia naszym oczom radość, przyjemność i w pewnym sensie je leczy. Oczy są dla zieleni, zieleń jest dla oczu, to wszystko zostało stworzone razem. Tak samo jest z prawem etycznym. Jesteśmy do niego zaplanowani. Jeżeli próbujemy się przeciw niemu opierać i wymyślać sobie jakieś inne, to jest to tak, jakby krzesło uparło się, że będzie koniem. Ale nie będzie koniem, choćby na głowie stanęło; a jeżeli będzie próbowało, to nie wyjdzie mu to na dobre i będzie bardzo nieszczęśliwe. Człowiek na ogół się przekonuje o skutkach swoich rzekomo dobrych działań dopiero, jak już daleko w te skutki zajdzie; czyli nieraz dopiero na starość. To jedno jest pewne i to chciałam podkreślić: że nakazy czy zakazy Boże to są zawsze nakazy miłujące, wskazujące nam, gdzie jest nasze największe dobro. I tylko tak można je rozumieć.


Fragment książki Rozważania o Wcieleniu Syna Bożego


Siostra Małgorzata Borkowska OSB urodziła się w 1939 r. Studiowała polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz teologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Od 1964 jest benedyktynką w Żarnowcu. Autorka wielu prac historycznych, m.in. Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII i XVIII wiekuCzarna owcaSześć prawd wiary oraz ich skutkiOślica BalaamaRyk Oślicy,Twarze Ojców Pustynitłumaczka m.in. ojców monastycznych, felietonistka.

 

bz/ps-po.pl

Komentarze (25):

Andy Semicki Rabin2020.01.16 10:32
"Mówiła św. Teresa Wielka, że zupełnie nie rozumie tych ludzi, którzy wciąż krzyczą „szatan, szatan” i wpadają w panikę, zamiast powiedzieć „Bóg” i nabrać odwagi." - piękne!
marianl2020.01.9 19:19
Nie komentować baranich bzdurnych nic nie wnoszących wypocin !Wiara i modlitwa tylko to się liczy!
andrzejhahn32020.01.9 20:57
czyli ciemnota i zacofanie................typowy katolicki kretynizm ...............gratulacje
anonim2020.01.9 22:32
baranie dałeś głos ,nie becz tak ,bo ci z pyska capi.
andrzejhahn32020.01.9 22:39
a lubisz brac do japy
WysłaćKleroPasożytówDoWatykanuBezPrawaPowrotu2020.01.9 19:13
Pierdu-sratu klero-staruchy. Sparować ją ze stuletnim kościotrupem Knabita i mamy wzorzec polskiej rodziny. Bogobojnej, wszystkowiedzącej, długowiecznej, przyszłościowej.
andrzejhahn32020.01.9 18:19
kolejna parszywa kreatura katolicka i jej wymioty spowodowane brakiem bolca
Albert2020.01.9 17:19
"Czy trudności w modlitwie są dziełem szatana?" Nie pani Borkowska - Płyta wiórowa. Są dziełem katolickiego mózgu. Nieużywanego od urodzenia.
STANISLAW2020.01.9 17:38
Nie bądź taki zarozumiały i pewny, że czego TY nie widzisz, to nie istnieje. Nie bądź taki pewny!
Albert2020.01.9 18:17
Nie bądź taki zarozumiały i pewny, że te bajeczki, w które ty wierzysz, mają cokolwiek wspólnego z rzeczywistością. Dlaczego nie wierzysz w Smerfy?
Yoshka2020.01.10 2:47
Skąd wiesz że nie wierzy w smerfy? czemu miałbyu nie wierzyc w smerfy skoro wierzy w takie głupoty jak opisywane przez psychiczną borkowską? po co te niepotrzebne uprzedzenia - smerfy są fajne i co więcej w odróżnieniu od boga katolików niogo nie mordowały, nawet gargamel jakoś przeżył.
AB2020.01.9 18:20
Ta pycha, która się z ciebie wylewa jest na pewno dziełem szatana. To szatan każe ci atakować innych ludzi za ich wiarę, po tym można poznać szatańskie działanie. Uważaj! Najpierw jesteś pełen pychy i samozadowolenia, a potem będzie cierpienie, płacz i zgrzytanie zębów. I ratunku już nie będzie.
Albert2020.01.9 19:59
Nie bredź. Bajki o szatanie są dobre dla dzieci. Dorośnij.
lady chapel2020.01.9 17:10
Raczej nieznajomością Pisma Świętego i nieczytania go na codzień.
anonim2020.01.9 20:47
Żebyś ty lady czytała naprawdę to Pismo, to byś wiedziała ile głupot, nielogiczności i nieścisłości tam się znajduje. Katole zasłaniają cię biblią, ale tak naprawdę to jej nie znają.
anonim2020.01.9 22:36
Ty zapewne znasz ją doskonale to może się pochwal i jakiś argumentów użyj to podyskutujemy ,a tak nie ma o czym ..
lady chapel2020.01.10 6:08
Ależ ja właśnie o tym piszę - o nieznajomości Pisma i o niepraktykowaniu Jego codziennego czytania
Piotr Nowak2020.01.9 16:50
Nie diabła - ae dziełem ludzi ! A szczególnie śmierdzącemu lewactwu, tęczoewj zarazie i innym lewackim odchyłom !!!
PMP2020.01.9 16:44
Fronda należy do sekty posoborowej a artykuł ilustruje zakonnicą w tle z tradycyjnymi, trydenskimi ornantami. O co chodzi, wstydzicie się wystroju i "szat" posoborowych księży? Pozorujecie na tradycjonalistów z modernistycznym przekazem?
Alicja2020.01.10 8:12
Kiedy ostatniraz czytałaś/-eś Pismo Święte?
MAVERICK JONASIK2020.01.9 16:34
Czy trudności w modlitwie są dziełem szatana? Nie to zwykły, lekki debilizm. Pewnie w szkole też były problemy z wierszem na pamięć?
Piotr Nowak2020.01.9 16:51
Opssss ! Uwaga debil na portalu. Prosimy nie komentować !
STANISLAW2020.01.9 17:36
Nie bądż taki zarozumiały i pewny, że poza tym, co Ty widzisz, niec nie istnieje. Nie bądź taki pewny!!. Inna sprawa, nie wiem, czy szatan tak strasznie wojuje, jak to niekltórzy bredzą. skoro Chrystus, "zwycięzca śmierci, piekla i szatana, silniejszy ponad szatana i M. Jonasik
MAVERICK JONASIK2020.01.9 22:32
Ja też mam lekki debilizm na pokładzie i wiersze na pamięć, to nie była moja mocna strona. Jak tylko zabierałem się za wkuwanie, to pojawiał się taki ostry zapach siarki ... no i jak tu się uczyć?
Andy Semicki Rabin2020.01.10 0:15
Nie ucz się, nauka jest dla głupich.