Fałszywe dyplomy mogły być tylko jednym z elementów znacznie większego procederu. Z najnowszych ustaleń „Rzeczpospolitej” oraz informacji Prokuratury Krajowej wynika, że grupa związana z niepublicznymi uczelniami miała zarabiać miliony złotych na fikcyjnych studiach, dokumentach pracowniczych i legalizacji pobytu cudzoziemców. W tle pojawiają się spółki-słupy, setki mieszkań w Warszawie i były funkcjonariusz rosyjskiej FSB, którego obecnego miejsca pobytu służby mają nie znać.