03.07.19, 11:00(fot. pixabay)

Abp Fulton J. Sheen: Przyczyny kapłańskiego upadku

Rezygnacja z umartwień: letniość

Po tym, jak kapłan zarzuci rozmyślania i wypełni swe dni „aktywizmem”, jego następnym krokiem w dół jest rezygnacja z umartwień i wynikająca z niej letniość: „A Piotr szedł za Nim z daleka” (Mt 26, 58).

Podczas Ostatniej Wieczerzy święty Piotr obiecał wszystko; a później szybko zaczął ze wszystkiego rezygnować. Gdy nasz Pan skierował się ku Jerozolimie, Piotr i inni „szli za Nim [i] byli strwożeni” (Mk 10, 32), wzdragając się przed perspektywą Krzyża. Prawdą jest, że święty Piotr poczuł szarpnięcie przez Mękę Chrystusa, lecz niechęć do tego, aby zaangażować się nieodwołalnie, sprawiła, że pozostał daleko w tyle. Jak napisał pewien komentator w dziewiątym wieku: “Piotr nie mógłby wyprzeć się Zbawiciela, gdyby pozostał u Jego boku”. Pozostałby u Jego boku, gdyby nie wyciągnął miecza bez rozkazu i, przede wszystkim, gdyby wiedział, jak czuwać i modlić się wraz ze Zbawicielem. Każdy kapłan przechodzi przez to samo doświadczenie. Zaniedbanie czuwania, modlitwy i umartwienia rodzi wewnętrzny dyskomfort przebywania w zbyt bliskiej obecności Pana.

Gdy to się stanie, serce kapłana przestaje służyć Panu. Sprawuje Mszę Świętą i odmawia brewiarz, lecz rzadko nawiedza Najświętszy Sakrament. Trzyma Pana na dystans. Wspina się na ambonę, aby wzywać do złożenia ofiary na misje, ale nie daje ani grosza z własnej kieszeni. Nie asystuje do Mszy Świętej innym kapłanom po tym, jak odprawi swą własną[*]. Traci smak spraw duchowych. Święci kapłani irytują go. Przestrzega postu i wstrzemięźliwości w nakazane dni, lecz często idzie na skróty. Szepce do swego sumienia: „Nawet jeśli nie uczyniłem całego dobra, które mogłem uczynić, przynajmniej nie wyrządziłem żadnej krzywdy”.

Zamiast rozmyślać nad złem, którego jest winny, chełpi się grzechami, których unika; porównuje siebie nie z tymi, którzy są lepsi, lecz z tymi, którzy są gorsi od niego. Rezygnuje z duchowej lektury i zastępuje Księgę Apokalipsy „książką miesiąca”. Jego kazania są nieprzygotowane. Składają się w dużej mierze z krytyki i narzekania. Wszystkim, co jest w stanie osiągnąć, jest przypisywanie innym własnej przeciętności. Jego dusza jest pusta. W najlepszym przypadku ma niejasną świadomość wciąż rosnącego dystansu, jaki oddziela go od naszego Pana. W nocy, gdy się budzi, w jego uszach brzmią słowa Mistrza:

Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.

(Mt 16, 24)

Mimo że Piotr podąża za Panem, tak naprawdę kroczy w kierunku dziury, w którą wpadnie. Ten, kto nie wzrasta w doskonałości, popada w niedoskonałość. Niepielęgnowany ogród zarasta chwastami. Rzeczy pozostawione same sobie nie pozostają takie same. Białe płoty nie pozostają białe; stopniowo szarzeją, a potem czernieją. W życiu duchowym nie ma równin. Wspinamy się, a następnie kroczymy ku dołowi. Gdy tylko przestajemy wiosłować pod prąd, zaczyna on nas unosić w dół rzeki.

To, co Bóg powiedział Izajaszowi o swoim ludzie, może również powiedzieć o kapłanach, którzy podążają za nim z ociąganiem:

Chcę zaśpiewać memu Przyjacielowi pieśń o Jego miłości ku swojej winnicy! Przyjaciel mój miał winnicę na żyznym pagórku. Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni i zasadził w niej szlachetną winorośl; pośrodku niej zbudował wieżę, także i tłocznię w niej wykuł. I spodziewał się, że wyda winogrona, lecz ona cierpkie wydała jagody (…) [R]ozsądźcie, proszę, między Mną a między winnicą moją. Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem w niej? Czemu, gdy czekałem, by winogrona wydała, ona cierpkie dała jagody? Więc dobrze! Pokażę wam, co uczynię winnicy mojej: rozbiorę jej żywopłot, by ją rozgrabiono; rozwalę jej ogrodzenie, by ją stratowano. Zamienię ją w pustynię, nie będzie przycinana ni plewiona, tak iż wzejdą osty i ciernie. Chmurom zakażę spuszczać na nią deszcz. Otóż winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela, a ludzie z Judy szczepem Jego wybranym. Oczekiwał On tam sprawiedliwości, a oto rozlew krwi, i prawowierności, a oto krzyk grozy.

(Iz 5, 1-7)

Ta przypowieść symbolizuje tych, którzy poświęcili się na służbę Bogu. Są oni chronieni kapłańskimi łaskami, ale nie są ani gorący, ani zimni, przez co Bóg chce ich wyrzucić ze swoich ust (Ap 3, 16). Bóg odbiera talent gnuśnemu słudze i daje go słudze pilnemu (Mt 25, 29).

cdn.

[*]Przepisy liturgiczne przed 1966 rokiem poza kilkoma przypadkami nie przewidywały koncelebry, dlatego też częstą praktyką, zwłaszcza w kościołach, przy których mieszkała większa liczba duchownych, było służenie sobie nawzajem do Mszy Świętej (przyp. konsultant teologiczny).

Arcybiskup Fulton J. Sheen

Komentarze

Tyle i aż tyle.2019.07.4 10:32
Za naczelna tezą - Polskiej Husarii: "Lepiej żeby LEW prowadził stado baranów niż Baran stado lwów".....
katolicy nienawiść szerzą2019.07.3 23:53
poszliście za mamoną odcieliście się od Jezusa Chrystusa uznając maryje ponad nim i Bogiem Ojcem i to są owoce
Ja2019.07.3 22:51
To wszystko jest prawda co napisał abp Fulton. Lecz oszust Bergolio Franciszek jako Fałszywy Prorok idzie pełną parą za dyrektywami światowej masonerii.
ect2019.07.3 13:47
Gdyby kapłani wzięli sobie do serca tego typu prawdy, jakże inny byłby dziś Kościół.
xxxx2019.07.3 15:09
Kościół to nie tylko kapłani. Gdyby świeccy nie byliby -w większości - letni, jakże inny byłby dziś Kościół.
ect2019.07.3 19:50
To też prawda, byłby jeszcze piękniejszy. Ale zgodzi się Ksiądz ze mną, że pasterzami są w Kościele są księża i biskupi? Że to do nich zwraca się akurat tymi słowami abp Fulton?
GRZEGORZ2019.07.3 12:31
Letniość kapłanów pasterzy - daje w rezultacie letniość stada
Pzdr.2019.07.3 15:10
I vice versa.
michu2019.07.3 11:06
Wystarczy brak modlitwy i traktowanie na serio telewizora ;)