23.03.20, 12:30

Szkoła niepotrzebna? Czas pożegnać przymus

Zbliżający się początek roku szkolnego przypomniał mi o latach spędzonych w szkole. W przeciwieństwie do większości przyjaciół na koniec wakacji czekałem ze szczególnym utęsknieniem. Szkolne przerwy spędzane ze znajomymi, rozmowy z nauczycielami i realizowane projekty sprawiły, że czas spędzony w szkole był jednym z najbardziej rozwijających i produktywnych w moim życiu. A jednak jeśli wtedy nie cierpiałem czegoś bardziej niż wakacji to z pewnością była to właśnie sama szkoła, której sztywne reguły i niezrozumiałe zasady jednoznacznie kojarzyły mi się z więzieniem. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, przyczyna tej pozornej sprzeczności jest dla mnie oczywista. Moja niechęć nigdy nie dotyczyła samej szkoły, nauczycieli czy edukacji. Ona dotyczyła przymusu.

Niemiecka szkoła i przymus
Jak głęboko oparte na przymusie i przemocy jest współczesne państwowe szkolnictwo, można przekonać się na przykład spoglądając za naszą zachodnią granicę. Jak donosi Der Spiegel, tylko w czerwcu policja rozpoczęła tam śledztwa dotyczące ponad 20 rodzin, które postanowiły skorzystać z długiego majowego weekendu i zabrać swoje dzieci na dłuższe wakacje[1]. W ciągu całego 2017 roku kary pieniężne sięgające 1000 euro, związane z łamaniem obowiązku szkolnego nałożono w Niemczech na ponad 5,5 tysiąca rodzin.

Powołanie się na przypadek Niemiec nie jest przypadkowe. Przeświadczenie o konieczności oparcia edukacji na przymusie ma w tym kraju długą tradycję i to z niego „rozlało się” na niemal cały współczesny świat. Pierwsze wzmianki o konieczności „zmuszenia ludu, by posyłał swe dzieci do szkoły” znajdujemy już w XVI wieku w pismach Marcina Lutra. Prawdziwą dojrzałość koncepcja ta osiągnęła jednak w czasach pruskiego absolutyzmu Fryderyka Wilhelma I, który jako pierwszy władca ustanowił ogólnopaństwowy przymusowy system szkolnictwa[2]. Pruskie idee trafiły na podatny grunt i rozprzestrzeniły się po Europie, a także wraz z niemieckimi kolonistami trafiły do USA, gdzie wywarły decydujący wpływ na budowę państwowego systemu oświaty.

Historycznie główny argument przemawiający za posyłaniem dzieci do szkół (tak prywatnych jak i publicznych) miał naturę czysto ekonomiczną: zapewnienie dziecku tutora lub prywatnego nauczyciela przekraczało znacznie możliwości finansowe nawet zamożnych rodziców, a wielu z nich bardziej korzystało na pomocy dziecka w codziennych pracach w polu lub w warsztacie niż na jego przyszłej i niepewnej edukacji. W tej sytuacji państwo, zawsze żywotnie zainteresowane uzyskaniem większego wpływu na wychowanie i poglądy swoich obywateli, nigdy nie wahało się wydzierać dzieci spod władzy rodzicielskiej i „dla ich dobra” umieszczać je w zarządzanych przez siebie placówkach.

Czy dzisiejsza szkoła wciąż potrzebuje przymusu?
Od tego czasu minęło już jednak 300 lat (okrągłą rocznicę wydania dekretu Wilhelma I ustanawiającego obowiązek szkolny obchodziliśmy w zeszłym roku) i zmieniło się bardzo wiele. Same teoretyczne argumenty na rzecz obowiązku szkolnego, związane z dostępnością do wiedzy, kompetencjami nauczycielskimi lub kosztem kształcenia nigdy nie były szczególnie mocne, a w dobie rosnącego wykładniczo dobrobytu oraz szerokopasmowego Internetu, Wikipedii i rozwijających się dynamicznie portali udostępniających kursy on-line takich jak Khan Academy[3] czy Outschool.com [4] całkowicie utraciły rację bytu.

Jeśli czytasz ten tekst, jest spora szansa, że należysz do grona ponad 25 mln osób aktywnie korzystających w Polsce z Internetu, a Twoje doświadczenia edukacyjne różnią się drastycznie od tego, co pamiętasz ze szkoły.

