Sławomir Hawryszczuk: „Dla części środowiska muzycznego wrogiem jest Jezus Chrystus”  - zdjęcie
09.08.13, 09:18The Beatles (fot.Agencja BEW)

Sławomir Hawryszczuk: „Dla części środowiska muzycznego wrogiem jest Jezus Chrystus”

49

Warto chyba zacząć od podstawowego pytania. Co tak naprawdę znaczy rock and roll i skąd wziął się ten termin?

Słowo rock and roll pochodzi od angielskiego słowa kołysać się. Pojawiło się jakiś czas przed powstaniem gatunków muzycznych, które obecnie definiuje. Sam termin zapożyczony został z tradycji bluesowej opisując akt seksualny na tylnym siedzeniu cadillaca. W roku 1951 jako pierwszy użył tego zwrotu Alan Freed, określając nim nowy styl muzyczny. Co ciekawe, kilkadziesiąt lat wcześniej, termin ten pojawił się jako synonim seksu w piosence My Man Rocks Me, bluesowej pieśniarki Trixie Smith.

Pierwszą wielką gwiazdą rock and rolla był bez wątpienia Elvis Presley. Jakie wartości przekazywał swojemu audytorium?

Fenomen Elvisa to wyjątkowo trafny przykład obrazujący kogoś, kto stając się w krótkim czasie idolem, wytworzył swoją twórczością niebywałą moc oddziaływania na masy. W pewnym momencie kariery, Elvis stał się w pełni świadomy swojej „misji” oraz siły roztaczanej nad słuchaczami. Jako jeden z pierwszych, dokonał tak widocznego i daleko idącego przewrotu na polu obyczajowości społeczeństwa amerykańskiego lat pięćdziesiątych. Artysta nie tylko niósł nowe przesłanie swojemu audytorium, antagonizując zresztą z ówczesnym etosem moralnym, ale stał się również symbolem rewolucji i przewrotu. To bezkrytyczne uwielbienie i w konsekwencji nadanie mu przez określone grupy atrybutów boskich, uzmysłowiło pewnym agendom, jak można kształtować społeczeństwo poprzez stworzenie dla niego idoli.

Od końca lat 60-tych możemy już śmiało mówić o panowaniu tego gatunku w muzyce, a jednocześnie w społeczeństwie zachodnim ma miejsce obyczajowy przewrót. Czy można te dwa fakty ze sobą powiązać?

Tutaj mamy sytuację o tyle zastawiającą, że muzyka, a wraz z nią rodząca się kultura, stają się w bardzo krótkim czasie nośnikiem pewnych haseł oraz wartości, których podstawy zadziwiająco korespondują z ideą rewolucji społeczno-moralnej Alberta Pike. Idee te oraz rodząca się wraz nimi liberalna myśl społeczna, okazały się być na rękę pewnym politycznie i religijnie zorientowanych środowiskom. W ich planach leżała deprawacja społeczeństwa, w tym głownie młodzieży, tak by stworzone przezeń nowe pokolenie, zdolne było przyjąć tworzący się nowy porządek świata.

Piski, histeryczny wrzask wydobywający się równocześnie z gardeł tysięcy fanek to standardowe reakcje na występy takich muzyków jak wymieniony Elvis Presley, czy też Jimmy Morrison z zespołu the Doors, nie mówiąc już o czwórce z Liverpoolu, czyli The Beatles. Zastanawia mnie jak to możliwe, że z dnia na dzień pojawili się ludzie, którzy dzięki muzyce objęli rząd dusz części społeczeństwa? Mam na myśli przede wszystkim ludzi młodych. Przekazują im nie tylko swoją twórczość, ale przede wszystkim swoją wizjęświata i swój styl życia. Skąd się bierze taka moc oddziaływania gwiazd muzyki?

