Co będzie z Merkel i co to znaczy dla Polski? Dla Frondy odpowiada dr Piotr Kubiak - zdjęcie
02.01.17, 20:00Fot. flickr

Co będzie z Merkel i co to znaczy dla Polski? Dla Frondy odpowiada dr Piotr Kubiak

Luiza Dołęgowska, Fronda.pl: Angela Merkel po raz czwarty zamierza ubiegać się o fotel kanclerza Niemiec. Czy ma ona szanse na kolejną kadencję?

Dr Piotr Kubiak, Instytut Zachodni - historyk, specjalista ds. systemu partyjnego współczesnych Niemiec:  

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że w 2017 r. przeprowadzonych zostanie w Niemczech kilka kluczowych wyborów, a tegoroczne rozstrzygnięcia wyborcze będą rzutowały na politykę RFN na najbliższe kilka lat. 12 lutego Zgromadzenie Federalne – złożone po połowie z posłów do Bundestagu i przedstawicieli krajów federacji – dokona wyboru prezydenta. Tutaj sprawa wydaje się niemal przesądzona, gdyż wspólny kandydat  koalicji CDU/CSU-SPD – obecny minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier (SPD) – może liczyć na poparcie większości Zgromadzenia. Wiosną odbędą się wybory w trzech krajach federacji, w tym w Nadrenii Północnej-Westfalii, gdzie zamieszkuje ponad 1/5 mieszkańców RFN. Najważniejsze będą oczywiście wrześniowe wybory do Bundestagu.

Grudniowe sondaże przedwyborcze wskazują na duże prawdopodobieństwo reelekcji kanclerz Angeli Merkel. W zależności od ośrodka i daty badań na CDU/CSU zamierza głosować od 31,5 do 38% ankietowanych. To oznaczałoby kolejne zwycięstwo chadecji i mandat dla A. Merkel do tworzenia kolejnego rządu koalicyjnego. Niemniej jesteśmy u progu kampanii wyborczej.  Można się spodziewać, że – w przeciwieństwie do relatywnie spokojnej kampanii wyborczej z roku 2013 – tegoroczna kampania przed wyborami do Bundestagu będzie niezwykle agresywna i zacięta.  Kluczowym tematem debat przedwyborczych będzie kryzys migracyjny i kwestia zagrożonego poczucia bezpieczeństwa obywateli wynikającego z groźby atakami terrorystycznymi. Mogą to być niewygodne tematy dla A. Merkel, która jest krytykowana w Niemczech za politykę „otwartych drzwi” wobec imigrantów.

Krytyka ta wypływa nie tylko ze strony antyimigranckiej Alternatywy dla Niemiec (AfD), ale również z szeregów własnej partii A. Merkel i przede wszystkim siostrzanej CSU. Premier Bawarii i przewodniczący CSU Horst Seehofer domaga się m.in. wprowadzenia limitów dla przybywających do Niemiec imigrantów (do 200 tys.), wprowadzenia kontroli na granicach i tzw. stref tranzytowych przy granicy, gdzie imigranci mogliby być szczegółowo sprawdzani przed wjazdem na teren Niemiec. Tymczasem kanclerz A. Merkel nie zgadza się na wprowadzenie limitów, choć rząd federalny krok po kroku zaostrza politykę imigracyjną. Stosunek do polityki „otwartych drzwi” dzieli Niemców, a linia podziału biegnie właśnie przez chadecję. Wyniki wyborów w dużym stopniu mogą zależeć od sytuacji w Niemczech. Jeśli służbom uda się zapobiec dalszym atakom terrorystycznym i wzrośnie poczucie bezpieczeństwa, wtedy można oczekiwać zwycięstwa chadecji. A takie wydarzenia jak niedawny zamach na jarmark świąteczny w Berlinie są bardzo niekorzystne z perspektywy szans A. Merkel na reelekcję.  

LD: Czy prawdą jest, że niemiecka kanclerz jest "fundamentem politycznego konceptu, który zakłada, że Zachód pełni rolę światowego gracza" jak powiedział o niej członek jej partii Norbert Röttgen?

PK: Moim zdaniem wypowiedź Röttgena miała przede wszystkim na celu ukazanie kanclerz A. Merkel w dobrym świetle w oczach jej potencjalnych wyborców. Dla wielu Niemców zapewnienie ładu i porządku na arenie międzynarodowej jest bardzo ważną kwestią. I na tym polu A. Merkel może jawić się w ich oczach jako pewny i sprawdzony gracz. Jesteśmy w momencie istotnych zmian i nowych wyzwań na arenie międzynarodowej. Za trzy tygodnie władzę w Stanach Zjednoczonych obejmie prezydent Donald Trump wraz z nową administracją, wkrótce odbędą się wybory prezydenckie we Francji,  musimy mierzyć się z konsekwencjami wojny domowej w Syrii i konfliktu na Ukrainie, Rosja zwiększa swą aktywność na arenie międzynarodowej, do tego niedługo rozpocznie się proces wyjścia Wielkiej Brytanii ze struktur Unii Europejskiej.  Nie dziwi zatem, że N. Röttgen starał się ukazać A. Merkel jako polityka gwarantującego stabilność na arenie międzynarodowej.

