10.12.13, 09:58"Le Pandemonium", John Martin/Wikimedia Commons

Jaki będzie antypapież przyszłości?

Pewien specjalista od public relations w rozmowie na temat Papieża Franciszka powiedział mi, że jego zdaniem to pierwszy Papież, którego media w stu procentach traktują jako „wydarzenie”. Bardzo to intrygujące i pociągające stwierdzenie, przecież wszyscy chcemy, by Kościół nie tkwił w zapomnieniu, ale by jego imię i Imię Jezusa Chrystusa było na ustach całego świata. Warto jednak, żebyśmy zastanowili się, co wynika z tego stwierdzenia. Jeśli Papież całkowicie by był „wydarzeniem” i mówi to specjalista od mediów, trzeba zapytać, na ile i czy w ogóle byłby jeszcze Papieżem – użyjmy tego sloganu – byłby sobą? Pytanie to może wydawać się irytująco głupie i bezpodstawne – wiemy przecież, kim jest Papież! Jest jednak, jak sądzę, zupełnie zasadne. Chodzi oczywiście o tego Papieża ze szklanego ekranu, z monitora laptopa czy tabletu. Filtr medialny nie jest czystą szybą przepuszczającą widzom obraz takim, jakim on jest „naprawdę”. Jeśli coś jest „po prostu wydarzeniem”, to niekoniecznie jest już tym czymś, czym było wcześniej. O co chodzi? Weźmy jako przykład pewne zdarzenie, które bez wątpienia jest „wydarzeniem”. Choć wierzymy, że jednak nie jest wydarzeniem „po prostu”, czyli kreacją, ale że za przekazem działają realni kardynałowie wybierający Papieża w asystencji Ducha Świętego. Chodzi o konklawe, na które skierowane są wszystkie kamery świata, media internetowe i społecznościowe. Ktoś mógłby uznać, że to skupienie uwagi jest dowodem potęgi Kościoła katolickiego, skoro cały świat poświęca mu swoje zainteresowanie. Zatem dziesiątki czy setki stacji telewizyjnych pokazują komin Kaplicy Sykstyńskiej, z którego lada moment ma polecieć biały dym. Są emocje i oczekiwanie, podniecenie i poczucie doniosłości chwili. To wszystko możemy sobie jednak wyobrazić także w świecie, w którym nie będzie już ani jednego wierzącego, ani jednego katolika, w świecie, w którym medialna kreacja ludzkiego doświadczenia przejmie dawne zwyczaje i obrzędy, by uczynić z nich jedynie widowisko – „wydarzenie po prostu”.

Wydarzenie po prostu

Widzowie wystawieni na jego oddziaływanie będą wciąż myśleć o tym, jak potężny jest Papież, jak potężny jest Kościół. To fałszywe spojrzenie mogłoby być dobrą charakterystyką czasów antychrysta. Konklawe, które tak naprawdę byłoby czymś w rodzaju „antykonklawe”. Papież mediów wystawiony na widok publiczny, przyjmujący chwałę tego świata, korzystający ze skradzionej symboliki Kościoła, a prawdziwy Papież z prawdziwego Kościoła odepchnięty od świata w gronie kardynałów przypominających żebraków. Możemy to sobie wyobrazić. Wystarczyłoby w zasadzie przeformułować pewne wątki „Pierścienia rybaka” Jeana Raspaila. Temat medialnego antypapieża to jest zdecydowanie temat literacki – może cyberpunkowy. Jednak jest to też temat publicystyczny. Jego elementy możemy zobaczyć już dziś w narracji sączonej nam do głów. W narracji tej Papież Franciszek pospołu z liberałami rozmontowuje („reformuje w duchu Ewangelii”) Kościół.

Ta wyobrażona możliwość medialnego antykonklawe i antypapieża, nawet dziś, gdy nie mamy, póki co, rozdwojenia osób, gdy nie spodziewamy się, by ktoś taki mógł się pojawić, jakiś antypapież-antychryst zupełnie uległy wobec świata i jego oczekiwań, powinniśmy pamiętać, że „papież jako wydarzenie”, jako „wydarzenie po prostu” jest w znacznym stopniu zagrożeniem podążania w stronę niepapiestwa. Kim bowiem jest Papież? Wiemy czy nie wiemy? Nie odpowiem na to pytanie[1], ale wskażę elementy, które łatwo możemy uchwycić – Papież to Biskup Rzymu, pasterz Kościoła, Papież to ten, który jest autorem lub sygnatariuszem dokumentów będących głosem Magisterium, głosem nauczania o wierze. Wreszcie to osoba, nie tylko urząd. Jest też kapłanem, którego widzimy, jak odprawia liturgię u grobu św. Piotra i jego następców. „Papież jako wydarzenie” jednak coraz rzadziej spotyka się z Papieżem rzeczywistym. Encykliki czy wypowiedzi Magisterium sygnowane przez rzeczywistego Papieża mają coraz krótszy żywot. Prawie nie są komentowane – za to komentuje się wpisy na Twitterze wypuszczane przez PR-owców Stolicy Apostolskiej. Komentuje się zdjęcia Papieża z teczką, Papieża obok starego renault 4, Papieża na Copacabanie, Papieża wśród robotników. Nie wystarczy już na odtrutkę powiedzieć, że przecież Papież jest z nami, z Kościołem – wręcz jego Kościołem. Owszem, to prawda, i trzeba to powtarzać, ale to nie wystarczy. Papież bowiem sam wchodzi w grę tego świata, która nie jest zabawą. Obcując ze światem mediów, które wyćwiczyły nas w rozrywce zbudowanej nawet ze spraw najważniejszych, z większym trudem dostrzegamy zagrożenie tym nowym typem religijnej rozrywki. Może nawet czasem tam, gdzie wydaje nam się, że widzimy światło ewangelizacji, wygląda ku nam antytwarz. Także w przypadku Kościoła i Papieża warto pamiętać o formule McLuhana – medium is a message.

