Prof. Grzegorz Górski dla Frondy: Polska nie jest państwem świeckim! - zdjęcie
05.06.17, 12:30Grzegorz Górski, źr. grzegorzgorski.pl

Prof. Grzegorz Górski dla Frondy: Polska nie jest państwem świeckim!

W ostatnich latach trwa dyskusja wokół fundamentalnych kwestii ideowych, w tym obecności religii i Kościoła katolickiego w polskim życiu publicznym. Spór światopoglądowy narasta i obserwując to co się dzieje w całej Europie i w Stanach Zjednoczonych, możemy się spodziewać, że jego intensywność będzie się wzmagać. Polska staje się bowiem obiektem coraz bardziej agresywnych ataków zarówno ze strony wewnętrznych skrajnych środowisk lewicowych i lewackich, ale również ośrodków zewnętrznych o podobnej proweniencji.

W tej konfrontacji nie ma żadnych szans na równowagę w sferze prezentacji stanowisk stron. Jest oczywistym dla każdego, że dziś w Polsce, zwolennicy radykalnych koncepcji ideologicznych i społecznych, korzystają z niemal nieograniczonej preferencji w środkach przekazu. Do tego zdołali w pewnym sensie sterroryzować większość instytucji o charakterze decyzyjnym, także w wymiarze międzynarodowym, a poprzez nie wywierają nacisk na poszczególne państwa dystansujące się od narzucanych im rozwiązań. Strona ta – umownie nazwijmy ją progresywna – bezwzględnie wykorzystuje wszelkie dostępne środki, aby swoich przeciwników – umownie nazwiemy ich konserwatystami – stygmatyzować mianem zaścianka, ciemnogrodu, średniowiecza, etc., by poprzestać na względnie delikatnych określeniach.

Dlatego strona konserwatywna musi nauczyć się rozsądnie wykorzystywać dostępne możliwości ekspresji swojego stanowiska. Pamiętać trzeba przede wszystkim o tym, iż w tej konfrontacji powinniśmy nauczyć również się argumentacji, wykraczającej poza tradycyjnie kierowany „do swoich” przekaz.

Druga strona, jeśli bliżej przyjrzeć się jej demagogicznej nowomowie, góruje w tej konfrontacji właśnie umiejętnością docierania z wycinkowymi argumentami, do szerokich rzesz zdezorientowanego społeczeństwa. Nawet jeśli formułuje sprzeczne, wykluczające się wzajemnie koncepcje i w sposób ostentacyjny sprzeniewierza się swoim własnym, wcześniej głoszonym „ideałom”, zawsze robi to z cynicznym tupetem i poczuciem misji tworzenia „nowego ładu”. W ten sposób potrafi budować przejściowo społeczne poparcie, nawet dla najbardziej absurdalnych koncepcji i wykorzystywać je następnie, do legalizowania skrajnych aberracji.

Przyjęcie przez lekarzy deklaracji sumienia czy pamiętna próba publicznego linczu na prof. Chazanie, a następnie przykładowo różne prowokacyjne działania środowisk progresywnych w zakresie promocji LGBT czy ideologii gender, zmuszają nas do skonfrontowania tych niezwykłej wagi wydarzeń, z fundamentalnym porządkiem prawnym Rzeczypospolitej. Pamiętać bowiem należy, że strona progresywna właśnie polskie prawo, polską konstytucję, czyni głównym punktem odniesienia w swojej walce. Usiłuje jednocześnie wmówić opinii publicznej, że wszystkie jej uroszczenia znajdują tam oparcie i uzasadnienie. Jest dokładnie odwrotnie i właśnie oręż konstytucyjno – prawny winien zostać rozsądnie użyty, aby zdyskredytować i skompromitować tę ofensywę.

Polska konstytucja z 1997 roku jest dziełem polskiej lewicy, wspartej przez ówczesną Unię Demokratyczną, której liderzy stanowią dzisiaj trzon Platformy Obywatelskiej. Przypomnieć też należy, że uchwalający tę konstytucję parlament był zdominowany przez lewicowe postkomunistyczne formacje - SLD, PSL i UP, które łącznie posiadały większość konstytucyjną. UD dołączyła do tej konstytucyjnej większości i przy wsparciu ówczesnego prezydenta A. Kwaśniewskiego, przeforsowała ten dokument przy niewielkiej przewadze 52:46) uzyskanej w referendum konstytucyjnym. Z uwagi na fakt, iż w referendum konstytucyjnym frekwencja wyniosła ledwie 42 %, można powiedzieć że legitymizacja tego aktu prawnego nie jest silna (poniżej 23% Polaków).

