13.06.17, 16:30zdj. własne

Andrzej Sadowski dla Frondy: Wysokość emerytur - jak liczba samolotów F-16 - zależy od wolności gospodarczej

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, Prawo i Sprawiedliwość pracuje nad projektem, który „roboczo” określono jako „500 Plus dla emerytów”. Co prawda, nie potwierdzają tego stosowne ministerstwa, jednak od pewnego czasu mówi się, że partia rządząca myśli nad jakąś formą wsparcia finansowego dla seniorów. Jeżeli ten projekt zostałby wprowadzony w życie, to świadczenie nie byłoby wypłacane co miesiąc, jak w wypadku „500 Plus”, ale raz w roku, na przykład w okolicach Bożego Narodzenia.

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP: Propozycja świadczy o tym, że emerytury w Polsce, co do zasady, są bardzo niskie. Inicjatywa łagodząca biedę tej grupy społecznej, przynajmniej w okresie świąt, co do intencji jest słuszna. Jednak inicjatorzy powinni pamiętać, że tego typu akcje zwiększenia puli pieniędzy na jakikolwiek cel społeczny pochodzą z gospodarki. Bez uwolnienia jej od szkodliwych przepisów, więcej pieniędzy nie będzie. Na konferencji z okazji Dnia Wolności Podatkowej Centrum im. Adama Smitha pokazywaliśmy porównanie Polski i Singapuru. Znajduje się on na drugiej pozycji w Rankingu Wolności Gospodarczej, a Polska dopiero w piątej dziesiątce. Najwyższy poziom wolności gospodarczej pozwala na znacznie większe wydatki, w tym np. na uzbrojenie. Singapur stać na jeden F-16 na 90 tysięcy mieszkańców, a Polskę na 800 tysięcy mieszkańców. W wypadku innych rodzajów uzbrojenia również mamy do czynienia z bardzo zauważalną dysproporcją. Nawet w tej kategorii widać, że większy poziom wolności gospodarczej pozwala na wypracowanie większych pieniędzy na różne cele: czy to na armię, czy to na kwestie socjalne. Jeżeli inicjatorzy chcieliby podnieść poziom życia obywateli na emeryturze, to nie jednorazową akcją na Boże Narodzenie czy inne święto, tylko poprzez trwałe uwolnienie pracy i przedsiębiorczości w Polsce. Wtedy wytworzą o wiele większe nadwyżki, z których można finansować wybrane cele społeczne.

Autorzy artykułu, na który się powołuję, dowodzą również, że o głosy emerytów walczą dwie największe partie: Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska. PO również przedstawiła niedawno propozycje skierowane do seniorów, takie jak trzynaste emerytury lub trzynaste pensje dla osób, które po osiągnięciu wieku emerytalnego zdecydują się jeszcze pozostać na rynku pracy. I tu znów podobny postulat wysunął jakiś czas temu rząd PiS - mówiło się nawet o dodatkowych 10 tys. złotych dla obywateli, którzy - mimo nabycia prawa do przejścia na emeryturę - zdecydują się na dalszą aktywność zawodową...

Wystarczy zatem nie karać ZUS-em, składkami i podatkami za pracę, żeby do niej później nie „dopłacać”. Pieniądze nie biorą się „z budżetu państwa”, tak jak wydaje się sporej części polityków. Pieniądze pochodzą z pracy i przedsiębiorczości. Politycy wpierw powinni podnieść efektywność polskiej pracy, uwalniając ją od szkodliwych czynników - tak jak chcą powietrze od smogu-, które nie występują w krajach, gdzie ta sama praca jest o wiele bardziej produktywna i przynosi większe dochody. Gdyby politycy wykazali podobną determinację w przywróceniu wolności gospodarczej jak w wydawaniu pieniędzy Polaków, wówczas ich troska o poprawę sytuacji emerytów byłaby wiarygodna. Niemoralne i niewiarygodne jest składanie obietnic bez wcześniejszego uwolnienia polskiej przedsiębiorczości. Dzielenie w tym wypadku powinno być po dodawaniu i mnożeniu.

Oczywiste jest, że politycy obiecywali, obiecują i obiecywać będą. Pytanie, czy wystarczy pieniędzy na kolejne propozycje i programy następnych ekip rządzących. Skoro ten problem mogłoby rozwiązać zwiększenie dochodów z przedsiębiorczości i pracy, to dlaczego kolejne rządy nie mogą tej sprawy ułatwić?

Politycy musieliby się opowiedzieć po stronie obywateli, którzy pracują. Pozornie łatwiej stanąć po stronie interesów biurokracji i jej „mantry” w postaci „nic się nie da zrobić” albo „tego nie można zrobić”. Sprawia to, że - mimo iż mają władzę - w ciągu tych kilku lat rządzenia, niewiele zmieniają na lepsze. Wróćmy jednak do naszego zestawienia Polski i Singapuru, który pod koniec lat 50. miał kilka razy mniejszy dochód na jednego obywatela, nawet w porównaniu z PRL. Strategia, która pozwoliła nie tylko wyjść z biedy, lecz także stać się jednym z najbogatszych społeczeństw na świecie, sprowadzała się do przyjęcia w gospodarce zasady wolności gospodarczej. Gdyby w Polsce utrzymano ustawę Wilczka i wolność gospodarczą do dziś, to poziomem życia oraz świadczeń społecznych przeskoczylibyśmy Niemcy. Nie mamy takich zasobów złota, diamentów czy ropy jak Norwegia, która różnicę między poziomem dobrobytu a rzeczywistą produktywnością finansuje z „ekstra” dochodów. Można mniej pracować, a więcej konsumować, jak Norwegowie i kilka innych społeczeństw krajów arabskich. My natomiast musimy sobie zapracować na wyższe emerytury i lepszy poziom życia. Im więcej czasu będziemy spędzać w urzędach, wypełniając tony dokumentów, tym mniej dobrobytu stworzymy.


A co z programami socjalnymi, takimi jak „Rodzina 500 Plus”? W kwietniu minął rok od jego wejścia w życie. Rząd mówił o ogromnym sukcesie, podkreślano znaczącą redukcję ubóstwa wśród polskich rodzin, wskazywano na jego pozytywne strony. Przeciwnicy tego programu mówią z kolei o tym, że może on „rozleniwić” Polaków i że „budżet państwa tego nie wytrzyma”. Jak to wygląda, Pana zdaniem, jakie są pozytywne i negatywne strony tego rodzaju świadczeń?

„Program 500 Plus” wprowadził sprawy rodziny w centrum debaty politycznej i podejmowanych przez rząd decyzji. Jednak program ten, jak stwierdził sam pan wicepremier, jest finansowany z kolejnych pożyczek. Nie pochodzi zatem z większej produktywności naszego społeczeństwa. Pokolenia, które są dziś jego beneficjentem, będą musiały w przyszłości spłacić odsetki za dzisiejsze dobrodziejstwa. Pozytywną stroną „500 Plus” jest zwrot rodzinom części wysokich podatków, które płacą, przede wszystkim w postaci akcyz i VAT. 23-procentowy podatek VAT jest bowiem o wiele bardziej dotkliwy dla rodzin niż 18-procentowy podatek PIT. „Program 500 Plus” to cash back dla polskich rodzin.

Bardzo dziękuję za rozmowę.