09.07.13, 08:52Ojciec John Bashobora (Fot. material organizatorow Jezusnastadionie.pl)

Religijność stadionowa? Nie zgadzam się z red. Rowiniskim

Rano opublikowano na Frondzie.pl mój tekst "Narodowy Stadion Chrystusowy". Było w nim kilka błędów wynikających bezpośrednio z moich wzrokowych problemów (pewnie i w tym tekście będzie kilka). Siedząc w sobotę na Narodowym zastanawiałem się czy to jest czas na uleczenie mojego wzroku. Tekst pisałem w sobotę wieczorem, więc jak widać nie doświadczyłem uzdrowienia. Czytając tekst Pana red. Rowińskiego, miałem jednak przed moimi chorymi oczami Pana Boga, który jest bardzo surowy i smutny. A na Stadionie, ten, którego pokazywał nam o. John, smutny na pewno nie był.

W opinii Pana redaktora religijna emocjonalność nie prowadzi w dobrą stronę: „A więc liczą się atmosfera, emocje, a nie łaska, która przychodzi w „lekkim powiewie”- podkreśla kolega Rowiński. To zjawisko jest niebezpieczne, ale jedynie w chwili, gdy się na tym zatrzymamy. Gdy nie pójdziemy dalej. Krytykując emocjonalność wyobraźmy sobie jednak pewną sytuacje: stoimy w kościele, w którym kapłan trzymając się mocno litery prawa liturgicznego jednocześnie ze smutnym głosem, pełnym majestatu i powagi woła: „bracia radujcie się”. Wczoraj na Eucharystii właśnie tego doświadczyłem i brak wykrzyknika na końcu tego stwierdzenia nie wynika z mojego przeoczenia. Czy my dzisiaj potrafimy zarażać Panem Bogiem? Czy z emocjami potrafimy mówić, że jest dla nas ważny? Mam wrażenie, że nawet jeśli prawdą to co Pan redaktor stwierdził, iż część osób trafiła na Narodowy ze zwyklej ciekawości, to jednak nie ulega wątpliwości, że Chrystus którego zobaczyliśmy tam na Pradze, to ktoś konkretny, ktoś kogo możemy lubić. Czy lubić to nie za mało? Właśnie, że nie! On pokazany został jako nasz przyjaciel, konkretny przyjaciel, któremu można zaufać.

A pokazywali go nam także kapłani. Być może i oni przybyli na Narodowy ze zwykłej ciekawości, znudzeni posługą w parafiach. Ja miałem jednak wrażenie, że takie spotkanie ich także wychowuje, że z majestatu kapłaństwa rozumianego jako magisterium z nieomylności dotarli do konkretnej osoby. Oczywiście zgadzam się, że wzorem powinien być dla nich św. Jan Maria Vianney, ale ja mam wrażenie, że to właśnie On był dla nich w sobotę wzorem. Nieustające kolejki do kapłanów, możliwość dotarcia do egzorcysty, płacz i radość, lęk i poczucie bezpieczeństwa w ramionach kapłana. Być może organizatorzy popełnili w tym miejscu błąd informując o braku możliwości skorzystania ze spowiedzi. Ale tym większe uznanie dla księży.

Ja nie wiem, czy biskupi ulegli jakiemuś protestanckiemu czarowi. Wiem jednak, że jako katolik zazdroszczę protestantom ich odwagi w powiedzeniu ‘Tak, jestem uczniem Chrystusa”. Mam ostatnio dużo kontaktów z zielonoświątkowcami i podziwiam ich za umiejętność wejścia do celi w lokalnym łódzkim areszcie głosząc Chrystusem na ustach. I nie wydaje mi się by w kontakcie z mordercami i gwałcicielami wycierali sobie Bożym imieniem owe usta. Oni głoszą Chrystusa. A czy my zatopieni w debatach o instytucji Kościoła, o zasadności przepisów i kształcie wymogów kanoniczno- liturgicznych, czy nie zatraciliśmy w jakimś oczopląsie Osoby Chrystusa. Ks. Bashobora pokazywał go konkretnie. Emocji było mnóstwo, ale czy one są złe? Jakiego rodzica kochamy: tego surowego i poukładanego, czy tego szalonego, który w pewnych momentach potrafi powiedzieć: Stop. Ja takiego Chrystusa spotkałem. Red. Rowiński obawiał się, że „wchodzimy w epokę, kiedy wciąż mówi się o nieprzewidywalności Boga, a jednocześnie organizuje się imprezy z zaplanowanymi cudami”. Posłuchany jednak Bashoborę, Bóg uzdrawia nas Teraz, w tej chwili, w momencie gdy się na niego otwieram. Czy to Ugandyjczyk dawał przekaz, że jest katolickim Kaszpirowskim? Nie to raczej ten, który ryczał na stadionie i dźwięk tego ryczenia może w wielu uszach pozostanie ku pamięci, że ze złem trzeba walczyć, a nie śmiać się z diabełków i trupio- czaszkowych lalek.

Podzielam lęk publicysty Frondy, że możemy zostać jedynie na poziomie emocji. Ostatnie słowa tego spotkania to było wezwanie do zaangażowania się we wspólnoty, do wejścia w życie parafii. Ja zamierzam to czynić.

