Przemiana wody w wino. Problem alkoholu - zdjęcie
31.12.14, 17:01Wesele w Kanie Galilejskiej (fot. fragment obrazu Giotta, Wikipedia)

Przemiana wody w wino. Problem alkoholu

13

PYTANIE: Należę do tych żon, które bardzo dużo już wycierpiały z powodu pijaństwa męża. Przekonałam się, że alkohol to jest doprawdy coś bardzo złego. I tak od dłuższego czasu wciąż chodzi mi po głowie: dlaczego Pan Jezus w Kanie Galilejskiej uczynił z wody wino. Przecież ono na pewno też zawierało alkohol, a przecież to niemożliwe, żeby Pan Jezus uczynił coś złego. Dokonanie przez Niego tego właśnie cudu stawia przede mną pytania, z którymi nie umiem sobie poradzić.

ODPOWIADA JACEK SALIJ OP

Zanim podejmę zadany mi przez Panią temat, powiem parę słów na temat, jak mi się wydaje, znacznie ważniejszy, jaki przed Panią stoi. Ludzie, którzy poświęcili się ratowaniu alkoholików, bardzo zwracają uwagę na to, jak istotnie żona może pomóc swemu pijącemu mężowi w powrocie do normalnego życia. Niestety, niektóre żony alkoholików wzmacniają jeszcze w swoich mężach pogardę dla samego siebie i brak wiary w przezwyciężenie tego nałogu -- i w ten sposób, potępiając nałóg i cierpiąc z jego powodu, same przyczyniają się bezwiednie do pogłębiania tego nieszczęścia.

Toteż ogromnie namawiałbym Panią do nawiązania kontaktu z ruchem anonimowych alkoholików. W wydanej przez Wydawnictwo "Pax" książce D. Selviga i D. Rileya Nie piję, czy w antologii pt. Sami o sobie, wydanej przez Księgarnię Świętego Wojciecha, znajdzie Pani adresy wspólnot Al-Anon, w których spotykają się ludzie, którzy mają alkoholika w swojej rodzinie i sami nie potrafią mu pomóc. Z pewnością taka wspólnota istnieje również w Pani mieście albo gdzieś w pobliżu. Bardzo radziłbym Pani nawiązać z nią kontakt.

Żeby zaś bezpośrednio podjąć Pani pytanie, chciałbym nieco poszerzyć obszar refleksji. Mianowicie starożytni chrześcijanie byli niekiedy niepokojeni przez manichejczyków zarzutem, że wystarczy sobie uświadomić, ile zła wynika z wina, żeby dojść do wniosku, że z pewnością winną latorośl stworzył nie Bóg, ale diabeł. Argument ten był elementem sprytnie pomyślanej taktyki, której celem było udowodnienie tezy, jakoby diabeł był stwórcą całej w ogóle materii, nie wyłączając ciała ludzkiego. Otóż manichejczycy zwracali uwagę na istnienie różnych groźnych lub dokuczliwych dla człowieka stworzeń -- takich jak drapieżne i jadowite zwierzęta, niekorzystne zjawiska klimatyczne, trujące rośliny, różne gryzonie i insekty, które mogą być utrapieniem naszego codziennego życia -- i starali się doprowadzić swoich słuchaczy do zwątpienia, czy wszystko to może pochodzić z ręki dobrego Boga. Po zbombardowaniu słuchacza tego rodzaju przykładami -- wśród których nie zabrakło oczywiście również winnej latorośli -- łatwiej im było zasiać zwątpienie co do tego, czy w ogóle Bóg jest stwórcą świata materialnego.

Zmagając się z tą argumentacją, Ojcowie Kościoła sformułowali wiele wspaniałych intuicji na temat obecności Boga w tym świecie widzialnym oraz podatności materii na służbę temu, co duchowe. Bezpośrednio zaś odpowiadając na wspomniane zarzuty poczynili ważne rozróżnienie między naszym dobrem cząstkowym a dobrem powszechnym wszechstworzenia, ale nie tu miejsce, żeby omawiać tę problematykę szczegółowo. Ograniczę się tylko do przykładowego zacytowania odpowiedzi na zarzut związany z naszym tematem. "Niektórzy -- mówił św. Jan Złotousty -- zobaczywszy zachowujących się nieprzyzwoicie pijaków, nie ganią ich, lecz owoc dany przez Boga. Mówią: Niech nie będzie wina! Powiedzmy im raczej: Niech nie będzie pijaństwa! Wino bowiem jest dziełem Boga, pijaństwo dziełem diabła. Nie wino stwarza pijaństwo, lecz niepowściągliwość. Nie oczerniaj tworu Boga, lecz oskarżaj o szaleństwo swego współsługę. (...) Wino zostało nam dane, aby leczyło słabość ciała, nie żeby niszczyło siłę duszy" (Homilia na słowa: "Wina po trosze używaj").

Ostatnie zdanie łatwiej zrozumieć, jeśli wie się o tym, że Jan Złotousty wypowiedział powyższe słowa w ramach wyjaśniania 1 Tm 5,23: "Samej wody już nie pij, używaj natomiast po trosze wina ze względu na żołądek i częste twe słabości". Nawiasem mówiąc, cytowana homilia świadczy o tym, jak głęboko zarzuty manichejskie weszły w ówczesną świadomość chrześcijan. Złotousty kaznodzieja nie podejmuje bynajmniej w tej homilii polemiki z manichejczykami, nie jest też jego celem uodparnianie słuchaczy na manichejskie zarzuty. Zarzuty te zostały przez wielu ówczesnych chrześcijan na tyle zinternalizowane, że stanowiły już ich własny problem religijny. Tak w każdym razie wynika z tekstu homilii.

Wydaje mi się, że podobnie jest z problemem postawionym przez Panią. On chyba również nie jest dla Pani problemem pierwotnym. Zapewne jego początkiem było pijackie powoływanie się na samego Pana Jezusa i Jego cud w Kanie Galilejskiej. Przypuszczam, że dopiero kiedy Pani nie umiała sobie poradzić z tym argumentem, problem ten stał się dla Pani własnym problemem.