Kolejne odsłony papieskiego wydarzenia wywołują reakcje entuzjazmu, zachwytu, ale także kontrofensywy wobec tych, którzy obawiają się rozdzielania Papieża – tego, czym on jest faktycznie, od Papieża-wydarzenia, czyli tworzonego przez media papieskiego wizerunku. Nie twórzmy jednak wrażenia, że to tylko media. Ci, którzy mogliby próbować rozwiązywać ten dziwny węzeł komunikacyjny, wchodzą w niego, podsycając narracje, wedle których żyjemy w czasach medialnego antychrysta. Przychodzą ze swoim entuzjazmem Jonasza czekającego na zagładę Niniwy. Jednak siła nieprzyjaciela zależy w dużej mierze od naszego przyzwolenia, by wejść w tę logikę.

Papież rewolucjonista

Słabą stroną tego komunikacyjnego układu jest jednak także Papież Franciszek. Czy Jan Paweł II, który bywał wydarzeniem, ciążył ku byciu „wydarzeniem po prostu”? Był przede wszystkim rzeczywistym Papieżem, a czasem też Karolem Wojtyłą. Nie pozwalał, by media sterowały jego relacjami z Ludem Bożym. Kiedy piszę media, mam też na myśli watykańskich PR-owców. Żyjemy w czasach, kiedy słyszymy głównie magisterium speców od komunikacji społecznej. W mojej opinii coraz lepiej widzimy, że logika ewangelizacji jest czymś innym niż logika skuteczności przekazu public relations. Na czym polega jednak trudność?

By na to odpowiedzieć, wróćmy do fenomenu wydarzenia medialnego. Co ono wywołuje, już powiedzieliśmy. Oczywiście czasem odbiór jakiegoś wydarzenia może być bardziej dyskursywny, intelektualny, to jednak rzadkość. Nad wydarzeniem panuje ten, kto potrafi je zużyć w aktualnej narracji kierującej wrażeniami – Papież pojawia się koło starego renault – biskupi jeżdżą za drogimi samochodami. Ocena sytuacji w ramach tego wyłączonego z życia dwubiegunowego mikroukładu jest samonarzucająca. Pojawiają się odpowiednie emocje, a za nimi reakcja moralna – niebędąca jednak wynikiem głębszej refleksji, ale wyrastająca wprost ze zderzenia obrazów. Moglibyśmy powiedzieć, że to reakcja fundamentalistyczna na podobieństwo fundamentalizmu, który jest znamieniem szatana. Trafnie o fałszywym wykorzystywaniu zasad moralnych i ducha Ewangelii pisze Fabrice Hadjadj: Oczywiście nie ma [w Piśmie Świętym] szatańskich wersetów, a jedynie szatańskie użycie wersetów, niezależnie od ich rodzaju. Szatan równie dobrze mógłby powiedzieć: Zostało napisane: «Miłuj swego bliźniego jak siebie samego, a więc śpij z dziewczyną, która cię pragnie». Albo: Znieważaj ojca swego i matkę swoją, gdyż zostało napisane: «Samemu Bogu będziesz oddawał cześć»[2].

Życie religijne może się toczyć od jednego prasowego tytułu do drugiego – raz zachwyconego nowym, „rewolucyjnym” zachowaniem Papieża czy jakimś masowym wydarzeniem pokazującym „nowoczesność Kościoła”, innym razem budującym front Papieża, Ludu Bożego i całego świata przeciw Kościołowi uosobionemu w hierarchii i duchowieństwie.

Katolicyzm jako przeżycie

Jedno wydaje się tu oczywiste, jest to zastępowanie Logosu obecnego w Kościele jakąś inną logiką. Logiką, która posługuje się ikoną Papieża dla swoich zamiarów. Efektem (i celem?) tej logiki jest odrywanie się życia katolickiego od swoich zasad zawartych w życiu sakramentalnym, słuchaniu nauki, czytaniu dokumentów prawdziwego Papieża. Zaczyna się za to ciążenie ku „papieżowi jako wydarzeniu”, „medialnemu antychrystowi” – w którym nie odróżnia się już plotki od prawdy, wydźwięku od intencji. Skoro Papież może być „wydarzeniem po prostu”, to katolicyzm może być „po prostu przeżyciem”. Przeżycie nie musi od razu oznaczać porzucenia życia liturgicznego i stricte katolickiego, a jednak sądzę, że spojrzenie na dzieje religijności nowożytnej skłaniają nas do przekonania o wyraźnym powiązaniu religijności przeżycia i sekularyzacji.

