Kto zakapował Rotmistrza Pileckiego? - zdjęcie
21.10.11, 16:54

Kto zakapował Rotmistrza Pileckiego?

9

 

Fragment książki Tadeusza M. Płużańskiego, Bestie. Mordercy Polaków, Wydawca 3S MEDIA, Seria: Biblioteka Wolności – Historia

 

Wedle historyków agentem, przez którego wpadła grupa „Witolda”, był Leszek Kuchciński. Przed wojną członek Obozu Narodowo-Radykalnego, po 1939 r. Tajnej Armii Polskiej, która weszła potem w skład Armii Krajowej. W TAP działał razem z Tadeuszem Płużańskim. Spotkali się ponownie w 1947 r. i Kuchciński zamieszkał u Płużańskiego, który był kurierem Pileckiego do II Korpusu gen. Andersa we Włoszech. Kuchciński od końca 1945 r. pełnił funkcję szefa Oddziału Bezpieczeństwa i Służb Politycznych wywiadu Obszaru Centralnego WiN.

 

POSZEDŁ DO PIACHU

 

Historyk Wiesław Jan Wysocki w książce „Rotmistrz Pilecki” (wyd. 1994 r.) pisze, że agent Kuchciński rozpracowywał grupę „Witolda” przez kilka miesięcy. „Dzięki jego informacjom funkcjonariusze MBP mieli ułatwione zadanie podczas śledztwa”.


Bezkrytycznie powtarza to krewniak rotmistrza, Krzysztof Pilecki („Był sens walki i sens śmierci”, wyd. 1998 r.): „W przypadku Witolda Pileckiego i jego bliskich współpracowników siły bezpieczeństwa zastosowały jeden z wypróbowanych sposobów, wprowadzając do organizacji „WiN” swego agenta Leszka Kuchcińskiego”.

/

 

Wysocki: „Rola Kuchcińskiego ujawniła się w pierwszej fazie śledztwa, ale nikt z uwięzionych nie był z nim bezpośrednio skonfrontowany [brak informacji o aresztowaniu Kuchcińskiego w związku ze sprawą „Witolda” – TMP], później zaś jego wpływ na zeznania był zdecydowanie mniejszy i Kuchciński znikł z pola widzenia”.


Historyk Adam Cyra, w książce „Ochotnik do Auschwitz. Witold Pilecki 1901-1948” (wyd. 2000 r.), przytaczając akta sprawy pisze, że „zagrożony aresztowaniem Leszek Kuchciński zamierzał opuścić Polskę. (...) Jego los jest nieznany”. Można się tylko domyślać, że został skrytobójczo zamordowany przez „nieznanych sprawców”. Obrończyni Tadeusza Płużańskiego, Alicja Pintarowa, na pytanie o los Kuchcińskiego, odpowiedziała, że „poszedł do piachu”.


Wysocki: „Oprócz ewidentnie agenturalnej działalności Leszka Kuchcińskiego, która spowodowała aresztowania [Wysocki powtarza to w wydanym w ub. r. przez IPN zbiorze publikacji pt. „Przestępstwa sędziów i prokuratorów w Polsce lat 1944-1956” – TMP], istnieją wyraźne poszlaki dotyczące innych sposobów penetracji siatki „Witolda” przez bezpiekę. Wydaje się, że wokół rotmistrza zaciskały się trzy niezależne pętle aparatu terroru i prędzej czy później doszłoby do wsypy”.

 

MISJA WALLENRODA

 

„Pewne nie udokumentowane podejrzenia wskazują również Wacława Alchimowicza. Bardziej prawdopodobne jest, iż ten ostatni sam padł ofi arą prowokacji” – czytamy dalej w książce Wysockiego.


Kim był Wacław Alchimowicz? Z grupą Pileckiego nawiązał kontakt przez Kuchcińskiego, który był jego kolegą gimnazjalnym. Przed wojną też należał do ONR. W 1947 r. pełnił funkcję naczelnika III Wydziału V Departamentu MBP.