Jest jeszcze drugi tekst Pisma Świętego, bezczelnie przytaczany przez pijaków dla usprawiedliwienia swojego grzechu. Chodzi o wypowiedź Psalmu 104, który wśród różnych darów, jakich Bóg nam udziela, wymienia "wino, co rozwesela serce człowieka". Wielu z tych, którzy powołują się na te słowa, może nawet nigdy w życiu Pisma Świętego w ręku nie miało, a wypowiedź ta jest jedynym zdaniem, jakie potrafią z niego zacytować. Niestety, próby posłużenia się Panem Bogiem, aby był adwokatem mojego grzechu, dowodzą tylko tego, że pijaństwo prowadzi również do utraty przytomności duchowej.

Nasze wyjaśnienie rozpocznijmy może od zastanowienia się nad tym, jaki Boży sens zawiera się w słowach, że Bóg daje nam "wino, co rozwesela serce człowieka". Nawet nie da się przytoczyć wszystkich wypowiedzi Pisma Świętego, w których potępia się pijaństwo. Przypomnijmy tylko przykładowo: "Wino i moszcz odbierają rozum" (Oz 4,11); "Nie patrz na wino, jak się czerwieni, jak pięknie błyszczy w kielichu, jak łatwo się je połyka. Bo w końcu kąsa jak żmija, swój jad niby wąż wypuszcza" (Prz 23,31); "Biada tym, którzy wstając wczesnym rankiem, szukają wódki, i zostają do późna w noc, bo wino ich rozgrzewa (...) Biada tym, którzy są bohaterami w piciu wina i dzielni w mieszaniu wódki" (Iz 5,11 i 22); "Wino i kobiety wykolejają mądrych" (Syr 19,2); "Przy piciu wina nie bądź zbyt odważny, albowiem ono zgubiło wielu" (Syr 31,25); Nie upijajcie się winem, bo to jest przyczyną rozwiązłości" (Ef 5,18).

Dwie grupy tekstów zasługują na przypomnienie szczególne. Po pierwsze, w Pawłowych katalogach grzechów, które wykluczają człowieka z Królestwa Bożego, niezmiennie wymieniane jest również pijaństwo: "Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy (...) ani pijacy (...) nie posiądą Królestwa Bożego" (1 Kor 6,10; por. Ga 5,21; Ef 5,5). Można zatem się zastanawiać, czy my na serio wierzymy w życie wieczne, jeśli tak niewiele czynimy dla stworzenia atmosfery społecznej, która skutecznie blokowałaby rozwój alkoholizmu. Przecież tu chodzi już nie tylko o to, że alkoholizm wprowadza wielki chaos w życie społeczne i jest źródłem nieszczęścia wielu rodzin; tutaj już chodzi wręcz o życie wieczne wielu spośród nas!

Druga grupa tekstów znajduje się w Księdze Jeremiasza oraz w Apokalipsie. Mianowicie wszelkie oddanie grzechowi jest tam porównane do pijaństwa: grzech często pociąga człowieka niby wódka, jego czynienie może być równie atrakcyjne jak przyłączenie się do pijackiej kompanii, ale też jego skutki są równie żałosne: "To powiedział do mnie Pan, Bóg Izraela: (...) Niech piją, zataczają się i szaleją! (...) Pijcie i upijajcie się, wymiotujcie i padajcie, nie mogąc powstać wobec miecza, który poślę między was. Jeżeli zaś się zdarzy, że nie będą chcieli wziąć kubka z twej ręki, by pić, powiesz im: To mówi Pan Zastępów: Musicie wypić!" (Jr 25,15n.27n; por. 51,7). Kielicha grzechu nie da się bowiem oddzielić od kielicha kary Bożej. Według Apokalipsy całe narody mogą w ten sposób upić się grzechem i leżeć nieprzytomnie we własnych wymiotach (Ap 14,8; 17,2).

Powyższe teksty rozstrzygają sens wypowiedzi Psalmu 104, że od Boga otrzymaliśmy "wino, co rozwesela serce człowieka". Mianowicie nie można mieć wątpliwości co do tego, że jeśli skutkiem używania alkoholu jest osobiste upodlenie, krzywda najbliższych, demoralizacja młodszych, wówczas dopuszczamy się ciężkiego nadużycia daru Bożego i obrazy Stwórcy. Wino zostało nam dane, aby być znakiem radości życia, a nie narzędziem grzechu, którego kresem jest zawsze rozpacz.

I właśnie na znak Bożej radości życia uraczył Pan Jezus winem uczestników wesela w Kanie Galilejskiej. Ojcowie Kościoła jednomyślnie odczytywali w tamtym wydarzeniu głęboki sens mesjański: wesele ubogiej pary z Kany Galilejskiej było zapowiedzią innego wesela, wesela, które jest celem i sensem całych ludzkich dziejów. Mianowicie Syn Boży przyszedł na tę ziemię, aby poślubić Kościół, czyli odkupioną ludzkość. Jest to Oblubieniec niezwykły, On ma moc uwalniać swoją Oblubienicę od grzechów i czynić ją piękną od wewnątrz. Przychodzi On do swojej Oblubienicy jako Dawca pokoju Bożego i radości. Czy mogło więc na tym weselu zabraknąć wina, skoro jest ono znakiem radości? Z tego też powodu wino zostało wybrane przez Chrystusa Pana jako materia eucharystyczna -- mianowicie pod postacią wina uobecnia się podczas mszy świętej Jego Krew.

Ojcowie Kościoła lubili wskazywać na różne sytuacje, w których również dzisiaj powtarza się cud przemiany wody w wino. "Pismo Święte naprawdę było wodą, lecz dzięki Jezusowi stało się winem" -- powiada Orygenes, a chodziło mu o to, że Stary Testament, jeśli go czytać w wierze Chrystusa, odsłania sensy dotychczas w nim nie dostrzegane oraz ma moc upajać Duchem Świętym. Podobnie Pan Jezus cudownie przemienia sens życia małżeńskiego: Samo z siebie dobre małżeństwo jest tylko wspólną drogą przez życie, której owocem są dzieci wychowane na porządnych ludzi; ale mocą sakramentu małżeństwa wszystko, co w życiu małżonków dobre i zgodne z wolą Bożą, doznaje cudownej przemiany i dostępuje uczestnictwa w wiekuistym małżeństwie Chrystusa Pana z odkupioną ludzkością, dzieci zaś swoje małżonkowie wychowują już nie tylko na porządnych ludzi, ale przygotowują je do życia wiecznego. Ostatecznie zaś, jak powiada św. Augustyn, "my sami byliśmy wodą, a Chrystus winem nas uczynił" -- bo przecież to tylko Jego mocą nasze życie może stać się zasługiwaniem na życie wieczne.