Chcesz nauczyć się programować? — Kupujesz szkolenie on-line; Rozpocząć grę na gitarze? —YouTube pęka w szwach od filmów i tutoriali nagrywanych przez zawodowych muzyków; Nie wiesz jak zmienić uszczelkę w zlewie? — po prostu to googlujesz.

Jednym z największych wyzwań dla wczesnych edukatorów była ograniczona dostępność materiałów. Oczywiście w XVIII wieku dobrze widoczne były już korzyści płynące z upowszechnienia prasy drukarskiej, dzięki której w ciągu całego stulecia wyprodukowano około miliarda książek[5]. To jednak nic w porównaniu z obecnym tempem produkcji informacji. Tylko w ciągu jednego dnia do Internetu trafia ponad 2,5 tryliona bajtów danych[6]. Podobna zmiana dotknęła też samej formy prowadzenia zajęć. Kiedyś jedyną możliwością było zgromadzenie grupy młodych ludzi w sali lekcyjnej, dziś coraz więcej kursów, szkoleń i wykładów prowadzonych jest on-line, a kolejna, jeszcze większa, rewolucja w tym obszarze czeka na nas tuż za rogiem w postaci rozwoju i upowszechnienia się technologii VR.

Dlaczego więc, podczas gdy sami na każdym kroku, bez żądnego przymusu i nakazów, korzystamy z technologii, by uczyć się i rozwijać, naszym dzieciom uczącym się w szkole wciąż zabraniamy korzystania z telefonów komórkowych, Wikipedię, (z której 12-13 milionów Polaków korzysta co najmniej raz w tygodniu)[7] odsądzamy od czci i wiary — za jej używanie przy odrabianiu zadań domowych, każąc „pałą”, a sami wciąż powtarzamy banały o tym, że „bez przymusu uczniowie nie będą chcieli się uczyć”?

Dziś coraz więcej rodziców, a także ich ambitnych i świadomych dzieci zadaje sobie podobne pytania. Niektórzy idą krok dalej, pytając wręcz: czy w XXI wieku stać nas jeszcze na poświęcanie przez kilkanaście lat publicznej edukacji kilku najbardziej produktywnych godzin każdego dnia na pobyt w szkolnych murach. W końcu gdzieś trzeba znaleźć czas na coraz liczniejsze zajęcia dodatkowe, dużo lepiej dostosowane do indywidualnych potrzeb i zainteresowań dzieci. O tym, że skala tego zjawiska nie jest mała, świadczą dane z CBOS. Według nich aż 64% rodziców mających dzieci w wieku szkolnym deklarowało, że przynajmniej jedno z nich uczęszczało na takie zajęcia w roku szkolnym 2017/18[8].

Jak widać, odsetek rodziców, którzy samodzielnie poszukują dla swoich dzieci okazji do zdobycia lepszego wykształcenia i gotowi są za nie dobrze zapłacić, stale rośnie. Wraz z rozwojem technologii zmieniły się także dostępne sposoby zdobywania wiedzy i nowych umiejętności. Bez cienia przesady można napisać, że ten rozwój i świadomość korzyści płynących z dobrego wykształcenia zmieniły cały otaczający nas świat — poza jednym wyjątkiem: samymi szkołami, które nadal funkcjonują na. tych samych zasadach co 300 lat temu.

Dlaczego tak dobrze nam z przymusem?
Ten zaskakujący opór szkoły przed zmianą, rodziców przed ulżeniem swoim dzieciom oraz gotowość tak wielu osób mających na sercu dobro uczniów do akceptacji jednoznacznie szkodliwego i nieefektywnego przymusowego systemu znajduje proste wytłumaczenie w postaci jednego z najpowszechniejszych błędów poznawczych: efektu status quo.

Kolejne serie eksperymentów badających to, w jaki sposób jednostki podejmują decyzje, pokazuje, że wśród wszystkich dostępnych alternatyw zawsze znajduje się opcja nie robić i nie zmieniać nic. I to właśnie ją zdajemy się preferować bardziej, nawet w obliczu twardych danych wskazujących na to, że podjęcie jakiegoś działania lub zmiana znanej praktyki wiązałaby się ze wzrostem efektywności[9]. Mówiąc prościej: większość z nas wykazuje naturalną preferencję do pozostawiania rzeczy po staremu. Nawet jeśli koszt związany ze zmianą byłby niewielki, a korzyści znaczne.

