04.04.15, 15:10ks. dr hab. Robert Skrzypczak (fot. M. Brzezińska)

Ks. Robert Skrzypczak dla Fronda.pl: Noc inna niż wszystkie!

Czym dzisiejsza noc będzie się różnić od innych nocy w roku?

To pytanie wywodzące się z tradycji żydowskiej. Czytałem właśnie zapiski św. Edyty Stein, gdzie wspomina ona Paschę sprawowaną po żydowsku w swojej rodzinie. I przypomina sobie właśnie ten piękny moment pytań zadawanych przez dzieci dorosłym: co takiego jest innego tej nocy? To jest z naszego, chrześcijańskiego punktu widzenia, najwspanialsza, najmocniejsza liturgia Kościoła w całym roku. Jest to też najstarsza liturgia chrześcijańska. Pascha (od hebrajskiego słowa „Pesach”) jest doświadczeniem przejścia Boga. Kiedyś Bóg przeszedł przez życie Izraelitów, gdy od 430 lat znajdowali się w niewoli egipskiej i wyprowadził ich na wolność. Mogli doświadczyć święta wolności, święta czułości Boga. I to stało się sprawowaną co roku uroczystością, nocą przeżywaną jako Pascha Boga. Jezus Chrystus wcielił się w to żydowskie święto, wypełniając je. On podczas Ostatniej Wieczerzy w czasie liturgii żydowskiej ustanowił eucharystię, a potem wypełnił ją w sobie, stając się prawdziwym barankiem paschalnym. I dokonał nowego przejścia. Już nie tylko z niewoli do wolności, ale ze śmierci do życia. On jako Pan zmartwychwstały przechodzi też nasze lęki, małoduszności, grzechy, brak odwagi, brak zdecydowania, wątpliwości. Przechodzi po to, żeby na nowo w naszym życiu otwierać drogę ku Niebu, ku życiu wiecznemu, ku prawdziwej radości.

Liturgie w kościołach zaczną się dziś wieczorem, rano odbędą się procesje rezurekcyjne. Są jednak także czuwania wspólnot neokatechumenalnych, wyglądające nieco inaczej.

W tej chwili  jako Kościół katolicki przeżywamy moment szczególny powrotu do odzyskania centralnego miejsca tajemnicy paschalnej Chrystusa. Jeszcze nasi dziadkowie pamiętają, że w Wielką Sobotę, podobnie jak w Wielki Piątek szło się do kościoła rano. Liturgia wielkopiątkowa skoncentrowana była na ofierze Chrystusa na krzyżu i tajemnicach bolesnych, też dla nas cennych. Z kolei w Wielką Sobotę liturgia koncentrowała się na adoracji Chrystusa w grobie. Było też święcenie pokarmów i w niedzielę rano rezurekcja - uroczysta procesja, która obwieszczała dobrą nowinę o zwycięstwie Chrystusa nad śmiercią, zmartwychwstanie Jezusa. Jednak bardzo często w tamtej liturgii centralne miejsce zajmowała tajemnica Bożego cierpienia. Zmartwychwstanie było potraktowane trochę jako radosny finał całej sprawy. Natomiast od papieża Piusa XII, czyli od lat 50. XX w. rozpoczyna się proces odzyskiwania centralnego miejsca tajemnicy paschalnej. Także centralnego znaczenia zmartwychwstania Chrystusa - nie tylko dla teologii, ale i dla chrześcijańskiej duchowości i przeżywania liturgii. Było to związane z odzyskiwaniem tej starożytnej liturgii – mam na myśli liturgię paschalną - i jej miejsca, jakim jest noc. To w nocy Chrystus zmartwychwstał, to wtedy Bóg dokonuje tego tajemniczego, najwspanialszego przejścia ze śmierci do życia w naszej historii. I dlatego odtąd rozpoczął się proces przywracania nie tylko centralnego miejsca samej liturgii, ale i znaczenia nocnej celebracji. Stąd przecież wzięła się polska nazwa tego święta – Wielkanoc. Dzisiejsze przepisy liturgiczne, które nawiązują do odnowy zapoczątkowanej przez Piusa XII i potem potwierdzonej przez Sobór Watykański II mówią o tym, że wigilia paschalna powinna być celebrowana w kościołach w nocy. Powinna być rozpoczęta po zmroku i zakończyć się przed świtem. To jest właśnie ta wielka, święta noc, podczas której przygotowani przez wcześniejsze spotkanie z krzyżem Chrystusa, adorację męki pańskiej i post możemy usłyszeć proklamowaną z mocą dobrą wiadomość, Exultet. Radość Kościoła związaną z ponownym przeżywaniem spotkania ze Zmartwychwstałym. A potem poprzez cudowne lektury biblijne jesteśmy prowadzeni poprzez różne doświadczenia Boga. Aż do liturgii chrzcielnej, potem także eucharystii, która kończy całą noc paschalną. Liturgia powinna zakończyć się wyjściem na ulice i radosną procesją. My w Polsce w tej chwili jesteśmy w połowie drogi do osiągnięcia tego celu odnowy liturgicznej. Z jednej strony wigilia paschalna wraca powoli na swoje miejsce, z drugiej strony mamy jeszcze rezurekcję w niedzielę rano. Rozpołowienie tej wielkiej pięknej nocnej liturgii ma różne powody. Także i polityczne, bo Polska przeżyła zabory i godzinę policyjną, niebezpiecznie było iść do kościoła nocą. Stąd podział celebracji na dwie części. Odnowa Kościoła zmierza do tego, żeby te dwie części się na nowo spotkały. W wielu parafiach już tak jest - obchody wigilii paschalnej kończą się radosną procesją, która jest ogłoszeniem światu radości zmartwychwstania.  

