Jak wyglądały święta za komuny? Fragment książki ,,Święta po polsku'' Sławomira Kopra - zdjęcie
26.12.20, 10:30

Jak wyglądały święta za komuny? Fragment książki ,,Święta po polsku'' Sławomira Kopra

0

Fragment książki „Święta po polsku” autorstwa Sławomira Kopra

KOLĘDY NASZYCH CZASÓW

Sytuacja polityczna pierwszych lat komunistycznej Polski nie sprzyjała radości nawet przy bożonarodzeniowym stole. Szalejący terror, masowe aresztowania i egzekucje skutecznie zastraszyły społeczeństwo, a powszechne zubożenie dodatkowo tonowało nastroje. Zakończenie wojny nie okazało się wyzwoleniem, gdyż tak naprawdę rozpoczęła się nowa okupacja. Polska była największym przegranym II wojny światowej, a nastroje te znakomicie oddaje Kolęda X pawilonu więzienia mokotowskiego śpiewana na nutę melodii góralskiej Hej, Maluśki.

Hej, kolęda, kolęda,

królów hołdowanie.

Hej, kolęda, kolęda,

Mokotów kolęda, o wolność wołanie.

Między nas Pan Jezus wszedł,

skinie rączką swą Bożą,

między nas Pan Jezus wszedł,

wszystkie drzwi się otworzą.

Natomiast utwory powstające w tym czasie na emigracji wyrażały raczej tęsknotę za krajem i rodziną. Tam również dominowała rezygnacja. Pisane wówczas pieśni wyrażały wprawdzie nadzieję na zmianę sytuacji, lecz raczej w formie prośby do Boga. Tak jak w utworze Stanisława Ligonia powstałym na początku lat 50. i śpiewanym na melodię Bóg się rodzi:

Pobłogosław tych, co w kraju

jęczą dziś pod stopą wroga.

Matkom naszym, żonom, dzieciom

wzmacniaj wiarę w wszechmoc Boga.

Ogrzej serca ich nadzieją,

niech w cierpieniu nie maleją.

A słowo ciałem się stało

i mieszkało między nami.

Odwilż październikowa wpłynęła na uspokojenie nastrojów, być może dlatego poznański Czerwiec 1956 roku nie znalazł szerokiego odbicia w kolędzie patriotycznej. Zaskakujące, że również tragiczne wydarzenia Grudnia 1970 nie zaowocowały szeregiem utworów bożonarodzeniowych, a powstające wówczas pieśni i wiersze miały inny charakter i raczej lokalny zasięg (nawet słynna Janek Wiśniewski padł została spopularyzowana dopiero przez Człowieka z żelaza Andrzeja Wajdy). Jednym z nielicznych wyjątków, które przetrwały do naszych czasów, była Kolęda Wybrzeża ze Szczecina (na melodię Hej, kolęda, kolęda).

Możnowładcy tak się już rozpanoszyli,

ceny podwyższyli, pensje obniżyli,

ludu nie pytali, w KC załatwili,

hej, kolęda, kolęda. (…)

Kiedy strajkujący w pochodach ruszyli,

gazy, pałki, czołgi przeciw nim użyli

i krew się polała, chwała partii, chwała,

hej, kolęda, kolęda. (…)

Nie pomogły czołgi ni helikoptery,

ludobójców naród wysłał do cholery,

niech idzie do piekła, durniów klika wściekła,

hej, kolęda, kolęda.

Grudniowy zryw trwał tylko kilka dni, władza krwawo złamała opór protestujących robotników. Potem nastąpiła wymiana ekipy rządzącej i rozpoczęła się epoka propagandy sukcesu. Przez kilka lat Polakom wydawało się, że nasz kraj faktycznie „rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej”, co skutecznie spacyfikowało nastroje. Dopiero kryzys połowy lat 70., a następnie zajścia w Radomiu i Ursusie zapowiedziały upadek ekipy towarzysza Edwarda Gierka. Ostatecznie stało się to za sprawą fali sierpniowych strajków w 1980 roku i powołania Solidarności.