W świetle tych obserwacji wątpliwą sensowność zdaje się mieć produkowanie kolejnych stosów danych, potwierdzających to, co dla większości ekonomistów i badaczy zajmujących się oświatą jest oczywiste — prywatne szkoły, do których uczniowie chodzą dobrowolnie, są nie tylko efektywniejsze, ale także lepiej odpowiadają na potrzeby uczniów, rodziców oraz nauczycieli — ale ukazanie absurdalności całego tego opartego na przymusie systemu i otwarcie drogi dla alternatywnych modeli kształcenia.

Doskonale rozumiał to Murray N. Rothbard, w swojej książce Edukacja. Wolna i przymusowa odrzucając kolumny danych i statystyk na rzecz porównań takich jak to:

Co pomyślelibyśmy na temat propozycji rządu — stanowego lub federalnego, — aby z pieniędzy podatników stworzyć narodową sieć gazet i zmuszać wszystkich ludzi — zarówno dzieci, jak i dorosłych do ich czytania. Co pomyślelibyśmy o zdelegalizowaniu przez rząd wszystkich gazet niespełniających „standardów” rządowych komisji, dyktujących, co powinny czytać dzieci?[10]

O szkołę wolną od przymusu
Droga od obecnego, opartego na przymusie, systemu szkół publicznych do prawdziwie wolnej edukacji jest wciąż bardzo daleka. Nic nie wskazuje na to, by w najbliższej przyszłości zniesiono, czy nawet rozluźniono podejście do obowiązku szkolnego, a coraz głośniejsza na całym świecie debata na temat „School Choice” zdaje się omijać Polskę. Nie oznacza to jednak, że entuzjaści prawdziwie wolnej edukacji nie mają w naszym kraju nic do zrobienia!

Polska szkoła pozostaje otwarta i przyjaźnie nastawiona do nowych inicjatyw edukacyjnych. Oczywiście ma to więcej wspólnego z silną motywacją samej kadry pedagogicznej, niż jakimikolwiek zachętami, których w obecnym systemie zwyczajnie brakuje, jednakże efektem jest szeroka przestrzeń do współpracy udowadniającej, że wiedza przekazywana w szkole może być na tyle ciekawa i atrakcyjna, że nie trzeba będzie do jej zdobywania „zachęcać” uczniów groźbą egzekucji administracyjnej obowiązku szkolnego.

Ogromna szansa tkwi także w rozwijającym się w Polsce homeschoolingu. I chociaż w zeszłym roku z tej możliwości korzystało tylko nieco ponad 10 000 dzieci, to właśnie dzięki zaangażowaniu ich rodziców oraz stale rosnącej ofercie kierowanych do nich programów i usług edukacyjnych na skostniałym „rynku” oświaty pojawia się wreszcie tak potrzebna i ożywcza konkurencja, pokazująca — skutecznie! — że do nauki nie trzeba dziś już nikogo zmuszać, edukacja może być naprawdę przyjemna, a szkoła nie musi już dziś nikomu kojarzyć się z więzieniem.

