Kardynał Marx jest niewątpliwie dobrze znany czytelnikom portalu „Fronda”. To wiodący niemiecki progresista, jeden z motorów niesławnej Drogi Synodalnej. Za pontyfikatu Franciszka definiował zdecydowanie rewolucyjny kurs Kościoła katolickiego w Niemczech i starał się nakłonić papieża do akceptacji tego kierunku. Często skutecznie – choćby w roku 2018, kiedy po osobistym spotkaniu z biskupem Rzymu uzyskał jego zgodę na ogłoszenie w niemieckich diecezjach Komunii świętej dla niektórych protestantów. Swego czasu złożył nawet na ręce papieża rezygnację z pełnienia urzędu, bo zarzucano mu niedopatrzenie w kwestii zajęcia się księdzem oskarżonym o wykorzystywanie nieletnich. Franciszek odrzucił rezygnację i zachęcił go, by posługiwał dalej.

Teraz arcybiskup Monachium i Fryzyngi podjął bardzo konkretną decyzję w sprawie rewolucji LGBT. Ogłosił, że na terenie jego archidiecezji będą obowiązywać specjalne wytyczne przyjęte wcześniej przez Konferencję Episkopatu Niemiec, które dotyczą błogosławienia par homoseksualnych oraz heteroseksualistów żyjących bez ślubu. Wytyczne noszą tytuł „Błogosławieństwo daje siłę miłości” i są owocem Drogi Synodalnej. W zamyśle autorów miałyby być „niemiecką implementacją” głośnej deklaracji „Fiducia supplicans”, którą w grudniu 2023 roku ogłosili papież Franciszek i kardynał Fernández. „Fiducia supplicans” pozwala błogosławić pary LGBT, ale poza liturgią i tak, by nie wyglądało to na ślub. Wytyczne z Niemiec deklarują wierność wobec reguł „Fiducia supplicans”, ale zawierają różne wytrychy. W praktyce w kontekście niemieckim ceremonie błogosławienia par jednopłciowych bywają uroczyste i de facto przypominają śluby. Jak będzie na terenie archidiecezji kardynała Reinharda Marxa, czas pokaże. Na podobny krok zdecydowało się wcześniej już kilku biskupów, między innymi w diecezjach Rottenburga-Stuttgartu czy Akwizgranu (Aachen).

Interesujący jest jednak jeden fakt. Jak to możliwe, że kardynał Reinhard Marx idzie drogą błogosławienia par LGBT za pontyfikatu Leona XIV? Przecież wielu twierdziło – i nadal twierdzi! – że papież Prevost chce skorygować „liberalny skręt” Franciszka i nie zamierza pobłażać rewolucjonistom w Kościele. Kardynał Marx wydaje się być całkowicie przekonany, że jest… zupełnie inaczej. Przecież nie ryzykowałby otwartej konfrontacji z Watykanem, gdyby spodziewał się, że jego decyzja napotka na jakiś opór. Jeżeli tak poważny „gracz” kościelny decyduje się na ogłoszenie błogosławienia par LGBT w swojej archidiecezji niemal dokładnie na rok po śmierci Franciszka i wyborze Leona, to najwyraźniej dobrze wie, że może: że obecny papież nie jest bynajmniej jakimś „anty-Franciszkiem”, ale spokojniejszym kontynuatorem tej samej kościelnej polityki duszpasterskiej.

Będzie to mieć znaczenie również dla Kościoła katolickiego w Polsce. Rewolucja Jorge Mario Bergoglia została przez wielu odrzucona w nadziei na to, że jest przejściowa; że to jakaś krótkotrwała aberracja, która za chwile się zakończy. Fakt, że Leon XIV nie blokuje takich zmian, a w niektórych sprawach nawet wyraźnie je popiera („Amoris laetitia”, stosunek do islamu, synodalność) sprawia, że stanowisko wobec całości tego procesu zacznie się zmieniać. Wola oporu będzie kruszeć, a księża i biskupi zaczną godzić się z tym, że zmiana po prostu zachodzi – i trzeba się jakoś do niej dostosować. To może ułatwić i znacząco przyspieszyć liberalizację katolicyzmu w naszym kraju. Trzeba tymczasem pamiętać, że to właśnie tradycyjny katolicyzm jest jedynym bastionem chroniącym społeczeństwo przed takimi aberracjami jak homomałżeństwa z prawem do adopcji dzieci, swobodna aborcja czy eutanazja. Przykładem Francja, w której „prawicowa” polityka niemal w pełni akceptuje takie elementy cywilizacji śmierci.

Dlatego pracujmy na rzecz utrzymania konserwatywnego charakteru Kościoła katolickiego w naszym kraju – każdym na właściwy mu sposób, ale każdy z całych sił i z ufnością w Bogu.

Paweł Chmielewski

Autor jest publicystą portalu PCh24.pl