Nie chodzi także o przekonywanie, że żyjemy już w świecie, w którym Kościół został przeflancowany na lewą stronę, ale o dostrzeżenie starej pokusy pojawiającej się w nowy sposób. Religijność, którą można sterować za pomocą emocji, jest tym, co nasz nieprzyjaciel bardzo lubi. Jeszcze bardziej lubi, gdy pojawia się przekonanie, że doświadczenie emocji, wrażeń, przeżywanie swojej świadomości, a nawet wewnętrznej siły jest istotą wiary. Utrata obiektywnych, naturalnych i rytualnych, a przez to i nadprzyrodzonych odniesień prowadzi łatwo w stronę eskalacji woli, która jednak z czasem traci swoje paliwo – zarówno naturalne, kulturowe, jak i nadprzyrodzone. Nikt tego wprost nie powie o naszej sytuacji „papieskiego wydarzenia”, jednak ta pokusa wydaje się oczywista. Kolejne wpisy Franciszka na Twitterze, kolejne niekonwencjonalne zachowania i związany z nimi entuzjazm mogą stać się namiastką życia katolickiego.

Spleen i sekularyzacja

Warto zadać pytanie, jak w sytuacji niebezpieczeństwa redefinicji praktycznego rozumienia wiary zmieni się rozumienie jej kryzysu. Już nie poprzez erozję praktyki i wyznawanych prawd, zasad, racjonalności czy odpowiedzialności za świat, ale poprzez powracający spleen, znużenie, zniechęcenie monotonią liturgicznego cyklu, monotonią nużących obowiązków stanu, których sensu się już nie rozumie, ponieważ zaczynają one być zasłonięte nieustannym pobudzeniem. Przecież także powołania, które wzrosną, gdy emocje będą szczytować, przejdą ciężką próbę zwykłego chrześcijańskiego życia. Pojawia się jednak i druga pokusa – by nie ryzykować rzeczywistych duchowych oczyszczeń, ale próbować stale podbijać piłeczkę aktywizmu, spotkań modlitewnych, rozgrzewania doznań charyzmatycznych, by powołani przez emocje i entuzjazm myśleli, że takie jest całe chrześcijańskie życie.

Poszukiwanie zastępników życia nadprzyrodzonego, czyli w znacznej mierze życia sakramentalnego, jest czymś, czego doświadczały liczne wspólnoty odłączające się od Kościoła. Nadprzyrodzoność zastępowana była właśnie przez „przeżycie”, przez „świadomość” – za Marcina Lutra była to świadomość odkupienia ćwiczona nieustannie, by nie wkradła się do niej żadna niepewność, w czasach późniejszych było to „świadome” przyjęcie Jezusa przeciwstawione rzymskiemu rytualizmowi. Także nam, katolikom, pokusa zredukowania nadprzyrodzoności do fenomenu psychologicznego nie jest obca. Tendencja taka bywa szczególnie niebezpieczna, gdy wiarę chce się oprzeć na doświadczeniu wewnętrznym, na treningu woli. Tam, gdzie rozróżnienie łaski, świadomości czy emocjonalnych uniesień jest bardzo trudne. Zwrot ku temu, co wewnętrzne, znamionuje chrześcijaństwo nowożytne, a może nawet całe drugie tysiąclecie – z jednej strony w późniejszej fazie wyniknął on z protestanckiej potrzeby znalezienia oparcia dla własnej religijności poza życiem sakramentalnym, liturgicznym i intelektualnym, jakie dawał Kościół, a z drugiej strony z katolickiej obrony przez rozpadem jedności Kościoła – najpierw na Wschodzie, potem Zachodzie – rozpadem świata klasycznego i potrzebie uformowania silnego człowieka mogącego być misjonarzem wśród tych, którzy wielu nie wydawali się nawet ludźmi.

Moc woli i erozja instytucji

Znakomity obraz takiego chrześcijańskiego nadczłowieka daje sam początek filmu Misja. Oglądamy tam samotnego jezuitę rzuconego w środek lasu tropikalnego, otoczonego nieprzyjaznymi mu autochtonami. Nie może on znaleźć w tej sytuacji oparcia w niczym poza formacją, jaką dały mu Konstytucje i Ćwiczenia duchowne św. Ignacego. W Konstytucjach nacisk na osobiste ćwiczenie jest tak duży, że zdaje się przerastać to, co ostatni Sobór nazwał „źródłem i szczytem” życia chrześcijańskiego. To rys jezuicki. Jezuitą jest Papież Franciszek.

Z czasem jednak ta zdolność oparcia się na sobie – na przekonaniu o obecności Boga w duszy zaowocowała w kulturze przekonaniem, że budowanie chrześcijańskiego porządku świata – widzialnego chrześcijaństwa nie jest aż tak istotne, a właściwie niepotrzebne wobec osobistej woli zbawienia i dążności ku nawróceniu. Razem z czasami nowożytnymi rozpoczyna się erozja klasztornego życia liturgicznego, ale także erozja rozumienia sensu wszelkich instytucji społecznych – trwa praca nad sumieniem, nad cnotami osobistymi w coraz większym oderwaniu od wspólnotowego życia Kościoła. W kulturze świeckiej czy protestanckiej ta degeneracja postępuje, jak się zdaje, jeszcze szybciej. Życie wewnętrzne, które staje się skrytką przed światem podlegającym dalszemu rozpadowi, odczarowaniu i mechanizacji, kończy się razem z Freudem.