W starożytności Kościół przeżył aż dwie pokusy, żeby zrezygnować z wina podczas odprawiania mszy świętej. Najpierw niektórzy ebionici, zamiast konsekrować chleb i wino, jak to ustanowił Pan Jezus, wprowadzili chleb i wodę, a motywowali to względami ascetycznymi. Druga pokusa przyszła w momencie, kiedy władze prześladowcze nauczyły się rozpoznawać chrześcijan po tym, że rankiem można było poczuć od nich zapach wina (Komunię świętą przyjmowali oni bowiem na czczo). Wówczas niektóre wspólnoty chrześcijańskie -- nazwane później akwarianami -- zaczęły odprawiać poranną Eucharystię na chlebie i wodzie, ograniczając konsekrowanie chleba i wina tylko do Eucharystii odprawianych wieczorem, kiedy to, że się pachniało winem, nie budziło już niczyich podejrzeń.

Na innowację tę stanowczo zareagował św. Cyprian. "Zanikłaby wszelka religijna i prawdziwa dyscyplina -- pisał w połowie III wieku -- gdybyśmy przestali wiernie zachowywać to, co nakazuje Duch Święty: gdyby ktoś przy porannych ofiarach lękał się, aby zapachem wina nie zdradzić, że wypił krew Chrystusa. Gdyby przy składaniu Ofiary wierni nauczyli się wstydzić krwi Chrystusa, świadczyłoby o tym, że w czasie prześladowań wycofują się z udziału w Jego męce" (List 63 15).

W obszernym Liście 63 św. Cyprian sformułował szereg głębokich argumentów, dlaczego jest rzeczą niezwykle istotną, aby do mszy świętej było używane właśnie wino. Przede wszystkim "ani Apostoł, ani anioł z nieba nie może nic innego głosić lub nauczać, niż to, co sam Chrystus nauczał i co głosili Jego apostołowie" (List 63 11).

Panią zapewne najbardziej zainteresują sformułowania św. Cypriana, które sugerują, że działanie kielicha Pańskiego jest dokładnie odwrotne niż kielicha pijackiego. Kielich pijacki paraliżuje umysł i ogłupia człowieka, czyni go niewolnikiem tego świata, odciąga od Boga i pogrąża w smutku. Natomiast "kielich Pański w taki sposób upaja, że czyni nas trzeźwymi i podnosi umysły do duchowej mądrości, a każdy, kto go zakosztuje, odwróci się od świata i skieruje się do poznawania Boga".

Ale, rzecz jasna, również zwykłe wino jest darem Bożym, a przeklęte jest jedynie jego nadużywanie, toteż zaraz w następnym zdaniu Cyprian pisze tak: "I podobnie jak zwykłe wino odpręża umysł, rozwesela ducha i uwalnia go od smutku, tak też przez picie Krwi Pańskiej i zbawiennego kielicha zatraca się wspomnienie o dawnym człowieku, zapomina się o poprzednim światowym postępowaniu, a smutne, zbolałe serce, przygniecione przedtem ciężarem dręczących grzechów, raduje się teraz otrzymanym od Boga przebaczeniem".

Skoro już tak długo zatrzymujemy się przy Liście 63 św. Cypriana, warto przy okazji przedstawić głęboką symbolikę, jaką dostrzegł on w zwyczaju dolewania do kielicha mszalnego odrobiny wody: "Woda oznacza lud, wino zaś jest krwią Chrystusa. Gdy więc w kielichu miesza się wino z wodą, to lud staje się jednym z Chrystusem i wspólnota wiernych jednoczy się i łączy z Tym, w którego uwierzyła. To zjednoczenie i złączenie wody i wina w kielichu Pana przez zmieszanie tak się dokonuje, że owej mieszaniny już nie można od siebie oddzielić. Dlatego też nic nie zdoła Kościoła, czyli będącego w Kościele ludu, jeśli wiernie i mocno trzyma się tego, w co uwierzył, odłączyć od Chrystusa; będzie się Go stale trzymać i jego miłość będzie nierozerwalna. Nie można więc przy święceniu kielicha Pana ofiarowywać tylko samej wody ani też samego wina. Jeśli bowiem ktoś ofiarowuje samo wino, to krew Chrystusa pozostaje bez nas; jeżeli zaś ofiarowuje się samą tylko wodę, to lud jest bez Chrystusa. Skoro zaś oba się zmiesza i przez to wzajemnie się złączy, dopełnia się duchowa i niebiańska tajemnica".

Jak Pani widzi, nie tylko nie ma nic żenującego w tym, że Pan Jezus przemienił wodę w wino oraz że właśnie pod postacią wina daje nam swoją Krew, ale kryją się za tym bardzo bogate treści duchowe. To zaś, że pijacy potrafią nawet w Ewangelii szukać błogosławieństwa dla swojego grzechu, jest zwykłym nadużyciem, które powinno budzić w nas niepokój nie co do treści zawartych w Ewangelii, ale z powodu zaślepienia, które nie waha się powoływać samego Boga na fałszywego świadka, jakoby zło nie było złem.

Nie chciałbym swoim listem sprawiać wrażenia, jakoby całkowita abstynencja od napojów alkoholowych była w świetle wiary chrześcijańskiej czymś podejrzanym. Na pewno czymś podejrzanym byłoby przymuszanie do powszechnej abstynencji (eksperyment taki podjęto w Stanach Zjednoczonych w latach dwudziestych naszego wieku). Jednakże ludzie, którzy dobrowolnie postanowili na jakiś czas lub do końca życia powstrzymać się całkowicie od napojów alkoholowych, spełniają w społeczeństwie ważną misję, zwłaszcza w społeczeństwie tak zagrożonym przez alkoholizm jak nasze.

