Ks. prof. Andrzej Kobyliński: O relacji homoseksualizmu z kapłaństwem - zdjęcie
22.08.19, 10:15

Ks. prof. Andrzej Kobyliński: O relacji homoseksualizmu z kapłaństwem

37

Watykański zakaz udzielania święceń kapłańskich kandydatom homoseksualnym spotkał się z otwartym lub milczącym sprzeciwem wielu środowisk katolickich na całym świecie - mówi w rozmowie z KAI ks. prof. Andrzej Kobyliński.

 

Dawid Gospodarek (KAI): Kilka dni temu miała miejsce premiera nowej książki papieża Franciszka „Siła powołania”, w której m.in. wyraża on niepokój z powodu homoseksualizmu wśród księży i osób konsekrowanych oraz potwierdza stanowisko, by nie przyjmować do seminariów i zakonów osób homoseksualnych. Ta wypowiedź jest szeroko komentowana na całym świecie, wzbudza też trochę kontrowersji, a nawet zamieszania – przecież to ten sam papież, który kilka lat temu w rozmowie z dziennikarzami na pokładzie samolotu mówił: „Jeśli ktoś jest gejem i szuka Boga, i ma dobrą wolę, kim jestem, by go sądzić?”

Ks. Andrzej Kobyliński: Te dwie opinie papieża Franciszka rzeczywiście obiegły świat lotem błyskawicy. Sfera seksualna nie od dzisiaj przykuwa uwagę ludzi, niezależnie od rasy czy koloru skóry. Nic więc dziwnego, że najnowsza wypowiedź Ojca Świętego na temat homoseksualizmu jest analizowana na całym świecie.

KAI: Jak ją rozumieć? 

– Tym razem papież Franciszek nie dotyka problemu wszystkich osób homoseksualnych, ale koncentruje swoją uwagę na księżach, siostrach zakonnych, zakonnikach, klerykach itp. Problem orientacji seksualnej osób duchownych i konsekrowanych jest obecnie przedmiotem wielu dyskusji. Co więcej, można mówić dzisiaj o niezwykle ostrym konflikcie wśród katolików, gdy chodzi o moralną ocenę homoseksualizmu.

KAI: Czego dotyczy ten spór?

– Konflikt wokół homoseksualizmu w Kościele katolickim dotyczy zasadniczo trzech kwestii. Po pierwsze, jak oceniać tendencję homoseksualną i akty homoseksualne? Po drugie, co sądzić o małżeństwach jednopłciowych, adopcji dzieci przez pary homoseksualne i błogosławieniu takich związków w świątyniach katolickich? Po trzecie, czy wolno dopuszczać osoby homoseksualne do święceń kapłańskich oraz życia zakonnego? Na te trzy pytania kardynałowie, biskupi, księża i ludzie świeccy z wielu krajów udzielają dzisiaj bardzo różnych odpowiedzi. Pod tym względem wspólnota katolicka nie jest oczywiście wyjątkiem. Ostre spory dotyczące tej kwestii występują dzisiaj we wszystkich kulturach i religiach.

KAI: Za Benedykta XVI zakazano udzielać święceń kapłańskich osobom z głęboko zakorzenionymi skłonnościami homoseksualnymi.

– To była prawdziwa rewolucja kopernikańska, wprowadzona w specjalnej instrukcji Stolicy Apostolskiej. Dlaczego? Przez 2000 lat nie istniał w Kościele katolickim formalny zakaz kapłaństwa mężczyzn homoseksualnych. Zwrot nastąpił w 2005 r. Rewolucyjny charakter tej zmiany polega na tym, że za przeszkodę do święceń kapłańskich zostały oficjalnie uznane nie tylko akty homoseksualne, ale także sama tendencja homoseksualna kandydatów do kapłaństwa oraz ich związek z tzw. kulturą gejowską.

KAI: Czy ten dokument wszedł w życie?

– Niestety, watykański zakaz udzielania święceń kapłańskich kandydatom homoseksualnym spotkał się z otwartym lub milczącym sprzeciwem wielu środowisk katolickich na całym świecie. Jeśli chodzi o krytykę tego dokumentu wyrażoną publicznie, można wskazać przykład episkopatów Belgii, Francji, Holandii czy Szwajcarii, które oficjalnie poinformowały, że dojrzały psychicznie homoseksualista, deklarujący chęć niepodejmowania aktywności seksualnej, może być księdzem. Podobną opinię wyraziła Rada Przełożonych Zakonów Męskich w USA, która stwierdziła, że nie wolno dyskryminować pobożnych duchownych homoseksualnych, którzy są oddani pracy duszpasterskiej i żyją w czystości seksualnej.

KAI: Czym są skłonności homoseksualne głęboko zakorzenione?

– To pojęcie wprowadza instrukcja Stolicy Apostolskiej z 2005 r. Niezwykle ważnym nowym elementem tego dokumentu jest odrzucenie rozróżnienia na homoseksualizm czynny i bierny, które pojawia się bardzo często w opracowaniach wielu teologów katolickich. Nowe kryterium podziału, które zostało wprowadzone w 2005 roku, to skłonności homoseksualne przejściowe, zasadniczo wyleczalne i występujące najczęściej w wieku młodzieńczym, oraz skłonności homoseksualne głęboko zakorzenione, czyli trudniej wyleczalne, stanowiące część osobowości i stylu życia. Ten drugi rodzaj tendencji homoseksualnej został uznany za przeszkodę do święceń kapłańskich i życia zakonnego.

KAI: Dlaczego?

– To niezwykle skomplikowane zagadnienie filozoficzne i teologiczne, które dotyczy relacji istniejącej między kapłaństwem katolickim a orientacją seksualną człowieka. Szkoda, że w Polsce nie powstał do tej pory ani jeden artykuł naukowy o charakterze teologicznym. Trudno racjonalnie wytłumaczyć całkowite milczenie teologii katolickiej w tej jakże ważnej sprawie. Moje badania filozoficzne i historyczne dotyczące tego problemu rozpocząłem prawie 20 lat temu. Ich owocem są dwa obszerne artykuły naukowe. Pierwszy z nich pt. „Homoseksualizm i kapłaństwo. Węzeł gordyjski – katolików?” ukazał się w 2017 r. w języku włoskim na łamach „Poznańskich Studiów Teologicznych”, wydawanych przez Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Drugi artykuł pt. „Homoseksualizm i kapłaństwo w Kościele katolickim na przestrzeni wieków” został opublikowany kilka miesięcy temu w „Przeglądzie Historycznym” na Uniwersytecie Warszawskim.