Z perspektywy katolickiej możemy powiedzieć, że odkrycie tradycji jako hermeneutyki pozwoliło znów jaśniej zobaczyć, dlaczego życie kościelne, sakramentalne, liturgiczne jest właściwym weryfikatorem i narzędziem rozpoznawania poruszeń wewnętrznych, które nie są samoistne. Bez niego spłyca się ono do poziomu psychologii i podlega dekonstrukcji psychoanalitycznej. Porzucenie zainteresowania widzialnym światem, do którego należy także instytucja naszego zbawienia, czyli Kościół, a także odczarowanie ostatniej z „twierdz” duchowości wypłukiwanej z nadprzyrodzoności, czyli świadomości, kończy się sekularyzacją. W procesie tym wzięli także udział jezuici – jako pierwszy zakon przedkładając rachunek sumienia nad wspólną liturgię godzin.

Dzisiejsza sytuacja związana z pontyfikatem Papieża Franciszka jest w jakiś sposób analogiczna do tej historycznej. Oto mamy Papieża jezuitę, który śmiało wkracza w dżunglę naszego świata, w media – robi to jak bohater Misji – bez rozeznania stara się wczuwać w nastroje „obcych” i je ewangelizować. W przeciwieństwie do bohatera filmowego nie jest jednak sam, podążają za nim także jego wierni, którzy przynajmniej w części prawdopodobnie nie potrafią odróżnić zachwytu i entuzjazmu od prawdziwej siły. Co więcej, sytuacja jezuity Papieża też jest inna. On sam być może nie jest w stanie dokonać koniecznych rozróżnień i prowadzi wielu, przekonując, że możliwa jest nadprzyrodzoność Kościoła bez uszanowania natury człowieka, bez widzialnych punktów odniesienia naszej wspólnoty. Natury, która nie może być mylona z letniością. Tak jakby komunikat nie potrzebował właściwego środka. Bez tego życie i wiara opierać się będą na tym, co ich wewnętrznie unosi – gdy fala opadnie, może zostać tylko muł sekularyzacji.

Papież z krawędzi sekularyzacji

Sam Papież także, już przez fakt bycia jezuitą, stoi na krawędzi świata sekularnego, porzucającego to, co w świecie wspiera religijność. Jakby z trudem zauważa, że instytucje naszego zbawienia pomagają nam w naszym chrześcijańskim życiu, a nie przeszkadzają. Liturgia, strój duchowny, szacunek wobec kapłana, chrześcijański ład społeczny i polityczny, prawna ochrona życia, a nawet środki materialne w gestii biskupa. Oczywiście nie chodzi o wspieranie kościelnego konformizmu mylącego tradycję z nawykami, czasem niezbyt godnymi pochwały. Wiara przychodzi z zewnątrz, nie z wewnątrz – tak było za czasów dawnego Przymierza, tak było, gdy w ciele narodził się Syn Boży, tak jest teraz.

Papież jako wydarzenie to Papież, który jest antypapieżem (antychrystem) – wydarzenie nie ma kontekstu, który mu nada twórca przekazu, nie ma ciągłości – powstaje tu i teraz, dobiera sobie dowolny budulec, jest jak majsterkowanie – nie wskazuje na to, co jest trwałe, ale każe nam patrzeć do środka na przeżycie i robić wszystko, by było ono jak największe. Bohater „wydarzenia po prostu” bywa aktorem, błaznem, marionetką, ale nie kapłanem – reprezentuje bowiem tego, kto kieruje na niego kamerę, udaje, że jest głosem Kościoła, choć nim nie jest.

Tomasz Rowiński 

Artykuł pochodzi z Christianitas 52. Pismo do nabycia w empiku oraz wysyłkowo w redakcji. Zamówienia prosimy kierować na adres [email protected]


[1] Znaleźć tę odpowiedź można w „Christianitas” nr 51, pt. Kim jest papież?

[2] F. Hadjadj, Wiara demonów, przeł. Maria Żurowska, Esprit, Kraków 2012, s. 32.

