Z mównicy sejmowej była minister zdrowia Katarzyna Sójka ostro skrytykowała działania obecnego kierownictwa resortu. Jej zdaniem polityka zdrowotna prowadzi do systemowego osłabienia placówek publicznych.

„Jesteśmy świadkami cichej prywatyzacji polskiej służby zdrowia przez finansowe głodzenie publicznych szpitali” – mówiła, wskazując na mechanizmy, które – według niej – wypychają pacjentów do sektora prywatnego.

Sójka przytoczyła konkretne rozwiązania, które budzą największe kontrowersje. „Chcecie płacić przez dwa lata 50 proc. ryczałtu szpitalom za to, że się zamykają, i że nie ma tego oddziału, i że przestają leczyć ludzi” – podkreśliła, dodając, że „pierwszy raz w historii Polski rząd będzie dopłacał szpitalom za to, że będą się likwidować”.

W tle debaty pojawiają się również napięcia finansowe. Budżet Narodowego Funduszu Zdrowia na 2026 r. wynosi ok. 221 mld zł, jednak – jak wskazują politycy i część ekspertów – system mierzy się z istotną luką finansową. Dodatkowo od kwietnia ograniczono finansowanie części badań diagnostycznych, co ma przynieść oszczędności rzędu setek milionów złotych.

Wystąpienie Sójki wyraźnie wykroczyło jednak poza kwestie czysto systemowe. Posłanka odniosła się do napięć widocznych w debacie publicznej i Internecie, wskazując na rosnące poczucie podwójnych standardów w reagowaniu na różne zjawiska. „Panie premierze, freak fighty, nawet ‘osoba znana’ i tak lepiej się w społeczeństwie kojarzą niż zoofile i pedofile” – powiedziała, nawiązując do medialnych kontrowersji ostatnich tygodni.

Słowa te natychmiast wywołały burzę w mediach społecznościowych. Jedni uznali je za przekroczenie granic debaty parlamentarnej, inni – za próbę zwrócenia uwagi na selektywność reakcji politycznych i medialnych. W internecie wyraźnie widać dziś dwa równoległe nurty: jeden skupiony na krytyce zjawisk określanych jako „patologia internetu”, drugi – domagający się konsekwentnego i równego traktowania wszystkich spraw o charakterze społecznym i prawnym.