KAI: W dokumencie z 2005 r. argumentuje się, że osoba wyświęcona na kapłana musi być dojrzała emocjonalnie, że powinna mieć zdrową relację do kobiet i mężczyzn. Czy to znaczy, że osoby homoseksualne nie mogą z zasady osiągnąć dojrzałości?

– Nie wiem, czy argumentacja przedstawiona w instrukcji Stolicy Apostolskiej jest wystarczająca. Wydaje mi się, że wymaga pogłębienia filozoficznego i teologicznego. Dojrzałość emocjonalna i relacje międzyludzkie nie dotykają jądra problemu. Chyba głębiej tłumaczą tę kwestię przenikliwe słowa Benedykta XVI, zawarte w książce „Światłość świata” z 2010 r.: „Homoseksualizm jest nie do pogodzenia z powołaniem kapłańskim. Wtedy bowiem także celibat traci sens jako wyrzeczenie. Byłoby wielkim niebezpieczeństwem, gdyby celibat stawał się powodem wchodzenia w stan kapłański ludzi, którzy i tak nie chcą się ożenić, gdyż w końcu ich stosunek do mężczyzny i kobiety jest zniekształcony, zakłócony. […] Dobór kandydatów na księży musi być dlatego bardzo staranny. Musi panować tu najwyższa uwaga, aby nie doszło do pomyłki i w końcu bezżenność kapłanów nie była utożsamiona z tendencjami do homoseksualizmu”.

KAI: Na czym powinno polegać pogłębienie filozoficzne i teologiczne rozumienia kapłaństwa w Kościele katolickim?

– Osobiście uważam, że pytanie o relację istniejącą między homoseksualizmem i kapłaństwem ma przede wszystkim charakter ontologiczny. Owszem, ważne są aspekty moralne związane z orientacją seksualną, ale decydujący jest wymiar ontologiczny. Potrzeba w tym zakresie dalszych szeroko zakrojonych badań naukowych o charakterze interdyscyplinarnym.

KAI: Dlaczego?

– To wielkie wyzwanie intelektualne dotyczy możliwości zachowania w Kościele katolickim tradycyjnej teologii kapłaństwa i sakramentów. Bez sakramentów nie ma katolicyzmu. Kluczowe jest w tym kontekście przekonanie, że kapłani katoliccy działają „w osobie Chrystusa” (in persona Christi). Jak należy definiować kapłaństwo, żeby zachować ważność sprawowanych sakramentów świętych, które decydują o istocie katolicyzmu? Czy zgodność osobowości kapłanów katolickich – nie na poziomie moralnym, ale ontologicznym – z Jezusem Chrystusem jako źródłem kapłaństwa koniecznie zakłada ich orientację heteroseksualną czy też nie? Na czym ma polegać de facto owa zgodność? Jakie elementy osobowości księży stanowią konieczny warunek takiej zgodności? Czy orientacja seksualna jest takim składnikiem? Jeśli nie, tzn. jeśli akceptuje się kapłaństwo mężczyzn homoseksualnych, to jak uzasadnić sprzeciw Kościoła katolickiego wobec kapłaństwa kobiet? Jak rozwiązać ten węzeł gordyjski?

KAI: To trudne i kontrowersyjne tematy, nic dziwnego, że teologom ciężko się za nie zabrać. Każda odpowiedź na te pytania może spotkać się z falą krytyki. Sprawa wydaje się podobna do problemu ordynacji kobiet, bo rzeczywiście sugerowanie, że homoseksualni mężczyźni nie mogą ważnie przyjąć święceń, wydaje się nieść ze sobą tezę, że nie są w pełni mężczyznami. Z drugiej strony problematyczne jest też mówienie o ewentualnej nieważności takich święceń. Parę lat temu taką tezę, uargumentowaną pewnymi przesłankami teologicznymi i antropologicznymi, opublikował Tomasz Terlikowski. Takie podejście przysporzyłoby jednak sporo praktycznych problemów, np. kwestia sukcesji – przecież z pewnością wielu biskupów było i jest homoseksualnych. Czy święcenia przez nich udzielane są nieważne, podobnie jak sprawowana Eucharystia? Jak Ksiądz patrzy na tę kwestię?

– Heinrich Heine, dziewiętnastowieczny poeta i pisarz niemiecki, zwykł mawiać, że kto w nocy myśli o Europie, ten pozbawia się snu. Myślę, że tę trafną uwagę Heinego można odnieść w sposób analogiczny także do pytania Pana Redaktora. Kto nocą myśli o tych jakże trudnych kwestiach filozoficznych i teologicznych, związanych z homoseksualizmem i kapłaństwem, na pewno pozbawia się snu. W ostatnich latach znalazłem tylko kilka opracowań naukowych w języku angielskim, niemieckim i włoskim, które podejmują problem ważności święceń kapłańskich i ślubów zakonnych osób homoseksualnych. W 2009 r. niemiecki teolog Peter Mettler opublikował książkę, w której postuluje wprowadzenie do Kodeksu Prawa Kanonicznego odrębnego zapisu określającego skłonność homoseksualną jako obiektywną przeszkodę do święceń kapłańskich. Jakie rozwiązania zwyciężą w przyszłości? Nie wiem. W obecnym stuleciu trzeba w pewnym sensie „stworzyć” katolicyzm na nowo, szukając w pocie czoła adekwatnych odpowiedzi na wiele trudnych pytań.