Muzyka jako niebywale sugestywny instrument oddziaływania na nasze zmysły oraz duchowość jest doskonałym sposobem promowania kandydatów na gwiazdy. Stając się one autorytetami młodych ludzi w niemalże każdym aspekcie życia, tworząc nowe wzorce kulturowe oraz moralne. Show business będąc wszechobecnym zjawiskiem tego, co kryje się pod hasłem rock and roll, okazuje się być również sprawdzonym elementem budującym światopogląd słuchaczy. Jeśli ktoś staje się autorytetem dla jakie określonej grupy ludzi i ma na nich niezaprzeczalny wpływ z czasem także przejmuje nad nimi władzę. Jest to władza jawna i z przyzwolenia, jednostkowa i zbiorowa. Przemysł muzyczny, to jeden z najbardziej niedocenianych czynników wpływających na młodzież. Artyści jako najczęściej eksponowany element tej układanki, głównie za sprawą mediów, bardzo zręcznie posługują się metodami oddziaływania na audytorium. Można by spekulować, że magnetyzm ten czerpie swą siłę w osobowości gwiazd, w ich popularności, splendorze jaki się wokół nich roztacza, czy też wykreowanej wolności, jaką się cieszą. Eddy Manson, osoba o niezwykle rozległej wiedzy na temat sił oddziaływania muzyki na młodzież, zwłaszcza muzyki rozrywkowej, ostrzegałże show business służy pewnemu lobby do kształtowania ludzkiego umysłu. Ponieważ tak na dobrą sprawę nikt nie traktuje poważnie manipulowania poprzez muzykę, staje się ona jak mówił, potężnym narzędziem, silniejszym niż narkotyk.

Sądzi więc Pan, że jest to zaplanowany proces?

Proszę zauważyć, że to nie wspomniani przez Pana muzyczni idole, stali się tymi „wspaniałymi” bohaterami, którzy odwrócili wszelkie hierarchie oraz przewartościowali to, co wytworzyła myśl Judeo-chrześcijańska. W naszym świecie, świecie systemów nie ma przypadków. Pewne zwroty kulturowe są jak pionki na szachownicy Zbigniewa Brzezińskiego. W tej dialektyce jest tylko umownie dwóch graczy, my zaś jako społeczeństwo jedynie doświadczamy ścierania się tych tworów kulturowych, które poprzez syntezę tworzą nową wcześniej już założoną jakość. Zastanawiające jest również to, że przesłanie wielu gwiazd muzyki rozrywkowej w jakiś przedziwny sposób koresponduje z planami pewnych organizacji neo-okultystycznych, a w zasięg tych działań wliczona jest kontrola ludzkich istnień oraz realizacja celów niejawnej do końca agendy. Wyraźnie mówił o tym w latach osiemdziesiątych Nicola Schreck, kiedy podkreślałże muzyka jest zaprogramowana, aby czynić ludzi pasywnymi, powściągliwymi, a cały show business został tak skonstruowany, by trzymać ludzi pod pełną kontrolą jak domowe owce.

Niezwykle istotna wydaje się tu również sama technologia tworzenia nowej muzyki. Często mówi się o technice backmasking'u, jaka przyszła wraz z rock and roll'em. Na czym ona polega i kto go wprowadził?

Najprościej mówiąc jest to technika „wstecznego” nagrywania sekwencji dźwiękowych, dzięki czemu fraza muzyczna lub wiadomość zapisana na ścieżce od tyłu, zawiera właściwy i zamierzony przez twórcę komunikat werbalny, bądź melodyczny - puszczona do przodu kamufluje ukryty wcześniej przekaz. Backmasking został spopularyzowany przez grupę The Beatles i po raz pierwszy zaprezentowany słuchaczom w roku 1966 na krążku Revolver. Odkrycia tego niezwykle ciekawego zjawiska dokonał podobno John Lennon, podczas narkotycznego upojenia marihuaną. Muzyk przez przypadek włączył taśmę piosenki „Run For Your Life” w odwrotnych kierunku, efekt jaki usłyszał zaciekawił go na tyle, że podczas kolejnej sesji nagraniowej podzielił się swoim odkryciem z producentem Georgem Martinem oraz z pozostałymi członkami The Beatles. Wyraźne próby zastosowania eksperymentu na płycie Revolver, usłyszeć możemy między innymi w takich utworach jak: „Tomorrow Never Knows" czy „I’m Only Sleeping”. Chciałbym zauważyć jeszcze, że nie do końca słuszne jest negatywne ocenianie muzyki jako takiej, przez samo zagadnienie „backmasking'u" czy pojawiania się treści okultystycznych w piosenkach. Problem jest o wiele głębszy i obejmuje przede wszystkim cały kontekst przemysłu muzycznego, a nie tylko wybrane jego zagadnienia.

