Chrześcijańska interpretacja doświadczeń "wyjścia z ciała"  - zdjęcie
26.10.13, 16:26Seraphim Rose (fot. Flickr)

Chrześcijańska interpretacja doświadczeń "wyjścia z ciała"

28

Seraphim Rose jako były okultysta, po swoim nawróceniu sformułował wartą przedstawienia hipotezę.

 

Mnich

Mnich Seraphim Rose, jest autorytetem dla wielu prawosławnych, zmarł w opinii świętości, do jego grobu przybywają pielgrzymi. Ośrodkiem jego pamięci jest miejsce w którym żył, monaster Św. Hermana z Alaski w Platina, w Kalifornii. Malowane są jego ikony, co jednak jeszcze nie oznacza uczynienia w pełni oficjalnym jego kultu. Chociaż zmarł w bardzo młodym wieku, zostawił po sobie bardzo wiele pism dotyczących różnych dziedzin. Kościół prawosławny najczęściej wspomina o jego duchowych poradach dotyczących modlitwy serca. Popularne są też jego pisma krytyczne, pokazujące prawidłowy model prawosławia i wytykających wielorakie nadużycia. 

 

Były okultysta
Dla mnie jednak najciekawsze jest to, co Seraphim Rose pisał o różnych zjawiskach związanych z okultyzmem. Chyba jeszcze nikt w ten sposób nie zdefiniował tej postaci, ale ja porównam go do katolickiego mnicha Jacqua Verlinde, który przebył podobną drogę, od naukowca, poprzez religie wschodu, okultyzm, nawrócenie, założenie wspólnoty monastycznej i twórczość literacką. Pewnie za sprawą tego doświadczenia jego twierdzenia posiadają bardzo dużą pewność w takich sprawach, w jakich trzydzieści lat po jego śmierci, już po latach badania New Age, nadal trudno nam czynić podsumowania. W tym zakresie uważam, że te pisma mają pewien wymiar prorocki. Bardzo przydają się do rozeznania wielu aspektów New Age. Rozważania o tzw. podróżach astralnych zawarte są w rozdziale „Doświadczenia "wyjścia z ciała" w literaturze okultystycznej”, W: O. Seraphim Rose, Dusza po śmierci. Poniżej przedstawiam pewną syntezę tego tekstu, dodając uwagi konieczne dla zrozumienia go dla nieobeznanych z literaturą prawosławną.

 

Specyfika teologii prawosławnej i jej biblijne podstawy
We wstępie pisanym dla katolików należy wyjaśnić, co dla Seraphima Rose i jego współwyznawców jest oczywiste, że teologia prawosławna, zwłaszcza ta XIX wieczna w nieporównanie większym stopniu rozwija interpretację słów św. Pawła z 2 listu do Efezjan, w którym szatan nazywany jest Władcą mocarstwa powietrza „I wy byliście umarłymi na skutek waszych występków i grzechów, w których żyliście niegdyś według doczesnego sposobu tego świata, według sposobu Władcy mocarstwa powietrza, to jest ducha, który działa teraz w synach buntu. Pośród nich także my wszyscy niegdyś postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych. I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni. A Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni.” (2 Ef 2.2) To określenie na szatana „Władca mocarstwa powietrza”, wypowiedziane jest w kontekście eschatologicznym, odnoszącym się zarówno do demonologii kuszenia człowieka, sądu szczegółowego po życiu człowieka jak i sądu ostatecznego. Podobne motywy znajdują się  w pismach pewnych pisarzy których dorobek jest tak wczesny, że jest wspólny dla wschodniego i zachodniego chrześcijaństwa, niemniej podtrzymywanie tej tradycji w powszechnym nauczaniu np. homiliach, współcześnie w katolicyzmie raczej nie jest praktykowane. Przez to pominięcie, wynikające z zaniedbania w nauczaniu demonologii sprawia, że przeciętny katolik myśląc o szatanie myśli o czymś w piekle, pod ziemią, a kiedy usłyszy o duchach powietrznych, nie nasuwa mu się myśl, że może być mowa o szatanie.

 

Budowa „Mocarstwa powietrza” i cechy jego „Władcy”

W prawosławiu, choć nie we wszystkich tradycjach (dla samego środowiska prawosławnych ta teza jest kontrowersyjna) opisy tego „mocarstwa powietrza” którego „Władcą jest szatan” są dosyć szczegółowe. W pismach świętych prawosławnych, czy w ich żywotach są opisy tego co widzieli oni podczas doświadczeń poza ciałem, nawiązujących do tego o czym pisze enigmatycznie św Paweł, iż ktoś został „porwany do nieba” „Jeżeli trzeba się chlubić - choć co prawda nie wypada - przejdę do widzeń i objawień Pańskich. Znam człowieka w Chrystusie, który przed czternastu laty - czy w ciele - nie wiem, czy poza ciałem - też nie wiem, Bóg to wie - został porwany aż do trzeciego nieba. I wiem, że ten człowiek - czy w ciele, nie wiem, czy poza ciałem, <też nie wiem>, Bóg to wie”  (2 Koryntian 12:2-4). Sam Św. Paweł zatem jest to bardzo enigmatyczny, nie wie czy wizja miała miejsce w ciele czy poza nim, ale jak widać nie przekreśla możliwości, że mogła być i poza ciałem. Należy tu też pamiętać o silnej zwłaszcza w kościele wschodnim recepcji różnorakich apokryfów księgi Henocha, który porwany został do nieba (Rdz 5, 22 i Hbr 11,5), jak i różnych wspomnień o Eliaszu, któremu przytrafiło się coś podobnego. Rose, pisze z dużą pewnością „Prawosławni chrześcijanie dobrze wiedzą o tym, że człowiek może być faktycznie wyniesiony poza ograniczenia swojej cielesnej natury i podróżować do niewidzialnych światów. Nie będziemy się tutaj zajmowali dokładną naturą tej podróży. Sam Apostoł Paweł nie wiedział, czy był "w ciele, czy poza ciałem", gdy został porwany do trzeciego nieba i nie mamy potrzeby spekulować na temat tego, jak ciało może się stać na tyle oczyszczone, aby wejść do nieba (jeżeli jego doświadczenie miało miejsce rzeczywiście "w ciele"), albo w jaki rodzaj "ciała subtelnego" może być odziana dusza w czasie "wyjścia z ciała" - o ile rzeczywiście można się o takich rzeczach dowiedzieć w tym życiu. Wystarczy nam wiedzieć, że dusza (w jakimkolwiek rodzaju "ciała") rzeczywiście może być wyniesiona przez Bożą łaskę i ujrzeć raj, jak również powietrzne królestwo duchów pod niebem.” Dla prawosławnych zatem jest bardzo oczywiste, że po wyjściu z ciała możemy napotkać demony.

