Podczas dzisiejszego wystąpienia na konwencji Inicjatywy Polskiej lider PO zapowiedział, że jego formacja polityczna jest „zdeterminowana” żeby wygrać najbliższe wybory.

I to wygrać „nie dla satysfakcji, nie dla odwetu, tylko dla tych milionów Polek i Polaków, którzy czekają na Polskę, gdzie znowu miłość będzie silniejsza od nienawiści a szacunek i respekt silniejsze od pogardy” – próbował przekonywać Tusk.

Jak perorował przewodniczący Platformy Obywatelskiej, głos zarządzanej przez niego partii to głos „w imieniu rodzin, które powinny w normalnym państwie cieszyć się szczęściem, że udało im się mieć dzieci dzięki procedurze in vitro”.

Szef PO, za której rządów miało miejsce aż kilka dużych strajków nauczycieli spowodowanych niskimi płacami dla ludzi pracujących w oświacie, opowiadał też w swym wystąpieniu, że nauczycielki przychodzą teraz do niego i skarżąc się mówią: „Niech Pan zobaczy na moje rachunki”.

„Liczby są tam bezwzględne. Jak nauczycielka ten kredyt, gaz i prąd zapłaci, to ona jest na minusie” - pochylał się na konwencji nad losem nauczycieli Donald Tusk.

Receptą na te wszelkie polskie bolączki ma być silniejsza od nienawiści tuskowa „miłość”.

Pozostaje otwarte pytanie czy owo straszenie Polaków „miłością” przez Tuska to jeszcze przestrzeń propagandowego kiczu czy już groźby karalne?