KAI: Dlaczego aż do 2005 r. nie było w Kościele oficjalnego, powszechnego zakazu wyświęcania mężczyzn homoseksualnych? Nawet po wydanym przez Piotra Damianiego na początku XI w. bardzo ostrym „raporcie” o homoseksualizmie wśród księży taki zakaz się nie pojawił…

– Opracowanie św. Piotra Damianiego pt. „Liber Gomorrhianus” z 1049 r. ma charakter przełomowy, ponieważ jest pierwszym opracowaniem w historii chrześcijaństwa, które podejmuje expressis verbis problem homoseksualizmu osób duchownych. Na przestrzeni pierwszych dziesięciu wieków chrześcijaństwa ukazało się wiele dokumentów – opublikowanych przez papieży, sobory czy synody – które potępiały akty homoseksualne. Tego rodzaju oceny można znaleźć w dekretach Synodu w Elwirze (305–306) czy Synodu w Ancyrze (314), w pismach Tertuliana, św. Bazylego z Cezarei czy św. Augustyna. Jednak dopiero w XI w. św. Piotr Damiani ukazał dramatyczną skalę problemu homoseksualizmu duchownych i wezwał do głębokiej reformy Kościoła.

KAI: Czy analizy Damianiego są aktualne także dzisiaj?

– W niewielkim stopniu. Traktat-list „Liber Gomorrhianus” koncentruje się przede wszystkich na analizie aktów seksualnych. W niektórych fragmentach może szokować współczesnego czytelnika dosadność i skrajność pewnych sformułowań, dotyczących ludzkiej seksualności. Św. Piotr Damiani jest dzieckiem swojej epoki i prezentuje ówczesne rozumienie życia seksualnego człowieka. Jeśli chodzi o homoseksualizm duchownych, Damiani postrzegał go w kategoriach moralnych, a nie ontologicznych. Co to znaczy? Autor „Liber Gomorrhianus” bardzo ostro potępił akty homoseksualne, podzielone precyzyjnie na cztery różne kategorie, nie dostrzegł on natomiast najważniejszego problemu relacji homoseksualizmu jako rodzaju osobowości do kapłaństwa i sprawowania sakramentów w Kościele katolickim.

KAI: Dlaczego?

– W tamtym okresie nie funkcjonowały jeszcze pojęcia orientacji homoseksualnej, skłonności homoseksualnej czy tożsamości seksualnej, które mają obecnie kluczowe znaczenie dla rozumienia kapłaństwa sakramentalnego w Kościele katolickim. Warto w tym miejscu dodać, że ta ważna kwestia nie została zauważona w ostatnich latach np. we Włoszech, gdzie niektóre konserwatywne środowiska katolickie ukazują dzieło św. Piotra Damianiego – wydane ponownie w języku włoskim jako odrębna publikacja książkowa w 2001 i 2015 r. – jako rzekomo właściwą diagnozę także obecnych problemów w Kościele katolickim.

KAI: Jan XXIII jeszcze przed Soborem Watykańskim II podpisał instrukcję „Religiosorum institutio”, w której jest zawarty zakaz udzielania święceń i przyjmowania do zakonów dla osób homoseksualnych, jednak pewnym zrządzeniem losu nigdy ten dokument nie zaczął obowiązywać. Jak to się stało?

– To bardzo dziwna historia. 22 stycznia 1961 r. papież Jan XXIII zaaprobował ten dokument, przygotowany przez ówczesną Kongregację ds. Zakonów. 2 lutego 1961 r. Instrukcja ta została wydrukowana w wersji łacińskiej przez Kongregację ds. Zakonów. Dwa lata później dokument ukazał się w języku angielskim w Stanach Zjednoczonych. Z bliżej nieznanych przyczyn ten przełomowy dokument nie został opublikowany w „Acta Apostolicae Sedis” – oficjalnym organie urzędowym Stolicy Apostolskiej, który jest odpowiednikiem polskiego „Dziennika Ustaw”. Mając papieską aprobatę, ale bez oficjalnej publikacji w „Acta Apostolicae Sedis”, Instrukcja z 1961 r. nigdy nie weszła w życie.

KAI: Czego dotyczą najważniejsze rozstrzygnięcia tego dokumentu?

– Rewolucyjny fragment tej Instrukcji mówi – po raz pierwszy w dziejach Kościoła katolickiego – o zakazie dopuszczania do ślubów zakonnych i święceń kapłańskich osób ze skłonnościami do homoseksualizmu lub pederastii (evil tendencies to homosexuality or pederasty). Przez 40 lat Instrukcja „Religiosorum institutio” pozostawała całkowicie nieznana. W 2002 r. „odkryto” ją ponownie w USA, gdy wybuchł skandal wykorzystywania seksualnego dzieci przez osoby duchowne, o którym opowiada m.in. film „Spotlight” Toma McCarthy’ego z 2015 r. W innych krajach, także w Polsce, dokument ten pozostaje do dzisiaj zupełnie nieznany.

KAI: Kiedy zaczęła się zmieniać ocena homoseksualizmu w niektórych środowiskach katolickich?

– Po Soborze Watykańskim II, w dobie rewolucji seksualnej 1968 r. Przede wszystkim katolicka teologia moralna zaczęła wówczas akceptować idee, które wcześniej były traktowane jako sprzeczne z Magisterium Kościoła. Jednym z przejawów tej głębokiej metamorfozy moralnej była zmiana oceny zachowań homoseksualnych. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku wielu myślicieli katolickich zaczęło bronić tezy o równorzędności dwóch orientacji seksualnych: heteroseksualnej i homoseksualnej. Głównymi liderami tej rewolucji byli teolodzy katoliccy języka angielskiego.

KAI: Czy mógłby Ksiądz wskazać jakieś przykłady?

– Szczególną rolę w zmianie tradycyjnego podejścia do homoseksualizmu odegrało dwóch amerykańskich duchownych katolickich: Charles Curran (1934–) i Richard McBrien (1936–2015). Curran opublikował kilkadziesiąt książek teologicznych, które były adresowane głównie do środowisk akademickich. Natomiast McBrien jest autorem kilkudziesięciu publikacji książkowych, pisanych z myślą o szerokich kręgach czytelników. McBrien kształtował amerykańską opinię publiczną szczególne poprzez własne audycje radiowe i telewizyjne. Curran, McBrien i wielu innych autorów sprawili, że homoseksualizm przestał być traktowany w wielu środowiskach katolickich jako zachowanie sprzeczne z prawem naturalnym i Objawieniem.

KAI: A znany jezuita John McNeill?

