Ks. prof. Andrzej Kobyliński gościł w podcaście „Rachunek Sumienia” Onetu, gdzie mówił o koalicji środowisk chrześcijańskich i żydowskich, które dały zwycięstwo Donaldowi Trumpowi w wyborach prezydenckich. Jak przypomniał duchowny, po powrocie do Białego Domu w 2024 roku, Donald Trump utworzył Departament Wiary, na którego czele stanęła niedenominacyjna chrześcijanka, osobista pastorka amerykańskiego prezydenta Paula White-Cain. Reprezentuje ona chrześcijaństwo ewangelikalno-zwielonoświątkowe. To właśnie ten nurt chrześcijaństwa, jak wskazał ks. Kobyliński, jest dziś „najbardziej stabilnym zapleczem polityki Donalda Trumpa”. W tym kontekście filozof odniósł się do opublikowanej przez przywódcę Stanów Zjednoczonych grafiki, na której został on upodobniony do Chrystusa.
- „Zapytajmy nie o Donalda Trumpa, ale o kilkadziesiąt milionów chrześcijan w USA, którzy mają dokładnie takie poglądy”
- wskazał.
Chrześcijanie ci widzą w Donaldzie Trumpie świętego przywódcę, zesłanego przez Boga.
- „Dokładnie w ten sposób myśli chociażby Paula White-Cain”
- zauważył.
Duchowny wskazał na wystąpienie pastorki Trumpa sprzed Wielkanocy, w czasie którego ta porównała prezydenta do Chrystusa.
- „To porównywanie Donalda Trumpa do Jezusa Chrystusa jest czymś powszechnie przyjętym dla kilkudziesięciu milionów chrześcijan ewangelikalno-zielonoświątkowych, którzy stanowią ten żelazny elektorat Donalda Trumpa”
- stwierdził.
Etyk wskazał na postać sekretarza wojny Pete'a Hegsetha.
- „Jeśli posłuchamy jego wypowiedzi, w jaki sposób on uzasadnia Pismem Świętym i Panem Bogiem bombardowanie… Spróbujmy odtworzyć, co mają w głowach ci chrześcijanie ewangelikalno-zielonoświątkowi. To jest od 60 może nawet do 80 milionów chrześcijan”
- powiedział.
- „I ci właśnie chrześcijanie mają decydujący wpływ na politykę zagraniczną Donalda Trumpa”
- dodał.
Wskazał przy tym, że chrześcijaństwo to łączy się z syjonizmem chrześcijańskim. Zwrócił uwagę na nabożeństwa odprawiane przez pastorkę Trumpa, która włącza do tych nabożeństw różne elementy judaistyczne.
- „W pewnym sensie powstaje taka nowa religijność judeochrześcijańska”
- zauważył.
To właśnie z tego nurtu, jak wskazał, „wyrasta bezkrytyczne wsparcie Stanów Zjednoczonych dla polityki zagranicznej Izraela, łącznie z usprawiedliwieniem ludobójstwa w Strefie Gazy”. Istotą tej religijności jest utożsamianie obecnego Izraela z Izraelem Starego Testamentu.
