Ks. Robert Skrzypczak dla Fronda.pl: Przemyśleć dyscyplinę Kościoła - zdjęcie
25.03.14, 20:58Ks. Robert Skrzypczak (Fot.Fronda)

Ks. Robert Skrzypczak dla Fronda.pl: Przemyśleć dyscyplinę Kościoła

21

Fronda.pl: „Rzeczpospolita” powołując się na watykanistę Marco Tosatiego pisze, że podczas ostatniego konsystorzu w Watykanie większość kardynałów była przeciwna by osoby żyjące w drugim związku mogły przyjmować komunię św. Jednak byli także i zwolennicy takiej zmiany. Dlaczego część kardynałów buntuje się przeciwko nauczaniu kościoła?

Ks. Robert Skrzypczak: To nie jest bunt przeciwko nauczaniu Kościoła tylko wciąż jeszcze rozmowa. Dyskusja między pasterzami. Widać wyraźnie różnicę między pasterzami, którzy pochodzą z terenów gdzie jest bardzo silna sekularyzacja i bardzo wielki odpływ katolików z kościoła. Stąd też obawa by na drodze głoszenia Ewangelii, nowej ewangelizacji, nie stanęły zbyt mocne dyscyplinarne rygory kościelne. Z drugiej strony jest głos kardynałów, którzy domagają się kontynuacji spójności dotychczasowych formy brzmienia, nauczania Kościoła.

To nie jest coś co by zmieniało doktrynę. Raczej jest to dyskusja wokół stylu czyli zastosowania nauczania jednej, niezmiennej Ewangelii Jezusa Chrystusa do praktyki życia chrześcijańskiego w warunkach silnej laicyzacji. Dlatego też na tym etapie nie wolno mówić, że została naruszona doktryna. To jest dyskusja, wymiana argumentów.

Z jednej strony są głosy kardynałów, zwłaszcza pochodzących z obszaru niemieckojęzycznego, czyli silnie zlaicyzowanej północnej Europy, którzy są zmartwieni faktem, że coraz więcej osób ochrzczonych żyje w związkach nieformalnych. Są to osoby rozwiedzione, żyjące w powtórnych związkach. Jeśli nie mają one dostępu do sakramentów bardzo często wychodzą poza praktyki kościoła, żyją poza Kościołem. Potomstwo zaś, które przychodzi już zupełnie jest poza Kościołem. Jak mówią to będzie narastało geometrycznie. Może być tak, że na tamtych terenach będzie sytuacja skrajnej mniejszości ludzi, którzy zostali w Kościele i większość ludzi, ochrzczonych bądź nie, którzy nie będą objęci ewangelizacją. To jest ich argument: trzeba przemyśleć dyscyplinę Kościoła. 

Najważniejszą sprawą jest przemyśleć ważność zawieranych pierwszych związków. Czy teraz w sytuacji tak skrajnie silnej laicyzacji, czyli braku odniesienia do Ewangelii, do miłości Boga, bojaźni bożej, czy jest uzasadnione utrzymywania tak silnego rygoru nierozerwalności pierwszego związku małżeńskiego jeśli był on zawierany w intencjach, które już dawno są skrajnie różne od tego czym kierowali się ludzie wtedy gdy wchodzili z pełną świadomością w związek małżeński jeden, nierozerwalny, święty?

Argument biskupów niemieckich polega na tym: czy w wypadku kiedy pierwszy związek się nie powiódł, a drugi jest trwały, małżonkowie żyją z wolą nierozerwalności małżeńskiej, mają świadomość popełnionego błędu albo poniesionej porażki w pierwszym związku, mają poczucie grzechu, czy czasem w takiej sytuacji nie skorzystać z doświadczenia kościołów wschodnich? Np. kościół prawosławny moskiewski przyjął prawo pierwszej pomyłki. Zaprosić tych ludzi by mogli przeżyć czas pokuty i następnie umożliwić im dostęp do sakramentów. Są osoby, które żyją w ponownych związkach i żyją dobrze moralnie. Mają one same żal, pretensje do Kościoła, pytają dlaczego jest tak, że ktoś popełnia inne grzechy, czasami o wiele poważniejsze, jak np. zabójstwo, i to zostaje im przebaczone i są przyłączeni do sakramentów. Oni, którzy popełniliśmy błąd czy grzech niewierności małżeńskiej, teraz żyją moralnie. Dlaczego Kościół nie ma dla nich miłosierdzia? To jest argument biskupów, którzy żyją na terenach skrajnie zlaicyzowanych. Oni szukają nowych sposobów dotarcia do ludzi z Ewangelią.