– To świetna egzemplifikacja tej rewolucji! Ten amerykański teolog i psychoterapeuta opublikował w 1976 r. głośną książkę pt. „Kościół a homoseksualizm”. W tym opracowaniu zostało zakwestionowane tradycyjne rozumienie homoseksualizmu w Kościele katolickim. Po publikacji książki amerykański jezuita dokonał „coming outu” i był pierwszym duchownym katolickim, który mówił otwarcie w telewizji o swojej orientacji homoseksualnej.

KAI: Był Ksiądz przez wiele lat wychowawcą seminaryjnym. Jak w praktyce w ostatnich dziesięcioleciach wyglądało podejście do homoseksualizmu w seminariach?

– W latach 1998-2011 byłem wykładowcą filozofii oraz wychowawcą w Wyższym Seminarium Duchownym w Płocku. W latach 1999–2004 byłem tam także prorektorem ds. wychowawczych. Na razie nie chciałbym mówić o szczegółach. Warto jednak podkreślić przełom, jaki nastąpił w moim życiu tuż przed rozpoczęciem pracy w seminarium. Od 27 czerwca do 18 lipca 1998 r. uczestniczyłem w Rzymie w Kursie Formacyjnym, zorganizowanym przez Stolicę Apostolską dla wykładowców seminariów duchownych.

KAI: Czego on dotyczył?

– W ramach tego szkolenia mogłem słuchać m.in. wykładu kard. Josepha Ratzingera, ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Jednym z prelegentów był także kard. Pio Laghi – prefekt Kongregacji Wychowania Katolickiego, której wówczas podlegały seminaria duchowne na całym świecie. Ważne słowa skierował do uczestników kursu kard. Darío Castrillón Hoyos, pochodzący z Kolumbii prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa, który mówił m.in. o wielkim problemie pedofilii w Kościele katolickim. Kard. Hoyos potwierdził moją wcześniejszą wiedzę na ten temat, jaką zdobyłem w 1993 r., gdy pracowałem duszpastersko w jednej z angielskich parafii w północnej części Londynu przy Euston Station.

KAI: Na czym polegało szczególne znaczenie tego szkolenia?

– Wyniosłem z niego swego rodzaju „polecenie służbowe” przedstawicieli Stolicy Apostolskiej, aby poważnie potraktować problem pedofilii i kwestię tożsamości seksualnej kandydatów do kapłaństwa. Od jesieni 1998 r., już jako wykładowca i wychowawca seminaryjny, poruszałem problem molestowania seksualnego osób nieletnich przez księży oraz dążyłem do tego, aby kwestię tożsamości seksualnej alumnów uczynić ważnym elementem przygotowania do kapłaństwa. Niestety, w pewnym sensie zderzyłem się z wielką górą lodową. Na przełomie XX i XXI w. tego rodzaju zagadnienia były tematem tabu w Kościele katolickim w Polsce. Dokument Konferencji Episkopatu Polski zawierający wytyczne, jak reagować w przypadku wykorzystywania seksualnego osób nieletnich przez duchownych – po akceptacji Stolicy Apostolskiej – wszedł w życie dopiero w 2015 r.

KAI: W kontekście skandalu pedofilii księży wielu komentatorów wskazuje na badania pokazujące pewną zbieżność tych przypadków z homoseksualnymi preferencjami przestępców. Niektórzy mówią, że zakaz wyświęcania osób homoseksualnych w tym przede wszystkim miał swoją przyczynę. Jednak z drugiej strony osoby fachowo zajmujące się problemem, np. prof. Lew Starowicz albo Ewa Kusz z Centrum Ochrony Dziecka, wskazują na większą złożoność tej kwestii i nie godzą się na twierdzenie, że homoseksualizm jest powiązany z pedofilią. Co Ksiądz o tym myśli?

– Przeraża mnie powierzchowność niektórych wypowiedzi. Największy błąd dotyczy pomijania ogromnych różnic między poszczególnymi regionami świata. Wykorzystywanie seksualne dzieci przez księży katolickich wygląda inaczej w Europie niż w Azji. Głębokie różnice istnieją między Afryką a Ameryką Południową. O wielu podobieństwach można natomiast mówić w kontekście Australii i Ameryki Północnej.

KAI: Czy istnieje korelacja między homoseksualizmem a pedofilią?

– Tak, gdy chodzi o księży katolickich mieszkających w Australii, Europie i obu Amerykach. Trudno kwestionować ten związek, ponieważ jest on potwierdzony przez wieloletnie badania naukowe, których wyniki są opublikowane w wielotomowych raportach państwowych i kościelnych.

KAI: Jak wygląda ta korelacja?

– Badania przeprowadzone w Australii, Irlandii, Niemczech czy Stanach Zjednoczonych wykazały jednoznacznie, że znakomita większość przypadków wykorzystywania seksualnego osób nieletnich w Kościele katolickim dotyczy księży homoseksualnych. W USA 90% księży skazanych za pedofilięstanowią duchowni homoseksualni. Z badań wynika, że 90% przypadków molestowania seksualnego dzieci przez księży dotyczy efebofilii, natomiast jedynie 10% typowej pedofilii. Takie dane potwierdził w 2010 r. kard. Tarcisio Bertone, były Sekretarz Stanu i druga osoba po papieżu w Kościele katolickim. Czym jest efebofilia? Oznacza ona skłonność seksualną dorosłych mężczyzn do młodych chłopców w wieku 12–17 lat. Pedofilia to molestowanie seksualne dzieci poniżej tej granicy wieku.

KAI: Czy wolno utożsamiać ze sobą problem duchownych homoseksualnych ze zjawiskiem pedofilii czy efebofilii?

– Zdecydowanie nie. To dwa odrębne zagadnienia, których czasami nie odróżnia się od siebie w debacie publicznej. Niestety, niektóre wypowiedzi dotyczące jakże ważnych kwestii filozoficznych i religijnych mają charakter nie tyle naukowy, ile jarmarczny. Czym innym jest pytanie filozoficzne i teologiczne, dotyczące relacji homoseksualizmu do kapłaństwa, a czym zupełnie innym moralny dramat molestowania seksualnego osób nieletnich przez księży. W związku z tym, że te dwa problemy w pewnym obszarze spotykają się jednak ze sobą, warto w tym miejscu zapytać, w jaki sposób rozwinęła się w Kościele katolickim plaga wykorzystywania seksualnego dzieci.