Wysocki: „Kuchciński – mówiąc językiem oskarżenia – zwerbował w styczniu 1947 r. Alchimowicza do siatki szpiegowskiej WiN. Była to ewidentna prowokacja [miała na celu zniszczenie organizacji i samego Pileckiego – TMP]. Kuchciński zwierzył się dawnemu koledze, że zerwał z działalnością konspiracyjną. Podjął pracę w MBP, ujawniając swoje związki z podziemiem winowskim. Przekonał Alchimowicza, że powinien postąpić podobnie, choć wszystko wskazuje na to, iż ten ostatni wstąpił do MBP z misją Wallenroda. Oferta Kuchcińskiego stała się dla Alchimowicza pułapką; po referendum [3 razy tak – TMP] zaczął dostarczać informacji dla podziemia, nie wiedząc, że jest ono inwigilowane, jednym zaś z konfi dentów jest jego przyjaciel”. Wysocki co prawda ma wątpliwości, ale ich nie rozwija, zadowalając się stwierdzeniem: „Możliwe, iż także Alchimowicz grał wyznaczoną rolę”.


Wiele wskazuje na to ostatnie, że agent Alchimowicz wrobił niewinnego Kuchcińskiego. Jeśli ktoś z tej dwójki był Wallenrodem to raczej nieświadomy prowokacji Kuchciński.

 

Z akt sprawy wynika, że Alchimowicz, pracując w MBP, był cennym informatorem dla grupy Pileckiego. Przekazywał informacje m. in. o sfałszowanym referendum, planach wprowadzenia masowego terroru – również podczas wyborów, o strukturze MBP, roli „doradców” sowieckich, o tym, że większość funkcjonariuszy to „kryminaliści” i „analfabeci”, o metodach rozpracowania WiN, NSZ, prawdziwych celach amnestii (lepsze rozpracowanie niepodległościowego podziemia). Alchimowicz opracowywał również listę agentów MBP w PPS i kierowniczych postaci w Wydziale Śledczym MBP, odpowiedzialnych za zwalczanie polskich patriotów (wymieniał przede wszystkim Józefa Czaplickiego, Józefa Różańskiego i Julię Brystygierową).

 

RAPORT BRZESZCZOTA

 

Likwidację czołowych funkcjonariuszy bezpieki przewidywał tzw. raport Brzeszczota (jeden z pseudonimów Kuchcińskiego, za jego pośrednictwem raport trafi ł do Pileckiego, autorem był najprawdopodobniej Alchimowicz, a na pewno od niego pochodziły informacje): „Ich usunięcie zahamuje akcję terroru, a częściowo ją uniemożliwi – ludzie ci są bowiem niezastąpieni. Trzeba liczyć się z psychiką azjatów, którzy będą bezradni, gdy zabraknie im „głowy”, a zostaną tylko ręce”. Do likwidacji miano użyć broni, którą „Witold” ukrył po Powstaniu Warszawskim, kiedy walczył w Batalionie Chrobry II. Jeden z członków grupy Pileckiego – Makary Sieradzki twierdził nawet, że planowano zamach na Bieruta (gdyby tak rzeczywiście było, wspomnianoby o tym w akcie oskarżenia).

/

 

Adam Cyra: „Raport „Brzeszczota” został przekazany do II Korpusu (...). Odpowiedzi na ów raport jednak nie otrzymano, natomiast Pilecki nie zamierzał przeprowadzić żadnej akcji terrorystycznej, a nawet nie miał środków na jej realizację. Znamienna w tej sprawie jest wypowiedź Pileckiego z listu, jaki napisał w więzieniu na Mokotowie do Różańskiego: „po przeżyciach w Oświęcimiu nie umiałbym nikogo zamordować””.


Raport Brzeszczota był zatem prowokacją. Wykorzystano go potem przeciwko Pileckiemu i towarzyszom w trakcie śledztwa i procesu. Bezpieka nie oszczędziła również swojego pracownika i agenta Wacława Alchimowicza. Został aresztowany 5 maja 1947 r. i zatrzymany „do dyspozycji” Wydziału II Departamentu III MBP. Potem był przesłuchiwany przez jednego z najgorszych ludzi bezpieki – por. Józefa Duszę, ale – co znamienne – wyłączono go z procesu grupy „Witolda”. Był sądzony w „kiblowym” procesie przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie 19 stycznia 1948 r. za „wejście w porozumienie z Kuchcińskim w przedmiocie zabójstwa płk Czaplickiego w formie gwałtownego zamachu przez członków nielegalnej organizacji WiN”. Otrzymał trzykrotną karę śmierci, a Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Wyrok wykonano 11 lutego 1948 r. Wysocki pisze, że „zbyt wiele wiedział o „fi rmie”, w której pracował, a dając się wciągnąć w prowokację Kuchcińskiego, wydał na siebie wyrok”.

