03.06.17, 11:30Fot. Andrzej Sadowski

Jesteśmy 'skazani' na zatrudnianie Ukraińców? Dla Frondy odpowiada Andrzej Sadowski

Fronda.pl: Dla Polskiej gospodarki obecnie nie ma alternatywy, więc Ukraińców, czy chcemy czy nie, musimy przyjmować?

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha i członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP: Alternatywa jest zawsze. To nie jest droga jednokierunkowa. Politycy latami nam już wmawiali, że jesteśmy skazani na wysokie bezrobocie. Tak jakby bezrobocie było plagą egipską albo czynnikiem pochodzącym z atmosfery, na które politycy nie mają wpływu. Dokładnie takie same argumenty pojawiają się dzisiaj, jakie lata temu przedstawiano na rzecz wejścia Polski do Unii Europejskiej. Wtedy mówiono, że pracy w Polsce więcej nie będzie i ostatnią na nią szansą jest znalezienie jej w Unii. Dzisiaj politycy twierdzą, że jesteśmy „skazani” na Ukraińców. Potwierdza to smutną prawdę, że zarówno kilkanaście lat temu, jak i dzisiaj politycy są bezradni, jeśli chodzi o udźwignięcie ciężaru odpowiedzialności za własny kraj. Ukraińcy w Polsce są konsekwencją złego rządzenia, które spowodowało masową emigrację Polaków za granicę za lepszym życiem. Złe rządy doprowadziły do tego, że dla Polaków nie było tu na miejscu pracy i przyszłości. Przy sięgającym 20 proc. bezrobociu blisko 90 proc. ankietowanych czuło się zagrożonymi utratą pracy, która stała się dobrem luksusowym. W takim klimacie trudno myśleć o rodzinie, dzieciach i rozwoju. Trudno zrozumieć nieustające samozadowolenie z usprawiedliwienia się z wypchnięcia ponad dwóch milionów obywateli Polski, których miejsca zajął milion obywateli Ukrainy, niezależnie od tego, czy dobrze w naszym kraju pracują.

Emigracja była spowodowana głównie wysokim opodatkowaniem pracy?

Wielka, kapitałowa reforma emerytalna rządu prof. Jerzego Buzka doprowadziła do zwiększenia opodatkowania pracy. Do momentu jej wprowadzenia, co warto zauważyć, bezrobocie w Polsce cały czas spadało i było na poziomie 9 proc. Dzisiaj cieszymy się z podobnego poziomu bezrobocia, który osiągnęliśmy po dwudziestu latach! Tyle czasu zajęło polskim przedsiębiorcom zaabsorbowanie i jakby zamortyzowanie skutków skokowego podwyższenia opodatkowania pracy w wyniku reformy kapitałowej, z OFE na czele. Dwadzieścia lat dochodzimy do poziomu z 1997 roku.

Czy widzi Pan wystarczającą determinację i jakieś pomysły rządów w Polsce zarówno poprzednich, jak i obecnego, by jednak Polaków zatrzymać i żeby nie było konieczności zatrudniania Ukraińców?

Jeśli chcemy zwiększyć dobrobyt polskich obywateli, to nie ma innego, sprawdzonego sposobu na świecie niż obniżanie opodatkowania zarówno konsumpcji, jak i aktywności gospodarczej. Jest to jedyne skuteczne rozwiązanie dla realizacji strategicznego celu obecnego rządu, wielokrotnie podkreślanego. Dzięki obniżeniu opodatkowania konsumpcji w rodzinach polskich zostanie więcej pieniędzy do dyspozycji. Dzisiaj dla polskiej rodziny większym obciążeniem jest 23 proc. VAT, niż 18 proc. PIT. Jeżeli więc rząd faktycznie chce, aby wzrósł dobrobyt obywateli, to może tego dokonać nie poprzez wylewanie betonu na lotnisko za trzydzieści miliardów zł, ale poprzez redukcję opodatkowania, tak jak ma to miejsce w Rumunii, gdzie dobroczynne skutki dla konsumpcji w rodzinach już widać.

Jaki jest wpływ pracowników z Ukrainy na polski rynek pracy?

Obywatele Ukrainy wprowadzili do Polski arbitraż cenowy na rynkach pracy. Obecnie bardzo często polski i ukraiński pracownik na rękę dostają tyle samo, tyle że Polakowi zabierana jest wcześniej część wynagrodzenia przez ZUS, składki i podatki, a Ukrainiec otrzymuje tę kwotę bez tych obciążeń w obrocie nierejestrowanym. Polski pracownik nie zarabia więcej dlatego, że kolejny rząd utrzymuje wysokie opodatkowanie pracy, które nie jest płacone w gospodarce równoległej do oficjalnej. Arbitraż płacowy wraz z napływem kolejnych obywateli ukraińskich do Polski będzie rósł, chyba że będą mogli oni przemieszczać się również do innych krajów UE. Mimo spadku poziomu bezrobocia, wynagrodzenia w Polsce niespecjalnie wzrastają ze względu na tenże arbitraż. Sposobem na to, aby w Polsce pracownicy zarabiali więcej, nie jest administracyjne zmuszanie przedsiębiorców do podwyżki tzw. minimalnego wynagrodzenia czy stawki godzinowej, ale dokonanie historycznej zmiany, którą Centrum im. Adama Smitha proponuje od 2003 roku, a dziś w koalicji społecznej, której przewodniczy poseł Adam Abramowicz i jego Parlamentarny Zespół na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego. Proponujemy program „Płaca Plus, Podatki Minus”, co sprawi, że każdy pracownik dostanie większe wynagrodzenie do kieszeni o blisko 25 proc. bez zwiększania kosztów pracy dla przedsiębiorcy.

Czy tak duży napływ Ukraińców może mieć jakieś negatywne skutki z punktu widzenia gospodarki?

Polska może i powinna rozwijać się w tempie dwucyfrowym. Dzisiaj polskie fabryki pracują na jedną zmianę, chociaż mogłyby na trzy. Tracą wykwalifikowanych pracowników, których podkupują zagraniczne korporacje za pieniądze od polskiego rządu na zainstalowanie swoich fabryk w Polsce. Korporacje nie zatrudniają bezrobotnych, tylko korzystają z już doświadczonych pracowników polskich prywatnych firm. Dlatego po ich utracie rozpaczliwie szukają pracowników na Ukrainie i też coraz częściej na Białorusi. Jednak chętni do pracy w naszym kraju nie mają odpowiedniej wiedzy o procesach technologicznych, do których są zatrudniani. Dlatego pracodawca ponosi kolejne koszty w przygotowaniu tychże pracowników do pracy. Nie jest tak, że pracownik z Ukrainy może od razu wejść do fabryki czy nawet usiąść przy kasie w supermarkecie. Jeżeli rząd chce, aby Polacy wracali z zagranicy i zajmowali tu coraz lepszą pozycję zawodową, to powinien wprowadzić w życie proponowaną przez nas redukcję opodatkowania pracy i konsumpcji w Polsce oraz zmiany w zarządzaniu państwem. Polacy bywając jednak w świecie, widzą, jak w innych krajach wygląda lepsze rządzenie. Wiedzą z własnego już doświadczenia, że nie mają tam problemów, jakich doświadczają w Polsce. Trzeba ponownie dokonać daleko idących zmian, jak te z przełomu lat 1988 i 1989. Bez tych zmian będziemy tkwić w pułapce średniego rozwoju, w którą wpadliśmy wskutek złego rządzenia.

Dziękuję za rozmowę.