Swoimi ustaleniami w tej sprawie dzieli się portal wPolityce.pl, powołując się na dokumenty MON, „które wskazują na gorączkowe prace nad nowym sojuszem z Berlinem”.
- „Chodzi o Umowę o współpracy w dziedzinie obronności, która ma być podpisana z pomięciem parlamentu i prezydenta. Konsultacje z poszczególnymi resortami już się rozpoczęły i toczą się w trybie przyspieszonym”
- czytamy.
Poszczególne resorty miały otrzymać zaledwie 10 dni na uzgodnienie dokumentu. Brak stanowiska w tym czasie ma zostać uznany za automatyczną zgodę na treść umowy.
Umowa ma dot. m.in. szerokiej wymiany wywiadowczej oraz współpracy w obszarze „infrastruktury wojskowej”. Mówi też o „rozwoju współpracy przemysłów obronnych”, a wedle dziennikarzy, którzy do niej dotarli, „w praktyce oznacza to szerokie otwarcie drzwi dla niemieckiej zbrojeniówki, która – dysponując potężnym zapleczem finansowym i politycznym – jest gotowa zalać nasz rynek swoim sprzętem za dziesiątki miliardów złotych”.
- „Najbardziej bulwersujący wydaje się jednak przyjęty tryb prawny. Rząd arbitralnie uznał, że umowa ta nie wymaga ratyfikacji w trybie art. 89 ust. 1 Konstytucji RP. Oznacza to, że dokument ma zostać przyjęty w drodze zatwierdzenia przez Radę Ministrów, z pominięciem zgody Sejmu, Senatu i podpisu Prezydenta RP. Uzasadnienie? Resort twierdzi, że umowa nie ustanawia sojuszu, układu politycznego ani wojskowego”
- alarmuje wPolityce.pl.