KAI: No właśnie – jak?

– W wielu krajach (Australia, Belgia, Holandia, Irlandia, Kanada, USA itd.) problem zaczął narastać w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX w. Wśród wielu przyczyn należy z pewnością wymienić wpływ rewolucji obyczajowej lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Jednym z jej liderów był filozof i socjolog niemiecko-amerykański żydowskiego pochodzenia Herbert Marcuse (1898–1979). Marcuse, jako jeden z najbardziej znanych przedstawicieli filozoficznej Szkoły Frankfurckiej, nakreślił w swoich dziełach wizję nowego społeczeństwa, w którym dokona się reinterpretacja tradycyjnej moralności. Nowa moralność oznaczała zmianę podejścia m.in. do homoseksualizmu i relacji seksualnych między osobami dorosłymi i dziećmi.

KAI: Czy dramat pedofilii zagraża Kościołowi katolickiemu?

– Absolutnie tak. Wydaje się, że w drugiej połowie XX w. w wielu krajach zachodnich nastąpiło swego rodzaju sprzężenie zwrotne: z jednej strony, rewolucja seksualna i gwałtowny proces sekularyzacji stworzyły podatny grunt dla rozwoju pedofilii, z drugiej – dramat seksualnego wykorzystywania dzieci przyczynił się do jeszcze głębszego rozpadu tradycyjnej religijności. Badania socjologiczne prowadzone w ostatnich latach potwierdzają wymieranie katolicyzmu i chrześcijaństwa w wielu krajach zachodnich. Jedną z ważnych przyczyn tego dramatycznego procesu jest niewątpliwie skandal pedofilii.

KAI: Kiedy zostały postawione pierwsze diagnozy dotyczące problemu księży pedofilów?

– W Stanach Zjednoczonych zjawisko zostało dobrze zdiagnozowane już w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Pionierskie badania nad fenomenem wykorzystywania seksualnego dzieci przez księży rozpoczął w 1984 r. amerykański dziennikarz i publicysta Jason Berry. Owocem jego wieloletnich analiz była książka pt. „I nie wódź nas na pokuszenie. Księża katoliccy i seksualne wykorzystywanie dzieci”, która ukazała się w 1992 r. Jedną z ważnych odpowiedzi na narastające zjawisko pedofilii była zorganizowana w Chicago w dniach 16–18 września 1992 r. pierwsza poważna konferencja naukowa, poświęcona wykorzystywaniu seksualnemu osób nieletnich przez księży katolickich. W obradach wzięło udział ok. 400 uczestników. Głównym organizatorem tego przełomowego wydarzenia było Stowarzyszenie VOCAL (Victims of Clergy Abuse Linkup), do którego już wtedy należało ok. 3.000 ofiar wykorzystywania seksualnego nieletnich przez duchownych katolickich. Piekło pedofilii klerykalnej trwa w USA od ponad 40 lat. Niestety, ciągle nie widać końca tej wielkiej tragedii.

KAI: Jaka jest skala pedofilii wśród księży i zakonników w Kościele katolickim?

– O dokładnych danych można mówić jedynie w kilku krajach, w których powstały całościowe raporty, poprzedzone długimi latami badań. Prawdziwą kopalnią wiedzy jest w tym zakresie publikacja w języku angielskim pt. „John Jay Report”. To obszerny raport amerykański z 2004 r. liczący prawie 300 stron. W Stanach Zjednoczonych, po dramatycznym kryzysie w roku 2002, władze Kościoła podjęły decyzję o poddaniu wnikliwej ocenie wszystkich duchownych katolickich pracujących w USA w latach 1950–2002. W tym celu powołano specjalny zespół badawczy złożony z prokuratorów, prawników, psychologów, policjantów. W badanym okresie pracowało w Stanach Zjednoczonych 100.000 księży i zakonników. Co wynika z tego raportu? O różne formy molestowania seksualnego dzieci w latach 1950–2002 oskarżono 4.392 osoby duchowne, czyli 4,39%. Podobne dane zawierają raporty przygotowane w Niemczech. Niestety, w Australii problem dotyczy 7% duchownych katolickich. Z kolei w Chile suspendowano ostatnio w jednej z diecezji, z powodu pedofilii, aż jedną czwartą duchownych.

KAI: Wielu katolickich teologów i księży, nie mówiąc już o wiernych, zwłaszcza na Zachodzie, kontestuje ujęte w Katechizmie podejście do kwestii homoseksualizmu. Inne denominacje chrześcijańskie (które wyłoniły się z Reformacji) zrewidowały swoje nauczanie w tej kwestii, nie tylko dopuszczając do ordynacji osoby homoseksualne (mężczyzn i kobiety), ale również błogosławiąc małżeństwa i dostrzegając dobro w posiadaniu dzieci przez takie pary. Jak Ksiądz przewiduje rozwój katolickiego podejścia do homoseksualizmu?

– Niestety, jedność w tej kwestii wśród katolików jest już niemożliwa. Także w odniesieniu do oceny relacji homoseksualizm-kapłaństwo. Prawdopodobnie w najbliższych dziesięcioleciach ukształtują się różne modele życia duchownych katolickich w Afryce, w Azji, w Europie czy w Ameryce Południowej.

KAI: Grozi nam decentralizacja doktrynalna?

– Tak. W pewnym sensie ona już jest. Wydaje się, że kluczem do nowych rozwiązań będzie właśnie synodalizacja i decentralizacja Kościoła katolickiego. Gdy chodzi o rozumienie kapłaństwa, niektóre nowe rozwiązania mogą być przyjęte w trakcie Synodu Biskupów dla regionu Amazonii w październiku 2019 r., który zajmie się m.in. kwestią udzielania święceń kapłańskich tzw. mężczyznom wypróbowanym (viri probati), czyli zarówno mężczyznom żonatym, jak i nieżonatym, którzy angażują się w posługę Kościołowi, szczególnie na terenach misyjnych, gdzie nie ma kapłanów.

KAI: Czy te problemy dotyczą też naszego kraju?