Komentarze

anonim2013.12.10 10:18
Dlatego ja już tego papieża nie słucham. BXVI to był mój człowiek na tronie Piotrowym. Był mądry, stanowczy, ale przy tym całkowicie transparentny (uwaga! trudne słowo) w stosunku do wygłaszanej nauki. Franciszek taki nie jest. I to jest problem. Niby mówi, niby naucza, ale ma on wartość mema internetowego, gdy się go porówna do Franciszka.
anonim2013.12.10 10:27
Czy Franciszek jest heretykiem,fałszywym prorokiem,modernistą,antypapieżem? Kim jest? Dlaczego tak się zachowuje,jakby nie był papieżem?
anonim2013.12.10 10:39
Zgadzam sie calkowicie. Wiedziałam o tym od pierwszej chwili pojawienia sie kardynała Bergoglio jako papieza Franciszka. Tym bardziej, ze miałam jeszcze w uszach slowa jego wielkiego poprzednika, a przed oczyma piekny, skromny styl bycia Benedykta XVI. Ale to jest nasz papiez mimo wszystko i musimy stac za nim przeciw ofensywie Zla, ktora usiluje wykorzystac jego nieokreśloność i brak motywacji. Moze Duch św. jednak wie, co czyni...
anonim2013.12.10 10:42
Oho, szykuje się nowa schizma. Proponuję przypomnieć sobie słowa Szefa: "Tu es Petrus..."
anonim2013.12.10 10:44
Chyba nazbyt lekkomyślnie Autor pomieszał stwierdzenia ogólne, bardziej szczegółowe i poszczególne cechy Papieża Franciszka. Mnie też Nowy Papież wprawia w zakłopotanie ale znów takie rozmywanie papiestwa i antypapiestwa może w wielu głowach, zwłaszcza młodych, sporo namieszać, po części na odpowiedzialność Autora. Wiemy wszak kto jest głównym specjalistą od mieszania/zamętu...
anonim2013.12.10 11:10
Sw Malachiasz "Na koniec Świętego Kościoła Rzymskiego będzie nim rządził Piotr Rzymianin, który będzie prowadzić swoje owce przez wiele kłopotów. A kiedy go zabraknie, miasto siedmiu wzgórz zostanie zniszczone i rozpocznie się Dzień Sądu" Sredniowieczna nazwa zakonu jezuitow brzmiala Petrus Romanus.
anonim2013.12.10 11:15
Czy Autor nie ma nic innego do roboty jak wypisywanie takich bzdur ? Zarzuty wyssane z palca, Autor ma bujną wyobraźnię. Pokręcone rozważania i intelektualne wywody. Tylko co to ma wspólnego z Ewangelią ? "W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom..." Dlaczego katolicki portal pozwala na publikacje lefebrystów ?
anonim2013.12.10 11:17
@AirWolf "Nie twierdzę, że Duch Święty uczestniczy w wyborze papieża w sensie dosłownym, ponieważ Duch Święty na pewno by nie dopuścił do wybrania wielu papieży. Natomiast Duch Święty nie tyle trzyma rękę na pulsie, ile pełni rolę dobrotliwego nauczyciela, zostawiając nam swobodę działania, ale nie spuszczając nas z oka. Rolę Ducha Świętego należy rozumieć bardziej elastycznie.On nie narzuca, na którego kandydata mamy głosować. Zapewne chroni nas tylko przed tym, abyśmy wszystkiego nie zaprzepaścili". Kard. Joseph Ratzinger, 15 kwietnia 1997
anonim2013.12.10 11:20
@Mirra "Sredniowieczna nazwa zakonu jezuitow brzmiala Petrus Romanus." Zakon jezuitów został zatwierdzony przez papieża w 1540 roku. Według Ciebie to średniowiecze ?
anonim2013.12.10 11:21
@WiosennyPoeta Autor nie jest w żaden sposób związany z Bractwem Św. Piusa X.
anonim2013.12.10 11:26
@RNB "Autor nie jest w żaden sposób związany z Bractwem Św. Piusa X." Formalnie pewnie nie jest. Za to czytając jego teksty, dochodzę do wniosku, że duchowo to pewnie bardzo blisko mu do Bractwa...
anonim2013.12.10 11:29
Komentarze typu "dlatego nie słucham już tego Papieża" albo "zachowuje się jakby nie był papieżem" wskazują na brak zrozumienia artykułu, który o tak myślących nawet wspomniał - Papież jest Papieżem, to media kreują go inaczej, po swojemu, i taki obraz sprzedają wiernym, w stylu show. Takie komentarze wskazują że Zły osiągnął co chciał osiągnąć u ich autorów - odciągnąć od wiary, tych przez przeciwstawienie się Papieżowi, innych przez spłycenie odbioru papieża to tanich artykułów i wpisów. Skrajności - totalna krytyka lub totalny bezkrytycyzm.
anonim2013.12.10 11:35
Spojrzenie ciekawe, ale warto odróżnić przekaz medialny od istoty papiestwa i Kościoła (którego bramy piekielne nie przemogą, że przypomnę); to co przebija się do mediów jest przez nie "formatowane" do wydarzenia, nie jest nim w rzeczywistości. Podobnie realny tajfun i medialna relacja poprzetykana reklamami. Niepokoić może jedynie zmiana mentalna, to że wielu ludzi żyje "wydarzeniami" medialnymi, które - tak realnie patrząc - średnio ich dotyczą. Prawdziwa wiara czymś takim nie jest.
anonim2013.12.10 12:27
Znakomity tekst! Myślę, że Franciszek z bardzo wielu mechanizmow nie zdaje sobie sprawy, ale jeśli jednak wie o tym, jakimi zasadami kieruje się medialny przekaz, to znaczy, ze wie, co robi = to jest niebezpieczne. Osobiście mam 100% szacunku i zaufania do Benedykta XVI i tylko do niego. Tego toleruję i bacznie obserwuję - raczej ze smutniem i tyle.
