Mariusz Paszko, Fronda.pl: Zacząłbym może od wyjazdu Zbigniewa Ziobry do USA i całego zamieszania, które się z tym wiąże. Pojawiają się też informacje, że minister Waldemar Żurek może stracić stanowisko na rzecz Romana Giertycha. Jak Pan Poseł to ocenia?
Marek Jakubiak, poseł Kukiz’15, prezes partii Wolnych Republikanów: Gdybym był na miejscu Zbigniewa Ziobry, zrobiłbym dokładnie to samo. Ziobro, który tutaj dobrowolnie poddaje się aresztowi, w praktyce zamyka sobie usta. Wszyscy z tamtej strony go oskarżają, a nikt go nie broni. W związku z tym nie ma co liczyć na to, że będzie tutaj grał jakiegoś szeryfa. On musi się po prostu bronić, a mam wrażenie, że w dzisiejszych realiach nie ma prawa do uczciwej obrony.
I tyle w sprawie Ziobry.
Natomiast jeśli chodzi o Waldemara Żurka, to ja uważam, że człowiek, który jest megalomanem, człowiekiem o charakterystycznych cechach mitomana, nie powinien pełnić tak poważnych funkcji państwowych.
Czy Roman Giertych byłby dobrym zastępstwem? Giertych o tym marzy. Tylko pytanie, czy będzie chciał brać za to odpowiedzialność na rok przed wyborami, ponieważ oni te wybory po prostu przerżną. I co wtedy, panie Giertych?
Prawda jest też taka, że Żurka wzięli na to stanowisko dlatego, że nie było innych chętnych. To jest jego największa zaleta z punktu widzenia obecnej władzy — on jest zdeterminowany, żeby tam być i odgrywać swoją życiową rolę, ponieważ na jego miejsce zwyczajnie nie ma kandydatów.
Panie Redaktorze, dzisiaj wymiar sprawiedliwości jest tak zepsuty, że naprawdę trudno to opisać. To, że Tuska praktycznie nie widać przy tych wszystkich wydarzeniach, też jest bardzo znaczące. Mówi się na zapleczu politycznym, że tam panuje panika, że mają być jakieś roszady w rządzie „dla niepoznaki”.
Fronda.pl: Sondaże też zaczynają wyglądać coraz gorzej dla Koalicji Obywatelskiej.
Marek Jakubiak: Tak. Platforma traci już chyba około 1,4 punktu procentowego, a PiS zyskuje 2.8 punktu. I szczerze mówiąc - tak uważam - opozycja i tak bardzo delikatnie obchodzi się z obecną władzą.
Przecież wychodzą takie informacje, że Orlen sprzedaje miliardy litrów paliwa Ukrainie po śmiesznych cenach. Dochodzą do tego kolejne afery obyczajowe, sytuacje wokół szpitali i różnych instytucji. To wszystko razem powinno już dawno zmieść tę ekipę z powierzchni sceny politycznej.
A oni nadal jakoś się trzymają. Dla mnie to jest wręcz niezrozumiałe. Nie widzę tam żadnego spoiwa ideowego. Ich naprawdę łączy wyłącznie kasa i nic więcej.
Przeszedłbym teraz do kwestii bezpieczeństwa, programu SAFE i obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Po wypowiedzi Donalda Tuska dla „Financial Times” wybuchła spora dyskusja. Pojawiła się krytyka, później politycy rządu zaczęli się z tych słów tłumaczyć. Bronisław Komorowski stwierdził nawet, że więcej wojsk USA w Polsce to „więcej problemów niż korzyści”. Z kolei dziś MON mówi o gotowości przyjęcia dodatkowych sił amerykańskich. Jak Pan na to patrzy?
Ja patrzę na świat trochę inaczej. Moje postrzeganie rzeczywistości różni się od wielu polityków, bo patrzę na to oczami warszawiaka. I moja intuicja podpowiada mi, że wróg obecnie może przyjść bardziej z Zachodu niż ze Wschodu. I nic dla mnie nie znaczy, że dzisiaj relacje wyglądają „poprawnie”.
