Opublikowany dokument nosi tytuł: „Do jakiego stopnia poziomy temperatur zmieniają się z powodu gazów cieplarnianych?”. Już w zamieszczonym na samym początku streszczeniu stwierdza się wprost: „Wykorzystując argumenty teoretyczne i testy statystyczne odkrywamy (...), że działanie wywołanych przez człowieka emisji CO2 nie wydaje się być wystarczająco silne, by wywołać systematyczne zmiany w wahaniach temperatur w ciągu ostatnich 200 lat”.

Statistics Norway zaznacza, że wprawdzie wśród badaczy zmian klimatycznych panuje „wysoki stopień konsensusu (...), że wzrost temperatur w ostatnich dziesięcioleciach jest systematyczny (i częściowo wywołany przez człowieka)”, jednak jednocześnie stwierdza: „Jest to z pewnością wrażenie przekazywane przez masmedia”.

Podważając narrację, że do globalnego ocieplenia doszło po 1950 r., autorzy badania stwierdzają, że proces ten trwa znacznie dłużej. Rekonstrukcja temperatur pozwoliła bowiem ustalić, że „trend ocieplania” trwa „w przybliżeniu od 400 lat”. Na dodatek trudno przypisać te 400 lat zmian klimatu działalności człowieka, gdyż z tego okresu jedynie w ciągu ostatnich ok. 250 latach można by mówić o jakimś wpływie ludzi. Wcześniej ten „trend mógł być tylko spowodowany przyczynami naturalnymi”.

Badacze wykazują też w dokumencie, że „cieplejsze temperatury były normą we wcześniejszej części minionych 4000 lat”. Co przeczy narracji upowszechnianej przez media głównego nurtu i polityków. Poza tym „obecny stan wiedzy” sprawia, że po prostu niemożliwe jest ustalenie, w jakim stopniu wzrost temperatur jest wywołany emisją CO2.

Jak pisze Clare Marie Merkowsky na portalu „Life Site News”, takie ustalenia norweskich naukowców nie powinny być zaskoczeniem dla tych, którzy śledzą uważnie rozwój badań nad zmianami klimatycznymi. Gregory Wrightstone, dyrektor wykonawczy organizacji CO2 Coalition w rozmowie z portalem podważył opinię o rzekomym „konsensusie” naukowców co do „zmian klimatycznych”. Wskazał też na to, że media głównego nurtu nie dopuszczają do głosu naukowców podważających obowiązującą narrację, gdyż według nich „ustalono” już „naukowo”, jaka jest prawda.

Niestety forsowanie narracji o „szkodliwej” emisji dwutlenku węgla i dążenie do redukcji „śladu węglowego” odbija się negatywnie na ekonomii i życiu przeciętnych obywateli.