Nawet jednak ten tak słabo legitymizowany fundament prawny Rzeczypospolitej, do tego będący wytworem ewidentnie uwarunkowanego progresywnie myślenia, nie tylko że nie stanowi żadnego oparcia dla ideologicznych wybryków środowisk postbolszewickich i nihilistycznych, ale wręcz może stanowić płaszczyznę, na której właśnie te wszystkie aberracyjne i szkodliwe społecznie ideologie, można jednoznacznie dezawuować.

Konieczne jest jednak zrozumienie, zarówno podstawowych rozwiązań prawnych przyjętych w konstytucji, jak i terminologii, która używana jest w języku tej konfrontacji.

Preambuła do polskiej konstytucji zawiera wyraźną dyrektywę interpretacyjną dla całego systemu prawnego RP. W pierwszym zatem rzędzie, twórcą konstytucji jest Naród Polski, którego obywatele wierzą w Boga i „stoją w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem”. Do tego ów twórca konstytucji, wyraża wdzięczność przodkom, za ich pracę i walkę o niepodległość, oraz za „kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu”.

Nawet brak wyraźnego invocatio Dei, o które toczył się długi bój, nie zmienia faktu, iż powyższe twierdzenia w sposób nie pozostawiający żadnej wątpliwości nakazują uwzględniać chrześcijański system wartości i prawo naturalne, jako punkt odniesienia we wszystkich interpretacjach konstytucji i wyrastających z niej przepisów prawa. W cywilizowanym systemie prawnym, wszelkie sprzeczne z tymi wartościami rozwiązania, muszą być uznawane za godzące w konstytucyjny porządek prawny, a autorzy takich przepisów czy interpretacji, muszą być uznani za ludzi którzy łamią takiż właśnie porządek.

Należy pamiętać o tym rozwiązaniu, kiedy wrócimy dla przykładu do dyskusji wokół  deklaracji wiary lekarzy czy nauczycieli. W świetle bowiem wyraźnej dyrektywy konstytucyjnej zawartej w preambule, czytać należy przepis art. 53 konstytucji. Zapewnia on wolność sumienia i religii, uznając wolność wyznawania religii według własnego wyboru „oraz  [jej] uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi … publicznie lub prywatnie”. Do tego owa wolność uzewnętrzniania religii „może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne dla ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób”.

W kontekście skandalicznych wypowiedzi w ostatnich latach, koniecznym jest przypomnienie, iż ustawa o systemie oświaty z 1991 roku w drugim zdaniu swojej Preambuły, który jest spójny w regulacją konstytucyjną, stanowi iż nauczanie i wychowanie „respektuje chrześcijański system wartości”. To właśnie te postanowienia, stanowią podstawę interpretacyjną przepisu art. 6 Karty Nauczyciela, zobowiązującego nauczyciela do kształcenia „w poszanowaniu Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej”.

Koniecznym jest w powyższym kontekście zwrócenie uwagi również na inny, wielkiej wagi w toczonym sporze fakt. W sytuacji, gdy przy okazji ostatniego spisu powszechnego, blisko 95% Polaków, w warunkach pełnej swobody zadeklarowało iż wyznaje religię rzymsko – katolicką, wydawać by się mogło, że jakakolwiek dyskusja na temat ewentualnych ograniczeń wolności religijnej przytłaczającej (niespotykanej właściwie w innych państwach) większości obywateli, jest jakimś kuriozum. Ale przecież w tej debacie takie fakty pomijane są bardzo szerokim łukiem.

Trzeba również podkreślić, iż dla instrumentalnych celów usiłuje się wprowadzać pojęcia, nie ma mające nic wspólnego z polską rzeczywistością konstytucyjno – prawną. Polska Konstytucja w przepisie art. 25 wprowadza oryginalny model relacji pomiędzy państwem a kościołem katolickim i innymi kościołami i związkami wyznaniowymi. Odbiega on od upowszechnionych obecnie w kręgu cywilizacji północno – atlantyckiej rozwiązań.

Część krajów tego obszaru, pozostaje ciągle w ramach ustrojowych modelu państwa wyznaniowego. Są to takie kraje Wielka Brytania, Grecja, Szwecja czy Dania. Ten model jest ciągle modyfikowaną postacią relacji, ukształtowanych jeszcze w okresie poreformacyjnym, czy jak w przypadku Grecji, odwołujących się do doświadczeń i rozwiązań bizantyńskich.