Jacy artyści stosowali ten rodzaj zapisu dźwięku?

W ślad za The Beatles, poszły kolejne grupy: The Move, Pink Floyd, Electric Light Orchestra, Led Zeppelin, KISS, AC/DC, MickJagger, Bruce Springsteen, BlackSabbath, Devo, DeadKennedys, FrankieGoes To Hollywood, Jefferson Airplane, VanMorrison, a także Madonna (w utworze Like a Prayer). W tym momencie zaprzestanę wyliczania kolejnych zespołów, bo lista jest w rzeczywistości długa, a moim celem nie jest rozdrażnienie ortodoksyjnych wyznawców Rocka.

Czy wprowadzenie tej techniki może nieść zagrożenie dla słuchaczy?

Niebezpieczeństwo metody „backmasking” potwierdza wielu autorów. Badania prowadzone były w instytutach nauk medycznych i muzykologii, a wyniki owych doświadczeń dają dużo do myślenia. Dźwięk jak i ukryta forma przekazu treści jest swoistym medium w pole naszej podświadomości. Co ciekawe wielu muzyków o tym doskonale wie, a wiedza na ten temat podsuwana jest im zazwyczaj przez producentów. Producenci zaś zachęcani są do stosowania „backmasking” przez sponsorów. Więcej na ten temat można wyczytać między innymi w oświadczeniu Johna Todda albo nowatorskich pracach nad mową wsteczną Davida John Oates’a.

Jestem ciekaw czy Pan jako kompozytor dysponujący odpowiednim sprzętem sam zbadał te utwory?

Był również okres, że pod wpływem prac zachodnich muzykologów i psychiatrów zainteresowałem się osobiście tematem backward masking'u. Sam sprawdzałem wiele słuchanych przeze mnie piosenek, puszczając ich ścieżkę dźwiękową od tyłu. Słysząc intrygującą zależność brzmienia, złożoność treści badanych wave'ów, porównywałem swoje spostrzeżenia z eksperymentami oraz ekspertyzą znajomych, którzy studiując inżynierię dźwięku, mieli w tym względzie własne zdanie. Jak się okazało ich wyniki i obserwacje niewiele odbiegały od rezultatów moich badań. Materiał był dodatkowo weryfikowany przez native speakera w kwestii wrażeń fonetycznych. Co ciekawe dla ludzi znających biegle język angielski, wiele puszczanych od tyłu fragmentów nie było tak czytelnych, jak dla osób, gdzie angielski jest językiem ojczystym. Okazało się, że pewne szczegóły na poziomie czysto fonacyjnym determinują w dość istotny sposób percepcję słuchacza i być może to stanowi problem, dlaczego niektórzy z nas słyszą ów przekaz, inni zaś sprowadzają go do mało zrozumiałego bełkotu. Oczywiście należałoby przyjąć również założenie, że nie każdy backward masking i odnajdywane w nim fragmenty werbalne, mają charakter zaplanowanego przekazu. Proszą mi wierzyć, jestem w tej kwestii dość ostrożny. Mam też jasność, że bardzo często subiektywizujemy tego rodzaju doświadczenia, tym bardziej, kiedy dzieją się one na płaszczyźnie uśpionej podświadomości.

Jak społeczeństwo zareagowało na tak ukrytą, jakby nie patrzeć, manipulację?