 

WYWIAD DLA NKGB

 

Adam Cyra powołuje się na opinię Wiesława Wysockiego w czasie wojny Wacław Alchimowicz był związany ze zbrojnym podziemiem. Wysocki pisze, że Alchimowicz miał stopień podporucznika rezerwy. Używał m. in. pseudonimu „Kazik”: „Zadziwiać musi fakt, iż z taką przeszłością dobrowolnie znalazł się (od 14 maja 1945 r.) w szeregach pracowników MBP (awansował do stopnia kapitana) i kierował w nim jedną z sekcji”.


Twierdzenie o związkach Alchimowicza ze zbrojnym podziemiem jest prawdziwe tylko częściowo, a jego przeszłość wyjaśnia sprawę rozpracowania grupy Pileckiego. Alchimowicz dowodził bowiem (czego z niezrozumiałych przyczyn wytrawni przecież historycy Wysocki i Cyra nie wiedzą) jednym z oddziałów partyzanckich na Nowogródczyźnie. Nie był to jednak oddział Armii Krajowej, czy innej niepodległościowej organizacji, ale polska jednostka pod dowództwem sowieckim.


Zygmunt Boradyn w książce „Niemen. Rzeka niezgody” (2000 r.) pisze o sytuacji na Nowogródczyźnie w latach 1943-44, że „agenci sowieccy znajdowali się zarówno w terenie, jak i w oddziałach akowskich. Jak wynika ze wspomnień Bojomira Tworzyańskiego, agentem był burmistrz i komendant placówki Wasiliszki Wacław Alchimowicz „Kazik””.


Na początku 1943 r. Alchimowicz uciekł do Brygady im. Leninowskiego Komsomołu, gdzie został dowódcą oddziału. Miał on charakter wywiadowczo-propagandowy i był komórką NKGB. Rok później (w marcu 1944 r.), decyzją Raduńskiego Podziemnego Komitetu Partyjnego, Alchimowicz został szefem Międzyrejonowego Komitetu Związku Patriotów Polskich. Członkowie oddziału Alchimowicza nadal pracowali na potrzeby wydziału specjalnego Brygady im. Leninowskiego Komsomołu. „Głównym jego zadaniem było prowadzenie wywiadu i propagandy w języku polskim przeciwko AK”. 29 czerwca 1944 r. grupa Alchimowicza licząca 22 osoby, została przekształcona w oddział partyzancki im. Wandy Wasilewskiej.


„Alchimowiczowcy” podawali się za niezależnie działającą strukturę ZPP, nosili mundury WP, co „wprowadziło w błąd wielu miejscowych Polaków, w tym i członków podziemia [na Alchimowicza dała się potem nabrać grupa Pileckiego – TMP]. Nawet por. Ponury nie od razu zorientował się w rzeczywistych zamiarach i celach grupy „Alchimowicza” i 21 kwietnia w Dejnarowszczyźnie spotkał się z jej członkami (...). Z tego spotkania Sowieci sporządzili szczegółowe sprawozdanie. Nie zawierało ono informacji o VII batalionie 77 pp AK, lecz przedstawiało poglądy por. Jana Piwnika na stosunek do partyzantki sowieckiej i Niemców”.

 

PRZYJACIELE PARTYZANCI

 

Według ustaleń Zygmunta Boradyna Wacław Alchimowicz oddał „ogromne usługi wywiadowi sowieckiemu (...). Dzięki jego pomocy została dokładnie rozpracowana kompania konspiracyjna Wasiliszki. Precyzja informacji uzyskanej przez Sowietów jest przerażająca”. Alchimowicz był np. autorem obszernej notatki służbowej zatytułowanej: „O organizacji białopolskiej na terenie Okręgu Lidzkiego (prawdopodobnie kwiecień-maj 1944 r.), która jest – jak pisze Boradyn – najlepszym ze znanych dokumentów wywiadu sowieckiego dotyczących konspiracji i oddziałów partyzanckich Armii Krajowej na Nowogródczyźnie”. W „Notatce” przedstawił historię powstania Okręgu Nowogródzkiego AK, podał pseudonimy i nazwiska członków Komendy Okręgu i żołnierzy czterech batalionów 77 pp AK. Informował o stosunkach AK-Niemcy, uzbrojeniu jednostek polskich, organizacji dywersyjno-wywiadowczej „Wachlarz”.