Wykład o sensie abstynencji zacznijmy jednak od podstaw. Jak wiadomo, Pan Jezus nie był abstynentem, wyrażał się jednak z wielkim szacunkiem o abstynencji Jana Chrzciciela: "Przyszedł Jan Chrzciciel, nie jadł chleba i nie pił wina, a wy mówicie: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy, je i pije, a wy mówicie: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników" (Łk 7,33n). Pan Jezus jest jednak Synem Bożym i swoim stylem życia wyrażał niepowtarzalny sens swojego przyjścia do nas. Przyszedł bowiem do nas jako Oblubieniec, a na weselu przecież się nie pości. Wyraźnie jednak powiedział, że po odejściu Pana Młodego Jego uczniowie będą pościć (Łk 5,34n). Że dotyczyło to również używania napojów alkoholowych, świadczy o tym choćby wspomniany już przypadek Tymoteusza, którego Apostoł Paweł zachęca do tego, aby w związku z problemami żołądkowymi rozluźnił nieco rygor swojej abstynencji (1 Tm 5,23).

Najpełniejsze wytyczne na temat właściwego stosunku do abstynencji znajdują się w czternastym rozdziale Listu do Rzymian: "Królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije, ale to sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym" (w. 17). Można się jednak znaleźć w sytuacji, kiedy człowiek poczuje się do abstynencji przymuszony moralnie: "Wprawdzie każda rzecz jest czysta, stałaby się jednak zła, jeśliby człowiek spożywając ją, dawał przez to zgorszenie. Dobrą jest rzeczą nie jeść mięsa i nie pić wina, i nie czynić niczego, co twego brata rani" (Rz 14,20n).

W czasach dzisiejszych decyzję o całkowitej abstynencji różni ludzie podejmują najczęściej z dwóch powodów: żeby bardziej skutecznie przyczynić się do zmiany naszej obyczajowości, która niestety bardzo sprzyja rozwojowi pijaństwa, albo też żeby pomóc w ten sposób swemu bliskiemu w jego trudnej drodze wychodzenia z nałogu. I chwała Bogu, coraz więcej jest u nas takich ideowych abstynentów. Oby tylko nie wynosili się nad tych, którzy postanowili na razie nie rezygnować z rozumnego używania alkoholu.

pac (za: mateusz.pl)

Komentarze (13):