– Także w Polsce nie uciekniemy przed trudną dyskusją dotyczącą rozumienia orientacji seksualnej człowieka. Na razie brutalna wojna, która dotyczy przyszłości Kościoła katolickiego, toczy się na wielu frontach poza granicami naszego kraju. Prędzej czy później dotrze ona do nas. W pewnym sensie już teraz zagląda pod nasze strzechy, chociaż zdecydowana większość katolików w naszym kraju ciągle zakrywa oczy i zatyka uszy. Niestety, w modzie są przepowiednie, proroctwa, prywatne objawienia, wróżby itp. Musimy czym prędzej obudzić się z głębokiego snu. Obecna wojna, która toczy się m.in. w Niemczech, Australii czy Stanach Zjednoczonych dotyczy także przyszłości Kościoła katolickiego w naszym kraju.

***

Ks. Andrzej Kobyliński – filozof, etyk, doktor habilitowany nauk humanistycznych w dyscyplinie filozofia. Absolwent Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, pracownik Instytutu Filozofii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Autor dwóch obszernych opracowań naukowych dotyczących relacji istniejącej między homoseksualizmem i kapłaństwem w Kościele katolickim:

 

Wywiad opublikowany za zgodą ks. prof. Andrzeja Kobylińskiego

Komentarze (37):