 

Mytarstwa
Źródła wspominane przez mnicha Seraphima Rose opisują samo „Mocarstwo powietrza” jako miejsce przebywania szatana, wymieniają konkretne miejsce w tym „Mocarstwie”, jakie musi przebyć dusza podróżująca do nieba. Są to „mytarstwa” miejsca porównywane do punktów na granicach regionów w ludzkich królestwach w których szatan usiłuje pobrać „myto”, czyli „podatek”. Usiłuje jeszcze, pomimo iż nastąpiła już śmierć skusić duszę, szczególnie do grzechu pychy. Niektórzy mistycy prawosławni widzieli owo „Mocarstwo” a w nim „mytarstwa”. Cytując Rosego „Św. biskup Ignacy Brianczaninow wspomina dwóch XIX-wiecznych ascetów, których dusze także opuściły ciała podczas modlitwy - syberyjskiego starca Bazyliszka, którego uczniem był słynny Zosima i starca Ignacego (Izajasza), osobistego przyjaciela św. biskupa Ignacego . Najbardziej chyba uderzającym doświadczeniem "wyjścia z ciała" w prawosławnych Żywotach Świętych jest przypadek św. Andrzeja Jurodiwego z Konstantynopola (X wiek), który, podczas gdy jego ciało leżało w śniegu na ulicach miasta, został wyniesiony w duchu aby ujrzeć raj i trzecie niebo. Część z tego, co widział, opowiedział swojemu uczniowi, a ten zapisał jego przeżycia”. To odsyłam do pełnego tekstu książki Rosego w którym są dokładne przypisy. W katolicyzmie nigdy, o ile mi wiadomo nie rozwijano myśli o „mytarstwach”, chociaż aktualna jest nauka o tym, że w chwili śmierci człowiek kuszony jest w sposób szczególny, zachodzi walka o duszę na śmierć i życie wieczne, a raz że po śmierci następuje szczegółowy sąd. Nie określane jest zaś miejsce i okoliczności pokusy, chyba nie ma przeszkód, abyśmy uważali że część pokusy może następować też po opuszczeniu przez duszę ciała. Teoria o mytarstwach podlega również polemice w Kościele Prawosławnym. To nie jest tak, że przyjmowana jest bez krytyki, ale też w pewnym momencie krytyka myśli Rosego ucichła, ponieważ są to sprawy trudne do stwierdzenia, jaka jest konstrukcja zaświatów.  

 

Należy też zauważyć, że Rose roboczo dokonuje pewnego uogólnienia nie czyniąc rozgraniczeń czy coś jest opisem tzw. śmierci klinicznej, demonicznego kuszenia, czy wizji świętego, ponieważ w praktyce okoliczności są trudne do rozgraniczenia co było czym. Interesuje go sam fakt przebywania poza ciałem i natura duchów napotykanych w tym stanie. 

 

Zdaniem Rosego podstawową cechą opisów prawosławnych jest prawidłowa nauka o duszy po śmierci, natomiast cechą opisów okultystycznych jest brak pewności w tym zakresie, czy też mnogość hipotez teologicznych i dodatek hipotez naturalistycznych. Porównajmy zatem „BŁĘDNE KIERUNKI” z „PRAWIDŁOWYM SPOJRZENIEM”

 

BŁĘDNE KIERUNKI

Doświadczenia przebywania "poza ciałem" są znane jako motyw w literaturze okultystycznej, począwszy od egipskiej i tybetańskiej Księgi Umarłych aż do okultystycznych nauczycieli i eksperymentatorów naszych dni. W różnego rodzaju literaturze podawane są antologie takich doświadczeń, opowiadające o realności ich istnienia w wielu religiach i kulturach. Wnioski nigdy nie są jednoznaczne, są raczej zestawem hipotez, wspierających mgliste teorie NewAge o UFO, duchy przewodniki, mediumizm, channeling.

 

Wybrane przykłady z literatury okultystycznej:

Tybetańska Księga Umarłych

Literatura okultystyczna na przykładzie Tybetańskiej Księgi Umarłych, która znana jest nam ze tłumaczenia angielskiego wydawcy jako "mistyczny podręcznik poruszania się w innym świecie wielu iluzji i sfer". Miała być czytana nad ciałem dopiero co zmarłego, ponieważ, "podczas momentu śmierci mają miejsce rozmaite wprowadzające w błąd iluzje" Te iluzje to wizje zarówno "pokojowych", jak i "gniewnych" bóstw, z których wszystkie, zgodnie z doktryną buddyzmu, uważane są za iluzję. Niemniej są ich dokładne opisy. Seraphim Rose uważa, że „Nie ma powodu, aby wątpić w to, że opisy Tybetańskiej Księgi Umarłych oparte są na jakimś doświadczeniu "wyjścia z ciała". Ale niżej zobaczymy, że rzeczywisty stan pośmiertny jest tylko jednym z tych doświadczeń i że musimy się strzec przyjmowania każdego doświadczenia "wyjścia z ciała" za objawienie tego, co naprawdę dzieje się z duszą po śmierci” Istnieje zatem jakaś jedna prawda doświadczeń „poza ciałem”, która jednak podlega różnej interpretacji.