LD: Jak Pan widzi przyszłość Niemiec w kontekście zalewu imigracją z krajów arabskich i czy polityka Niemiec zmieni się, jeśli Merkel przegra wybory do Bundestagu?

PK: W najbliższych miesiącach należy oczekiwać stopniowego zaostrzania polityki migracyjnej przez rząd federalny. Zresztą to się dzieje od jakiegoś czasu: wprowadzono drugi pakiet azylowy, poszerzono liczbę krajów bezpiecznych (m.in. o Maroko, Algierię i Tunezję), z których przybysze nie otrzymają azylu w RFN, rozpoczął  się proces deportacji osób bez prawa do pobytu. Ale na razie działania te przebiegają zbyt opieszale (jak w wypadku Anisa Amriego). Niewykluczone, że kanclerz A. Merkel ustąpi przed żądaniami  CSU i w ramach przedwyborczego targu zgodzi się na wprowadzenie limitów dla imigrantów (w obecnej koalicji potrzebna jest jeszcze zgoda SPD). Obecnie wzmożono środki bezpieczeństwa. Tegoroczne obchody sylwestra w Kolonii odbyły się przy zachowaniu wszelkich środków bezpieczeństwa dzięki czemu udało się uniknąć sytuacji sprzed roku. Ale, jak za smutkiem zauważyła jedna z niemieckich gazet, czy „mamy szukać bezpieczeństwa przed tymi, którzy tego bezpieczeństwa szukają?”.

Dłuższa perspektywa jest dla Niemiec niekorzystna ze względu na sytuację demograficzną. Społeczeństwo niemieckie starzeje się, W najbliższych latach Niemcy będą odczuwać ogromny deficyt pracowników na rynku pracy. W założeniach nowoprzybyli do Niemiec imigranci mieli tę sytuację poprawić. Wprowadzono szeroki program aktywizacji zawodowej dla imigrantów, wiele uwagi poświęcono na rzecz ich integracji. Tyle tylko, że oni nie garną się do pracy.

Po wrześniowych wyborach nie należy oczekiwać radykalnej zmiany polityki migracyjnej Niemiec. Wynika to z faktu, że nowy rząd najprawdopodobniej sformowany zostanie wokół chadecji bądź SPD, być może przy udziale partii Zielonych.

LD: Kto potencjalnie mógłby zostać kanclerzem Niemiec, jeśli nie Merkel i jakie miałoby to znaczenie dla Polski?

PK: W tym momencie trudno wyrokować na temat obsady fotela kanclerskiego i ewentualnej koalicji jaka powstanie po wyborach. Niemniej patrząc na obecne badania sondażowe najbardziej prawdopodobne wydaje się jedno z trzech rozwiązań:

1) utrzymanie wielkiej koalicji CDU/CSU-SPD, 2) koalicja CDU/CSU-Zieloni + ewentualnie FDP (o ile liberałowie przekroczą granicę 5-procentowego progu wyborczego), 3) koalicja lewicowa SPD-Zieloni-Die Linke (ewentualnie Die Linke jako partia tolerująca rząd mniejszościowy SPD-Zieloni).  Pierwsze rozwiązanie oznaczać będzie kontynuację dotychczasowej polityki i pozostanie A. Merkel na czele rządu. A. Merkel stanie ponownie na czele rządu, jeśli sformowana zostanie koalicja z udziałem chadecji oraz partii ekologów i liberałów. Koalicja chadecji i Zielonych przez wiele lat nie była brana pod uwagę ze względu na znaczne różnice światopoglądowe pomiędzy obydwoma ugrupowaniami (ekologia, kwestie obyczajowe).