anonim2013.12.10 12:27
@rnb Dziękuję za przypomnienie tych mądrych słów. B XVI. Franc (ostatni) jest z całą pewnością Malachiaszowym Petrusem Romanusem (już poza numeracją). Jego liczne heretyckie czyny i przekonania mówią, że nie jest on z Woli Boga a co najwyżej z Jego dopustu papieżem,a raczej antypapieżem. Jego zadaniem jest wskazać na antychrysta jako na (niby)Chrystusa! Antychryst już działa, jest wysoko postawionym politykiem który zasłynie ustanowieniem pokoju między Żydami a Palestyńczykami! Obaj się już wspierają, a celem ich jest ustanowienie światowej religii. Zresztą ze strony Bergogliego usilowania te już widać.
anonim2013.12.10 12:43
Nie wiem czy śmiać się czy płakać nad autorem tekstu i niektórymi komentującymi go... Chcąc zabrać głos w "dyskusji" na temat "antypapiestwa" Franciszka musiałem się zarejestrować, ale co tam - warto poświęcić chwilę na rzeczy ważne... Po przeczytaniu tekstu bardzo dobrze rozumiem dlaczego Jezus napawał faryzeuszy, tkwiących w swoim przekonaniu "głęboko w wierze ojców", takim obrzydzeniem, dlaczego odrzucali oni prawdę, dobro. Skoro w autorze Franciszek swym zachowaniem wywołuje takie refleksje to co się dziwić ludziom sprzed 2 tysięcy lat, którzy obcowali z takim „radykałem” jakim był w świetle prawa mojżeszowego Chrystus.... Ten sam problem ma chyba autor tekstu - cyt. "Papież mediów wystawiony na widok publiczny, przyjmujący chwałę tego świata, korzystający ze skradzionej symboliki Kościoła [skradziona symbolika, a to dobre, skradziona? A przez kogo? - dopisek ŁK] , a prawdziwy Papież z prawdziwego Kościoła [bo ten Bergolio to fałszywy, Duchowi Świętemu się ręka omsknęła...- ŁK] odepchnięty od świata w gronie kardynałów przypominających żebraków. Możemy to sobie wyobrazić." Zdaniem autora Papieżowi nie godzi się uśmiechać do kamer, nazbyt często być obiektem komentarzy prasowych, być po prostu „ludzkim”, należy być surowym, do bólu trzymać się doktryn i protokołu watykańskiego. Kiedy Franciszek stoi, a przyjmowani przez Niego goście stoją, kiedy nie chce być wożony luksusowymi limuzynami, kiedy łamie schematy i spontanicznie wychodzi przed kościół przywitać się z wiernymi, kiedy mówi, mniej więcej „a kim ja jestem, aby potępiać grzesznika, jeśli ten wyznaje, że kocha Boga...” [słynna już wypowiedź dla dziennikarzy na pokładzie samolotu – ŁK] wówczas za każdym razem nie widzę w Nim aktora, błazna, marionetki, a Człowieka, któremu przyszło być na tej ziemi głową kościoła – i próbuje się z tej roli wywiązać tak dobrze, jak tylko potrafi, kierując się najważniejszym przykazaniem dla wszystkich wierzących – kochaj bliźniego swego... a jeśli parę osób jest oburzonych tym, jak świat entuzjastycznie przyjmuje tę prostotę, otwartość i pochwałę ubogości – to ich strata, przypominają takim myśleniem faryzeuszy, których oburzał fakt, że Chrystus uzdrawiał w szabas. Z Bogiem, Łukasz Kasprzyk
anonim2013.12.10 13:06
Czemu autor tekstu poważa szarlatana Freuda i jego teorie?
anonim2013.12.10 13:09
W lutym Benedykt XVI powiedział: "Był Sobór Ojców, prawdziwy Sobór, ale był też „sobór mediów”. Był to niemal sobór sam dla siebie, a świat postrzegał Sobór przez środki przekazu. Tak więc tym soborem, który skutecznie docierał do ludzi był „sobór mediów”, a nie Sobór Ojców. Podczas gdy Sobór Ojców dokonywał się w obrębie wiary, był soborem wiary poszukującej intellectus, zrozumienia siebie i zrozumienia Bożych znaków w danej chwili, usiłujący odpowiedzieć na wyzwanie Boga w danej chwili i znalezienia w Słowie Bożym słowa na dziś i jutro, podczas gdy cały Sobór, jak powiedziałem, obracał się wokół wiary, jako fides quaerens intellectum, to „sobór dziennikarzy” nie dokonywał się rzecz jasna w obrębie wiary, lecz w kategoriach współczesnych mediów bez kontekstu wiary, to znaczy poza wiarą, w innej hermeneutyce. Była to hermeneutyka polityczna: dla mediów Sobór był walką polityczną, walką o władzę między różnymi nurtami w Kościele". Myślę, że red. Rowiński nieco sparafrazował te słowa odnosząc je do Ojca Świętego. I chciał pokazać, że jest papież - Ojciec Święty, który naucza i prowadzi lud sobie powierzony, ale jest i "papież" mediów - który tylko krytykuje kapłanów za wszystko i zmienia doktrynę katolicką. Wiemy oczywiście, która wersja się bardziej przebija (nawet w niby katolickich portalach - patrz Deon.pl). Zdaje się, że chyba to red. Rowiński chciał powiedzieć, a nie to, że Franciszek jest antypapieżem. Zresztą skoro czytamy dokumenty Papieża, to chyba powinniśmy o tym wiedzieć, że to nie jest tak, jak często przedstawiają media.