Jako pierwsi na alarm zaczęli bić przedstawiciele środowisk protestanckich, wyczuwając w praktykach tych manifestacje sił demonicznych. W historii rocka wiele razy miało miejsce świadome i celowe wykorzystywanie techniki ukrytego przekazu. Najczęściej za przykład podaje się utwór "Schody do nieba" formacji Led Zeppelin. W obrębie 1 minuty odnotowano aż 6 tekstów o treści satanistycznej. Postrzeganie tego w kategoriach przypadku byłoby nieodpowiedzialne, zaś częstotliwość oraz konsekwencja w pojawianiu się okultystycznych fraz dowodzi świadomego wykorzystania tej techniki.

Jednymi z prekursorów łączenia okultyzmu z rock and rollem był wymieniony wcześnie zespół The Beatles, co niegdyś było rzeczą dość powszechnie znaną, z czym zresztą wcale się nie kryli, a dziś niewiele osób ma tego świadomość...

To głównie Lennon, jako orędownik myśli antychrześcijańskiej, był najbardziej podatny na okultystyczne wpływy. Jednym z autorytetów Lennona był nie kto inny jak właśnie duchowy ojciec współczesnego satanizmu Aleister Crowley. Na temat antychrześcijańskiej filozofii czwórki liverpoolczyków dość wymownie wypowiedział się między innymi rzecznik prasowy The Beatles, Derek Taylor. Wspominał, że byli oni wcieleniem samego Antychrysta, zaś producent George Martin, nie ukrywał, że w zachowaniu i zainteresowaniach Lennona widział manifestację samego Szatana. Lennon wielokrotnie obnosił się z pogardą dla chrześcijaństwa, nie tyko w wywiadach, czy też prywatnych oświadczeniach, ale w dużej części poprzez swoją twórczość. Już jako młody chłopak wyśmiewał i szydził z Boga chrześcijan. Być może w opinii niektórych osób, przedstawianie umierającego Jezusa, a u stóp krzyża, na którym konał wymowną parę kapci, to tylko młodzieńczy i niewinny żart, jednak w kontekście późniejszych wypowiedzi i zaawansowanych inspiracji okultyzmem muzyka, możemy doszukiwać się pewnych zdeklarowanych postaw, których charakter siłą rzeczy korespondował z wiarą artysty.

W swoich przekonaniach nie byli jednak osamotnieni. Podobną postawę wobec chrześcijaństwa jak wydaje się reprezentował drugi gigant muzyczny The Rolling Stones.

Tak, to prawda. Dość osobliwe, że niecałe pół roku od ujawnia przez The Beatles fascynacji osobą Aleistera Crowley’a, grupa The Rolling Stones wydała album Their Satanic Majesties Request, jawnie nawiązującą w tytule do Szatana. Prawdę mówiąc na płycie nie ma żadnych satanistycznych elementów, jednak właśnie w tym okresie Jagger i Richards byli już pod wpływem ucznia Crowley’a, awangardowego filmowca Kennetha Angera, który jako przyjaciel Antona Szandora LaVey’a wprowadził muzyków w świat zaawansowanej magii rytualnej oraz w szeregi Loży Złotego Świtu. Pod wpływem Angera, Rolling Stonesi nagrali kilka utworów, które miałby być według niektórych osób inwokacjami o charakterze demonicznym. Jedne z najczęściej przytaczanych przykładów to Symphaty for the Devil oraz Dancing with Mr. D. Nie wykluczone, że satanizm Jaggera i jego bliskie stosunki z okultystami tamtej epoki, to rodzaj młodzieńczych eksperymentów i poszukiwań duchowych, albo po prostu zwykła fascynacja czerpiąca swe źródło w pewnej modzie, jaka się zrodziła wśród muzyków w końcowym okresie lat sześćdziesiątych.

Kolejna kwestia to widoczna u rockowych artystów fascynacja seksem, chyba nie znana w takiej skali w naszej kulturze. Jest to kolejny element uzupełniający kluczowe hasło muzyki rockowej sex, drugs & rock and roll.

