Co ciekawe, zarówno Lapid, jak i Bennett powołują się na sukces Petera Magyara na Węgrzech, który – jak twierdzą – jest dla nich wspaniałym przykładem, jak można odsunąć od władzy lidera, który zbyt długo trzyma stery rządu nad krajem. Jair Lapid, nawiązując do przypadku Węgier, wskazywał: „Zwycięstwo opozycji zaprzeczyło wszystkim sondażom i było większe niż się spodziewano. Po 16-tu latach rządów Orban przegrał, bo ludzie uwierzyli w możliwość zmiany. Zjednoczyli się wokół jednego kandydata, walczyli o swój kraj i wygrali”.

Te nawiązania do Węgier być może wynikały z faktu, że Orban bardzo demonstracyjnie prezentował się jako sojusznik Benjamina Netanjahu i siłą rzeczy lekceważył centrową i lewicową opozycję reprezentowaną przez Lapida i Bennetta.

Kim są twórcy nowego sojuszu? Obie te postacie w Polsce są dość dobrze znane z racji wybuchu krytycyzmu wobec Polski w 2018 roku, gdy w Polsce pojawił się projekt nowelizacji ustawy o IPN i przewidywał karanie za obciążanie ogółu Polaków za rzekomą współodpowiedzialność za zagładę Żydów. Ustawa ta była efektem błędnego przekonania części polityków PiS, że Izrael jest w stanie zaakceptować obronę dobrego imienia Polaków jako całości wobec prób uogólniania jego winy wobec Żydów w czasie wojny.

Były to naiwne złudzenia i to właśnie Jair Lapid i Naftali Bennett, którzy rozdrażnieni byli dobrymi relacjami Netanjahu z rządem PiS, uznali, że cała sprawa jest okazją zarówno do atakowania Netanjahu za jego rzekome konszachty z antysemitami polskimi, jak i uzewnętrznienia dobrze sprzedającego się w Izraelu krytycznego nastawienia do Polaków jako całości.

Z tego punktu widzenia ewentualne przejęcie władzy przez sojusz „Razem” nie może kojarzyć się nam z żadną poprawą relacji na linii Warszawa – Jerozolima. Ale problem jest znacznie szerszy. Zarówno Jair Lapid, jak i Naftali Bennett, w najmniejszym stopniu nie wróżą zmiany agresywnej polityki Izraela wobec sąsiadów. Naftali Bennett określa się nawet jako polityk bardziej zdecydowany w kwestii twardej postawy wobec Palestyńczyków niż sam Netanjahu.

Obaj politycy są też zwolennikami polityki rozbudowy żydowskich osiedli na zachodnim brzegu Jordanu. To pokazuje, jak bardzo zmieniła się polityka Izraela. Czasy, gdy w obrębie czy to izraelskiego obozu lewicy, czy obozu liberalnego centrum istniały środowiska zachęcające Żydów do jakiegoś kompromisu z Palestyną czy szerzej – światem arabskim, dawno minęły.

Rządzący blok Netanjahu licytuje się dziś z opozycją o to, kto będzie bardziej zdecydowany i bezwzględny w zapewnieniu Izraelowi bezpieczeństwa. Według sondaży sojusz Lapida i Bennetta ma szansę na zwycięstwo w październikowych wyborach. Ale nic nie wskazuje, by ta zmiana doprowadziła do jakiejkolwiek korekty obecnej i tak już bardzo ostrej linii polityki Netanjahu. Niektórzy nawet twierdzą, że Bennett może przewyższyć Netanjahu w ostrości działań wojennych. Pod tym jednym względem Żydzi z lewej i prawej strony są dziś w Izraelu jednomyślni.

»«

Piotr Semka