Wspomniał ksiądz o liturgii chrzcielnej. Dlaczego chrzty mają miejsce akurat w czasie czuwania paschalnego?

Chrzest jest zanurzeniem w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Z tego wydarzenia, z Paschy Chrystusa narodził się chrzest i wszystkie inne sakramenty. Pascha, matka wszystkich liturgii, kończyła okres przygotowania do chrztu. To przygotowanie, niekiedy wieloletnie nazywa się katechumentatem. Kandydaci do chrztu byli zanurzani w baptysterium i prowadzeni do eucharystii. Pascha to noc, kiedy dzieci grzechu, synowie ciemności, synowie tego świata zostają przemieniani w synów Bożych. To też pięknie podkreślone jest w hymnie Exultet, gdzie śpiewamy: „aby uwolnić niewolnika poświęciłeś syna”.

Czy w liturgii trwającej całą noc, zwyczajnie męczącej, jest miejsce dla dzieci?

To jest piękna noc do przekazywania wiary dzieciom. Pytał pan o doświadczenie wspólnot neokatechumenalnych. Wspólnoty neokatechumenalne koncentrują się na tajemnicy paschalnej Chrystusa. Jego śmierć i zmartwychwstanie jest przedmiotem przepowiadanego Kerygmatu. Jest także tym, co najważniejsze w każdej przeżywanej eucharystii. Źródłem jest tu doświadczenie wigilii paschalnej. Stąd też tradycja, która nawiązuje do wrażliwości ludu pierwszego Przymierza, do wrażliwości żydowskiej - jest tu miejsce na przekazywanie wiary dzieciom. Dzieci stawiają pytania dorosłym, dorośli odpowiadają, dając świadectwo własnej wiary. Dzieci uczą się postawy wytrwałości, czuwania. W jakiś sposób uczestniczą w przygotowaniu do nocy paschalnej. Dorośli poszczą bardziej radykalnie, dzieci rezygnują z kolacji przed wigilią paschalną, co zresztą pomaga doczekać do rana. A poprzez udział w dialogu, przybliżają się do słowa Boga, do znaczenia chrztu i zmartwychwstania. Wzrastają w tym. Po takiej pięknie przeżytej wigilii paschalnej chcą przeżyć to samo w kolejnym roku.

A co my powinniśmy zrobić, żeby tę Wielkanoc dobrze przeżyć?

Poddać się bez lęku działaniu Paschy. Tego lęku jest w nas za dużo - i w duszpasterzach i w wiernych.  Nieraz duszpasterze boją się zaryzykować. W niektórych parafiach wigilia paschalna rozpoczyna się zbyt wcześnie, nie po zachodzie słońca, jak chce Kościół, ale wtedy, kiedy jeszcze jest widno. Czasami obawa jest podyktowana zbytnią wygodą i drobnomieszczaństwem, bo chcemy się wyspać. A przecież już przyzwyczailiśmy się i nikogo nie dziwi to, że w Boże Narodzenie rozpoczynamy pasterką o północy.  Byłoby wariactwem, gdyby ktoś poddawał to w wątpliwość i tłumaczył, że nie będziemy wypoczęci. Tak samo powoli potrzebujemy odzyskać siłę płynącą z korzenia, jakim jest wigilia paschalna w jej właściwym miejscu. Powiem na koniec tak: chrześcijaństwo to jest spotkanie ze Zmartwychwstałym. To jest serce całego Kościoła. Spotkanie z żywą Osobą, która zniszczyła śmierć, wróciła z cmentarza. Znalezienie się w obrębie Jej oddziaływania stanowi serce Kościoła. Wokół serca narosły potem inne organy, przyczepiono także różne protezy. Bardzo niedobrze by się stało, gdyby to serce przestało bić. Poboczne organy też straciłyby żywotność i zostałyby tylko protezy. Dlatego dzisiaj cały czas potrzebujemy odwagi, żeby podążać śmiało tą drogą, którą pokazał Pius XII i Sobór Watykański II. To odwaga powrotu do źródeł. A źródłem życia chrześcijańskiego, duchowości chrześcijańskiej i odwagi chrześcijańskiej jest spotkanie ze zmartwychwstaniem Chrystusa. Nie ma większego wydarzenia. Nie ma większej siły, która rozprasza wątpliwości, pozwala przekroczyć lęki, daje poczucie miłości i bezpieczeństwa w rękach Boga. Dzisiaj w Kościele ciągle znajdujemy się między dwiema postawami. Są ci, którzy odkrywają Wielkanoc i są ci, którzy mówią: dobranoc.