Współcześni okultyści.
Te opisy pasują do tego co znamy ze współczesnej literatury okultystycznej, zarówno spirytystycznej jak i pseudo-medycznej R. Moodyego. Seraphim Rose wymienia „Po pierwsze, doświadczenie "wyjścia z ciała" opisane w pierwszych momentach po śmierci jest zasadniczo takie samo, jak to opisywane współcześnie (jak również w literaturze prawosławnej): dusza umarłego pojawia się jako "świecące iluzoryczne ciało", widzialne dla innych istot o podobnej naturze, ale nie dla ludzi w ciele; na początku nie wie, czy żyje, czy umarła; widzi ludzi wokół ciała, słyszy zawodzenie żałobników i ma wszystkie zdolności zmysłowe; rusza się niepowstrzymanie i może przechodzić przez jednolite przedmioty” Po drugie, "w momencie śmierci widać podstawowe czyste światło" , które badacze współcześni utożsamiają ze "świetlistą istotą" opisywaną dzisiaj przez wielu ludzi.” Ta „świetlista istota”, zdaniem Rosego, nie jest nikim innym jak znanym z prawosławnych opisów „Władcą księstwa powietrza”, czyli szatanem, jego osoba jednak nie zostaje przez duszę rozpoznana, gdyż szatan lubi się ukrywać pod płaszczykiem anioła (por. Lucyfer łac. Niosący Światło). W literaturze która stanowi „błędny kierunek” często na poważnie traktowane są różnego rodzaju „przesłania” otrzymywane od duchów napotykanych poza ciałem. Ostrożność prawosławnych nie pozwala na takie zaufanie in.

 

PRAWIDŁOWE SPOJRZENIE
Seraphim Rose zauważa, że te antologie pomijają chrześcijańskie doświadczenia tego typu. Pomijają, choć nie jest trudno je odnaleźć, zwłaszcza w XIX wiecznej literaturze prawosławnej, choć są też i inne źródła, także biblijne. Dodanie ich do tej wyliczanki „tajemniczych zjawisk” zniszczyłoby ich tajemniczość. „Powód jest bardzo prosty: nauczanie chrześcijańskie pochodzi z Bożego objawienia człowiekowi losu duszy po śmierci i podkreśla głównie ostateczny stan duszy w niebie lub w piekle.” Zauważa się skontrastowanie zakresu zainteresowania zjawiskami „poza ciałem” w literaturze chrześcijańskiej i okultystycznej „Literatura oparta na doświadczeniu chrześcijańskim jest użyteczna głównie przy wyjaśnianiu i urozmaicaniu głównych punktów doktryny chrześcijańskiej. W literaturze okultystycznej mamy do czynienia z czymś całkowicie odwrotnym: główny nacisk leży tu na doświadczeniu przez duszę sfery "po wyjściu z ciała", podczas gdy ostateczny stan duszy jest zazwyczaj niejasny lub pozostaje otwarty na osobiste opinie i domysły, zapewne oparte na tych doświadczeniach.” To o czym mówił 30 lat temu o literaturze w USA mnich Seraphim potwierdza się dzisiaj w publikacjach w języku polskim. Znana nam obecnie już w licznych tłumaczeniach literatura okultystyczna skupia się na technicznych opisach wyjścia z ciała, doznań fizycznych przy „wychodzeniu”, a następnie błąkaniu się poza ciałem, czy jak niektórzy twierdzą świadomej „podróży astralnej”. Kontrast pomiędzy literaturą okultystyczną a chrześcijańską jest też w podejściu pseudonaukowym okultystów, a duchowym chrześcijan „Dzisiejszych badaczy znacznie łatwiej przyciągają doświadczenia pisarzy okultystycznych (które wydają się możliwe do "naukowego" zbadania, przynajmniej w pewnym stopniu) - niż nauczanie Chrześcijaństwa, które wymaga zaangażowania wiary i ufności i prowadzenia pozostającego z nim w zgodzie życia duchowego.” Prawosławni potrafili pisać o „doświadczeniach poza ciałem” w taki sposób, że budowało to wiarę. Było nawoływaniem do ostrożności i „badania duchów czy są z Boga”, podczas gdy obecnie przeżywamy rozkwit popularności opisów doznań „poza ciałem” które naiwnie wielu katolików uważa za jakieś „dowody na istnienie nieba”, nie zauważając że przesłanie  tych opisów jest spirytystyczne lub nihilistyczne, zapewniające o braku piekła, czy pewności zbawienia które rzekomo można otrzymać jako coś darmo każdemu należnego bez wysiłku i bez wiary.

 

I w końcu obszerny cytat:

 

Wnioski o sferze "poza ciałem"

To, co powiedziano tutaj o doświadczeniach przebywania "poza ciałem" wystarcza, aby umieścić współczesne doświadczenia "pośmiertne" we właściwej im perspektywie. Podsumujmy nasze odkrycia:

 

(1) Są one po prostu i jedynie doświadczeniami "poza ciałem", czymś dobrze znanym w literaturze okultystycznej; w ostatnich latach zdarzają się one coraz częściej zwykłym ludziom, zupełnie nie zaangażowanym w okultyzm. Doświadczenia te jednak w istocie nie mówią nam niczego o tym, co się dzieje z duszą po śmierci, oprócz tego, że trwa ona dalej i jest świadoma.

 

(2) Sfera, w którą wchodzi dusza natychmiast po opuszczeniu ciała, gdy zaczyna tracić kontakt z czymś, co znamy jako "rzeczywistość materialną" (czy to po śmierci, czy w trakcie zwykłego "wyjścia z ciała") nie jest ani niebem, ani piekłem, ale niewidoczną sferą bliską ziemi, rozmaicie nazywaną: "pośmiertną" lub "poziomem Bardo" (Tybetańska Księga Umarłych), "światem duchów" (Swedenborg i spirytyzm), "płaszczyzną astralną" (teozofia i większość okultyzmu), "miejscem II" (Monroe) - lub, w języku prawosławnym, powietrznym światem pod niebem, zamieszkałym przez upadłe duchy, które starają się oszukać ludzi, by przywieść ich do potępienia.