Ja uważam, że Polska zasadniczo najbardziej agresywnego swojego wroga ma właśnie na Zachodzie, a nie na Wschodzie. Dlatego obecność Amerykanów w Polsce jest absolutnie kluczowa, a Niemcy po prostu się boją Amerykanów. Już dwa razy przegrali z nimi wojny światowe i doskonale wiedzą, z kim mają do czynienia.
Amerykanie są potrzebni także dlatego, że pełnią rolę stabilizatora w Europie.
Niemcy z kolei przygotowują się dziś do bardzo poważnego dozbrojenia. Mówią otwarcie, że do 2030 roku chcą mieć największą armię w Europie. I to jest bardzo zła wiadomość.
Bo proszę zauważyć: Niemcy gospodarczo podupadają, mają ogromne problemy ekonomiczne, a jednocześnie zaczynają wielki program zbrojeniowy. Przecież dokładnie tak samo wyglądała droga NSDAP. Wielki kryzys gospodarczy, potem rozbudowa armii, która przejęła część rynku pracy i napędziła przemysł. Dosłownie to samo dzieje się na naszych oczach.
Jak Pan ocenia próby budowy „europejskiej armii” i finansowania jej między innymi kosztem państw takich jak Polska?
Niemcy nie są durniami. Oni po prostu szukają durniów. A ponieważ wykorzystują sytuację, że w Polsce działa bardzo sprawna i bardzo duża piąta kolumna polityczna, to robią dokładnie to, co leży w ich interesie.
I my wychodzimy na europejskich naiwniaków. Trzeba wiedzieć jedno: największe majątki buduje się na ludzkiej naiwności i niewiedzy. Niemcy chcą wyjść z własnego kryzysu kosztem Polski. Jeśli tak dalej będzie, to oni się odbiją gospodarczo, a my będziemy później spłacać kredyty i rachunki za ich odbudowę.
Wspomniał Pan też o różnych finansowych aferach. Wiele osób zauważa, że za rządów Donalda Tuska regularnie pojawiają się problemy wokół instytucji finansowych — wcześniej Amber Gold, OFE, dziś kolejne kontrowersje w sprawie na przykład Zondacrypto.
W mojej ocenie To nie jest przypadek. Donald Tusk zawsze szuka sobie tematu zastępczego i zawsze próbuje odwracać uwagę od rzeczy najważniejszych. Taka jest jego polityka wobec Polski i Polaków.
Ale powiem coś jeszcze: my naprawdę Tuska przeceniamy. On jest zdolnym intrygantem politycznym, ale niczym więcej. On zwyczajnie nie potrafi zarządzać państwem. Gdyby potrafił, wiedziałby, że prowadzi Polskę prosto w stronę przepaści.
A armia europejska? Czy to realna koncepcja, czy raczej polityczna iluzja?
Nie ma czegoś takiego jak prawdziwa armia europejska pod przywództwem Niemiec albo Francji. Każde państwo ma własne interesy, własne ambicje i własną historię.
Przypomnę tylko sytuację z II wojny światowej. W Wielkiej Brytanii istniała wielka międzynarodowa armia. Setki tysięcy Polaków oddawały życie za Europę Zachodnią i Wielką Brytanię. A co stało się później? Zostali porzuceni. Część wysłano do Kanady, część pozostawiono samym sobie. Tak właśnie wyglądała solidarność międzynarodowa.
Dlatego nie wierzę w żadną wspólną armię europejską.
Natomiast pod przywództwem Stanów Zjednoczonych taki system bezpieczeństwa działał, bo Amerykanie byli zewnętrznym arbitrem i stabilizatorem.
Jeżeli USA wycofają się z Europy, natychmiast odżyją stare konflikty: francusko-niemieckie, brytyjsko-francuskie i wiele innych. Europa zacznie znowu żyć własnymi sporami. A tego nikt rozsądny nie chce.
Podkreślę, że my nie mamy prawdziwych przyjaciół ani na Wschodzie, ani na Zachodzie. Dlatego Polska musi być silna i musi mieć strategicznego sojusznika w postaci Stanów Zjednoczonych.
Czyli zapowiedzi Donalda Trumpa dotyczące możliwego zwiększenia obecności wojsk USA w Polsce ocenia Pan pozytywnie?
Oczywiście, że tak. To bardzo dobra wiadomość dla Polski.
Uprzejmie dziękuję Panie Pośle za rozmowę.