Niemniej w ostatnich latach stanowiska obu partii uległy zbliżeniu na tyle, że na poziomie krajów (np. Hesja i Badenia-Wirtembergia, wcześniej Hamburg i Kraj Saary) zawarły one koalicje. Trzecie rozwiązanie oznaczałoby zmianę na czele rząd. Urząd kanclerza objąłby polityk SPD. Socjaldemokraci nie zadecydowali jeszcze o swej nominacji kanclerskiej. Najpoważniejszym kandydatem jest wicekanclerz i przewodniczący partii Sigmar Gabriel, a jego najpoważniejszym kontrkandydatem jest Martin Schulz, który zdecydował się powrócić do wewnątrzniemieckiej polityki; rozważano także kandydaturę burmistrza Hamburga Olafa Scholza. Jeśli nominację kanclerską otrzyma S. Gabriel będzie to oznaczało łagodniejszą wobec A. Merkel kampanię wyborczą (kanclerz i wicekanclerz całkiem sprawnie współpracują ze sobą w rządzie federalnym), co może przełożyć się na pespektywę kontynuowania wielkiej koalicji po wyborach. Jeśli liderem SPD w kampanii wyborczej będzie M. Schulz, należy oczekiwać agresywnej kampanii ze strony lidera socjaldemokratów, a także zwrotu w lewo SPD. Nie zamyka to jednak drzwi do porozumienia z chadecją po wyborach, ale wtedy to raczej S. Gabriel podjąłby negocjacje z partiami chadeckimi (jak w 2013 r.).

Każde z trzech rozwiązań oznacza raczej kontynuację dotychczasowej polityki imigracyjnej. Mogłaby się ona zmienić w wypadku koalicji CDUCSU i AfD. Niemniej do tego droga daleka ze względu na niechęć kierownictwa chadecji do nowej partii, jak również na fakt, iż AfD nie czuje się jeszcze gotowa do wzięcia odpowiedzialności za rządy w kraju. W tej sprawie toczy się w partii dyskusja, ale większość jest za tym, żeby AfD pozostała w opozycji i tutaj zbierała siły. AfD może liczyć na ok. 15% głosów, przy czym partia znacznie większym poparciem cieszy się na terenach byłej NRD.

LD: Jaki mogą mieć wpływ Niemcy na Polskę i na naszą politykę międzynarodową?

PK: RFN jest naszym najważniejszym partnerem gospodarczym i kluczowym partnerem w Unii Europejskiej. Na ten temat wypowiedział się w wywiadzie dla Polskiego Radia minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski po tym jak upubliczniona została decyzja kanclerz A. Merkel o ponownym ubieganiu się o fotel kanclerza. Minister Waszczykowski bardzo życzliwie wypowiedział się na temat tej kandydatury życząc A. Merkel sukcesu. Zwrócił przy tym uwagę na wiele kwestii związanych z funkcjonowaniem Unii Europejskiej i wyzwań przed jakimi stoimy. Zgadzam się z tymi słowami.

Warto tutaj nadmienić, że osoba kanclerz A. Merkel jest bardzo ważna w trudnych relacjach z Rosją. Kanclerz i wspierająca ją część ekspertów chadeckich zajmuje twarde stanowisko wobec Rosji, m.in. w kontekście dyskusji na temat zniesienia sankcji wobec Rosji. Tymczasem większość polityków SPD (ale także znaczna część AfD) gotowa jest do bardziej ustępliwej polityki wobec Putina. Istotny jest tutaj wpływ czynników gospodarczych dążących do intensyfikacji kontaktów z Rosją i zniesienia ograniczeń.

LD: Czy wygrana Donalda Trumpa w USA jest problemem dla Niemiec?

PK: Nie ulega wątpliwości, że w Berlinie stawiano na zwycięstwo Hilary Clinton. Sukces Donalda Trumpa przyjęty został w Niemczech chłodno i raczej powściągliwie (choć podczas kampanii wyborczej szef niemieckiego MSZ F. W. Steinmeier wypowiedział się ostro o D. Trumpie). Relacje między kanclerz A. Merkel i odchodzącym prezydentem Barrackiem Obamą były bardzo dobre, dlatego w Berlinie liczono na kontynuowanie tego kierunku w wypadku wyboru H, Clinton. Niemniej wydaje się, że A. Merkel i D. Trump zdołają w najbliższym czasie uzyskać jakąś nić porozumienia (kanclerz wysłała w tym celu już do USA swego doradcę Christopha Heusgena). Akurat chadecja potrafiła utrzymywać życzliwe relacje z administracjami republikańskich prezydentów. Przypomnę tylko, że w latach 2003-2005 relacje niemiecko-amerykańskie były bardzo napięte od czasu drugiej wojny w Zatoce Perskiej.

W programie wyborczym i w kampanii przed wyborami do Bundestagu w 2005 r. chadecja bardzo mocno akcentowała potrzebę poprawy relacji transatlantyckich. Po wyborach nastąpiła normalizacja relacji niemiecko-amerykańskich, do czego przyczyniła się sama A. Merkel i prezydent George W. Bush. Dlatego wydaje się, że pomimo znacznych różnic w zapatrywaniu na politykę zagraniczną, relacje między A. Merkel i D. Trumpem będą poprawne (o co o wiele trudniej będzie jeśli po wyborach w Niemczech powstanie rząd lewicowy skupiony wokół SPD). Kością niezgody może być wspólne stanowisko wobec agresywnej polityki rosyjskiej.     

Dziękuję za rozmowę.