ja2019.08.22 17:46
totalni oszuści działają też w kościele. W Polsce mają tęż się dobrze bo są chronieni przez niektórych biskupów
sp2019.08.22 15:42
Homoseksualizm jest zaburzeniem. Zakaz wyświęcania osób o takich, zakorzenionych skłonnościach nie ma więc charakteru ontologicznego - jak w przypadku kobiet, które po prostu nie mogą w sposób ważny przyjąć sakramentu kapłaństwa - lecz praktyczny.
Polak Ateista Dumny Gej2019.08.22 14:02
W ostatni łykend miałam gościa Rafalalę i ta zołza Rafalala przyniosła oprócz jabola kaszankę, świeżą jak zapewniała. No i do dzisiaj mam pedalską ciotę, czyli biegunkę, albo sr...kę jak kto woli. O ja biedna i jeszcze te hemoroidy!
Michał Pasierb 2019.08.22 13:34
Dla tych,którzy chcą wiedzieć więcej https://www.youtube.com/watch?v=8WzXpYC9-aw
athos2019.08.22 12:31
Księże Kobyliński drogą Kościoła nie jest żadna synodalizacja i doktrynalna decentralizacja. To, co ksiądz proponuje, to sposób na rozwalenie Kościoła. Od dwóch tysięcy lat obowiązuje w Kościele jedność doktrynalna, nad którą pieczę ma Urząd Nauczycielski Kościoła z papieżem na czele. Nie może być tak, że co innego w sprawie homoseksualizmu będzie się głosić w USA czy w Niemczech a co innego w Polsce. Heretyckie rozstrzygnięcia doktrynalne nie mogą być stawiane na równi z ortodoksyjnymi. Księże Kobyliński - dobra rada - mniej czytać amerykańskich jezuickich "mędrców" więcej Pisma Świętego i wielkich Doktorów Kościoła, a przede wszystkim więcej się modlić i wierzyć, że Bóg także w tym arcypysznym XXI wieku do nas przemawia przez różnych wybranych ludzi. Więcej wiary Księże Kobyliński, mniej pseudonaukowych bełkotliwych wypocin różnych zachodnich mędrków, którzy samych siebie uleczyć nie potrafią.
Zerro2019.08.22 23:12
To czego nie chcesz nazwać drogą już jest rzeczywistością.
stahu2019.08.23 15:39
To kto jak nie filozofie ojców kościoła papieży synodów doprowadziły do zamienienia kościoła w Sodome ? To owoce Tradycji! Wdeptaliście Prawo Boże w błoto przez własną pyche... ten burdel już był od początku papiestwa - czyt.historie papieży ! Dziś puściły wszelkie hamulce , a wy dalej jak pies do rzygowin...Tradycja niczego nie uratuje , tylko wymiecenie żelazną miotłą zła , Albo schizma i powrót do tego w co wierzył Chrystus albo ... mniej litość Panie nad wiernymi Tobie.
z marksistowskim pozdrowieniem!!!2019.08.22 11:39
Lenin powiadał że każda kucharka może być ministrem. Było to w czasach marksistowskiej rewolucji proletariackiej . Dzisiaj toczy się marksistowska rewolucja lgbt. Cel tej rewolucji: żeby każda q.r.w.a damska i męska spod latarni i każda ciota z rozkalibrowanym anusem mogła być ministrem.
Polak Ateista Dumny Gej 2019.08.22 11:35
Tak się teraz zastanawiam , po co pisałem takie długie komentarze , skoro i tak dostaję 2 zeta od sztuki. Bez sensu
Polak Ateista Dumny Gej 2019.08.22 11:31
zaraz pojawi się oszczana dzielnicowa ciota smuteczek uważajcie robaczki papa
Polak Ateista Dumny Gej 2019.08.22 11:29
Ale się rozpisałem. Tak w skrócie chodzi o to ,że jak już dawno mówiłem , masowe przyjmowanie gejów do seminariów to będzie katastrofa dla ministrantów Gej w sutannie jest takim samym pedofilem jak gej bez sutanny
Zerro2019.08.22 23:09
Do Polaka Ateisty Dumnego Geja inteligencji jest ci bardzo daleko.
ewid2019.08.22 11:24
Frondo! Rozumiem otwartość na inne poglądy, ale dlaczego pozwalacie na takie posty z wymiocinami, przekraczającymi wszelkie normy nie tylko zwykłej przyzwoitości, ale też moralności. Homoseksualiści i homoseksualistki mogą nie mieć hamulców, ale trzeba też zadbać o czytelników, nie tylko o tych, którzy wymagają pilnej interwencji psychiatrycznej
asor2019.08.22 11:12
Czyli jednak można analitycznie, bez ideologii pokazać problem homoseksualizmu. Chociaż ten tekst jest niezbyt optymistyczny dla KK
Polak Ateista Dumny Gej2019.08.22 11:10
Dziś katosekta jest kompletnie nieatrakcyjna już nie tylko dla heteroseksualnych mężczyzn, ale również samych gejów, którzy już nie muszą się ukrywać, mają perspektywę związków partnerskich, a następnie małżeństw i rodzin. Skutek dramatycznego spadku "powołań". Dziś ci sami katole-homofoby, którzy chcą pozbyć z kościoła księży-gejów., alarmują o wyludniających się seminariach nie zdając sobie sprawy, że semninaria się wyludniły tak przez emancypację społeczności LGBT, jak również propagandę homofobii w katosekcie. Dopóki katoideologia nie ulegnie zmianie będzie jeszcze mniej "powołań", jako, że potencjalnym i większościowym narybkiem w seminariach są i od zawsze byli mężczyźni homo. Ten system nigdy nie był atrakcyjni dla hetero, samymi heterykami się katosekta nie pożywi i długo nie pociągnie. Katosekta wpadła we własne sidła z jednej strony chcąc mieć jak najwięcej księży-gejów (bo hetero chętnych jak kot napłakał), a z drugiej strony ich wyrzucać, szczuć, stosować rasizm na tle orientacji. Absurd goni absurd, a skutkować to będzie na szczęscie spadającą liczbą księży, zamykanymi kościołami i spadkiem wiernych. Religijni geje, których przyciągaliście i dizęki którym rośliście w siłę nagle dziś wypięli na was duupę. Zobaczyli, że można żyć normalnie przy coraz większej społecznej aprobacie, można mieć partnera i być szczęśliwym, nie trzeba uciekać do seminarium.
stahu2019.08.22 11:39
Ale Jaja pedał martwi się o powołania katolickie ...co za troska, wzruszyłem się
Polak Ateista Dumny Gej2019.08.22 12:42
Przygłup jak zwykle niczego nie zrozumiał...
Andrzej Ryszkiewicz2019.08.22 12:07
Zacznijmy od tego,że żaden kościół,czy to katolicki,czy protestancki nie jest sektą,tylko organizacją religijną.Po co się ośmieszać,wystarczy zapoznać się z definicją słowa sekta.Grupy działające w kościele mogą być sektą,to prawda,jeśli oderwały się od macierzystej religii.
Polak Ateista Dumny Gej2019.08.22 12:13
Organizacja religijna to tylko ładna nazwa sekty. Wszystkie sekty w ten sposób się samookreślają, co nie zmienia faktu, że są sektami. Kościół katolicki to też sekta, tylko duża.
Andrzej Ryszkiewicz2019.08.22 13:04
Czyli wniosek z tego,że wszystkie kościoły i związki wyznaniowe są sektami.A więc wszystkie religie jakiekolwiek znamy też są sektami-moja rodzina,która nienawidzi żadnej religii,a szczególnie katolickiej mówi mi tak: ''Słuchaj,Ateista Dumny Gej,który katolicyzm nazywa sektą,to bardzo mądry człowiek,tak nie mów,że opowiada bzdury,bo bardzo dobrze i słusznie rozumuje,ma rację.Bo każda religia jest najgorszą sektą,a najwięcej wojen na świecie to wojny na tle religijnym.No i same pochwały w Twoją stronę.Ja oczywiście muszę uszanować poglądy ateistów,bo znam świetnych ludzi,którzy są ateistami,czy o innej orientacji,no ale trochę inne spojrzenie mam na to pojęcie sekta,bo nie ma dokładnych dowodów,dlaczego katolicyzm jest sektą.
Polak Ateista Dumny Gej2019.08.22 13:25