anonim2014.12.31 17:38
@Przeciw_gender Nie żebym coś, ale... "Gdyby kilku prostych ludzi za życia jednego pokolenia wymyśliło tak silną i ujmującą osobowość, tak wzniosłe mierniki moralne i tak urzekającą wizję braterstwa, byłby to cud o wiele bardziej niezwykły niż którykolwiek z opisanych w Ewangeliach". znany historyk, Will Durant "Gdyby nasze kraje spotkały się na gruncie nauk, które Chrystus wyłożył w Kazaniu na Górze, zostałyby rozwiązane problemy (…) całego świata". Mohandas Gandhi Może czasem warto posłuchać jednak mądrzejszych od siebie?? Ale w gruncie rzeczy, to dobrze, że przejawiasz wątpliwości... Któż takowych nie doświadcza, ten w istocie dawno przestał już żyć...
anonim2014.12.31 18:58
@Przeciw_gender Wypowiedzi tak znamienitych osób, jak choćby wybitny Ghandi, czy uznany historyk Durant, nazywasz bzdurami??? Dobrze się czujesz??? A wiesz, jak dramatyczną byłaby sytuacja głodujących, żyjących na skraju ubóstwa, dzieci afrykańskich, gdyby nie działalność CHRZEŚCIJAŃSKICH MISJONARZY, ludzi, którzy do reszty poświęcili swe życie, plany, marzenia, kariery, by służyć drugiemu człowiekowi?? Jesteś zwyczajnie skrajnie niesprawiedliwym osobnikiem pozbawionym samozachowawczości... Gdybyś kiedyś choć odrobinę "liznął" filozofii, to wiedziałbyś, że człowiek nie został powołanym do pewności... Pełni nigdy nie zgłębimy, nigdy nie poznamy... 'Ignoramus et ignorabimus'. Ty zaś stwierdzasz niezwykle kategorycznie, wprost fanatycznie: religia jest bzdurą. A masz co do tego absolutną pewność?? Oczywiście, że nie, bo nikt takowej nie przejawia!! Przekonujesz, jak wielkim nieszczęściem okazuje się być dla tych ludzi religia... A wiesz, co ja mogłem zaobserwować z własnego doświadczenia?? Że wielu takim osobom, żyjącym na skraju nędzy, wyczerpania, na pograniczu życia i śmierci, to właśnie religia, to właśnie wiara, pozwoliła i pomogła przetrwać!! Nie masz pojęcia o tej rzeczywistości, nie masz pojęcia o specyfice codzienności tych ludzi... Bazujesz li tylko pustymi, populistycznymi hasełkami, sztywnymi danymi z rozmaitych zestawień i tabel, w świetle których człowiek ulega, tak często, znacznemu uprzedmiotowieniu, kiedy to zrównuje się go z kolejną komórką w programie komputerowym... Tylko głupiec jest pewnym... Pamiętaj...
anonim2014.12.31 19:02
Gender ''religia oprócz oczywiście uwarunkowań naturalnych jest podstawowym źródłem nieszczęść na tym świecie'' Tak, ale tylko wtedy gdy zaczniesz w to fanatycznie wierzyć. Nikt zdrowy na umysle nie powie, że religijne prawo ''nie zabijaj'' czy ''nie kradnij'' są żródlami wszelkich nieszczęść..Są, ale dopiero, gdy kolejny poprawiacz świata je w jakis sposób zaneguje, a więc stworzy nowe tzw ateistyczne prawo. Takiego religijne monstrum stworzyli dziś ateiści i mają na sumieniu miliard bezbronnych dzieci...Nic tak szatana nie cieszy jak nieludzka eksterminacja niewinnych Możecie wierzyc, że się nikt u was o ten holocaust nie upomni, ale to wciąż jedynie wasza wiara, wasze marzenia, świat urojony i bóg, którego sobie sami uroiliście ku niewypowiedzianemu cierpieniu nieprzeliczonych
anonim2014.12.31 19:03
Mam wrażenie czasem po tych wpisach, że ci co udają katolików są jakby pijani.
anonim2014.12.31 19:12
''Pół tego świata żyje na skraju ubóstwa, '' Co ty wierzysz w to, że jakiegoś poprawiacza świata z gender obchodzą jakieś dzieci z Afryki?? Jeżeli tak to potrzebujesz pomocy dobrego psychiatry .Jakiś bogacz czy celebryta może i się w ramach szerszej dzialaności biznesowoej opowie po ich stronie, rozdając np prezerwatywy, ale to jest haniebne zaklamanie , jeszcze bardziej nieludzkie niż odraza do biedy jaka bije z ateistycznych nadludzi
anonim2014.12.31 19:20
''Mam wrażenie czasem po tych wpisach, że ci co udają katolików są jakby pijani'' Ateistyczna wyobrażnia jest nieskonczona więc nic dziwnego Do poczytania na trzeżwo, [nie mówie tu o gorzalce, co innego trawi wasze mózgi, powodując stan zamroczenia] ''W pierwszym dniu po przybyciu mogłem wyrobić sobie o tym, com widział, tylko bardzo ogólne pojęcie - praca jednak wytrwała i olbrzymia rzuca się to tak w oczy, że nie podobna jej nawet od pierwszego rzutu oka nie podziwiać. Ogrody misji są to po prostu obszerne lasy, wszystko zaś zostało zasadzone ręką ludzką. Budowle, których jest kilkanaście, wzniesione po największej części z koralowej rafy, obejmują wielki dom mieszkalny dla księży, szkołę, warsztaty, kościół mogący pomieścić kilkaset osób, kaplicę, dom dla sióstr miłosierdzia zajmujących się wychowywaniem czarnych dziewczynek, szkołę dla tychże, dalej kuchnię, składy itd. I pomyśleć, że wszystko to zostało zbudowane bez fachowych rzemieślników, własnymi rękoma księży, w takim klimacie, w którym biały człowiek pod grozą śmierci nie może fizycznie pracować i w którym Niemcy muszą trzymać żołnierzy Zulów i Sudańczyków, bo i karabin jest już za ciężkim brzemieniem dla białego! Jakim sposobem jedni tylko misjonarze pracują fizycznie i nie umierają? - trudno na to odpowiedzieć. Może to się tłumaczy do pewnego stopnia ich surowym życiem, ale niezawodnie bardziej jeszcze tym nastrojem duchowym czy, jeśli kto woli, tą odpornością, jaką dają nerwy owładnięte i wiedzione przez głębokie, wyegzaltowane poczucie obowiązku i wiarę w posłannictwo. Ci ludzie pracują w owych śmiertelnych krainach nie tylko jako przewodnicy duchowi, ale po prostu jak chłopi, to jest tak, jak nie przywykli pracować nawet w naszych klimatach. Rozszerzają nie tylko chrześcijaństwo - ale zmieniają postać kraju; nie tylko Murzynów chrzczą - ale uczą ich karmić się, mieszkać i odziewać się po ludzku - słowem: z dziczy zupełnej tworzą ucywilizowane społeczeństwo. A że najtęższe siły fizyczne muszą się kiedyś zużyć, więc w nagrodę za takie życie mają tylko śmierć - na obczyźnie.''