Z drugiej strony jest argument biskupów, którzy kładą akcent na ciągłość nauczania kościelnego i na to, że trzeba przede wszystkim bronić świętości i nierozerwalności małżeństwa. Boją się by nie wprowadzić do etyki małżeńskiej tzw. sytuacjonizmu, czyli uzależnienia norm moralnych od sytuacji, w której się znalazł się człowiek.

Ta dyskusja nie jest nowa. Dyskusja ta, tylko z mniejszym natężeniem, odbywała się pontyfikatu Benedykta XVI. Sam Benedykt XVI podejmował się analizy argumentów osób będących w tej chwili zakleszczonych kanoniczne w sytuacji niekorzystnej dla nich. Powtórzę chodzi o pary, którym pierwszy związek się nie powiódł, a drugi jest moralnie uporządkowany, żyją według reguł chrześcijańskich, mają dzieci i dozgonnie mają być pokutnikiem. Obecnie dla nich nie ma przebaczenia i przywrócenia do sakramentów.

W rozmowie na ten temat trzeba dużej delikatności. Temat jest bardzo delikatny. Dotyczy on cierpienia wielu ludzi, którzy mają dobrą wolę. Trzeba dzisiaj szukać rozeznania, rozróżniania żeby pozostać wiernym nauczaniu Jezusa Chrystusa wychodząc jakby naprzeciw zupełnie nowym sytuacjom w jakich znajdują się katolicy. Ludzie żyjący w zmienionym świecie, w bardzo dużym zamęcie aksjologicznym.

Ostatecznie to Piotr z Kolegium Apostolskim opowiada za depozyt wiary. My wierzymy, że kościół nigdy w całości nie odstąpi od wierności Jezusowi Chrystusowi. Kościół w całości nigdy nie zbłądzi. Może być dyskusja, jeden w argumentach może się zagalopować i przesadzi. Być może jakiś biskup czy kardynał, który będzie miał pokusę kompromisu, dostosowywania się do tzw. ducha czasu bo i takie czasem argumenty padają. Oczywiście my kierujemy się Duchem Świętym, duchem Ewangelii, a nie duchem czasu. Ciągle potrzebujemy czujności i Kościół musi nieustannie być w dialogu z Duchem Świętym. Wierzyć, że Chrystus zmartwychwstały dzisiaj działa. Musi szukać nowych możliwości zastosowania jednej, trwałej i niezmiennej Ewangelii do każdej sytuacji w jakiej znalazł się człowiek.   

not.Ab

 

 

Komentarze (21):