Błażej j. Kmieciak

Tekst jest polemiką z artykułem Tomasza Rowińskiego pt. Religijność stadionowa, opublikowanym na łamach "Rzeczpospolitej".

Komentarze

anonim2013.07.9 9:10
Dobry tekst. Wydarzenie takie jak to , czego byliśmy swiadkami w ostatnią sobotę , może pozostać w nas na poziomie emocji. Jest to pewne zagrożenie , Każdy powinien jednak sam rozważyć w swoim sumieniu jak odnosi się do tego typu wydarzeń. Odnoszę wrażenie ,że brak nam często takiej prostej wiary . Za mało żyjemy Chrystusem i jego Kościołem . Zauważcie jakie zaintersowanie na Frondzie miał temat o pierwszej encyklice papieża Franciszka a jakie temat o urodzinach Jaruzelskiego. Może tu jest problem ,że boimy przyznać się do Chrystusa , bo co o nas powiedzą ,że jesteśmy ciemni głupi zabobonni.
anonim2013.07.9 9:29
Bardzo dobry tekst.
anonim2013.07.9 9:32
Wiele dróg prowadzi do Jezusa. W tym wypadku możemy mówić o nowej formie ewangelizacji zastosowanej w Polsce. A nie o religijności stadionowej. Modlitwy i zebrania chrześcijańskie na stadionach istnieją już od lat. Dla lewicowych ideologii ta forma ewangelizacji jest bardzo niebezpieczna, dlatego bo gromadzi wielotysięczną formację modlących, uczących się ludzi. A że żyjemy jeszcze w państwie demokratycznym, to nie mogą nam zabronić gromadzenia się i modlenia do Pana Jezusa. Na dzień dzisiejszy mogą nam tylko przeszkadzać, oczerniać i nic poza tym.
anonim2013.07.9 10:27
Emocje łagodne czy mocniejsze nawet w sprawach religijnych zawsze istnieją, bo nie mamy na nie wpływu. Przy nawróceniach prywatnych czy egzorcyzmach, emocje z działaniem Boga na nas są tak głębokie, że pamiętamy je na całe życie. W tym przypadku nie powinniśmy negować emocji wynikających z naszego ciała. Dlatego bo są one twórcze i pociągają nas za Bogiem. Wspólne spotkania ewangelizacyjne dodają nam wiarę i wzbogacają duchowo. Pan Jezus jest z nami i modli się z nami. Co innego jest, gdy szukamy w chrześcijaństwie emocji, dla samych emocji. A gdy ich nie mamy (nie bawimy się) odchodzimy od kościoła. Na kartach Ewangelii czytamy, jakie były ogromne poruszenia w czasie dokonywania cudów przez Pana Jezusa. Dzisiaj dokładnie jest tak samo, tylko w innej formie. Cieszmy się, że Jezus jest z nami i nie opuszcza nas.
anonim2013.07.9 11:29
Pełna zgoda z @2013 i bardzo dobry test pana Błażeja, mnie także jest bliży ten Chrystus, o którym pan pisze. Co do pana poprzedniego tekstu, m.in i ja wytykałam panu błędy i przepraszam, jeśli wynikały one z tego powodu, o którym pan wspomina. Ale proszę pomyśleć: skąd my czytelnicy mamy o tym wiedzieć??? Odbieramy tylko tekst i na jego postawie kształtujemy opinię o autorze...
anonim2013.07.9 12:38
@ Autor, również wytykałam błędy w tamtym artykule - przepraszam. Jednak co do leadu, to proszę wziąć sobie moją uwagę do serca, myślę że będzie pomocna w dalszej pracy dziennikarskiej :) Wszystkiego dobrego!
anonim2013.07.9 13:19
Dlaczego na stadionie? Dlaczego nie w kościele? Od tego są świątynie aby w nich odprawiać msze itp. Przepisy Kościelne wyraźnie mówią, że msze mają odbywać się w świątyni, a nie w lesie, nad jeziorem czy na stadionie. Są wyjątki jak msze polowe dla wojska czy wizyty papieża, ale czy taką okazją jest przyjazd jakiegoś biskupa. Dziś biskup, jutro monstertrack. Słabe to.
anonim2013.07.9 18:04
co do protestantów, ich nie morduje się tak jak katolików, i tak nie prześladuje więc niema czego zazdrościć, są ulgowo traktowani bo odrzucają dogmaty maryjne, my natomiast jesteśmy synami i córkami Maryji Matki Boga Jezusa Zbawiciela Ludzkości.... znowu co do całej modlitwy stadionowej, fakt pewnie były tam osoby które nie żyją na codzień wiarą w osobową obecność Pana w Eucharystii, czy ich czyny przeczą nauczaniu Chrystusa, jednak to nie przeszkadza wielbić Jezusa, nawet Piotr się zaparł gdy przyszła chwila próby, także módlmy się o świętych świeckich katolików, bo takich nam teraz bardzo potrzeba, co do osób konsekrowanych to ich świętość powinna byc oczywista dla nich samych inaczej gubią się i marnieją....