anonim2014.12.31 19:23
''Ale pod tym względem życia ich ni tej ilości szczęścia, która na każdego z nich przypada, nie można mierzyć naszą zwyczajną miarą. Nie mówiąc już o nagrodach pośmiertnych, nie widziałem nigdzie - ja, którym wiele jeździł - ludzi podobnie zadowolonych, nawet i ze swojej doczesnej doli. Uderzało mnie to i w Zanzibarze, i w Bagamojo, i w położonej głębiej Manderze. Po naszemu można by to znów wytłumaczyć chyba tym, że owe życiowe troski, owe gorączkowe zabiegi, owa walka o byt, bogactwo, wygody o zapewnienie sobie przyszłości - kończy się wszędzie u bram misji... Ci ludzie zdołali sobie wytworzyć na świecie to, co na pierwszy rzut oka wydaje się niedościgłym: zupełną pewność przyszłości - i zupełne jej bezpieczeństwo. Każda z nich wie doskonale, co go czeka - to jest, że czeka go praca i śmierć, ale obie otoczone spokojem niewzruszonym, którego żadne zmiany losu zamącić nie zdołają. Toteż pobożność nie ma to twarzy surowej, ascetyzm nie tylko nie jest ponury, ale po prostu wesoły. Tęż samą ewangeliczną sielankę, która uderzyła mój zmysł artystyczny w Zanzibarze, odnalazłem i w Bagamojo - dalsza zaś obserwacja nauczyła mnie, że to jest stały nastrój wszystkich misji. Prostota to tak wielka, jak i praca. Wśród tej bajecznej roślinności przypominającej opisy z Paul et Virginie5, w cieniu tych palm, bambusów, pod girlandami lianów, spostrzegasz pogodne twarze księży, pogodne twarze Murzynów i uśmiechy dzieci. Maleńkie, żółto czarne remizy zawieszają tuż przed drzwiami tysiące gniazd na drzewach, jakby i one wiedziały, że najspokojniej przy misji; inne, różnobarwne ptastwo nawołuje się łagodnie w gąszczach; do wtóru rozlegają się głosy dziecinne, mruczą warsztaty, czasem odezwie się dzwonek, a czasem w głębi ogrodu rozlegnie się głos organów, który, porwany przez powiew morski, leci nad dziką krainą, póki się nie rozproszy i nie ścichnie wśród puszcz. Tak wyglądają misje, gdy się chce patrzeć na nie okiem artysty. Ale poza tym i poza działalnością swą czysto religijną mają one i inne znaczenie. Najprzód walczą z niewolnictwem i wspierają europejski humanitarny ruch przeciwniewolniczy potężniej niż wszelkie środki, potężniej nawet niż pancerniki i działa. Po wtóre, walczą z islamem, tą największą plagą Afryki, która, jak już wspomniałem, czyni Murzyna Murzynowi wilkiem i z której płynie wszystko złe, bo i samo niewolnictwo, i krwawe razzie6, i chaos stosunków, i zaguba całych narodów. Słyszałem zdania, że ponieważ praca w Afryce wspiera się na niewolnictwie, przeto podciąwszy niewolnictwo burzy się od razu wszelkie stosunki społeczne i wprowadza się w nie zamęt. Jest to obawa płonna. Ochrzczony i wolny Murzyn będzie zawsze pracował, raz dlatego, że mu misjonarz wskazuje na pracę jako na drogę wiodącą do zbawienia, po wtóre dlatego, by miał co jeść z rodziną. Ale Murzyn mahometanin przy pierwszej lepszej sposobności rad porzuca łopatę dla strzelby i dobrawszy towarzyszów idzie w głąb kraju, by tam napadać na wioski rolnicze lub pasterskie, wycinać ludność męską, uprowadzać w niewolę kobiety i dzieci lub zagarniać stada. Wobec tego, przy niepewności o jutro, nikt nie chce pracować i kraj zmienia się w dziką i krwawą pustkę. Islam znaczy tyle co niewolnictwo - niewolnictwo zaś to wojna, dzikie napady, zaniechanie pracy, morze krwi, morze łez, zastój i bezład. Ludzie stojący z dala od tych stosunków nie zawsze to rozumieją i głoszą, że gdyby misje nie walczyły z islamem, łatwiej by spełniły swe zadanie, gdy tymczasem pogodzić się z islamem byłoby to dla misjonarzy zrzec się po prostu racji bytu.''
anonim2014.12.31 19:31
''Gdzie jest misja, tam kraj wygląda inaczej; chaty są obszerniejsze, Murzyn karmi się lepiej, odziewa lepiej, kultura jest wyższa, produkcja znaczniejsza. W okolicach odległych od misji rozmaite szczepy prowadzą życie płonne, z dnia na dzień, niemal jak żerujące zwierzęta. Kobiety drapią ziemię, byle zasadzić trochę manioku, lecz gdy zdarzy się rok, że maniok nie urodzi, ludzie przymierają głodem w najbujniejszej na świecie ziemi. Słyszałem jeszcze w Kairze człowieka, skądinąd rozsądnego, który czynił misjom zarzut, że nie uczą Murzynów rzemiosł. Zarzut wydał mi się słuszny - i dopiero po przyjrzeniu się miejscowym stosunkom poznałem całą jego błahość. Naprzód: w miejscach, gdzie rzemiosła, jak np. w Bagamojo, mogą znaleźć jakiekolwiek zastosowanie, Murzyni uczą się ich i uczą bardzo dokładnie, ale w głębi kraju jakich rzemiosł mają uczyć misjonarze? Zapewne nie szewstwa, bo wszyscy chodzą boso; nie kołodziejstwa, bo nie ma dróg ani zwierząt pociągowych; nie budownictwa, bo każdy Murzyn potrafi zbudować sobie chatę; nie kowalstwa, bo także każdy umie wyklepać na kamieniu nieraz bardzo ozdobny nóż i dziryt. Rzemiosła idą za potrzebami, a potrzeb nie masz prawie żadnych, te zaś, które są, pierwotny miejscowy przemysł zaspokaja doskonale. Natomiast misjonarze nawet w najdalszych krańcach Afryki uczą rzeczy nierównie donioślejszej, to jest sadzenia drzew zabezpieczających od głodu. Każdą najmniejszą misję otaczają kokosy, manga, drzewa chlebowe, kawowe, mandarynki, cytryny itp. Trzeba zaś wiedzieć, że drzewa podobne, w tej przynajmniej części kraju, którą zwiedziłem, nie rosną w stanie dzikim. Owóż Murzyni, zamieszkali w stanie dzikim, idą nieodmiennie przez samo naśladownictwo za przykładem księży - i otaczają się ogrodami - podczas gdy w wioskach odleglejszych nie spotykaliśmy często ani jednego owocowego drzewka. Łatwo zrozumieć, co dzieje się w takich wioskach, gdy maniok nie urodzi. Misje więc są, poza swą działalnością duchową, potężnym czynnikiem cywilizacyjnym, podnoszącym wytwórczość kraju. Co do duchowego wpływu ich na czarnych, powiem tylko to, że Murzyna-zwierzę