Mikołaj Pisarski/Instytut Misesa

Komentarze

Kwak2020.03.23 16:42
Naprawa sytuacji? - powrót do rzemieślniczej klasy i etosu szkół zawodowych- ciężka sprawa, starzy mistrzowie wymarli, i brak dostosowania technologii do dzisiejszych czasów , ale kto wie czy jutro nie cofnie nas o dziesiątki lat wstecz
T.2020.03.23 15:00
Nie wszyscy muszą mieć tytuł magistra. Nie wszyscy muszą mieć maturę i iść na studia. Potrzebny jest też szewc, krawiec, ekspedientka, kierowca, budowlaniec, hydraulik, niewykwalifikowany robotnik. Żadna praca nie hańbi, każda praca jest potrzebna, każda praca powinna być za godną wypłatę. W obecnych czasach dochodzimy do pewnego absurdu, za usunięcie u dentysty "ósemki" płacę 300-400 zł, wzywam hydraulika i za dwie godziny jego pracy płacę 600 zł... solidarnościuchy pięknie zniszczyły szkolnictwo zawodowe, nastąpiła istna "stygmatyzacja" zawodówek. Zamiast fachowców, czeladników, mistrzów itp, mamy teraz wysyp fachowców od niczego po kulturoznawstwie, socjologii, bibliotekarstwie i innych pierdołach stosowanych.. Magistrowie którzy NIC nie umieją a oczekiwania finansowe mają wystrzelone w kosmos.
Maria Blaszczyk2020.03.23 15:09
Oczywiście, nie wszyscy muszą mieć tytuł magistra, to nawet nie jest możliwe. Ale dobrze by było, by wszyscy umieli czytać, pisać i trochę liczyć, mieć podstawową wiedzę na temat zdrowia, ekonomii, społeczeństwa, systemu politycznego w kraju, w którym mieszkają, umiejętność odróżniania fake newsa od prawdy, rozumieli, że rząd nie "dał 500+", tylko podjął decyzję o redystrybucji ich pieniędzy i - to może nie jest konieczne, ale ja osobiście bym lubiła - wiedzieli, że nie istnieje "moment poczęcia". Aha, a zupełnie nie rozumiem, czemu ktoś, kto ukończył kulturoznawstwo czy socjologię nic nie umie... Jeden umie, drugi nie, jest wolny rynek i jak ktoś chce mu płacić - czemu Ty masz z tym kłopot?
T.2020.03.23 16:20
Skończ prawdziwe studia na prawdziwym uniwersytecie/politechnice nie żadna wyższa szkoła fartu i żartu która nawet nie istnieje w żadnych rankingach. Załóż własną działalność gospodarczą, daj ogłoszenie że szukasz zwykłego niewykwalifikowanego pracownika chociażby do składania towaru na magazynie/noszenia cegieł na budowie/montażu przy linii produkcyjnej to się dowiesz. Na 30 CV 25 to magistrowie po kierunkach bez perspektyw z "fabryk" magistrów. Pracy zgodnej z kierunkiem studiów nie znajdzie, bo jej nie ma. Chce być menadżerem, albo koordynatorem zmiany. Nie wie co to jest wartość netto/brutto, jaka jest różnica między paragonem/fakturą/wydaniem zewnętrznym/rozchodem wewnętrznym/produkcją wewnętrzną. Dwie lewe ręce do pracy i dodatkowo związane nogi. Brak najprostszych umiejętności manualnych, czy znajomości rynku w którym chce pracować. Brak znajomości języków obcych w stopniu nawet komunikatywnym, nie mówiąc już o języku technicznym czy specjalistycznym bo tego brak nawet ludziom po specjalizacjach. Brak nawet chęci podjęcia trudu nauczenia się czegoś nowego..."Ale ja jestem magistrem" oczekiwania finansowe 4 tyś brutto...
Maria Blaszczyk2020.03.24 0:22
Skończyłam wyższe studia na prawdziwym uniwersytecie. Zarabiałam minimalną pensję plus bodajże 60 zł. W każdym razie połowa pensji starczała na parking na czas pracy, więc miałam szczęście, że do pracy miałam 2 km, więc mogłam chodzić na piechotę. Pech, sfeminizowany zawód, nikt babom płacić lepiej nie ma życzenia. Aha, a języków kilka znam... Co do pensji - no cóż, z czegoś żyć trzeba. Ja akurat umiałam robić coś innego, nie miałam też wtedy dzieci, więc mogłam sobie pozwolić na pracę dla idei i zarabianie po niej, ale nie można tego oczekiwać od każdego. Nie wiem, za ile dajesz się radę utrzymać, ale 4 tys. brutto to chyba nie jest jakieś wystrzelone w kosmos oczekiwanie. W Warszawie, z której pochodzę, najtańsze mieszkanie to jakieś 2 tys., woda, prąd i gaz to jakieś 150 zł, ja jestem weganką, powiedzmy że przeżyję za 10 zł dziennie, czyli 300 zł, bilet miesięczny