08.03.18, 08:45fot. printscreen youtube

Prof. Zbigniew Lewicki o USA: Jest gorzej, niż podają media

,,Jest nawet gorzej, niż to przedstawiają media. Polska placówka i polscy dyplomaci są ignorowani już nie tylko przez urzędników amerykańskich, ale i przez dyplomatów innych państw, w tym uchodzących za przyjazne nam'' - pisze na łamach ,,Rzeczpospolitej'' ceniony amerykanista, dr hab. Zbigniew Lewicki z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Uczony przekonuje, że o bardzo złym stanie polsko-amerykańskich relacji wie już od wielu tygodni. Nie mówił jednak o szczegółach, czując się zobowiązany do dyskrecji. Teraz, gdy ujawniono notatkę ambasady a problem opisuje się powszechnie, Lewicki pisze bardzo ostro: ,,Zaczynając od konkluzji, mogę z pełną odpowiedzialnością i na podstawie znajomości spraw stwierdzić, że sytuacja jest bardzo zła i stanowi zagrożenie nie tylko w aspekcie politycznym, lecz przede wszystkim dla bezpieczeństwa naszego państwa'' - pisze.


Profesor Lewicki zauważa, że relacje Polski z Izarelem mają zasadniczo charakter moralny. Co innego jednak z USA. Według Lewickiego Waszyngton przedstawiał wielokrotnie swoje wątpliwości wobec ustawy o IPN, ale ,,polscy oficjele przyjęli postawę'' lekceważenia, co jest ,,najgorszą taktyką w stosunku do wielkiego mocarstwa''. Uczony przypomina, że polskie MSZ przez niemal dwa tygodnie przekazywało resortowi sprawiedliwości notatkę na temat zastrzezeń Waszyngtonu. Mimo tego dyplomaci wiedzieli, że Amerykanie są zaniepokojeni ustawą.

,,Wtedy jednak w Warszawie dało o sobie znać przekonanie, że „Polska jest zbyt ważna, by upaść", czyli zbyt jakoby ważna jako sojusznik Stanów Zjednoczonych, by stracić swój preferencyjny status w Waszyngtonie. I to zadufanie legło u podstaw dalszych wydarzeń'' - pisze Lewicki. Strona polska zlekceważyła amerykańską, gdy prezydent Andrzej Duda odmówił rozmowy telefonicznej z sekretarzem stanu USA Rexem Tillersonem. Jak pisze lewicki, Amerykanom powiedziano, że ,,Tillerson jest za mało ważny na rozmowę z polskim prezydentem'' - chociaż ,,kilka tygodni wcześniej prezydent Duda przyjął u siebie tego samego sekretarza stanu''. To nie pozostało bez konsekwencji. Lewicki przypomina, że Polacy mieli uczestniczyć w kongresie AIPAC. ,,Prezydent USA, premier Izraela i premier Polski – i tylko oni, wspólnie występujący przed takim audytorium. Tak być mogło, ale nie było, gdyż wszystkie zaproszenia dla polskich gości zostały wycofane'' - podsumowuje. Jak dodaje, fakt, że rzecznik Departamentu Stanu nie potwierdza doniesień o sankcjach dyplomatycznych nie świadczy o niczym - według profesora jest oczywiste, że potwierdzić ich nie może.


Według Lewickiego Amerykanie wcale nie muszą stacjonować w Polsce. Mogą mieć swoje wojska na przykład w Rumunii czy innym kraju regionu. ,,To nam zależy na obecności amerykańskiej na naszej wschodniej granicy'', pisze. W sytuacji, gdy w Kongresie panuje nieprzychylna Polsce atmosfera, a finansowanie obecności wojsk USA w Polsce musi być periodycznie odnawiane, robi się naprawdę poważnie.

mod/,,Rzeczpospolita''