Stany Zjednoczone wprowadziły model rozdziału kościołów od państwa, przy czym rozwiązanie to ciągle ewoluując, określane jest generalnie mianem tzw. separacji przyjaznej. Zakłada ono daleko idącą współpracę państwa z równouprawnionymi kościołami i związkami wyznaniowymi. Ten model jest charakterystyczny dla państw, które nie prowadzą wojny z religią, a mają do czynienia z różnorodnością wyznaniową wśród swoich obywateli. Trzeba jednak uczciwie stwierdzić, że w ostatnich latach w praktyce prawnej Stanów Zjednoczonych obserwujemy jednak odchodzenie od separacji przyjaznej na rzecz separacji wrogiej.

Wreszcie w początkach XX wieku Francja wprowadziła model państwa laickiego z tzw. całkowicie wrogą separacją kościoła i państwa. Model ten przyjmuje fundamentalną wrogość obu porządków i reprezentuje dążenie do podporządkowania kościołów i związków wyznaniowych państwu. Drogą bliską temu sposobowi myślenia kroczyli później bolszewicy w Rosji sowieckiej, a także od pewnego momentu niemieccy naziści, ale wspomnieć też można tutaj np. do dzisiaj obowiązujące niektóre rozwiązania w Meksyku.

W takich krajach jak Włochy, Austria czy Hiszpania, wypracowano z pewnymi modyfikacjami, model przyjaznego rozdziału państwa i kościołów, idący nawet w kierunku uznania wzajemnej autonomii obu porządków.

W Polsce wypracowano i rozwinięto właśnie ten model przyjaznej autonomii państwa i kościołów. Dlatego nie możemy w polskim przypadku mówić ani o państwie świeckim, ani nawet o konstytucyjnym rozdziale kościoła od państwa. To polska lewica, autorka konstytucji z 1997 roku przyjęła i zaakceptowała model autonomii państwa i kościołów, z akceptacją chrześcijańskiej aksjologii, jako niezwykle istotnego składnika tożsamości narodowej, ale i porządku prawno ustrojowego państwa. Ten stan rzeczy potwierdzony został nie tylko ustawodawstwem zwykłym w dziesiątkach obszarów życia, ale również stosunkowo spójnym orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego na przestrzeni ostatnich ponad dwudziestu lat.

Tym samym całkowicie nieuprawnione jest używanie w jakiejkolwiek debacie określania Polski jako państwa świeckiego czy szermowanie argumentem, jakoby w Polsce obowiązywał rozdział państwa i kościołów. Pojęcia te, stworzone zostały po to by kamuflować agresywnie antyreligijny i wrogi chrześcijaństwu model francuskiego państwa laickiego i wzorowanych na nim rozwiązań. Także dzisiaj, w toczącej się w Polsce debacie, progresiści odwołują się do tych pojęć, aby „naukowo” kamuflować swoje rzeczywiste intencje. Powtórzmy jednak, że te pojęcia w ich rzeczywistym znaczeniu ustrojowo – prawnym, są obce obowiązującej w Polsce regulacji konstytucyjnej.

Przyjazna autonomia respektuje bowiem podniesione wyżej fundamentalne fakty. Przede wszystkim to, iż przytłaczająca większość Polaków dokonuje swobodnej autoidentyfikacji, wskazując zakorzenienie w religii rzymsko-katolickiej. Można zrozumieć, że fakty te drażnią piewców postępu, że trudno im się pogodzić z myślą, że ich nierzadko prymitywne zabiegi (vide np. tygodnie apostazji czy deklaracje listy ateistów) przynoszą odwrotny skutek i chcieliby dlatego tylnymi drzwiami zmieniać rzeczywistość. Dlatego usiłują narzucać nam różne pojęcia i zbitki terminologiczne, aby unikać konfrontacji, nawet na gruncie przygotowanej przez siebie konstytucji.

Podjąć trzeba zatem tę konfrontację wykorzystując wskazane wyżej i jeszcze wiele innych narzędzi. Dysponujemy potężnym orężem stworzonym przez naszych przeciwników ideowych, więc nie wahajmy się go używać. Nic skuteczniej nie przemówi do celowo dezorientowanych Polaków.

Grzegorz Górski