Nie jest to "inny świat" oczekujący na człowieka po śmierci, lecz tylko niewidzialna część tego świata, przez którą musi człowiek przejść w drodze do prawdziwie "innego" świata - nieba lub piekła. Dla tych, którzy naprawdę umarli i są wyprowadzani z ziemskiego życia przez aniołów, jest to sfera, w której zaczyna się sąd szczegółowy na powietrznych "mytarstwach", gdzie duchy powietrza odsłaniają swoją prawdziwą naturę i swoją wrogość wobec rodzaju ludzkiego. Dla wszystkich innych zaś jest to sfera biesowskiego oszustwa ze strony tychże duchów.


(3) Istoty, z którymi następuje kontakt w tej sferze to zawsze (lub niemal zawsze) demony, bądź
wywoływane przez mediumizm lub inne praktyki okultystyczne, bądź napotkane podczas przebywania "poza ciałem". Nie są to Anioły, gdyż te mieszkają w niebie i przechodzą tylko przez tę sferę jako Boży wysłannicy. Nie są to też dusze zmarłych, gdyż te mieszkają w niebie lub piekle i przechodzą przez tę sferę jedynie zaraz po śmierci, w drodze na sąd za ich czyny w tym życiu. Nawet najbardziej doświadczeni w przebywaniu "poza ciałem" nie mogą przez dłuższy czas pozostawać w tej sferze nie wystawiając się na niebezpieczeństwo zupełnego oddzielenia od ciała (śmierci) i nawet w literaturze okultystycznej rzadko są opisywane spotkania takich ludzi ze sobą.


(4) Nie wolno ufać doświadczeniom w tej sferze i oczywiście nie wolno ich oceniać "po wyglądzie". Nawet ludzie mocno zakorzenieni w prawosławnym nauczaniu chrześcijańskim mogą być łatwo oszukani przez upadłe duchy powietrzne za pomocą jakiejkolwiek "wizji". Zaś ci, którzy wchodzą w tę sferę nie mając o niej pojęcia i przyjmują jej "objawienia" z ufnością stają tylko żałosnymi ofiarami upadłych duchów.”


Wniosek końcowy
We wszystkich kulturach wszystkich wieków ludzie doznają niekiedy w praktyce czegoś takiego jak „wychodzenie z ciała”. Nie jest jednak tak, że chrześcijaństwo nie posiada własnej odpowiedzi na naturę tych zdarzeń, a zwłaszcza na ocenę natury duchów napotykanych poza ciałem. Zwłaszcza literatura prawosławna nie pozwala na traktowanie tych bytów jako dobre, są poddani „Władcy mocarstwa powietrza, to jest ducha, który działa teraz w synach buntu.”, a może i sam Władca we własnej osobie. Przychylny stosunek do tych duchów prezentowany we współczesnej literaturze o „podróżach astralnych”, czy „życiu po życiu”, niestety akceptowanej przez wielu katolików, jest wpływem literatury okultystycznej. Aż dziwne, że wielu katolików to co dla Rosego jest w sposób oczywisty niechrześcijańskie, przyjmowało za dobrą monetę.

Maria Patynowska  

Na podstawie: „Doświadczenia "wyjścia z ciała" w literaturze okultystycznej” W: O. Seraphim Rose, Dusza po śmierci, O. Jarosław Kadyło, wyd. Monaster Św. Cyryla i Metodego w Ujkowicach.

Komentarze (28):