/

 

W końcu „białopolacy” rozpracowali Alchimowicza (dlaczego tych informacji nie miał potem Witold Pilecki?), którzy wystosowali do grupy ZPP ultimatum, w którym zażądali zaprzestania wrogiej propagandy i przejścia na ich stronę, w przeciwnym wypadku grożąc likwidacją. „Do rozbicia grup – jak pisze Boradyn – jednak nie doszło”.


Na czym polegała ta propaganda? Alchimowicz redagował ulotki, wydane w języku polskim. W jednej z nich Do braci Polaków pisał: „Niewinnie czerwona partyzantka nie zabija. Bijemy Niemców, szpiegów niemieckich, zdrajców i bandytów ograbiających ludność. Nie niszczymy grup partyzanckich z nami nie współpracujących. Napadnięci będziemy bronić się. Od obszarników i faszystów nie zależą granice Polski. Choćby oni wybili wszystkich sowieckich partyzantów, granicę pomiędzy Polską a ZSRR ustali konferencja ZSRR, Anglii i USA. Polacy, nie bójcie się sowieckiej partyzantki, partyzanci to wasi przyjaciele”. Propaganda była jednak mało skuteczna, gdyż ludność polska nie wierzyła Sowietom. Nie zmienia to faktu, że działalność Alchimowicza służyła interesom obcego mocarstwa, którego celem było zniszczenie Polski. Tak jak kapował żołnierzy Armii Krajowej na Nowogródczyźnie, tak zakapował potem grupę rotmistrza Witolda Pileckiego. Taki był Wacław Alchimowicz „Kazik”, agent NKGB, „Wallenrod” WiN-u w MBP.

 

Tadeusz M. Płużański

Komentarze (9):

