Jak św. proboszcz z Ars walczył się z piekłem? - zdjęcie
04.08.21, 06:45(fot. Herwig Reidlinger/CC 30/wikipedia/edytowane)

Jak św. proboszcz z Ars walczył się z piekłem?

8

Ksiądz Jan Maria Vianney w XIX wieku był proboszczem miejscowości Ars. Obecnie to Święty Kościoła, patron księży. Podczas swojej posługi wiele godzin czekał na wiernych, którzy chcieli skorzystać z sakramentu i pojednać się z Bogiem. Do Ojca wracali nawet zatwardziali grzesznicy. Św. Jan Vianney skutecznością swojej misji przykuł uwagę sił piekielnych. Jak z nimi walczył?

Posługa ks. Jana Vianney, duszpasterza, który choć nie był nadzwyczaj sprawny intelektualnie, pozostawał otwarty na problemy każdego człowieka, szybko zaniepokoiła demony. Szczególnie, że popularność proboszcza z Ars wśród ludzi owocowała licznymi nawróceniami. Być może właśnie dlatego Ks. Jan Maria Vianney przez 35 lat był dręczony przez szatana.

Ataki szatana

Nastąpił taki czas, w którym co noc ksiądz proboszcz słyszał dźwięk rozdzieranych zasłon przy jego łóżku. Początkowo stwierdził, jak pewnie wiele osób w tych czasach, że to jakieś gryzonie. Wówczas o myszy czy szczury w domu wcale nie było tak trudno. Sytuacja jednak nie poprawiała się, dźwięki stawały się coraz bardziej uciążliwe, nie pozwalały mu zasnąć nawet na chwilę.

Dostrzegł później pewną prawidłowość: ataki nasilały się szczególnie wtedy, gdy za jego sprawą miał nazajutrz nawrócić się wielki grzesznik (chociażby podczas spowiedzi). Ksiądz żartobliwie mówił wtedy, że ma „złowić grubą rybę”.

Diabeł dręczył go także w innych miejscach, m.in. w St. Trivier, gdzie pomagał innym księżom.  W nocy z pomieszczenia w którym spał, dochodziły dziwne dźwięki. Mury plebanii trzęsły się, a duchowni najzwyczajniej w świecie się bali. Poszli do księdza Vianneya, przekonani, że został zabity. Ale on leżał w łóżku jakby nigdy nic, ciągnięty przez jakieś niewidzialne istoty. Rzekł wtedy z uśmiechem: „To grappin mnie tu zaciągnął. […] Jest to jednak dobry znak: jutro będzie gruba ryba”. Mianem “grappin” humorystycznie określał on diabła.

Kiedyś łóżko Vianneya zaczęło się palić. Ksiądz kończył spowiadać i miała zacząć się Msza Święta. Na wieść o pożarze duchowny nie pobiegł na plebanię, spokojnie wykonywał dalej swoje czynności. Wiedział, że diabeł chciał go odciągnąć od prowadzenia Mszy. 
Był zmęczony spowiadaniem godzinami (nazywa się go “męczennikiem konfesjonału”), odprawianiem Mszy, a diabeł go dręczył, nie pozwalając na odzyskanie sił.

Nie zapominał jednak o czytaniu przed snem “Żywotów świętych”. Gdy usiłował zasnąć, diabeł przypuszczał atak. Na każdy szturm duchowny reagował czynieniem znaku krzyża i szatan odchodził. Ksiądz Vianney za swą nieustępliwość został przez Boga nagrodzony, mógł w jeszcze większym stopniu pomagać ludziom, wyrzucać z opętanych złe duchy. Diabeł powiedział mu nawet „Gdyby było trzech takich kapłanów jak ty, moje królestwo zostałoby zniszczone”.

Pozbyć się strachu

Czego uczy nas przykład ks. Vianney? Przede wszystkim tego, że nie powinniśmy nigdy ustawać w modlitwie i walce ze złem. Chociażby było ciężko, nie możemy się poddawać, nawet jeśli bardzo się boimy. Strach jest rzeczą zwyczajną: każdy się boi, nawet święci. Jednak strach nie może paraliżować naszego działania. Nigdy bowiem nie osiągniemy celów, jakimi są: pomoc innym, zbawienie, a także rozwijanie swoich talentów, jeśli będziemy ukrycia ze strachu w skorupie czerech ścian. Walka może być wyczerpująca, ale warto walczyć i przeżyć dobrze swoje życie.

W walce zaś nie jesteśmy sami: pomagają nam inni ludzie, gdy już podejmujemy trud i jest ciężko, Bóg pomoże nam wytrwać, pozostać na drodze do celu. Nigdy nie możemy ustawać w dążeniu do dobra. Nasza siła umacnia nas samych, ale umacnia innych, często naszych bliskich. Po pomyślnie przebytych próbach jesteśmy silniejsi, odporniejsi, jednak wciąż musimy być w gotowości, musimy pomagać tym, którzy nie potrafią sobie poradzić z ciemnością.

Mimo wszystkich przeżyć i specyfiki swojej posługi ks. Vianney pozostał człowiekiem z krwi i kości, chociaż umęczonym, to wciąż pogodnym. Warto zaznaczyć bowiem, że nasze starania o zbawienie to nie wieczne umartwianie się i smutek. Wtrwałość nie oznacza rezygnacji z normalnego, pełnego życia.

jon

Tekst powstał na podstawie książki „Egzorcysta 2. Duchowa linia frontu”. Książkę znajdziesz tutaj

źródło: twojawalkaduchowa.pl

Komentarze (8):

Mejer2021.08.4 17:07
Pokorny sługa swego powołania
jojo2021.08.4 12:46
Co to za forma: "walczył się " ?
agata2021.08.4 12:31
co to znaczy nie był nadzwyczaj sprawny intelektualnie
Furtian Wacław2021.08.4 14:41
to chodzi o ubóstwo i deficyty intelektu, pewni to było źródłem jego świętości.
edi2021.08.4 9:25
Święty Michale Archaniele wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy. A Ty Wodzu zastępów anielskich szatana i inne duchy złe które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą mocą Bożą strąć do piekła. Amen
Poradek2021.08.4 8:52
"... nie był nadzwyczaj sprawny intelektualnie", "Obecnie to Święty Kościoła, patron księży". Pasuje jak ulał.
Po 11 ...2021.08.4 7:16
"on leżał w łóżku jakby nigdy nic, ciągnięty przez jakieś niewidzialne istoty." --- eeee tam, zwykłe hipnagogi, nic więcej.
Polak2021.08.4 7:06
Jak walczył? Ano tak samo jak walczył ze Stumilowym Lasem, Zatoką Dohlariańską czy dowolną inną zmyśloną lokacją z literatury.