anonim2013.10.26 17:20
o. Joseph-Marie Verlinde - zapytany o niebezpieczeństwo związane z podróżami astralnymi napisał: "Podróż astralna zakłada zdolność oddzielenia ciała astralnego od ciała fizycznego przy pomocy środków okultystycznych. Ponieważ ich użycie zakłada współpracę z bytami (niezalecanymi), które zawiadują poziomami okultystycznymi, praktyka ta nie jest zalecana i może mieć szkodliwe skutki. Może doprowadzić nie tylko do psychicznego rozszczepienia (schizofrenia), ale także doprowadzić do duchowej alienacji (wyobcowania). Lektura literatury okultystycznej, a zwłaszcza szamanów, pozwala zauważyć, że praktykują oni podróż astralną jedynie w jak najgłębszej tajemnicy z obawy, że jakiś wrogi szaman mógłby z tego faktu skorzystać, by zawładnąć jego cielesną powłoką w trakcie jego wyjścia do astralu! Krótko mówiąc: można stwierdzić, że to wszystko nie ma wiele wspólnego z Ewangelią."
anonim2013.10.26 17:38
Kilka lat temu we Frondzie był bardzo obszerny artykuł o ojcu Rose i powyższych sprawach, ze szczególną interpretacją zjawisko UFO. Bardzo ciekawe.
anonim2013.10.26 18:12
Bardzo ważny i trudny temat. Ale artykuł uświadamia również jeszcze jedna kwestię - mianowicie jak bardzo wynaturzona został także nauka naszej religii. Kiedyś ludzie mniej wykształceni niż my dziś mieli nie porównywalnie większa wiedzą (być może intuicyjną, ale jednak) religijna o śmierci i tym co po niej niż my. Weźmy choćby zbiór specjalnych modlitw i czytań w dawnych modlitewnikach specjalnie przeznaczonych do odmawiania przy umierających, aby ich przygotować na pogodzenie i śmierć. Tybetańczycy mają swoja "księgę..." - my mieliśmy swoje modlitewniki i były używane, a dziś zapomniane. Dziś już nikt o tym nie pamięta, nie stosuje (a przecież były w użyciu nie tak dawno - moja babcia jeszcze takiego używała). Podobna poprawnościowość wkroczyła do nauczania o śmierci, jaka często słyszymy to nauczanie w kościołach, na katechezach ? Śmierć i to się z nią wiąże dla współczesnych Katolików przestała być czymś naturalnym, przejściem do którego trzeba się przygotować. Po części przyłożyło się do tego nadmierna chęć życia za wszelka cenę czyli rodzaj neopogaństwa czy neoateizacji, ludzie umierają w szpitalach a nie w domach, bliscy nie mają dla nich czasu, a księża nie uczą i nie przygotowują do dobrej śmierci ... (wyjątkiem są tylko niektóre hospicja)
anonim2013.10.26 18:18
Ciekawe czy takie coś jak GajewskiDominik jest tak głupie i nic nie rozumie z artykułu czy po prostu pisze byle co i co wie, ale kompletnie nie wie o czym pisze - bardziej prawdopodobne jedno i drugie. Nie ulega natomiast wątpliwości, że naprawdę fanatycznym wyznawcą zabobonów jest GajewskiDominik - no cóż, jak ktoś nie wierzy w Boga to wierzy w byle co i potem wypisuje bełkot jak GajewskiDominik. Ale GajewskiDominiku zastanów się na d sobą, jeszcze masz szanse i skorzystaj, bo po śmierci będzie za późno i będziesz bbaaardzo zdziwiony...
anonim2013.10.26 19:40
A nie pomyślałeś GajewskiDominiku, że to tobie brakuje wiedzy i intelektu do zrozumienia tego co czytasz - no tak, jeśli masz te braki to taka refleksja dla ciebie jest nieosiągalna, a jak dorzucimy pychę, to a priori ja wykluczysz i odrzucisz nawet jeśli ci to ktoś wskaże. Niezależnie jak bardzo nie rozumiesz tego co pisze Pani Patynowska, czy tego co ja napisałem i niezależnie od tego jak bardzo nienawidzisz takich jak ja pomyśl jednak o dobrej spowiedzi, różaniec ci pomoże - bo kiedyś będziesz bardzo, ale to bardzo zaskoczony i w rozpaczy.
anonim2013.10.26 19:42
dobry artykuł, zwłaszcza dla katolików goniących za.... no właśnie, za czym...?
anonim2013.10.26 19:43
GajewskiDominik ; powiem krótko, zdziwisz się po tamtej stronie, ale będzie pewnie już za późno......
anonim2013.10.26 20:11
Kto jak kto ale historyk sztuki powinien wiedzieć, ze ikon sie nie maluje. Ikony się pisze.
anonim2013.10.26 21:12
@GajewskiDominik Mleko czasem kiśnie? Kiśnie. Znaczy, sikają - bum! 1:0
anonim2013.10.26 21:36
@Koder, zarzuciłeś mi "Kto jak kto ale historyk sztuki powinien wiedzieć, ze ikon sie nie maluje. Ikony się pisze.". Właśnie dla tego, że jestem historykiem sztuki będę używać słowa "maluje". Dla mnie, zawodowo są to obrazy na desce, malowane w odpowiednich technikach. Co innego, jakbym była wiernym prawosławnym, wówczas użyłabym słowa "pisze". rozgraniczajmy, gdzie jest wiara, a gdzie zawodowość opisu historyka sztuki.
anonim2013.10.26 22:08
o. Joseph-Marie Verlinde - zapytany o niebezpieczeństwo związane z podróżami astralnymi napisał: "Podróż astralna zakłada zdolność oddzielenia ciała astralnego od ciała fizycznego przy pomocy środków okultystycznych. Ponieważ ich użycie zakłada współpracę z bytami (niezalecanymi), które zawiadują poziomami okultystycznymi, praktyka ta nie jest zalecana i może mieć szkodliwe skutki. Może doprowadzić nie tylko do psychicznego rozszczepienia (schizofrenia), ale także doprowadzić do duchowej alienacji (wyobcowania) Wierze że o. Joseph-Marie Verlinde miał pełne prawo by w taki sposób określić to zjawisko oddzielenia ciała astralnego od ciała fizycznego ze względu na swoją wiedzę i doświadczenie na ten temat . Jednak pominięty jest inny sposób w jaki zwykły człowiek ,może również doznać podobnych doznań .Mam tu na myśli uczucie opuszczenia swego ciała podczas snu,[tz.sen świadomy] jakie doznają niektórzy podczas swego życia . Rozumie doskonale że dla wielu jest to wiara