anonim2011.10.21 19:11
<p>nie tylko przez zbrodniczych sąsiad&oacute;w, ale także przez płatnych zdrajc&oacute;w i tuskomatołk&oacute;w...</p>
anonim2011.10.22 17:00
<p>Wiarygodnośc tego autora jest r&oacute;wna wiarygodności Piecucha tylko w drugą mańkę. Ten facet się karmi obsesjami. Oczyiście znajdzie wiernych czytelnik&oacute;w, bo ludożerka kocha proste podziały i czarno-białe oceny. Wujnia dla młodych.</p>
anonim2011.10.22 18:45
<p>Ciekawy artykuł.</p> <p>Myślę, że jeszcze niejeden dokument ujrzy światło dzienne.</p>
anonim2011.10.23 14:27
<p>Powyższy tekst jest nieco chaotyczny i - delikatnie m&oacute;wiąc - dośc mało sp&oacute;jny i logiczny. Autor nachalnie stara się rozgrzeszyć Leszka Kuchcińskiego z zarzutu zdrady a przecież wiemy, że na procesie Rotmistrza zeznawał właśnie Kuchciński i że nie zachowały się żadne dokumenty wskazujące, że tenże Kuchciński został następnie sam skazany. Dlaczego komuna miałaby zabijać go potajemnie &nbsp;przy pomocy \"nieznanych sprawc&oacute;w\", akoro mogłaby to załatwić komfortowo w piwnicy więzienia? Chyba jednak bardziej prawdopodobne, że został po cichu wypuszczony i pod zmienionym nazwiskiem żył gdzieś sobie spokojnie. Nie ma się też co spierać, że Alchimowicz w czasie wojny pracował dla Sowiet&oacute;w... Ale czy to musi znaczyć, wydał Pileckiego? Podsumujmy: Alchimowicz przekazał podziemiu niepodległościowemu wiele PRAWDZIWYCH materiał&oacute;w wywiadowczych na temat bezpieki, nie zeznawał na procesie Pileckiego a sam dostał trzykrotną kare śmierci a wyrok wykonano. Przecież za rozpracowanie Rotmistrza - gdyby to było prawdą - powinien dostać od komunist&oacute; medal a nie \"czapę\"? Być może Alchimowicz \"zwąchał się\" z komuną w roku 1943 (ale wcześniej dowodził oddziałem AK na Nowogr&oacute;dczyznie - został pozbawiony dow&oacute;dztwa na poczatku roku 1943 za \"pozytywny\" stosunek do sowieckiej partyzantki), ale byc może pracując w MBP przejrzał na oczy i pr&oacute;bował odkupić swoje winy. Szkoda, że autor ograniczył się jedynie do epitet&oacute;w nie podając nowych fakt&oacute;w. Szczerze m&oacute;wiąc narracja profesora Wysockiego jest znacznie bardziej sp&oacute;jna i przekonywująca.</p>
anonim2011.10.26 11:05
<p>NIE ROZUMIEM W. Alchimiwicz&nbsp; 5 maja 1947 r. został aresztowany oraz oskarżony o zdradę tajemnic państwowych i planowanie zamach&oacute;w na m&oacute;zgi MBP. 19 stycznia 1948 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał go na karę śmierci. Został zastrzelony 11 lutego w więzieniu mokotowskim. Gr&oacute;b symboliczny znajduje się na <a title=\"Cmentarz Wojskowy na Powązkach\" href=\"http://pl.wikipedia.org/wiki/Cmentarz_Wojskowy_na_Pow%C4%85zkach\">Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie</a> w <a title=\"Kwatera na Łączce\" href=\"http://pl.wikipedia.org/wiki/Kwatera_na_%C5%81%C4%85czce\">Kwaterze \"Na Łączce\"</a>.</p>
anonim2013.05.17 19:53
Sprawa wydania grupy Witolda Pileckiego nie jest taka jednowymiarowa. Pilecki był rozpracowywany przez MBP co najmniej z trzech stron “Wokół rotmistrza zaciskały się niezależnie trzy pętle”. Na przykład dwa razy aresztowano kuriera Kuczyńskiego. Agenta go do grupy Pileckiego wprowadził Tadeusz Płużański we wrześniu 1946 roku. Agentem był Leszek Kuchciński, znajomy Płużańskiego z czasów konspiracji w TAP. Kuchciński ps. “Brzeszczot” przez kilka miesięcy prowadził inwigilację grupy, którą ułatwiło mu wspólne mieszkanie w Piastowie z Płużańskim. Kuchciński był również autorem raportu Brzeszczota – prowokacji UB. Wacław Achimowicz dostarczył podziemiu prawdziwe dokumenty, informacje, a następnie został skazany podczas niejawnej rozprawy na śmierć i wyrok wykonano! Leszek Kuchciński nie został skazany. Dnia 27.11.1991 roku Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie stwierdził nieważność wyroku skazującego dnia 19.01.1948 roku kpt. Wacława Alchimowicza, ponieważ przypisane mu przestępstwa związane były z jego działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego. Oznacza to, że kpt. Wacław Alchimowicz został formalnie zrehabilitowany.
anonim2013.07.19 20:39