to 110 zł, czyli zostało nam ok. 700 zł na telefon, internet, ubranie itd. Módlmy się, żeby ten pracownik zarabiający takie kokosy nie musiał pójść do dentysty, bo będzie musiał żebrać u rodziców na tę przyjemność. O tym, by sobie opłacił prenumeratę kilku gazet, poszedł do teatru czy na piwo, to może sobie pomarzyć... No więc jak dla mnie pracodawca który nie jest w stanie płacić normalnych pieniędzy pracownikowi i oczekuje, że ten będzie dla niego pracował poniżej możliwości godnego życia - nie powinien zajmować się biznesem, bo się do tego nie nadaje. Albo jego biznes nie przynosi dochodów - więc tak jakby nie ma za dużo sensu, albo przynosi dochody, tylko ów biznesmen nie chce płacić ludziom, którzy ten dochód wytwarzają - a wtedy tm bardziej się nie nadaje do biznesu.
T.2020.03.24 9:49
Chwalisz się czy żalisz? No proszę znasz kilka języków studia skończyłaś, a zarabiasz minimum krajowe. Najwidoczniej słaby kierunek obrałaś. Przychodzisz teraz do mnie do pracy i mówisz że masz mgr, znasz kilka języków, chcesz u mnie pracować i zarabiać 4 tyś na rękę. A jakie ja mam podstawy żeby Ci tyle zapłacić? Uprawnień UDT nie masz, prawa jazdy kat C, ani nawet BE, systemu fakturowania i magazynowania byś musiała się nauczyć od podstaw. Ci którzy takie uprawienia mają zarabiają odpowiednio do swoich umiejętności. Jakieś doświadczenie w branży produktów FMCG? Dorośnij kobieto, połowa Twojej wypowiedzi to jakieś żale niezwiązane z tematem. Płaci się za wykonaną pracę, a nie za przychodzenie do pracy. Płaci się za jakość wykonanej pracy/usługi, a nie za to że osoba która ją wykonywała ma tytuł magistra z jakiegoś śmiesznego kierunku. Nikt nie będzie trzymać na etacie dyletantów i płacić im więcej tylko dlatego że mają przed nazwiskiem mgr a wykonują gorszą pracę i potrafią mniej niż pracownik bez studiów. Dla mnie pracownik, który chce wykonywać tę samą prace co osoba bez studiów, umiejąc mniej, żądając większych pieniędzy tylko dlatego że ma studia to żywy dowód na porażkę systemu edukacji.
Realista2020.03.23 14:58
To ma sens. Po zniesieniu przymusu szkolnego i spadku poziomu wykształcenia niewątpliwie zwiększy się liczba miłośników takich portali jak Fronda:)
Michał Jan2020.03.23 15:06
Potwierdzasz, że obowiązkowe szkolnictwo jest szkodliwe. Po zniesieniu przymusu nastąpiłby wzrost poziomu wykształcenia. I to niekoniecznie tylko w obrębie kształcących się nieobowiązkowo, bo znakomita część niekorzystających nie pogorszyłaby swojego poziomu wykształcenia w stosunku do sytuacji obecnej.
I kwiatek dla pani i masło to piątkę da Pawełkowi2020.03.23 14:47
Przymusu i "bezpłatności" szkoły będą bronili zaciekle sami nauczyciele wraz z księżmi, bo tylko taki model daje im żadnym wysiłkiem piękne pieniążki i liczne przywileje. W kolejce przebierają nogami spece od LGBT, też by chcieli się załapać na posady w szkołach. Będzie bardzo ciężko to zmienić, ogromna armia pasożytuje na podatniku, nauczyciele, katecheci, liczne ważne i ważniejsze kuratoria, urzędnicy MEN, to jest ogromna armia która wraz z rodzinami zawsze będzie przeciwko dobrowolnej szkole. Oni koniecznie chcą mieć przymusowo sprowadzanych uczniów. Chyba tylko nauczyciele zawodów by na to poszli, bo oni coś konkretnego potrafią i wiedzą że uczniowie chętnie przyjdą do ich szkół.
Marek212020.03.23 13:53
To jajeczko jest mocno nieświeże....
Mikołaj Piskarski MIŚ Barei sie kłania2020.03.23 13:48
No frondo, sięgęłaś dna. Artykułem, w którym proponujesz zniesienie przymusu szkolnego, gdyż wówczas zawieszenie zajęć szkolnych przez pisowki rząd w obliczu koronowirusa (taka jest wymowa artykułu) byłoby niemal czymś zbawczym i wręcz zwiastunem wychodzącym na przeciw temu nowoczesnemu rzekomo światowemu tendowi - nawiązałaś do słynnego dnia pieszego pasażera z "Misia" Barei, kiedy pasażerom rzekomo z dbałości o ich zdrowie proponowało się przechadzkę bo zepsuły sie tramwaje. Dno i kilometr muru we włazidupstwie pisiorom i ich decyzjom.