Cały kraj ogarnęło radosne podekscytowanie, wydawało się, że nadszedł wreszcie czas na zmiany. Jednak musical Kolęda-nocka z muzyką Wojciecha Trzcińskiego i tekstami Ernesta Brylla, który miał premierę 18 grudnia 1980 roku w Teatrze Muzycznym w Gdyni, wyrażał pesymistyczne nastroje. Teksty Brylla stanowiły bowiem raczej ilustrację trudnej sytuacji kraju i Polaków (Psalm stojących w kolejce), chociaż nie zabrakło także elementów patriotycznych. Być może właśnie to zadecydowało, że płyta z utworami z musicalu została wydana dwa lata później, już podczas stanu wojennego.

Przez śnieg grudniowy, przez deszcz lodowy,

przez świat śmiertelnie biały

idziemy sami, niosąc pytanie: kto jesteś? Polak mały. (…)

Nad nami gwiazda nie bardzo jasna,

wiatr nas za gardło ścisnął,

chrypiąc, śpiewamy, odpowiadamy:

ta ziemia mą ojczyzną.

Kolejny tragiczny grudzień polskiej historii, tym razem w 1981 roku, czyli wprowadzenie stanu wojennego, spowodował prawdziwy wysyp utworów bożonarodzeniowych. Na ich czoło wysunęły się kolędy pisane w obozach dla internowanych. Tworzyli je ludzie siłą oderwani od rodzin, niepewni własnego losu.

W zimną noc, w śnieżną noc

Pan Bóg stracił swoją moc.

Gdy ubeki uzbrojone

kupą wpadły do Regionu,

rozwalili drzwi,

bardzo byli źli.

Na dworze mróz, na dworze śnieg,

człowiekowi drugi człek

stał się wilkiem, niczym więcej.

I żelazem skuł mu ręce, nasi gnębią nas

w imię dziwnych praw.

Wielki gwałt, esbecki gwałt,

na ich twarzach blady strach.

W naszych domach płacz i lament,

Solidarność za kratami,

a w fabrykach strajk (…)

Cierpieli jednak nie tylko internowani i ich rodziny. Także miliony przeciętnych Polaków, którzy nie potrafili się pogodzić z powszechną biedą, rygorami stanu wojennego i ze sposobem, w jaki władza rozprawiła się z opozycją.

Do Betlejem, niosąc dary, przyszliście pasterze, ale wokół szopy starej drut kolczasty leży. Nad stajenką, co od straży zbrojnej otoczona, gwiazda się Heroda żarzy niby krew czerwona.

Krążą wieści zatrwożone w tłumie zatroskanym, że Dzieciątko wywiezione, a Józef zabrany, że na chmurach wielkim chórem rój aniołów płacze… Hej, pasterze, niech kto wierzy – broni się rozpaczy…

Oto wyszła przed stajenkę Maryja Panienka, straż wymija, idzie do nas z Jezusem na rękach. Wznosi ku nam Dzieciąteczko malusieńkie dłonie. Gwiazdy białe i czerwone świecą w Jej koronie.

Niestety, wydaje się, że najpiękniejsze pieśni bożonarodzeniowe powstawały w naszym kraju przy okazji wyjątkowo tragicznych wydarzeń. Tak też było bowiem po katastrofie pod Smoleńskiem, gdy muzyka Zbigniewa Preisnera wraz z tekstem Szymona Muchy w przejmujący sposób oddała nastrój panujący w polskich domach kilka miesięcy po tragedii. Być może dlatego, że autor Kolędy dla nieobecnych nie wspomniał nawet słowem o bieżącej polityce… FRONDA

A nadzieja znów wstąpi w nas, nieobecnych pojawią się cienie, uwierzymy kolejny raz w jeszcze jedno Boże Narodzenie. I choć przygasł świąteczny gwar, bo zabrakło znów czyjegoś głosu, przyjdź tu do nas i z nami trwaj wbrew tak zwanej ironii losu.

Daj nam wiarę, że to ma sens, że nie trzeba żałować przyjaciół, że gdziekolwiek są, dobrze im jest, bo są z nami, choć w innej postaci. I przekonaj, że tak ma być, że po głosach tych wciąż drży powietrze, że odeszli po to, by żyć, i tym razem będą żyć wiecznie.

Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat, żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole. Jeszcze raz pozwól cieszyć się dzieckiem w nas i zapomnieć, że są puste miejsca przy stole. (…)