Rotmistrza Pileckiego obciążyły zeznania jego bliskiego współpracownika Tadeusza Płużańskiego, który został aresztowany 6 maja 1947 roku. Płużański składał obszerne zeznania jeszcze przed aresztowaniem Pileckiego, które nastąpiło dopiero dnia 8 maja 1947 roku. Napisał o tym historyk dr Adam Cyra w artykule pt. "Witold Pilecki w rękach UB". Odnośnik do artykułu: http://sol.myslpolska.pl/2013/06/witold-pilecki-w-rekach-ub Fragment artykułu: "Rotmistrz znalazł się w sytuacji bez wyjścia, ponieważ funkcjonariusze UB wiedzieli o nim bardzo wiele, w czym mogły im pomóc również obszerne zeznania Tadeusza Płużańskiego na temat „Witolda” przed jego zatrzymaniem, których protokóły są opatrzone datami 6, 7 i 8 maja 1947 r. W zeznaniach tych Płużański podał: „W początkach lipca 1946 r. w mieszkaniu u Sieradzkich, ul Pańska nr 85 m. 9, skontaktowałem się z „Witoldem” (Akta procesowe Pileckiego, t. 1, k. 182). Podczas przesłuchań Tadeusz Płużański nie podał jednak prawdziwego nazwiska „Witolda”, lecz wspomniał tylko, że przebywał on w KL Auschwitz pod nazwiskiem: Tomasz Serafiński (Akta procesowe Pileckiego, t. 1, k. 189). Nadto Płużański zeznał już podczas przesłuchania w dniu swojego zatrzymania przez funkcjonariuszy UB: „Z „Witoldem” ostatnio miałem spotkanie w dniu 6 maja 1947 r. w Warszawie na ul. Pańskiej 85 m. 9 u Sieradzkich. (…) Dojście do „Witolda” mam jedynie przez Sieradzkich, którzy znają go kilka lat i wyrażają się o nim jako o człowieku porządnym i uczciwym” (Akta procesowe Pileckiego, t. 1., k. 172 i 173)." Płużański po aresztowaniu, w zeznaniach obciążył całą winą Witolda Pileckiego za przygotowanie zamachów na wysokich funkcjonariuszy MBP, do których nakłaniał Kuchciński w raporcie podpisanym ps. „Brzeszczot”. Płużański zeznał, że: na żądanie Pileckiego zbierał dane o pracownikach zatrudnionych w MBP w celu ewentualnej likwidacji; Pilecki zna ludzi, którzy wykonają akcję likwidacyjną ścisłego kierownictwa MBP; Pilecki ma dostęp do broni zmagazynowanej przez Batalion "Chrobry II"; Pilecki ma sam się zająć sprawą likwidacji ludzi z MBP; nie otrzymał żadnych poleceń od „Witolda”, które dotyczyły likwidacji pracowników MBP. Tutaj przedstawiam tekst źródłowy: "Po aresztowaniu T. Płużański, (…) ujawnił co następuje: Zwróciłem się do „Andrzeja” z prośbą o podanie danych o pracownikach MBP na żądanie „Witolda”. „Witold” spodziewał się iż nadejdzie odpowiedź od ośrodków emigracyjnych z zagranicy, między innymi również w sprawie zawartego w raporcie „Brzeszczota” projektu likwidacji czołowych pracowników MBP. Istniała możliwość odpowiedzi pozytywnej lub negatywnej i licząc się z odpowiedzią pozytywną „Witold” polecił mi zbierać w/w dane celem ewentualnej likwidacji tych ludzi. (…) Zimą 1946 r. „Leszek” zwrócił się do mnie z zapytaniem, czy są ludzie, którzy wykonaliby zamierzoną likwidację ludzi z MBP. Odpowiedziałem mu, iż muszę w tej sprawie poinformować się człowieka, któremu raport doręczyłem (miałem na myśli „Witolda”). W rozmowie z „Witoldem” powtórzyłem mu pytania zadawane przez „Leszka”, otrzymałem odpowiedź, iż ludzi do likwidacji pracowników MBP on będzie mógł sam dostarczyć. Rozmowa powyższa miała miejsce pod koniec 1946 r. na ul Pańskiej w mieszkaniu „Witolda”. Podczas tej lub którejś z następnych rozmów „Witold” wspomniał mi, że zna kogoś, kto w okresie okupacji dokonywał likwidacji osób, na które wydała wyrok organizacja podziemna. Przypuszczam iż tę osobę miał na myśli, gdy mówił o ludziach , którzy mogliby i obecnie wykonywać wyroki (nazwiska tej osoby nie podał). Odnośnie do broni była mowa jeszcze w początku jesieni 1946 r., iż ma on dostęp do broni zmagazynowanej przez Batalion „Chrobry II” byłej AK z okresu upadku powstania. (…) Nie otrzymałem od „Witolda” żadnych dyspozycji, które dotyczyłyby udziału mego w likwidacji pracowników MBP. Sprawą likwidacji miał się zająć „Witold” (…)."" Cytat z W: Wiesław Jan Wysocki: Rotmistrz Pilecki. Warszawa: GRYF, 1994, s. 137-138. ISBN ISBN 83-85209-42-5 83-85521-23-2. Funkcjonariusze MBP poprzez agenta w celi uzyskali od T. L. Płużańskiego informacje o tym, że zna prawdziwe