anonim2014.03.25 21:22
"mają świadomość popełnionego błędu albo poniesionej porażki w pierwszym związku" - a co gdy partner uzna, że u i drugi związek okazał sie błędem? przywilej drugiej pomyłki?
anonim2014.03.25 21:52
Pitolenie!!! Zamiast zadać sobie pytanie dlaczego daje się ślub kościelny ludziom nieprzygotowanym i nieświadomym ponoć ??? Po drugie są to przygotowania "znieczulanie" do zmiany doktryny ... wykreślenie grzechu cudzołóstwa. I niech ksiądz nie mydli oczu!
anonim2014.03.25 21:57
Lepiej brzmiałby tytuł "ZAGADAĆ NAUCZANIE CHRYSTUSA"
anonim2014.03.25 21:58
Biskupi w krajach neopogańskich lepiej niech się wezmą za ewangelizowanie, a nie majstrowanie przy dekalogu!
anonim2014.03.25 22:33
Ks. Skrzypczak ma rację- i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy. Kościół ma moc odpuszczania i rozwiązywania.
anonim2014.03.26 0:57
pierdolety! strzepnąć pył z sandałów idziemy dalej!
anonim2014.03.26 3:44
"Są osoby, które żyją w ponownych związkach i żyją dobrze moralnie. Mają one same żal, pretensje do Kościoła, pytają dlaczego jest tak, że ktoś popełnia inne grzechy, czasami o wiele poważniejsze, jak np. zabójstwo, i to zostaje im przebaczone i są przyłączeni do sakramentów. Oni, którzy popełniliśmy błąd czy grzech niewierności małżeńskiej, teraz żyją moralnie. Dlaczego Kościół nie ma dla nich miłosierdzia?" - Tu nie chodzi o brak miłosierdzia - Boże Miłosierdzie jest bowiem nieskończone. Chodzi tu o konieczność nawrócenia się, żalu za grzechy i postanowienia poprawy. Istota sprawy polega na tym, że bez nawrócenia nie ma przebaczenia grzechów. Otóż nawet najgorszy grzesznik, zbrodniarz, zabójca, cudzołożnik, bezbożnik, świętokradca czy inny grzesznik, jeżeli tylko żałuje za swój grzech I POSTANAWIA DEFINITYWNIE Z NIM ZERWAĆ, może otrzymać przebaczenie grzechów od Boga i od Kościoła poprzez sakrament chrztu, spowiedzi, a nawet przez sam akt żalu doskonałego połączony z mocnym i szczerym postanowieniem wyspowiadania się najszybciej, gdy tylko będzie to możliwe. Natomiast w sytuacji osób żyjących w drugich związkach, zazwyczaj one i nie chcą zerwać tego związku, a nawet nie zamierzają często przestać cudzołożyć. I tutaj sytuacja jest diametralnie inna, gdyż te osoby po prostu NIE CHCĄ SIĘ NAWRÓCIĆ, nie chcą przestać cudzołożyć, przez co same NIE CHCĄ PRZYJĄĆ BOŻEGO MIŁOSIERDZIA. Ponieważ Bóg szanuje wolną wolę człowieka, to nie daje przebaczenia na siłę. Jakże zatem Kościół mógłby udzielić takiego miłosierdzia na siłę i pogwałcić wolną wolę człowieka, którą nawet sam Bóg respektuje? Jest to po prostu nie możliwe. Zatem cudzołożnicy, którzy nie chcą zerwać nowego związku, dopóki ich sakramentalny współmałżonek z pierwszego ważnego małżeństwa sakramentalnego jeszcze żyje, sami odrzucają Boże Miłosierdzie i nie mogą obwiniać Boga ani Kościoła za brak Miłosierdzia.
anonim2014.03.26 4:18
@Polipid3 Cieszę się, że żyjesz w szczęśliwym małżeństwie. Dziękuj za to Bogu i nie odmawiaj jego miłosierdzia innym.
anonim2014.03.26 6:42
To prawda, że rozmowa jest konieczna, i poszukiwanie nowych formuł, do którego dążą biskupi z terenów mocno zlaicyzowanych nie jest niczym nagannym, nie jest też schizmą, po prostu musi zostać przedyskutowane. I dobrze, że te sprawy się dyskutuje, a nie zamiata pod dywan. Zamiatnie pod dywan to mieliśmy w czasach Lutra. I co? I dobrze było? Oczekiwać należy tylko jednego, że podejmujący różne perspektywy duszpastrze, zastosują się ostetacznie do autorytetu i głosu papieża czy Watykanu, kiedy ten wyda ostateczne rozporządzenia i decyzje. Do tego czasu niech dyskutują jak najwięcej!
anonim2014.03.26 8:30
