Korzystający z azylu politycznego na Węgrzech poseł PiS Marcin Romanowski gościł na antenie Telewizji wPolsce24, gdzie komentował rezultat węgierskich wyborów parlamentarnych.

- „To jest człowiek, który jest - powiem tak najbardziej oględnie - wyjątkowo ambitny i też ma motywację zemsty za to, że chociażby wcześniej sam był członkiem establishmentu. Został następnie wykreowany przez Brukselę jako samodzielny lider. Nie chciał stać w cieniu chciał błyszczeć”

- powiedział o liderze zwycięskiego ugrupowania, Péterze Magyarze.

W ocenie parlamentarzysty, po zmianie władzy do Budapesztu wejdzie brukselska agenda.

- „Choć w kwestii energii z Rosji niewiele może się zmienić z powodów infrastrukturalnych, to agenda brukselska wjedzie do Budapesztu na pełnym gazie. To  oznacza centralizację UE, zgodę na imigrację i ideologię gender. Z perspektywy Polski jest to skrajnie niebezpieczne, bo stracimy sojusznika w blokowaniu likwidacji zasady jednomyślności”

- stwierdził.

Poseł Romanowski mówił też o wpływie, jaki rezultat wyborów na Węgrzech ma na jego osobistą sytuację.

- „Decyzja azylowa jest dyskrecjonalną decyzją ministra rządu węgierskiego. Zatem tutaj chyba nie ma nikt żadnych złudzeń, że decyzja o tym azylu zostanie cofnięta.”

- przyznał.

Wskazał przy tym na wątpliwości co do legalności działań polskich organów.

- „Natomiast w kwestii bezpieczeństwa, przede wszystkim to sądy decydują, a nie organy administracji rządowej. W moim przypadku akurat europejski nakaz aresztowania został wydany w sposób rażąco bezprawny z naruszeniem wszystkich standardów. Przypomnijmy, że uchylony ENA został zastąpiony nowym po wyrzuceniu sędziego [Dariusza] Łubowskiego wbrew zasadzie, że nie rozstrzyga się dwa razy w tej samej sprawie na podstawie tych samych okoliczności”

- powiedział.

- „Oczywiście też nie można mieć złudzeń, że sądy w Budapeszcie będą rozstrzygać w sposób sprawiedliwy”

- dodał.