Krótko mówiąc seks w show businessie sprowadzony został do potrzeby czysto fizjologicznej, gdzie aspekt duchowy czy też emocjonalny, jeśli w ogóle jest uwzględniany, traktowany jest w sposób marginalny. Nie mam tutaj mowy o odpowiedzialności za siebie, czy drugą osobę. W myśl hasła „róbta co chceta” jeśli masz ochotę dać upust swoim popędom i żądzom to rób to. Lider zespołu The Rolling Stones, Mick Jagger, jasno wypowiada się w tej kwestii, kiedy oświadcza na łamach magazynu Times, że rock and roll, to po prostu seks, a ich zadaniem jest rzucenie go nastolatkom prosto w twarz. Niektórzy muzycy jako współcześni magowie, czujący się wybrańcami bogów, szukajążnych metod by doświadczać odmiennych stanów świadomości. Narkotyki, wyzwolony seks oraz iluzja wolności, jaką daje im show business, to niejednokrotnie wszystko, co mogą zaoferować samym sobie i swojemu audytorium. Potrzeby duchowe artystów zaspakajane są poprzez podsuwanie im różnorodnych i przede wszystkim wygodnych dla show businessu modelów religijnych.

Padły nazwy niemal wszystkich gigantów rocka w kontekście zagrożeń społecznych. Ktoś mógłby powiedzieć, że to po prostu przykład paranoi?

Co mogę, to jedynie zasygnalizować, że częśćśrodowiska muzycznego popiera postawy antychrześcijańskie. Wyraźnie widać, że wrogiem jest tu Jezus Chrystus, czy też dla bardziej wtajemniczonych eschatologiczny kontekst jego nauki. I nie ma w tym żadnej przesady. Dla osób które traktują muzykę popularną jako niewinną rozrywkę, kompletnie nie ma znacznie to, o czym tutaj mówimy, zaś wszelkie niebezpieczeństwa, o których wspominamy są postrzegane właśnie jako przejaw religijnej paranoi. I to mnie w żadnym wypadku nie dziwi. Prawdopodobnie sam miałbym podobne zdanie, gdyby nie pewna konsekwencja i przytłaczająca ilość powiązanych ze sobą faktów, które łączą się w jeden kontekst.

Sławomir Hawryszczuk - Autor książki „Religia rocka”. Z wykształcenia filozof i teolog. Jest również kompozytorem (autor muzyki do musicalu Sense) i poetą (tomik poezji Pamiętaj o mnie). Od wielu lat bada filozoficzne i socjologiczne aspekty muzyki rozrywkowej.

Komentarze (49):