nazwisko Pileckiego oraz że był on jednym z najzdolniejszych oficerów wywiadu Andersa. Poniżej tekst źródłowy: "Śledztwo przenoszono do celi, posługując się konfidentami, którzy - jeśli udało im się zdobyć zaufanie więźnia – znakomicie ułatwiali przesłuchującym funkcjonariuszom ich pracę. W materiałach operacyjnych zachowały się tzw. wyciągi ze streszczenia, czyli anonimowe donosy kapusiów z cel Płużańskiego i Szelągowskiej. „Wyciąg” z 3 czerwca informuje, że Płużański zna nazwisko Pileckiego, ale ponieważ temu zaprzeczył, nie chce dalej tego ujawniać. „Serafiński" ma być jednym z najzdolniejszych oficerów wywiadu Andersa i Płużański przypuszcza, że też został aresztowany. Konfident donosił, iż obserwowany współwięzień jest bardzo zaniepokojony faktem, iż długo nie był wzywany na przesłuchanie i obawia się aresztowania „Jadwigi”, która mogłaby go obciążyć."" Cytat z: W. Wysocki "Rotmistrz Pilecki", WOW "GRYF", 1994, ISBN 83-85209-42-5, s. 150.
anonim2013.07.19 20:46
Grupę Pileckiego zdekonspirowali agenci: - Stanisław Kuchciński „Leszek” - Kazimierz Czarnocki. Zdrajcę Kuchcińskiego do siatki Witolda wprowadził Tadeusz Płużański. Do dekonspiracji siatki przyczyniły się również inne działania MBP, które spowodowały zaciskanie się co najmniej kilku pętli wokół rotmistrza Pileckiego. W „Polityce” z 27 maja 2013 roku, nr 22 ukazał się artykuł dr. Tomasza Łabuszewskiego pt. „Kulą w płot. Kto podważa legendę rotmistrza Pileckiego?”. http://www.polityka.pl/historia/1543689,1,polemika-z-tekstem-andrzeja-romanowskiego-o-witoldzie-pileckim.read Fragment artykułu o rozpracowywaniu siatki Pileckiego: (...)„Z dokumentacji MBP wynika jasno, iż bezpieka pierwsze informacje o działalności siatki Pileckiego miała znacznie wcześniej (być może już we wrześniu 1946 r.). Od tego momentu datuje się bowiem kontakt Tadeusza Płużańskiego ze Stanisławem Kuchcińskim vel Stanisławem Żakowskim „Biglem”, „Podkową” – będącym według wszelkich danych współpracownikiem lub wręcz oficerem operacyjnym MBP (ps. „Oset”, „Leszek”). Co najmniej od marca 1947 r. pod stałą obserwacją MBP byli członkowie jego siatki – Tadeusz Płużanski i Makary Sieradzki. Dodatkowo 30 kwietnia 1947 r. szczegółową informację na temat siatki Pileckiego przygotował główny agent działający w III Zarządzie Głównym Zrzeszenia WiN – Kazimierz Czarnocki (TW „Zieliński”). „Na czele Warszawy stoi Witold, który jest b. dowódcą Baonu Mokotów w T[ajnej] A[rmii] P[olskiej] [19]40-41. Od dwóch miesięcy nie mają kontaktu z zagranicą. […] tenże agent »Zieliński« podał kontakty pośrednie do »Witolda«, mianowicie przez niejakiego »Bigla«, który swego czasu był kierownikiem Wydziału B w Obszarze Centralnym WiN-u. »Bigiel« – nazwisko Żukowski (sic!) stracił po aresztowaniach Kwiecińskiego, Sosnowskiej i innych kontakty do WiN-u i natknął się na sieć Witolda, z którą rozpoczął współpracę”.
anonim2013.07.24 15:57
Pilecki chciał przeprowadzić zamachy na pracowników MBP. Są na to dokumenty, które powstały przed aresztowaniem Pileckiego, więc są pewniejsze niż te ze śledztwa. Pilecki w czasie rozprawy zaprzeczył, by przygotowywał likwidację mózgów MBP, ponieważ była za to przestępstwo kara śmierci z kolejnego artykułu Dekretu PKWN z 13 czerwca 1946 roku (Dz. U.R.P nr 30 poz. 192 13 czerwca 1946). Jeszcze jedna sprawa. Współpracownicy Pileckiego nie byli sądzeni tylko na głównej publicznej rozprawie. Odbyło się szereg procesów odpryskowych, na których skazano na śmierć sześć osób, a wykonano pięć wyroków śmierci. Wyroki śmierci wykonano na : - Tadeuszu Czesławie Bejt (Beyt); - Stanisławie Kuczyńskim; - Leonie Knyrewiczu (Knyrowiczu); - Władysławie Kielimie; - Wacławie Alchimowiczu. Zaznaczam, że zgodnie z poglądem autora na wiedzę historyczną moja wiedza poparta źródłami zobowiązuje mnie do zaprotestowania przeciw nieścisłościom zawartym w tekście. Są to nie tylko nieścisłości, ale pomówienia szargające imię osób zmarłych (Wacław Alchimowicz). Uważam, że odwaga jest w cenie, tak jak w cenie powinna być wiedza historyka. To jego wiedza lub niewiedza ukierunkowuje społeczeństwo oraz kształtuje światopogląd.