W jednym z najbardziej poruszających fragmentów książki rozmówcy sięgają do historii idei, pokazując, jak presja kulturowa i intelektualna wypiera wartości chrześcijańskie, uderzając w rodzinę, wychowanie i życie społeczne. O. prof. Dariusz Kowalczyk wskazuje wprost na „trujące owoce” nurtów myślowych, które pod pozorem wolności i postępu systematycznie wypierają Boga z przestrzeni publicznej. Poniższy fragment stanowi jedną z najbardziej wyrazistych diagnoz tego zjawiska.
Dr Adam Sosnowski: Ta nienawiść do Kościoła katolickiego jest widoczna od czasów Chrystusowych, ale wraz z Oświeceniem weszła na salony i do powszechnej myśli intelektualnej świata zachodniego. Voltaire mówił o Kościele, że „tę hańbę należy zmiażdżyć”, Kant nazywał go „zabobonnym fetyszem”, a rewolucja francuska jako głównego wroga obrała sobie właśnie Kościół. Dziś intelektualny mainstream jest w najlepszym przypadku areligijny, a w najgorszym – zaciekle antyklerykalny. Kościół jest zajęty sobą i rzadko kiedy potrafi zabrać jednoznaczny głos w debacie publicznej. Z trzech wymienionych przez Ojca instytucji zostaje rodzina, która mierzy się z furiackim atakiem, czego owoce niestety widać, zwłaszcza od czasu rewolucji seksualnej: rozbite małżeństwa, dzieci bez dwojga rodziców, rodziny typu patchwork czy wreszcie szatańskie podszepty wobec młodych o tzw. zmianie płci. Wygląda na to, że „marsz przez instytucje” był niesamowicie skuteczny.
O. prof. Dariusz Kowalczyk SJ: Tak! Neomarksistowski marsz przez instytucje okazał się bardzo skuteczny. Ogłupił i zdeprawował miliony ludzi na całym świecie. W książce „Pamięć i tożsamość” Jan Paweł II pisał o dwóch ideologiach zła XX wieku: komunizmie i nazizmie, które zaowocowały ludobójstwem na niespotykaną dotąd skalę. Papież wskazuje jednak także na aborcjonizm, tak bardzo propagowany przez ideologie lewicowo-liberalne, oznaczający eksterminację milionów istnień ludzkich w imię postępu. Ponadto wspomina o naciskach, by związki homoseksualne były uznane za inną formę małżeństwa i rodziny z prawem do adopcji. Po czym konkluduje: „Można, a nawet trzeba się zapytać, czy tu nie działa również jakaś inna jeszcze ‘ideologia zła’, w pewnym sensie głębsza i ukryta, usiłująca wykorzystać nawet prawa człowieka przeciwko człowiekowi oraz przeciwko rodzinie”.
Papież Polak, pisząc te słowa, nie był w stanie wyobrazić sobie, jak szybko i głęboko tego rodzaju ideologia rozpełznie się po całym globie, a szczególnie na Zachodzie. W latach 80. byliśmy w Polsce skoncentrowani na walce z dogorywającym PRL-em. Potem, w latach 90., mówiono, że wracamy do Europy, choć przecież nigdy z niej nie wyszliśmy. Polska weszła do Unii Europejskiej, do czego zachęcał nas sam Jan Paweł II, ale wówczas nasz wielki rodak nie spodziewał się, jak szybko Unia przepoczwarzy się w lewicowo-liberalny młot na społeczeństwa i narody europejskie, które w wielu kwestiach chciałyby iść swoją, suwerenną drogą, będąc jednocześnie członkami Unii, ale na zasadach partnerskiej współpracy. Okazało się nieprawdą, że Bruksela i Strasburg nie będą narzucać państwom członkowskim ideologii i światopoglądów. Wizja wolnej i dostatniej Polski się rozmywa, a w jej miejsce wchodzi perspektywa jakiegoś „kraju nad Wisłą”, całkowicie podporządkowanego europejskim i globalnym siłom wyznającym neomarksistowski lewicowy liberalizm.
Obok ideologiczno-propagandowego walca w „białych rękawiczkach”, wymierzonego m.in. w chrześcijańską, a szczególnie katolicką tożsamość, mamy brutalną przemoc fizyczną. Chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą społeczną na świecie, przede wszystkim w krajach Afryki oraz Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Dlatego miał rację Benedykt XVI, kiedy podczas spotkania z Kurią Rzymską 20 grudnia 2010 roku zwrócił się z apelem „do wszystkich osób sprawujących odpowiedzialne funkcje polityczne bądź religijne, by położyły kres chrystianofobii, by powstały w obronie uciekinierów i cierpiących”. O prześladowaniach
chrześcijan przypominał raz po raz papież Franciszek. Podczas audiencji generalnej 29 kwietnia 2020 roku stwierdził, że w dzisiejszych czasach męczenników za wiarę jest więcej niż męczenników w pierwszych wiekach.
Organizacja Open Doors publikuje co roku listę 50 państw, w których chrześcijanie są najbardziej prześladowani. W roku 2021 pierwszych 10 państw na tej niechlubnej liście
to: Korea Północna, Afganistan, Somalia, Libia, Pakistan, Erytrea, Jemen, Iran, Nigeria, Indie. Ostatnie raporty Open Doors i Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie potwierdzają, że skala prześladowań rośnie: w 2025 roku wzrosła liczba chrześcijan zabitych czy porwanych oraz ataków na domy i parafie. Oblicza się, że aż 380 milionów chrześcijan w 78 krajach świata doświadcza prześladowań za wiarę. Zapewne do tych krajów nie jest wliczana Polska, choć wiemy, że i u nas rośnie liczba aktów przemocy i wandalizmu wymierzonych w katolików i w katolickie kościoły. Wedle Open Doors prześladowcy chrześcijan inspirują się najczęściej islamem, komunizmem, hinduizmem i buddyzmem.
Do tych inspiracji dodałbym lewicowy liberalizm, który reprezentuje chrystofobię i katofobię w „białych rękawiczkach”, a także ideologię gender/LGBT.
Powyższy fragment pochodzi z książki „Bez Boga nie ma zbawienia”, wyd. Biały Kruk https://bialykruk.pl/ksiegarnia/ksiazki/bez-boga-nie-ma-zbawienia