zmieniają w Murzyna-człowieka, posiadającego czasem bardzo wysokie przymioty społeczne. Najprzód, ochrzciwszy się poczuwa się on tym samym do pewnej godności ludzkiej. Jest to natura pierwotna, prawie dziecinna, wrażliwa niesłychanie. Gdy się do czarnych mówi, każde słowo odbija się na ich ruchliwych twarzach jak w zwierciadle. Jeśli się śmiejesz, biorą się za boki - jeśli się zmarszczysz, ogarnia ich przerażenie - jeśli ich zawstydzisz, nie wiedzą, gdzie się pochować. Nie trudno odgadnąć, że tego rodzaju człowiek, przyjąwszy chrześcijaństwo, przyjmuje je gorąco i bez zastrzeżeń - że zaś misjonarz nakazuje mu kochać ludzi, a zakazuje pastwić się nad nimi, kraść, upijać się, że prócz tego poleca mu pracę jako źródło cnót, więc takie wielkie czarne dziecko stosuje się do tych przepisów, o ile potrafi. Oczywiście trzeba zawsze coś odliczyć na słabość natury ludzkiej, na grube instynkta i popędy, których nie przeorały wieki cywilizacji, ale bądź co bądź, ogół Murzynów-chrześcijan stoi nieskończenie wyżej od mahometan lub fetyszystów, często zaś można spotkać osobniki żyjące w sposób tak zgodny z ewangelią, jak stary "wuj Tom" ze starej powieści7. W żadnym razie nauka chrześcijańska nie staje się dla Murzyna martwą literą, szeregiem zwyczajów i obrzędów, gdyż wkłada on w nią swoje naiwne a gorące serce - i wierzy bez cienia wątpliwości w to, co mu misjonarz mówi. Ta ufność i wiara jest taka wielka i powszechna, że mają ją w równym stopniu nawet ci, którzy nie przyjmują chrześcijaństwa. Murzyn-fetyszysta zamieszkały w pobliżu misji, który dla jakichkolwiek przyczyn, najczęściej z powodu wielożeństwa, nie ochrzcił się, posyła jednak swe dzieci do misji, sam zaś, biedaczysko, nie ma najmniejszej wątpliwości, że pójdzie do piekła. Czasem też w swojej dzikiej, naiwnej głowie szuka na to rady i pragnie wykręcić się sianem. Przychodzi wówczas do misjonarza i mówi mu: - M’buanam kuba! Ja nie mogę się ochrzcić, bo cóż! nie mogę przecie wypędzić żon, które kupiłem i które sadzą kassawę na moim polu; ale ponieważ nie chcę także pójść do piekła, więc zrób tak: jak będę umierał, to ci dam znać, a ty przyjdź prędko i ochrzcij mnie... To uśmiecha się bardzo chytrze, rad, że swoim czarnym rozumem wymyślił taką pokrywkę na Pana Boga. Co do księży w Bagamojo i innych misji, zauważyłem, że ci nie tylko chrzczą i uczą Murzynów, ale ich także kochają. Wielożeństwo stanowi istotną zaporę dla chrześcijaństwa, skutkiem czego misjonarze poświęcają się głównie wychowywaniu dzieci. W Bagamojo jest ich obojej płci kilkaset. Niektóre, wykupione od handlarzy niewolnikami, pochodzą z krain bardzo odległych; wrócą one kiedyś w domowe pielesze i będą w głębi Czarnego Lądu opowiadały naukę, jaką wyniosły z misji. Sam sprawdziłem, jak chętnie nawet Murzyni-fetyszyści oddają dzieci swe misjonarzom. W naszej karawanie mieliśmy chłopca lat szesnastu, imieniem Thomas; obowiązkiem jego było nosić dwa aparaty fotograficzne i filtrować wodę. Otóż był to syn nie tylko pogańskiego, ale i ludożerczego króla Muene-Pira, w którego wiosce spędziliśmy później noc i dzień, bardzo gościnnie podejmowani. Stary czcił rozmaite "krikri", ale chciał, by syn jego był chrześcijaninem - i oddał go misjonarzom.
anonim2014.12.31 22:22
@Hitch Nie bądź śmieszny, Przyjacielu... Temat równania liczbowego 2 + 2 = ? także już przerabialiśmy... Nawet w świetle czysto ludzkiego systemu ujmowania nie jest to do końca takie pewne. I mam tutaj akurat na myśli, dosyć intrygujące potrzeba przyznać, założenia tzw. "matematyki alternatywnej", wedle to których 2 + 2 wcale niekoniecznie równe jest 4... Nie wspominając tu oczywiście o wyniku odczytywanym wedle założeń zupełnie nam nieznanych, innych, systemów ujmowania, postrzegania, wedle których 2 + 2 może być równe np. 37, 1232 etc. etc. etc. Wciąż... 'Ignoramus et ignorabimus'. Poza tym... Nie muszę już chyba wspominać o "badaniach" przestrzeni kosmicznej, gdzie mamy ciągłe, przybliżone hipotezy, kolejne miejsca po przecinku, domniemania, o których nie możemy powiedzieć, iż są to twierdzenia absolutnie pewne... Religia i nauka jadą na tym samym wózku, mój Drogi... I ani ja, ani też Ty, nie możemy z tego "wózka" wysiąść, bowiem, jak to słusznie ujął Gombrowicz, od "formy" nie ma ucieczki innej, jak tylko w "formę" kolejną, i kolejną, i kolejną etc. Ad. 2 Wiem coś zgoła odmiennego o misjach... Powinieneś wiedzieć, że jest podejmowanych wiele działań wolnych od jakiejkolwiek podbudowy ideologicznej... Ale tego trzeba po prostu doświadczyć! Nie opierać się na mrzonkach, przekazach, mniej lub bardziej, obiektywnych...
anonim2014.12.31 22:26
@hucpa Pan @Gender zwyczajnie, za przeproszeniem, pieprzy głupoty, a Ty, niedojdo i indolencie umysłowy, poparłbyś i islamistę, byle tylko wymierzył swe ostrze we mnie... Użyj mózgu, pacanie!!! Użyj wreszcie, choć raz, mózgu!! On tam jest!! A jeśli nie wiesz, co oznacza pojęcie aforyzmu, bądź też cytatu, to odsyłam do encyklopedii... I naprawdę nie zawracaj mi już w tym roku głowy, niedojdo!! Cheerio ;)) P.S. Zaś ten drugi "wpis"... Potrzeba być doprawdy dokładnie takim samym skrajnym idiotom jak Ty, by uważać, że @Hitch i @Sylabariusz to ten sam użytkownik... Jesteś endemitem na skalę światową, niedojdo!! Powinniśmy Cię prezentować jako nasze dobro narodowe po wszystkich wystawach świata!! BUHAHAHAHAHAHAHAHAHHAHAHAHAHAHAHA :DD
anonim2015.01.1 1:07