Przystąpili do Niego faryzeusze i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając zapytał ich: "Co wam nakazał Mojżesz?" Oni rzekli: "Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić". Wówczas Jezus rzekł do nich: "Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!
anonim2014.03.26 8:30
@Polipid3, "...Zamiast zadać sobie pytanie dlaczego daje się ślub kościelny ludziom nieprzygotowanym i nieświadomym ponoć ???" Zgadzam się. Masowe orzekanie o nieważnie zawartych małżeństwach uczyni fikcję tak z małżeństwa sakramentalnego, jak i z procedury orzekania. Jedyną drogą jest niedopuszczanie do sakramentu wszystkich, jak leci. Zaliczenie kursu przedmałżeńskiego to żaden problem. O ileż trudniejszy jest kurs na prawo jazdy, a prawie wszyscy je mają. Tu by trzeba jakiejś poważnej oceny, a nie pozbierania potrzebnych "papierków". Znam kilka przypadków, kiedy ślub sakramentalny zawarły osoby, które zawrzeć go nie powinny. 1. Przykład: Pan młody przed pójściem "na zapowiedzi" uczył się z pożyczonej książeczki do nabożeństwa "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Mario". Katechizmu nie znał wówczas i nie zna do tej pory. "Aniele Boży Stróżu mój" nie zna także. Małżeństwo się rozpadło. 2. Przykład:Do ślubu poszła lalunia, jakich wiele widzimy wokół. Nie zna się na niczym oprócz imprezowania i lanserki. Przed ślubem szwendała się ze swoim przyszłym od gimnazjum, w liceum zaliczyła aborcję. Ślub przyśpieszyła z powodu kolejnej ciąży. Po ślubie szybko znalazła sobie nowy model (faceta bardziej odpowiadającego jej aspiracjom). Ekspresowo się rozwiodła, zawarła kolejne małżeństwo i urodziła kolejne dziecko. W Kurii leży jej skarga w której domaga się uznania jej małżeństwa za nieważnie zawarte , bo... nic nie wiedziała o swoim mężu (alkohol, marna szkoła), a jego rodzina ją szantażowała i zmuszała do zawarcia związku. Powołuje się przy tym na to, że pochodzi z głęboko wierzącej rodziny. Czytałam kserokopie tego pisma, naprawdę. Lepiej by było żeby Kościół nie robił parodii z sakramentów i ze swoich postępowań kanonicznych. Może pozyska taki margines z obrzeży , ale straci rdzeń. @Polipid3 "pierdolety! strzepnąć pył z sandałów idziemy dalej!" Zgadzam się. W odległości 40 minut jazdy samochodem mam kaplicę piusowców, gdzie raz w tygodniu odprawia się Mszę Świętą. Jadąc środkami publicznej lokomocji jest to pewne utrudnienie. Jeszcze trochę cudownej paplaniny papy Franciszka i jego przybocznych, a przestanie mi się wydawać, że to daleko. Jedyne, czego mi będzie żal, to tego, że w swojej parafii mogę chodzić na Mszę Św. w dni powszednie.
anonim2014.03.26 8:52
Ci którzy myślą że papież powie "możecie przystępować do komunii jeśli coś tam coś tam", a nadal żyjecie w drugim związku czyli cudzołożnikami jesteście nie ma dla was ratunku ... bo ostatni został wam zabrany i umrzecie w grzechu ...
anonim2014.03.26 9:22
@Polipid3 >>Ci którzy myślą że papież powie "możecie przystępować do komunii jeśli coś tam coś tam"<< Wydaje mi się, że on nic takiego nie powie. Zostaną za to otworzone na oścież drzwi do orzeczeń stwierdzających nieważne zawarcie związku, orzeczeń na taką skalę, jakiej sobie nie wyobrażamy... Zostało to już powiedziane przez doradcę papieża: http://www.fronda.pl/a/doradca-papieza-przedstawia-rozwiazanie-ws-rozwodnikow,35799.html Jeśli aktualne orzekanie w tych sprawach jest uznawane za niewystarczające, to znaczy, że będzie to robione jeszcze szybciej, jeszcze łatwiej, i być może przybędzie "paragrafów".
anonim2014.03.26 11:51
trzeba przemyśleć czy słuchać takich księzy, co odstępstwo od doktryny katolickiej nazywają stylem ewangelizowania, ca nawet nie widzą już różnicy między błędem popełnionym i żałowanym , a stale popełnianym i nie żałowanym. typowy przykład "soli co utraciła swój smak". Taka tylko na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi się nadaje.
anonim2014.03.26 14:06