anonim2013.12.10 14:24
Autor tego artukułu jest chyba wychowany na Faktach, dla którego słowo wydarzenie oznacza jedynie widowisko, a doświadczenie to emocje. Inne znaczenia słowa wydarzenie to: rzeczywistość, fakt, zdarzenie, doświadczenie... Nie rozumiem zatem dlaczego wydarzenie, cytuję: "nie ma kontekstu, który mu nada twórca przekazu, nie ma ciągłości..." itp wnioski. Żadne wydarzenie nie bierze się znikąd, ma swoich bohaterów, swoje umocowanie w historii, głęboki sens, tak jak wydarzenie (wydarzenia) związane z np. kerygmatem. Czy śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa nie są związane z konkretnymi wydarzeniami, które Go zaprowadziły na krzyż, a po drodze do oskarżenia, że jest diabłem? Co złego jest w obrazach, na których Jezus na ośle wjeżdża do Jerozolimy, co złego jest w zdjęciach, na których Papież jeździ poślednią marką samochodu? Co z informacją, że w Argentynie spalono kukłę Papieża, za jego radykalne poglądy - typowe dla KATOLIKÓW. Tego w tych powyższych Faktach nie wyczytujemy, a można to zobaczyć - może na innych stronach niż te, które śledził autor pisząc swój artykuł. Krytyka sformułowania Papież jako wydarzenie stawia wg mnie autora na równi z interpretatorami Faktów.... bez głębszej refleksji, a jedynie tej opartej na zdjęciach i nagłówkach artukułów, za którymi idzie wielu...
anonim2013.12.10 14:29
Prawdziwe (?) fakty dot. Papieża Franciszka: "...Papież Franciszek pospołu z liberałami rozmontowuje („reformuje w duchu Ewangelii”) Kościół...a prawdziwy Papież to Biskup Rzymu, pasterz Kościoła, Papież to ten, który jest autorem lub sygnatariuszem dokumentów będących głosem Magisterium, głosem nauczania o wierze..." Czy nie są takimi dokumentami: uzupełniona przez Franciszka i wydana Encyklika Benedykta XVI Lumen Fidei, czy też adhortacja apostolska poświęcona nowej ewangelizacji dla przekazu wiary chrześcijańskiej, czy może ta, powstająca jeszcze wprawdzie, encyklika "Błogosławieni ubodzy" (odniesienie: do Kazania na Górze)? "...Magisterium sygnowane przez rzeczywistego Papieża mają coraz krótszy żywot..." To jest dogmat jakiś? Nie dobrze jest zatem, że encyklika „Lumen fidei” stała się bestsellerem we Włoszech? Samo tylko wydanie oficjalne, firmowane przez wydawnictwo Libreria Editrice Vaticana, rozeszło się tam w 200 tysiącach egzemplarzy. Własną edycję wydało też kilka innych oficyn. Ostateczny bilans będzie więc znacznie wyższy. Czy źle to świadczy o Papieżu Benedykcie XVI, czy Franciszku? "...Poszukiwanie zastępników życia nadprzyrodzonego, czyli w znacznej mierze życia sakramentalnego, jest czymś, czego doświadczały liczne wspólnoty odłączające się od Kościoła..." Jak to zdanie odnieść do Papieża, który codziennie celebruje - tę nudną (?) Eucharystię - i na falach radia watykańskiego (o 16:15) mogę codziennie słuchać Jego HOMILII (nie kazania) - czy to jest za bardzo nowoczesne dla Papieża, który daje tym świadectwo licznym leniwym księżom, którzy zbyt szybko przechodzą od przeczytania Ewangelii do wyznania wiary... "...Przecież także powołania, które wzrosną, gdy emocje będą szczytować, przejdą ciężką próbę zwykłego chrześcijańskiego życia..." Nie ma lepszej próby jak ta wypróbowana w ogniu - np. szarej codzienności. Pytam: kto tak naprawdę jest autorem takich wątpliwości??? Nie ma nic lepszego jak rozczarować się człowiekiem i sobą, dopiero wtedy można oprzeć się na Bogu. Jak historia - jaką pozwala mi odkrywać Kościół - pokazuje: W Chrystusie nie ma już Włocha, Polaka, Niemca, Argentyńczyka, ani jezuity, franciszkanina czy dominikanina...
anonim2013.12.10 22:13
Najbardziej mi się podoba argument, że do II Soboru Watykańskiego, to wszystkie inne przebiegały w atmosferze zgody, jednomyślności, pod wpływem Ducha, z najwyższym poszanowaniem Mądrości. Pewnie i tak również przebiegały (czasami) ale już nie od czasów Orygenesa (III wiek). Odsyłam do jakiegokolwiek kursu podstawowego historii Kościoła. Przepychanki, wysyłanie się wzajem do piekła i obrzucanie obelgami od największych heretyków… Mądrych „Ojców Kościoła” na palcach policzysz, dzięki temu ich znamy… a reszta. Jak świat światem proszę im na siłę nie nakładać aureol. Do dzisiaj nie wiemy w pełni ilu heretyków mielibyśmy mniej (lub więcej) gdyby inaczej potoczyły się losy konsystorzy, synodów i soborów. Ktoś nie dojechał na obronę, list nie dotarł, biskupów przekupiono, bo biznes we włościach biskupich był zagrożony… Nie myślę o wybielaniu odstępców, ale o tych co nie „mieli