Komentarze

anonim2015.04.4 22:47
Byłam w neokatechumenacie kilka lat. Już nie jestem ale bardzo sobie cenię tę wspólnotę. Jednak moim skromnym zdaniem rzecz nie w tym by nie przespać tej Nocy, ale w tym, by nie przespać życia. Co mi po Nocy spędzonej na czuwaniu jeśli w moim sercu wciąż osądzam mojego brata, jeśli bardziej pociąga mnie świat niż Słowo Boga? Błogosławionych Świąt wszystkim życzę!
anonim2015.04.5 15:28
W wielką sobotę nie byłem na liturgii,trochę z lenistwa a trochę z powodu tych 7 czytań-nie mam ochoty słuchać o ludobójstwie popełnionym na egipcjanach rzekomo z powodu Boga...jak słyszę pieśń o tym jak to "wybrani jego wodzowie zginęli w morzu czerwonym" to zastanawiam się czy jestem w Kościele czy na zebraniu SS?-co te nazistowskie kawałki i ta szowinistyczna ideologia ma współnego ze mną i moim Bogiem?Czy to naprawdę takie fajne,że "On Egipcjanom pobił pierworodnych"?Czy mój Bóg to zrobił?I czy jestem w stanie wierzyć w TAKIEGO Boga?To ma być "historia zbawienia"-najważniejsze momenty z dziejów działania Boga dla ludzi podane nam przez Kościół w siedmiu czytaniach wielkiej soboty?Nazistowska plemienna nienawiść między jedną grupą starożytnych i drugą grupą starożytnych gdy te 2 grupy-prawdę rzekłszy-w ogóle mnie nie obchodzą..?Jestem w stanie uwierzyć w centralną Tajemnicę-w odkupienie przez Jezusa Chrystusa,ale czy koniecznie muszę wierzyć,że jest fajnie gdy jakiś "wybrany" naród wyrzyna w pień jakiś inny naród "w imię Boga"?W moim odczuciu to raczej Boga obraża.Z pewnością obraża to mnie bo czyni mnie stronnikiem jakiejś plemienności rozumianej jako wspólnota krwi i pochodzenia-a to właśnie identyfikuję z nazizmem i tego nienawidzę.Nie mam problemu z uznaniem,że Bóg może kogoś szczególnie lubić,ale żeby kazał komuś popełniać zbrodnie lub nie znalazł innego sposobu na obronę swoich wybranych niż wymordowanie losowych przedstawicieli ich wrogów?Czy cała ta historia ma naprawdę coś wspólnego z odkupieniem przez Jezusa?Nie może mi się to podobać skoro jestem przeciw Hitlerowi i Banderze-nie widzę żadnej róznicy między masakrą synów Egiptu a masakrą polaków w Piaśnicy,Katyniu czy na Wołyniu-masakra plemienna to masakra plemienna i koniec.Dla mnie kamień obrazy,odcinam się od tego.Czy Pan Bóg rzeczywiście wymordował trochę Egipcjan bo akurat bardziej lubi Żydów?Czy Pan Bóg rzeczywiście pozwolił Żydom na wymordowanie kananejczyków,Perryzytów,Chiwwitów,Amorytów,Jebusytów i tych innych pomniejszych mieszkańców Kanaan bo akurat bardziej lubił Żydów?Jedno rozwiązanie jest takie,że Żydzi -autorzy ksiąg biblijnych sami sobie to wymyślili,drugie rozwiązanie jest takie,że Pan Bóg rzeczywiście tak zrobił,w pierwszym wypadku trzebaby przyjąć,że biblia zawiera także zwykły spam,w drugim stawką jest czy ja w ogóle chcę uznać takiego Boga za Boga...historia o "narodzie wybranym" nie trzyma się kupy,duże kawałki Starego Testamentu są dla mnie mało warte.W Starym Testamencie Bóg przynosi wojnę,w Nowym Testamencie pokój jest pierwszym słowem jakie zmartwychwstały Jezus daje swoim apostołom-gdzie tu ciągłość?
anonim2015.04.6 6:25
@Cheswaw2 - Bracie polecam lektury mówiące o egzegezie Pisma Świętego, Komentarze do Pisma Świętego itp. ręczę że zaczniesz powoli rozumieć i wówczas zakochasz się w Słowie Boga, jak w słowach ukochanego / ukochanej.
anonim2015.04.7 0:31
@Taisum.Mało precyzyjna opowiedź.Czy koniecznie trzeba wierzyć w istnienie "narodu wybranego" i w szowinistyczną wersję historii starożytnego Izraela aby być katolikiem?Bóg może powodować przemoc,ale żeby robił to systematycznie dla jakiejś grupy etnicznej..?