Zamiast szukać nowych rozwiązań w kwestii małżeństwa słowo rozwiazania jest tu niestosowne chodzi o podejście ewangeliczne do małżeństwa może warto wrócić do starych sprawdzonych form w innych kościołach katolickich i w kościele prawosławnym.
anonim2014.03.26 14:17
a wracając do tytułu to nie kwestia dyscypliny ale dyskusji i ustalenia czym jest małżeństwo w Kościele, jakie ma cele ,jak długo trwa, chodzi mi czy do śmierci czy wieczność etc,etc ..... to nie kwestia rozporzadzenia ministra ,ze od 01.04.2015 rozwodnicy mogą przystepować do Sakramentu Pojednania. To są sprawy doktrynalne i jest ich tak wiele ,że bez Soboru ani rusz.
anonim2014.03.26 14:36
@Jakub II - "że bez Soboru ani rusz" Sobór co 50 lat? - aż się boję myśleć. Był już jeden taki, i to całkiem niedawno. Jeszcześmy się po nim nie pozbierali. Chociaż, gdyby na tym soborze przecięto wreszcie ten nabrzmiały wrzód, to może i warto... Bo chyba postępactwo nie jest tak naiwne i nie liczy, że się uda jeszcze raz taki sam numer wywinąć - zawiązać wszystkim nam oczy chustką i zagrać w salonowca. Sprawy przyśpieszyły, jak na równi pochyłej, więc wszystkie możliwości trzeba brać pod uwagę.
anonim2014.03.26 15:44
Nierozerwalność małżeństwa jest dogmatem wiary katolickiej.
anonim2014.03.26 16:10
rozwiązaniem moim zdaniem byłoby pewne zacieśnienie dostępu do małżeństwa i większe uświadamianie jego nierozerwalności przed zawarciem oraz nieudzielanie komu popadnie stwierdzenia nieważności - w ten sposób tym, którzy pozorują jako katolicy, zostałoby uświadomione, że są pozorantami, lepiej dla nich jak nie chodzą do Kościoła, niż wierząc deklaratywnie pełni są ciężkich grzechów, nie uświadamiając sobie, jak bardzo biczują Chrystusa; a ci, którzy rzeczywiście są katolikami, tylko o słabszej wierze, podciągnęli by się przez to w górę - z korzyścią duchową dla wszystkich i nie ma problemów moralnością; lepszy mniejszy Kościół tych, co rzeczywiście wierzą w Boga, a nie rozmemłany pełen kompromisów i nieświadomości co do tego, czym jest wiara
anonim2014.03.27 10:41
Gdy wchodziła przed laty sekularyzacja w społeczeństwo, dlaczego wielu biskupów na zachodzie nie stanęli w obronie wiary a przez co zaniedbali swoje obowiązki wobec Boga i wiernych. Teraz zbierają owoce odejścia od Boga, a co gorsze zachęcają cały KK do podporządkowania się tym nowym trendom. Dlaczego duchowni zmuszają Boga do zmiany podejścia w sprawie dziewiątego przykazania. Życie w konkubinacie jest przekroczeniem nakazu 9. Nie pożądaj żony bliźniego swego. W procesie życia w konkubinacie osoba rezygnuje z eucharystii i wybiera nie sakramentalne życie, wola człowieka wybrała. W tym przypadku KK może się pochylić i pomóc ludziom żyjącym w konkubinatach chcących przyjmować Jezusa w sakramencie. Po przez szkolenia i przysięgę wobec Boga, że nie będą współżyć ze sobą seksualnie. Taki związek będzie oparty na przyjaźni, pomocy sobie nawzajem a co najważniejsze będzie usankcjonowany przez KK, zgodny z wolą Boga i bez zgorszenia wiernych. Na przeszkodzie stoi seks z którego ludzie nie chcą zrezygnować a jednocześnie chcą przyjmować eucharystię. Czy w tym przypadku mamy prawo wykorzystywać moc daną KK przeciwko ujawnionej woli Boga w Biblii. Przez taką postawę walczymy z samym Bogiem.
anonim2014.04.1 3:34
Ks. Robercie a gdyby pozwolić na zmianę, to czy doktryna nie byłaby zgodna z nauką KK, chyba tak. A więc można stwierdzić że jest to próba zmiany doktryny KK. Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz. KK ma wolę zbliżenia do grzesznika, tylko czy grzesznik ma wolę nie grzeszyć i zbliżyć się do KK. Aktem takiej dobrej woli jest rezygnacja z seksu i możliwość przyjmowania eucharystii. Żyjąc w konkubinacie jako przyjaciele a nie jako małżonkowie.