szczęścia” bo winy im nigdy nie dowiedziono a padli ofiarą „prawdy”. Sam jeden Galileusz uniknął by drugiego procesu gdyby kardynał Bellarmin SJ pociągnął dłużej. Ciągle mam wrażenie, że krytyków Franciszka dosięga jakaś amnezja. Byle nam do światopoglądu pasowało! Rzeczywistość jest bogatsza. Tak jak Jan Paweł II doczeka się jeszcze „oceny” pontyfikatu, nawet po kanonizacji, tak samo Benedykt XVI (nie bez przyczyny już nazywany jednym z najwybitniejszych teologów na tronie Piotrowym) podobnie i Franciszek. Jak dziś mam w pamięci oceny Benedykta 6 lat temu. Kiedy jeszcze „nie był w modzie” i niewielu zaczytywało się w jego książkach, bo też były nie tak dostępne – eee co tam Benedykt XVI przy Janie Pawle, by mu mogli dać spokój, by na emeryturę lepiej, a nie na Stolicę Apostolską. – Że, co, że niby tak nie było? Poczekamy, zobaczymy! Tym czasem do przodu.
anonim2013.12.10 23:45
WiosennyPoeta taki wykształcony, a nie wie, że ci wstrętni lefebryści są częścią Kościoła katolickiego. Z Bogiem
anonim2013.12.11 3:20
Pokorna arogancja Autora, zapatrzonego w przeszłość, roszczącego sobie prawo do oceny Franciszka. Przeraża mnie ta łatwość odrzucenia mądrości Ducha Św., bo wszak ta mądrość musiała(!) stać za wyborem kardynała z Buenos Aires, który nieco więcej w życiu widział, niż Autor i tak liczni tutejsi 'ortodoksi'. Chodzi o naukę Jezusa, czy o średniowieczną liturgię, łacinę i książęcą władzę biskupa? Czy naprawdę to upodobanie do średniowiecznej pompy przesłania posłanie dostrzeżenia Drugiego Człowieka w zapomnianej przez dzisiejszy świat pieniądza i władzy biedocie globu? Gdzie pokorny szacunek do Ojca Św.? Gdzie szacunek? Czy naprawdę 'frondowi' pisarze mają podstawy prawne i teologiczne do głoszonych sądów? Sami twierdzą, iż KK to nie demokracja. Nie rozumiem, ale jest mi przykro, gdy czytam niektóre posty. To nie mój katolicyzm, skupiony na formie sprzed wieków, a ślepy na problemy współczesności. Wolę ten jezuicki z "Misji", nie poddający się mocy królów. Czy Autor naprawdę odebrał morał, ów ton listu pisanego do Rzymu? Nie chcę wpisywać się w wojnę tradsów' z ateistami. Coraz bardziej obco czuję się na tym portalu. Szukałem czegoś bardziej otwartego, tymczasem dominować zaczyna - przepraszam za wyrażenie, nie chcę nikogo obrazić - sekciarski upór. pax vobiscum
anonim2013.12.11 14:50
Może Redakcja wyjaśni jaki cel miało umieszczenie na portalu tego artykułu? Ludzie piszą różne historie, bo papier wszystko zniesie, ale czy dlatego warto je rozpowszechniać?
anonim2013.12.11 15:17
@Sarcinus "WiosennyPoeta taki wykształcony, a nie wie, że ci wstrętni lefebryści są częścią Kościoła katolickiego.Z Bogiem" Skąd masz informacje o moim wykształceniu ? Jestem tylko prostym chłopem ze wsi. Co do lefebrystów to sami się wyłączyli z KK wypowiadając posłuszeństwo papieżowi.
anonim2013.12.11 20:00
"nie odróżnia się już plotki od prawdy, wydźwięku od intencji"- może gdyby papież jasno i klarownie przedstawial swoje myśli mówiąc TAK lub NIE nie byłoby tylu spekulacji i różnorodnych tłumaczeń jednego zdania? -,o Papież dość dziwnie komponuje niektóre swoje wypowiedzi- wypowiada zdania w stylu 'to jest złe, ale jednoczesnie ma to dobre strony'- jak to rozumieć, w końcu pochwała czy nagana? Papież ten niewątpliwie jest najbardziej medialnym , wręcz popularyzowanym przez media papieżem- p. Franciszek nominowany na czlowieka roku Time'a , zaszokował mnie też tytuł pierwszej strony brukowca Fakt (nie pamiętam nr) Dziesięć przykazań papieża Franciszka. W ogóle internet i gazety huczą od zachwytów. Któż by się spodziewał , że papież Katolików będzie kiedykolwiek zachwycał nawet lewackie media.
anonim2013.12.11 20:02
A co do ogólnej treści artykułu- nie spodobał mi się, chaotyczny, taki o wszystkim i o niczym.
anonim2013.12.12 1:51
Jak się patrzy przez pryzmat lewicowej nauki, wszystko się usprzecznia. Moim zdaniem obawy autora są bezzasadne. Papież ma obronę z nieba, i oni pozjadają zęby usiłując go ugryźć. Więcej wiary.
anonim2013.12.12 14:56
wystarczy zobaczyc demoralizacje spoleczenstwa smianie sie z papieza polaka Jana Pawła II zezwierzęcenie w czystej postaci nastepnym papiezem bedzie chyba czarny antypapież http://youtu.be/ATOLaADknf8
anonim2013.12.13 1:01
ludzie nawróćcie się i opanujcie! w apokalipsie nie ma mowy o antypapieżu franciszek nie robi nic sprzecznego z biblią, wręcz przeciwnie Franciszek swoją postawą przypomina nie szatana, a Chrystusa! - odsyłam do biblii!!!
anonim2013.12.19 14:00
http://www.fronda.pl/blogi/okruchy-przede-wszystkim-z-bochenka-slowa-bozego/papiez-czasow-ostatecznych,36804.html