@Hitch A skąd ta pewność absolutna nawet co do tego, że jesteś facetem?? A jeśli to wszystko stanowi li tylko złudzenie?? Nędzną projekcję naszego ułomnego, ludzkiego umysłu, naszego niedoskonałego spojrzenia?? A jeśli w świetle innych systemów postrzegania pozostajesz zupełnie innym organizmem niż tzw. "facet"?? Nigdy Cię to nie fascynowało?? Pewnik... Cóż to jest pewnik?? Tylko wedle naszego postrzegania... ;))) Otóż to! Każdy mi powie, że 2 zł i 2 zł to 4 zł!! Każdy spośród innych, znanych mi, osobników ludzkich!! Co zaś powiedziałby mi osobnik X ze świata, rzeczywistości, wymiaru Y, tego nie jestem już w stanie stwierdzić... Jak w świetle jego pojmowania, jego postrzegania przedstawiałby się wynik takiego oto równania, nie wiemy.... ;))) A matematyka alternatywna to niezwykle intrygujące zagadnienie... W jej świetle okazuje się bowiem, że nawet taki, w ludzkim systemie pojęcia, pewnik, jak 2 + 2 = 4, okazuje się być swoistego rodzaju ułudą... :)))) Być może wydaje Ci się to dosyć dziwne i niezrozumiałe, ale taka jest już ma natura ciągłego podróżnika wśród prawd... Nieustającego odkrywcy, który stale przemierza coraz to nowe połacie filozoficznych zamyśleń... Jako teoretyk nauk ścisłych, w roli bóstwa stawiający znamienitych Kraussa, Tyson'a, Hawking'a, nie pojmiesz do końca mojej percepcji, mojego poglądu... ;))) I czymże w istocie może się różnić widzenie "demona", czy "Matki Boskiej" od widzenia tajemnych mechanizmów rządzących Wszechświatem?? Dosłownie - niczym... I to i to okazać się może ułudą, zmyśleniem... I to i to nie może stanowić pewnika absolutnego... Jednak, jak słusznie zauważyli już starożytni: 'Ignoramus et ignorabimus'. Bezwzględnie... Kto twierdzi, że kiedyś będzie znał pełnię, będzie znał przyczynę wszechrzeczy, będzie miał pewność, ten zwyczajnie jest głupcem... Wybacz, ale @hucpa to po prostu, przykro mi to stwierdzić, pospolity idiota... Do "zagubionej owcy" baaaardzo mu/jej daleko... Zagubione owieczki to w istocie Ty i ja pogrążeni w mglistej przestrzeni, gdzie tak trudno odsiać ziarno od plew... Odróżnić złudzenie od prawdy... Jako gatunek wciąż błądzić będziemy... To nieuniknione... Nie zamierzam niczego zmieniać... Cenię sobie ludzi konsekwentnych i zachowujących własne przekonanie w danej dziedzinie, zagadnieniu, na danym polu... To niezwykle cenna umiejętność w tym współczesnym, niestałym świecie... ;))) Happy New Year!! Wszelkiej pomyślności, sił i zdrowia niezbędnych do zmagań z codziennością... I oby był jeszcze lepszy od poprzedniego :)))
anonim2015.01.1 17:00
@Hitch- Kiedyś od znajomego psychologa usłyszałem takie oto zdanie- ,,Tylko wariaci są wszystkiego pewni na 100%".
anonim2019.01.16 22:58
Pokaż listę Przeciągnij w dół, aby odświeżyć... O alko do ojca salija na mamy stronę fronda pl Od: [email protected] 15.01 Czy to naprawdę pisał ten słynny o. Salij czy był to tekst który wygrzebal z wypracowań z religii, nie chce być niegrzeczny ale zrozumiałym gdyby to pisał ktoś młody nieoczytany z klapkami na oczach i co najmniej w głębokiej komunie. Ale do meritum przez 3/4 tekstu dostajemy jakieś nieistotne metafory że starego testamentu iż alkohol powoduje zgubę w tym na początku z mojej strony niegrzeczne opinie do autorki pytania jakoby to ona błędnie rozumiała oczywista sytuację cudu w kanie galilejskiej i nie potrafiła odbić tego argumentu podawane go przez męża. Wstyd tym bardziej że sam autor odpowiedzi nie dał żadnego racjonalnego argumentu w oparciu o aktualne badania i stanowisko nauki (prawie od pół wieku nie zmienione) które by usprawiedliwia alkohol. To już sekciacze jehowi sobie od was teologów z 2 tys dorobkiem teologicznym lepiej poradzili. Czyli uznali że Jezus-Bóg przemienia wodę w najlepsze wino a w starożytnym rzymie za takie uchodził najmniej procentowa idąc ta antologia i znając doskonałość Boga to to wino nie moglo mieć %. Jednak w nadal uparcie bronicie stanowiska że było to zwykle % wino takie jak pila biedota aż im zabrakło. Śmieszy mnie to jak najtezsze umysły teologii w swojej wspaniałej egzegezie pisma przewracaja się i niczym pijak śmieją sie z sekciarzy jechowych. To idealnie opisują ta sytuacje. Ale do tematu, każdy dzisiaj ma dostep do materiałów źródłowych i dukemntow, badan medycznych i może sobie sprawdzić jak światowa organizacja zdrowia WHO de facto do której codzienie się odwołujecie i akceptujęcie leczac się, której nikt z lekarzy nie śmie podważac bo osmieszylby się i pozbył zawodu. A mówi ona wprost a razem z nią inne instytucje statystycznie naukowe że Alkohol jest na samym szczycie hierarchii narkotyków koło heroina kokainy itp.. Setki narkotyków są o wiele nizejj w hierarchii czyt bezpieczniejsze i zdrowsze od %. Czy nadal ktoś teraz będzie z uporem maniaka=alkoholika twierdził że to nie prawda ze najważniejszy pierwszy cud człowieka-Boga (Mniejsze o wymiary filozof-teolog. Pozostanmy przy rzeczywistości, realności i logicznisci tego co oznacza) dotyczył kwestii Rozmnozeni narkotyku. Piękne przesłania dla młodych we współczesnym świecie już wiem chyba kogo dilerzy maja za patrona i to niezwyklego Odebrane(437/605) Załączniki Powiadomienia(23/63) Oferty(267/286) Społeczności(17/22) Wysłane(51) Szkice(5) SPAM(1/1) Kosz(0) Poczta wersja klasyczna Copyright © Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. Przeciągnij w dół, aby odświeżyć... CD koncowka Od: [email protected] 15.01 Ps przepraszam za błędy stylistyczne ale pisałem bardzo szybko na komórce z dziwnym automat. Słownikiem dlatego nie było to gornolotnych akademickich wyraz jak o Salija-chce też powiedzieć że na wstępie trochę ostro się odniosłem ale znam jego twórczości i liczyłem na mądrzejszy podejście do tematu tym bardziej że sam długo ponad 10 lat zmagalem się z problemem narkotyku jakim jest alkohol bo kościół jak zwykle goni świat, mają ogromny problem w ewangelizacji młodych narkomanów bo w i oczach i obiektywnie stają się hipokrytami. (a i nie jestem żadnym jechowym zawsze mnie rozczulali i podxhodxilem do nich z politowaniem może dlatego odpowiedź przyszły przez jedną dziewczynę z ich zboru i upatruje w tym jakieś przeslani