Katolicyzm jest ideologią podobnie jak każda religia. Natomiast mianem sekty określa się zorganizowane formy ideologii religijnych. Takową jest zinstytucjonalizowany tzw. kościół katolicki. Dowody, o które pytasz oczywiście są. Sam kościół przyznaje, że był sektą na początku swoich dziejów, tylko sobie ubzdurali, że jak sekta staje się duża i potężna to z niewyjaśnionych przyczyn przestaje być sektą. Sektami przez katoli określane są niewielkie organizacje religijne celem zwalczania konkurencji, a ty łykasz te ścieme jak bociek żabę naiwnie mysląc, że kościół powstał innymi metodami niż każda inna sekta.
ZERR02019.08.22 13:34
Osobliwą masz definicję Sekty. Jak wlewak.
Andrzej Ryszkiewicz2019.08.22 14:15
Zgadzam się z tym stwierdzeniem,że to trochę osobliwa,może nawet dziwna definicja,ale muszę powiedzieć,że kościół inaczej to interpretuje,a inaczej interpretują publikacje,które nie są związane z kościołem.Ja nie powołuję się akurat na definicję,którą podaje kościół,bo kościół każde wyznanie nazywa sektą,niewierzących też nazywa sektą,sam to słyszałem w kościele.Szczerze mówiąc definicja słowa sekta jest bardzo rozbudowana,tylko każdy trochę inaczej ją interpretuje.To nie jest taki łatwy temat,bo nawet specjaliści po teologii różnie interpretują pojęcia sekta.Według mojej oceny słowo sekta w stosunku do kogoś jest bardzo pogardliwe,
Andrzej Ryszkiewicz2019.08.22 13:48
Nie,ja wiem o tym,że kościół katolicki nazywa sektą każde inne wyznania,ile razy w kościele jak jestem słyszę,jaką to sektą są Świadkowie Jehowy i to mówią hierarchowie kościoła katolickiego.A więc kościół katolicki nie toleruje nawet innych wyznań,tylko się do tego nie przyznaje.Owszem chodzę do kościoła,ale wiele rzeczy,które tam słucham mnie się nie podobają i to bardzo.Bardzo negatywnie w kościele mówi się o ateistach,o osobach o innej orientacji,ja o osobach o innej orientacji nie mam powodów aby mówić negatywnie,to też normalni niekiedy ludzie.Ale powiedzmy sobie szczerze,że ateiści bardzo nie lubią katolików,nie wszyscy oczywiście,czego dowodem jest nazywanie katolików katolami.No czy tak troszkę nie jest? A dowodem jest jeden z komentarzy Twoich cytuję:''Nienawidzę katoli''.A ja nie mówię,że nienawidzę ateistów,czy osób o innej orientacji,wręcz przeciwnie.Ateistę Dumnego Geja też bardzo lubię,bo przynajmniej widzę,że naprawdę dużo wie,tylko przypominam,że Ateista Dumny Gej nie lubi nas katolików i twierdzi,ze my jesteśmy gorsi.Aczkolwiek zgodzę się z tym,że katole,czyli fanatycy są niebezpieczni,to fakt.
Polak Ateista Dumny Gej2019.08.22 14:54
Katol katolikowi nierówny. Nie mam nic do katolików, którzy sobie praktykują swoją religię, ale wyłącznie na swój użytek stosując ideologię wobec siebie. Co innego katol - ten ma za zadanie zniszczyć wszystko i wszystkich, którzy nie mają najmniejszej ochoty współwyznawać katoideologii. Kościół katolicki jest sektą, w dodatku bardzo groźną co pokazuje chociażby przykład skandalicznych faszystowskich wypowiedzi Jęraszewskiego, po których nastąpiła seria fizycznych ataków na osoby LGBT. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że gro katolików to tzw. letni wierzący, nie podzielający częsci lub większości treści katoideologicznych, mający swój własny rozum i potrafiący myśleć krytycznie. Natomiast nie zmienia to faktu, że katosekta omamiła swoimi mackami miliony Polaków, którzy są naiwni gotowi do przestępstw i zbrodni "dla dobra kościoła".
Andrzej Ryszkiewicz2019.08.22 15:21
Tak jest,sporo w tym prawdy,co do mojego myślenia też nie jest aż tak super,bo w niektórych przypadkach się zgadzam z tym,co mówi ksiądz,czy biskup,na przykład o wypowiedziach Jędraszewskiego nie powiem nic dobrego,co prawda nie podoba mi się stwierdzenie,że kościół nazywa się faszystowską organizacją,a do ludzi LGBT też naprawdę nic nie mam,ale wszędzie są tacy i tacy.Wszyscy powinni żyć w tym kraju,mieć swoje prawa,przyznam,że nie jestem za związkami osób tej samej płci,to nie bardzo mi się podoba,ale jeśli ktoś uważa to za dobre rozwiązanie nie mogę nikomu niczego zabraniać.
Polak Ateista Dumny Gej2019.08.22 10:56
Katosekta jest największym producentem księży-gejów. Nie oferując małżeństw ani błogosławieństw, stosując bolszewickie metody szczucia i nagonki, sprawiła, że religijni geje się ukrywali. Katole-homofoby powiedzą no i słusznie, tyle, że wskutek katolickiej propagandy katosekta osiągnęła skutek przeciwny do zamierzonego. Ci wszyscy zalęknieni poukrywani religijni geje dostrzegli potencjał odnalezienia własnego sposobu na życie w samym centrum ośrodka odpowiedzialnego za to, że nie mogli być sobą. W ten sposób religijni geje zaczęli lgnąć do seminariów, które dawały im spokój, raz na zawsze kończyły pytania o kobietę, hetero małżeństwo i dzieci, jak również pozwalały realizować potrzeby psychoseksualne wśród nieprzebranej ilości młodych jurnych kleryków. Bez podejrzeń, zbędnych pytań, za to ze społecznym poważaniem, dumą rodziny oraz łatwym życiem na cudzy koszt. Tymczasem katole-homofoby nadal się oburzają, wzywają do pogromu księży-gejów, rozmyślają nad sposobami rozprawienia się z "homoseksualną mafią". Nie chcą przyjąć do wiadomości, że to oni sami tych gejów wyhodowali przyciągając świetną ofertą.
plask2019.08.22 11:15
Hej gej, brakowało mi twoich "głębokich" wynurzeń
Mik2019.08.22 10:51
Niech episkopat weźmie pod lupę seminarium w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej , wylęgarnia księży homoseksualistów .....
Zerro2019.08.22 23:03
W każdej diecezji są księża homoseksualiści.
Polak Katolik2019.08.22 10:47
To budzenie się ze snu trwa juz, niestety, bardzo długo. Moze wreszcie czas zajać jednoznaczne stanowisko, tak jak abp Jędraszewski, red Sakiewicz, zamiast filozofować godzinami i pisać dyrdymały o jakims homoseksualizmie biernym i czynnym? To tylko pomaga wszelkim zboczeniom i rozkładowi Koscioła.
Stanislaw2019.08.22 10:24
"O różne formy molestowania seksualnego dzieci w latach 1950–2002 oskarżono 4.392 osoby duchowne, czyli 4,39%." - - A nie dopisałeś, ks. Andrzeju, że sądy zredukowały tę liczbę chyba o 90 procent!
ZERR02019.08.22 10:44
Zapomniałeś dodać, że z tych 4000+ Niezawisłe Sądy dopatrzyły sie winy u 252, z czego tylko około 100 popełniło czyny zasługujące na karę więzienia. Oskarżenia najczęściej miały formę taką jak jedna z prezentowanych w prasie: "Ofiara" przypomniała sobie, że ćwierć wieku temu płynący Oprawca złapał ją za tyłek na basenie. Biedne dziecko... żeby załapać się na pieniążki, oskarżenie musi jednak być lepsze... z tego nici.
Ben2019.08.22 22:47
W Chile suspendowano ostatnio w jednej z diecezji, z powodu pedofilii, aż jedną czwartą duchownych - to jest 25% księży było pedofilami. To nawet w więzieniach nie ma tylu pedofilów!
Jarek2019.08.22 14:57
Nawet jeden przypadek zasługuje na potępienie. "Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza." Przestańcie utożsamiać nieudolnych urzędników kościelnych z KK, a będzie dobrze. Tak odnoszę wrażenie, że 10 przykazań, 5 warunków dobrej spowiedzi są tylko dla plebsu.
Stanislaw2019.08.22 10:21
"można wskazać przykład episkopatów Belgii, Francji, Holandii czy Szwajcarii," - Odkąd te episkopaty reprezentują myśl i moralność katolicką? Wstydź się, księże Andrzeju!
Michał Pasierb 2019.08.22 12:54
Proszę, to coś specjalnie dla Księdza...... https://www.youtube.com/watch?v=8WzXpYC9-aw Błogosławionego dnia