w kosmitów i naprawdę nic ich nie przekona, jedyny sposób to przeżyć to samemu. Jak wielka to blokada dla ludzi by nie wierzyli w zjawiska nadprzyrodzone mogą być słowa z ewangelij. W tym miejscu gdzie jest przypowieść o bogaczu i żebraku Łazarzu ,kiedy to cierpiący bogacz prosi Ojca Abrahama o wysłanie kogoś do upomnienia dla żyjących na ziemi braci Bogacza Abraham odpowiada że chociaż by ktoś z umarłych im się ukazał i tak nie uwierzą ,dla tego nie mam żalu do nikogo którzy wyśmiewają takie zjawiska jak wyjście z ciała ,działają zgodnie z instynktem . Nigdy nie zajmowałem się zjawiskami paranormalnymi ,nic na ten temat nie wiedziałem aż do momentu ,kiedy same do mnie przyszły. Dla małego porównania dla tych którzy nigdy nie doświadczyli podobnych doznań ,mogę tylko powiedzieć że żadna gra 3D nie jest nawet w minimalnym stopniu dorównać wielkością przeżyć . Stajesz się panem Świata żadnych przeszkód a latanie jest twoją drugą naturą
anonim2013.10.26 22:40
@Nabi - o współczesnym umieraniu: niestety, masz całkowitą rację. Widziałem już wiele śmierci w życiu i droga jaką przeszliśmy - w bardzo złym kierunku - przez ostatnie 20 lat jest szokująca. Ludzie, obdarzeni nawet wielkimi rodzinami, umierają praktycznie w samotności w szpitalu, otoczeni co najwyżej zawodowo uprzejmą obojętnością. Jeszcze pół biedy jak się trafi na czas doświadczony kapelan, ale to przecież też tylko jeden z elementów umierania - a gdzie rodzina, sąsiedzi, wspomniane przez ciebie modlitwy?
anonim2013.10.26 22:49
Ależ oczywiście, że fizyczny proces tworzenia ikony to najcześciej rzeczywiście malowanie. Określa sie natomiast ten proces jako "pisanie" zeby podkreślić liturgiczny charakter dzieła. Kwestia pewnej wrażliwości dla religii, tradycji i sztuki.
anonim2013.10.27 0:26
Bardzo ciekawy tekst,trafia w moje zainteresowania teologią prawosławną!
anonim2013.10.27 0:45
Pani redaktor, teologia mytarstw jest przedmiotem rozważań w Kościele Prawosławnym, ale są to rozważania podobne do rozważań, co zawierają jakieś tam kolejne objawienia skądś tam... Doktryna mytarstw opiera się na źródle objawień prywatnych i stanowi wypełnienie luki w oficjalnej teologii nieuznającej czyśćca, a równie oficjalnej praktyki modlitw za zmarłych. Mytarstwa to swoisty wieloetapowy czyściec, z którego można pójść zarówno do nieba, jak i do piekła. Nic zatem dziwnego, że doktryna mytarstw nie jest rozwijana w katolicyzmie. Nie jest, bo jest to z punktu widzenia teologii katolickiej herezja. A wizje mytarstw, stosując opisane przez Panią analizy ojca Rose, to - wynikałoby - także okultyzm. No, chyba że okultyzmem są katolickie wizje dusz czyśćcowych.
anonim2013.10.27 3:32
Koder. Nie nudź, dobrze? Patynowska ma rację, precyzyjnie ci to wytłumaczyła, ikony się maluje, ja artystka też ci to mówię-a teraz spadaj. A ty naczytałeś się jakichś nastolatków z lewackich kafejek, co to nie piją herbaty, tylko czaj i yerba.
anonim2013.10.27 3:39
@Zbynek. Dzięki za to naukowe wyjaśnienie, bo niepokojące zamieszanie się porobiło, ale już jest wszystko na miejscu, uff. Nasz Kościół Święty to nic tylko po rękach całować i Bogu dziękczynić za kapłanów.
anonim2013.10.27 4:08
@eee, @Zbynek, Rozumiem, że jest to kuszące, ale nie możemy stawiać znaku równości pomiędzy prawosławnym określeniem mytarstwa, a katolickim określeniem czyściec. Nic mi nie wiadomo o tym, żeby w czyścu były demony (mówi się o ogniu czyścowym, ale bywają tam raczej aniołowie wyciągający dusze.) Nie możemy też samego pomysłu że w powietrzu bywają jakieś demony (a w sumie o to chodzi Rosemu, żeby nie ufać kłamliwym duchom powietrznym) nazywać "Herezją" skoro mamy ten sam co prawosławni List do Efezjan w którym tak samo wspomniano o "Władcy mocarstwa powietrza, to jest duchu, który działa teraz w synach buntu."
anonim2013.10.27 5:36
@Marysia W czasach Pawła i pierwszych chrześcijan, nie było jeszcze filozofii, Grecy nie znali pojęcia bytu w takim znaczeniu jak rozwinął grecką naukę św. Augustyn i Tomasz , nie wiedzieli że człowiek jest istotą materialno duchową, nie potrafili zdefiniować pojęcia bytu duchowego, stąd Paweł mówił o powietrzu, pneuma itp. Nie wiedział też nic o czyśćcu. Nie obejdzie się bez abecadła katolickiej nauki/filozofii. http://www.youtube.com/watch?v=Zh2KbHg9RSI&list=PL2F6CDA39FA68C33B Jak to zrozumiesz, poczytaj Glorię Polo, tam pokazany jest sąd w obrazach symbolicznych, ale jak połączysz, to ci się poukłada. Nie od rzeczy będzie też zajrzeć do Dogmatyki ks. Bartnika, najlepszej na świecie, gdzie on definiuje przejście i stopnie śmierci, kiedy dusza może jeszcze po śmierci ciała wybrać Boga. Prawosławni chyba nie znają katolickiej filozofii, Luter zresztą strasznie namieszał, dopiero nowoczesna teologia posoborowa, zrobiła wiele odkryć z którymi świat się chyba jeszcze nie zapoznał, bo nie miał czasu. Ujęła to wszystko Szkoła Lubelska pod kierunkiem Krąpca, chyba najlepsza i najbardziej komplementarna na świecie-moim zdaniem jesteśmy w czołówce. Wydaje mi się, że ks. Posacki (z całym szacunkiem) powinien postudiować wykłady Guza.
anonim2013.10.27 7:13
@eee, piszesz "Prawosławni chyba nie znają katolickiej filozofii", Jak się zapoznać ze sposobami krytyki Resego przez innych teologów prawosławnych, to mają mu za złe że przykłady które podaje są z XIX wiecznej literatury która jest zanadto pod wpływem katolików.
anonim2013.10.27 11:50