anonim2013.08.9 10:43
"nowatorskich pracach nad mową wsteczną Davida John Oates’a" LOL. One nie są nowatorskie. To jest po prostu bezwartościowy pseudolingiwstyczny bełkot, który nie jest uznawany przez żadnego liczącego się językoznawcę na świecie.Nie ma żadnych badań potwierdzających te bajeczki, pomijając fakt, że nie mają one żadnego sensownego metodologicznego szkieletu. Reszty osób i faktów, na które się autor powołuje nie kojarzę za bardzo, ale jak to ten sam poziom "profesjonalizmu" i "wiarygodności", to całość jest po prostu manipulacją albo festiwalem ingnorancji.
anonim2013.08.9 10:50
Super reportaż, dzięki!
anonim2013.08.9 11:26
Większość filmów i muzyki nadaje się w ogóle do oglądania i słuchania... Od filmów dla dzieci- Barbie, Monsters... zaczynając. http://www.youtube.com/watch?v=em-5kpTUHqU
anonim2013.08.9 11:27
Większość filmów i muzyki NIE nadaje się w ogóle do oglądania i słuchania... Od filmów dla dzieci- Barbie, Monsters... zaczynając. http://www.youtube.com/watch?v=em-5kpTUHqU
anonim2013.08.9 11:38
"w latach osiemdziesiątych Nicola Schreck, kiedy podkreślałże muzyka jest zaprogramowana, aby czynić ludzi pasywnymi, powściągliwymi, a cały show business został tak skonstruowany, by trzymać ludzi pod pełną kontrolą jak domowe owce." to zdanie to trochę broń obosieczna
anonim2013.08.9 11:42
Redhot 64 Nie chcę przesądzać czy tekst ten ma jakieś podstawy naukowe jeśli chodzi o słuchanie muzyki na wspak. Nie wiem tez ile masz lat ,ale ja pamiętam kiedy byłem jeszcze bardzo młody w latch 80 -tych w środowisku ludzy słuchających rocka, metalu ( nie disco) ,że niektóre płyty mają jakieś przesłanie , często w treści satanistyczne , co można ponoć było uslyszeć słuchając ich na wspak . Mówiono tez np. ,że skrót AC DC wcale nie ozancza prąd stały prąd zmienny a Anti Christ Dead Christ . Takie były wtedy rozmowy nie wiem jakie było źródło tych wiadomości , zresztą sam podajesz przykład the wall ,ze jest to jednak możliwe. W każdym razie nic nie przesądzam mówię tylko o tym , co slyszałem 30 lat temu.
anonim2013.08.9 12:11
Nie próbujcie nastawiać ludzi przeciw Beatlesom, bo w walce Kościół - Rock'n'Roll zawsze wygra TO DRUGIE. Pozdro666
anonim2013.08.9 12:12
Biorąc pod uwagę zupełną nieprzydatność i nieistotność takiej działalności w zestawieniu z dochodami które przynosi (pośrednikom głównie , podobnie jak w Hollywood ) wszystko w tym artykule pasuje idealnie.
anonim2013.08.9 12:43
Mówienie, że backmasking to działanie demoniczne jest po prostu jawną kompromitacją i ośmieszeniem osób, wypowiadających takie słowa. Tutaj macie backmasking w czystej postaci: Bob Budowniczy: http://www.youtube.com/watch?v=OxUE0aLLF-s Feel i jego "Szatan ze Skarżyska" http://www.youtube.com/watch?v=jGoPDxWolns A o Pink Floyd i ich backmasingu kolega napisał już wcześniej. A to, że muzycy rockowi propagowali postawy często sprzeczne z chrześcijaństwem to naprawdę nie trzeba być geniuszem. Tylko człowiek po to ma rozum, żeby wiedzieć co wybierać i podchodzić do pewnych spraw z dystansem. Frondo kochana - Ile jeszcze będzie artykułów o złu w muzyce? Geje i lesbijski ostatnio trochę ucichły. O ks. Lemańskim chyba już też nie ma za bardzo co pisać.
anonim2013.08.9 12:49
@pawel.nn " i juz wszystko wiadomo. Nie ma to jak dobra teoria spiskowa." Oto przykład "odwróconego racjonalizmu". Jeśli nic do siebie nie pasuje, jeśli pewne procesy nie są planowane i wdrażane w rzeczywistość, jeśli ludzie działają bez planu, nie kierując się niczym, jeśli pewne zjawiska i procesy zachodzą samoistnie bez ładu i składu to wszystko jest RACJONALNE. Tak myślą "mądrzy, roztropni i poważni" ludzie. Ale jeśli pewne fakty się łączą w spójną całość, jeśli uznajemy, że ludzie działają celowo i dążą zawsze do określonego celu, jeśli uznajemy, że kultura powstaje