Michał Jan2020.03.23 14:17
Obawiam się, że również nie sięgnąłeś szczytu. Ten artykuł już tu był i porusza kwestie zupełnie niezwiązane z bieżącą sytuacją. Wyluzuj i potraktuj go, jak pewne wyzwanie umysłowe. Za i przeciw w dłuższej perspektywie.
Vip Randki kamerki pokazy skype!2020.03.23 13:46
Szukam miłego i kulturalnego faceta na sex spotkania lub stały zwiazek. Mam na imię Monia lat 24, wzrost 169cm, wiecej moich nagich fotek i kontakt do mnie tu- www.lexlale.com.pl i wyszukaj mnie po niku: Monik5 napisz do mnie i spotkajmy sie!
szczepionki się nie doczekasz 2020.03.23 13:42
A teraz "pomyśl" mendo co było gdyby rządziła opozycja złożona z kilku partii. Nie byłoby żadnych decyzji, kłóciliby się o kawałek koryta dla siebie i swoich. Czy wam mendy się to podoba czy nie, na kryzys w jakim znajduje się kraj, Polska rządzana przez jedną partie to jedyna szansa.
Michał Jan2020.03.23 15:02
Doskonały przykład, że obowiązkowa szkoła przez 12 lat nie potrafi nauczyć liczyć do 3.
szczepionki się nie doczekasz 2020.03.23 15:31
Jakie? PIS nie jest w żadnej koalicji z nikim. Ma większość w Sejmie! 239 na 458!
ladychapel2020.03.23 13:16
https://www.facebook.com/groups/2433064840114429/permalink/2946973672056874/
qwerty2020.03.23 13:03
Co za debile na tej flądrze piszą. To jest metoda na hodowanie elektoratu PiS tylko za pomniał dodac że katecheza msui być obowiązkowa.
Michał Jan2020.03.23 13:23
No właśnie - po katechezie widać, jaka jest różnica między dobrowolnością a przymusem.
anonim2020.03.23 13:34
Zapominasz o jednym. Przymus będzie i tak i tak. Bo decydują rodzice, a uczą się dzieci, ich nikt o zdanie nie pyta. W drugą stronę to też działa. Nieodpowiedzialni rodzice są w stanie przekreślić szanse swoich dzieci, choćby najzdolniejszych.
Michał Jan2020.03.23 13:45
Celna uwaga, ale nie doceniasz konsekwencji. Nieobowiązkowa szkoła nie trzyma gamoni uniemożliwiających prowadzenie lekcji. Po prostu się ich wyrzuca ze szkoły, jak drzewiej bywało. To prawda, że część dzieci skończy, jak Janko Muzykant, ale obecnie, nawet Einsteinowi trudno byłoby zostać chociażby porządnym fizykiem. Chcemy urawniłowki w szkole - trzeba się pogodzić z tym, że będziemy mieli kraj ludzi poczciwych.
Oddajcie władzę mądrzejszym2020.03.23 13:01
Po politykach pisu widać że dla nich szkoła była niepotrzebna bo kaczor, du-pa, premier i tych kilku niedouczonych magistrów prawa w rządzie jest tak tępych że szkoła była chyba dla nich przymusem, a prezydent Adrian to szczyt tępactwa żadnej decyzji sam podjąć nie potrafi
Judasz2020.03.23 13:00
Mikołaj, dobry jesteś ! Szkoły zamknąć i debilków hodować !
Michał Jan2020.03.23 13:24
To z tego tekstu zrozumiałeś, skończywszy szkoły obowiązkowe?
mam lekarstwo na "korone"2020.03.23 12:44
Jesteś młody to zarobisz, jesteś stary to ci się PRL przypomnie. Darmowe obciąganie każdej lachy: czarnych, żołtych, tych z wirusem. Za lachy do 30-tki to płacę do 100PLN za 10 min. Lokalizacja dowolna. Może to być Dworzec Centralny, albo klopy pod Rondem Dmowskiego a także WC w Marriocie, Novotel. Na "numer" umawiam się tylko poprzez email: [email protected] Adresować na "Lesiu" i muzykę dodam. W kakałko nie biorę bo mam hemoroidy. Dyskrecja zapewniona.
Wojciec2020.03.23 12:40
Jak wynika z danych PKW to wyborcom PiS było pod górkę do szkoły wiec jest nadzieja dla waszych dzieci, że będą mogły legalnie do szkoły nie chodzić, a potem uważać ze wszystko im się należy. Życie spędzą z Harnasiem w ręku przed telewizorem oglądając kabarety, ukryte prawdy, discopolo i losowanie totolotka.... zupełnie jak wy
Michał Jan2020.03.23 13:25
I dzięki temu nie będą przeszkadzać w nauce tym, którzy się do niej garną.
Agnieszka Dz. 2020.03.23 18:33
A pomyślałeś o zdolnych dzieciach patologicznych rodziców? Te dzieci będą skazane na analfabetyzm, biedę i bezrobocie
...2020.03.23 13:32
Woj cieciu napisał bym ci coś ale w twoim lewackim towarzystwie nie znajdziesz nikogo kto by to ci przeczytał