Tylko katolicki namysł nad prawdą, jest najdoskonalszy w Kościele jak mówi Guz, choć i KK ma jeszcze wiele do zrobienia. Guz też przyznaje, że ziarna prawdy są i w innych kościołach a nawet u pogan i my możemy z nich korzystać, po uprzednim rozeznaniu, czy nie usprzeczniają całości Prawdy. Prawosławni mogą przyglądać się rozwijającej się nieustannie katolickiej nauce i ją śledzić, ale czy oni ją mogą zrozumieć, skoro występują między tymi dwoma systemami prawdy różnice dogmatyczne? Błąd w dogmacie powoduje, że wnioskowanie oparte na takim błędzie nie może być doskonałe i albo rodzi błędy, albo się nie rozwija i stoi w miejscu. Gdyby prawosławni przyjęli naszą wykładnię, musieliby zaprzeczyć swoim dogmatom i uznać racje katolickie w dogmatach.
anonim2013.10.27 11:53
//Tylko katolicki namysł nad prawdą, jest najdoskonalszy w Kościele// miało być ''najdoskonalszy ze wszystkich innych''
anonim2013.10.27 12:01
//przykłady które podaje są z XIX wiecznej literatury która jest zanadto pod wpływem katolików. // Od XIX wieku wiemy wiele więcej. Cytat z książki, którą ci załączyłam w poczcie; To podejście Jana Pawła II wymusza na teologii konieczność zapoznania się z nowością, jaką jest intensywna profetyczna obecność Maryi w naszych czasach i w dramacie, jaki przeżywa ludzkość. Już Hans Urs von Balthasar utrzymywał, że „zwrot «objawienie prywatne» nie jest zbyt szczęśliwy” i że należy przemyśleć wszystko na nowo. W roku 1993 kardynał Ratzinger, w fundamentalnym wywiadzie teologicznym udzielonym Nielsowi Christianowi Hvidtowi , utrzymywał, że koncepcji, według której wraz ze śmiercią ostatniego apostoła „nastąpił ostateczny kres wszelkich proroctw”, z wykluczeniem „wszelkiej możliwości”, nie sposób podzielać. Ukazuje ona, jego zdaniem, „intelektualistyczne i ograniczone rozumienie objawienia pojmowanego jako skarbiec prawd objawionych całkowicie kompletnych, do których niczego już nie można dodać” . Ratzinger przypomina słowa św. Pawła z Listu do Efezjan: „(…) jesteście (…) zbudowani na fundamencie apostołów i proroków (…)”, rozumiejąc przez to apostołów „w jak najszerszym sensie, zaś koncepcję «proroka» należy odnieść do proroków Kościoła”. Są nimi wielcy święci, zawsze obecni w różnych wiekach chrześcijaństwa, jednak wyłania się tu przede wszystkim postać Maryi: „Istnieje stara tradycja patrystyczna - powiada Ratzinger - która nazywa Maryję nie kapłanką, lecz prorokinią. Tytuł prorokini w tradycji patrystycznej jest, par exellence, tytułem Maryi”. Wychodząc od wielkiej nowości, jaką był pontyfikat Jana Pawła II, Ratzinger stwierdza, że „Ojcowie Kościoła podkreślali niekompletność Nowego Testamentu, w którym nie spełniły się jeszcze wszystkie obietnice. Chrystus przyszedł wprawdzie poprzez Wcielenie, lecz Kościół oczekuje jeszcze na Jego ukazanie się w pełni Jego chwały”. Czas Kościoła jest już czasem objawienia się Chrystusa w historii, która spełni się wraz z Jego powtórnym przyjściem. Natomiast święci, wraz z Królową świętych i proroków, przybliżają Jego ukazanie się, pogłębiając także refleksję teologiczną. „Wydaje mi się - dodaje Ratzinger - że Hans Urs von Balthasar odkrył w swoich poszukiwaniach, że za każdym wielkim teologiem zawsze najpierw stoi prorok . Sądzę, że można udowodnić, iż w przypadku wszystkich wielkich teologów możliwa jest ewolucja teologiczna tylko w relacji pomiędzy teologią a proroctwem. Dopóki postępuje się w sposób wyłącznie racjonalny, nie wydarzy się nic nowego. Być może uda się lepiej usystematyzować znane prawdy, podkreślić bardziej subtelne aspekty, lecz prawdziwy postęp, który prowadzi do wielkich, nowych teologii, nie wynika z racjonalnej pracy teologa, lecz z pobudek charyzmatycznych i profetycznych”. W ten sposób, konkluduje Ratzinger, „objawienia chrześcijańskich mistyków czy proroków”, które nie mogą być zasymilowane z objawieniem biblijnym, tak czy inaczej „do niego prowadzą” i są „ważne dla Kościoła”, jak pokazuje Lourdes czy Fatima: „W ostatecznym rozrachunku odnoszą się one do objawienia biblijnego i właśnie dlatego niewątpliwie odgrywają istotną rolę”. Już we wspaniałej (choć zapomnianej) książce z 1943 roku kardynał Giuseppe Siri ukazał powrót Matki Bożej pośród nas: „Dziewica powracała zawsze w najtrudniejszych okresach, przynosząc wielkie pocieszenie; w momentach najbardziej zaciekłych ataków na Kościół i wiarę, pośród najpoważniejszych niebezpieczeństw i gróźb. (…) Niektóre z tych powrotów wywarły wpływ na cały Kościół i, niejako, na całe współczesne dzieje religijne: wystarczy wspomnieć Lourdes i Fatimę. Stanowią one potężną, choć wielce delikatną interferencję porządku Bożego w ludzkie plany (…) Powroty Dziewicy konkretyzują we wzruszającej formie Jej macierzyństwo względem Mistycznego Ciała Chrystusa. Stanowią one niezwykły środek rozwiązywania nawet bardzo poważnych problemów” . Zatem jeszcze przed II Soborem Watykańskim i przed Janem Pawłem II odczuwało się niedostatek określenia „objawienie prywatne”, któremu można dawać jedynie „wiarę ludzką” (co oznacza, że nie jest ono ani wiążące, ani pewne), zgodnie z tradycją scholastyczną przyjętą przez papieża Benedykta XIV (1740-1758). Nawet Karl Rahner, już w roku 1952 , stwierdził, że „«teologia» objawień prywatnych jest zbyt negatywna. Przyjmując tylko punkt widzenia skończoności „objawienia publicznego”, objawienia późniejsze są konotowane wyłącznie negatywnie jako «prywatne», wykluczając w ten sposób możliwość rozwoju ściśle teologicznej teorii ich znaczenia oraz ich nieodzowności dla Kościoła, znaczenia, które z pewnością mają” . Siri pisze: „Objawienia prywatne miały swój wielki udział w historii Kościoła. Nie dodały wprawdzie niczego istotnego do objawionego dziedzictwa, lecz pomogły rozwinąć jego zawartość. Przede wszystkim miały swój właściwy «moment». Objawienia bł. Julianny di Liegi (XIII w.) doprowadziły do ustanowienia uroczystości Bożego Ciała i rozkwitu eucharystycznej pobożności. Po upływie kilku wieków jesteśmy w stanie pojąć dlaczego (…). Objawienia Małgorzaty Marii Alacoque były w rzeczywistości poważnym ciosem dla protestantyzmu (…). Rozbudzenie kultu do Najświętszego Serca uratowało, po protestantyzmie i jansenizmie, eucharystyczną pobożność” . Można by wspomnieć o znaczeniu objawień św. Katarzyny Laboure (Rue de Bac, 1830) dla ogłoszenia dogmatu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny (potwierdzonego objawieniami z Lourdes), a w przyszłości odkryjemy, że analogiczna rzecz wydarzyła się także w przypadku innych prawd dogmatycznych. Wszystko to dowodzi, pisze Siri, że „każdy krok w historii Kościoła jest przemyślany na sposób boski, poza strukturami ludzkimi” , i ukazuje również ogrom „podziemnych struktur Kościoła” umykających analizom mediów, które zazwyczaj nie zważają na nie, oceniając wszystko z banalnością powierzchownej analizy politycznej, prostej oceny sił na polu bitwy. W ten sposób same skazują się na zupełne niezrozumienie tego, czym jest Kościół, podobnie jak Stalin, który sarkastycznie zastanawiał się, „ile dywizji ma Papież?”, ale również podobnie jak wielu duchownych, którzy (w przeciwieństwie do Rahnera) sądzą, że objawienia maryjne nie są „obligujące” dla Kościoła i że tylko ich idee mogą zreformować i odnowić Kościół. Tymczasem - jak twierdzi Ratzinger - historia pokazuje, że to nie reformatorzy odnawiają Kościół, lecz święci, a także Miłosierdzie Boże, samo w sobie niewidzialne, lecz bardzo widoczne w swoich konkretnych, historycznych skutkach.
anonim2013.10.27 14:23
Z jednej strony mamy okultystów którzy przekonują że poza światem fizycznym istnieje również niematerialny, w którym można odbywać "podróże astralne", że świadomość istnieje również poza ciałem i co tam nie wymyślą. Uważają że to dobre. Z drugiej strony mamy katolików którzy muszą notorycznie wszelkie takie spirytyzmy brać na poważnie, bo przecież w ich księdze Jezus też "wypędzał złe duchy", i twierdzić że te rytuały nie są dobre, bo trzeba w nich odwoływać się do jakichś złych duchów. No i w życie pozagrobowe wierzą. I uważają że wszystko co nie jest "dobre" jest "złe", z tym że granice tego co dobre i złe to już kwestia ich widzimisię, ewentualnie tendencyjnych cytatów z Pisma Świętego, przy jednoczesnym ignorowaniu innych cytatów które katolikowi nie pasują, jak ten o "pogańskim święcie nieubierania choinki" itp. itd. A z trzeciej mamy sceptyków, takich ja czy DominikGajewski, którzy wskazują na fakt że wszelkie "podróże pozacielesne" mogą być równie dobrze generowane przez mózg i że wszystko to tylko dym i lustra, takie sztuczki. A nazywanie szatana "władcą mocarstwa powietrza" brzmi rodem jak z jakiegoś fantasy pisanego dla prostych ludków, bez urazy :)
anonim2013.10.27 16:06
eee tak mi się skojarzyło, że jakby się dobrze przyjrzeć, to połowa Nowego Testamentu oparta jest o objawienie prywatne - św. Pawła
anonim2013.10.28 2:28
@Maria Patynowska Czyściec to oczywiście nie jest mytarstwo, bo z czyśćca jest tylko droga do nieba, a przez mytarstwa niekoniecznie. Dlatego teologia mytarstw nie będzie przedmiotem refleksji w Kościele katolickim, chyba że w badaniach ekumenicznych lub porównawczych. Poza tym, na żadnym etapie pośmiertnych peregrynacji prawosławnej duszy (mytarstwa to tylko jeden dzień z tych wędrówek) nie ma mowy o ogniu oczyszczającym, czy jakkolwiek rozumianym uszlachetniającym cierpieniu. To jest, według prawosławnych, herezja. Rzeczywiście, patrząc na odwołujące się do płaskiej Ziemi wyobrażenia o lokalizacji nieba i piekła, to przecież w podziemiach piekielnych nie ma diabła. Wędruje gdzieś na pograniczu nieba i ziemi, czyli w powietrzu właśnie, zasadzając się na Hiobów i zwykłych grzeszników i dopiero zostanie strącony, gdy nadejdzie czas Apokalipsy. Ale Rosemu nie chodzi o pseudofizykalnie rozumiane miejsce przebywania demonów, ale o to, że prawdziwą wizję od okultystycznej odróżnia to, że jest ugruntowana na solidnej i poprawnej wierze. Tylko kłopot polega na tym, że prawosławny nie może uznać katolickiej wiary za solidną i poprawną i na odwrót. Dlatego publikowanie na potrzeby katolickiego czytelnika prawosławnych rozważań może być co nieco ryzykowne. @...eee słusznie zwraca uwagę na doniosłą i niedocenioną rolę objawień prywatnych w dogmatyce i praktyce duszpasterskiej Kościoła katolickiego, co jest ich rzeczywistą funkcją. Nie jest nią zaś wzbudzanie niezdrowego zainteresowania, czy też przerażenia rozmaitymi wizjami. Byłoby zatem dobrze, gdyby na Frondzie porzucono uprawianą nieustannie chłoporobotniczą demonologię rozmaitych celebrytów od szatana i ich naśladowców.
anonim2013.10.28 2:47
@Konrad Tomasz Dokładnie, ja użyłam kiedyś tego samego argumentu jak przekonywałam pewnego dominikanina do objawień prywatnych, bo szydził z nich jak jakiś ateista.
anonim2013.11.1 6:06
Tutaj dostępny jest pełen tekst "Duszy po śmierci" O. Jarosław Kadyło http://www.monasterujkowice.pl/books.php?b=015&c=print