poprzez świadome kreowanie mody, wzorców postaw itp., jeśli nawet mamy pełno przykładów na to, że np. muzycy otwarcie przyznają się do inspiracji okultystycznych, humanistycznych, newageowych itp. to to jest IRRACJONALNE. Nigdy chyba nie zrozumiem takiej postawy. To chyba efekt warunkowania ludzi (media + rewolucja pojęciowa) w postaci powtarzania (i ośmieszania), że jeżeli ktoś uważa, że pewne działania ludzi są nie jawne, długotrwałe, konsekwentne i mające na celu osiągniecie konkretnego celu a w dodatku podaje przykłady, to jest to osoba z zaburzeniami psychicznymi (zwolennik teorii spiskowych). Wiemy jednak, że historia ludzkości składa się w dużej mierze ze spisków, zakulisowych działań rozłożonych nieraz na długie lata (a nawet wieki). Skoro monarchie potrafiły realizować swoje cele przez kilka pokoleń, skoro Kościół Katolicki konsekwentnie chce zdobyc świat dla Boga to dlaczego niby nie miałby istniec antykościół? Dodatkowo przecież mamy sporo danych żeby uznać, że takie organizacje istniały, istnieją i prawdopodobnie będą istnieć. Ot, "racjonalizm"....
anonim2013.08.9 12:49
stop katofobiii Oni tego komentarza nie przeczytają. Wypowiedział się fachowiec w wywiadzie i im to wystarczy. Powiedział, że istnieje backmasking (co jest faktem), a że protestanci dopatrywali się tam działań demonicznych to znaczy, że jest zły. I tyle. Po cholerę analizować, jakie wiadomości zamieszczały poszczególne grupy. We Frondzie tak już jest. Bierzemy, to co nam pasuje do naszej teorii. Odrzucamy to, co nie. Proste.
anonim2013.08.9 13:10
A czy ktoś pamieta ksiażkę Josepha Niezgody , Proroctwo Lennona?
anonim2013.08.9 13:27
2013 "...Mówiono tez..." "...nie wiem jakie było źródło tych wiadomości...", "...mówię tylko o tym , co slyszałem 30 lat temu..." A czy przez te 30 lat wyrobiłeś sobie w końcu jakieś własne zdanie? Argumentowanie 'przekazem' Pink Floyd świadczy, że nie rozumiesz intencji muzyków wyśmiewających w ten sposób spiskowe myślenie. Artyści się bawią, bawiąc przy tym ludzi - ideolodzy knują jak tę zabawę popsuć.
anonim2013.08.9 13:35
Panna Orantka Nigdy sie nad tym nie zastanawiałem i tak prawdę mówiąc niewiele mnie to obchodzi .
anonim2013.08.9 14:05
Dopóki ludzie nie zaczną podchodzić z dystansem do muzyki, wciąż będą powstawać takie publikacje. Z jednej strony mamy muzycznych fanatyków, coś na kształt fanatyków piłkarskich, którzy za możliwość powąchania skarpetki Biebera czy Madonny sprzedali by własną matkę. Tacy ludzie nie widzą nic poza muzycznymi idolami, przeżywają ich wszystkie wzloty i upadki, karmią się ich słowem, wartościami, które oni wyznają. Nie przyjmują krytyki, muzykę przyjmują jako świętość. NIe potrzebny jest im Bóg, nie potrzebna jest im rodzina, oni mają swoją muzykę, która zawsze daje im ukojenie. Zwykle tak mają nastolatkowie, kiedyś tacy mieli idoli w kapelach rockowych, teraz to są często hiphopowcy, albo gwiazdeczki pop a la Miley Cyrus, Bieber, Selena Gomez, lub bardziej niebezpieczne jak Rihanna, Lady Gaga itp. itd. Niebezpieczeństwem jest oczywiście także muzyka satanistyczna, której katolik po prostu nie może słuchać, jeśli chce żyć blisko z Bogiem. I tutaj szatan ma faktycznie pole do działania. Z drugiej strony mamy współczesnych inkwizytorów, którzy wymyślają, co raz to absurdalniejsze zagrożenia płynące z muzyki, zapożyczając to wszystko od braci protestantów-fundamentalistów, którzy życie postanowili poświęcić nie na szukaniu Boga ale szatana. Mamy więc backmasking, który "jest działaniem demonicznym", chociaż w wielu przypadkach jest to niewinny żart, tak jak miało to miejsce w przypadku Pink Floyd i ich utworu Empty Spaces. Mamy też oczywiście tropienie treści okultystycznych i satanistycznych, w utworach, w których zwykły, szary człowiek nigdy by tego nie dostrzegł. Kolejną, najbardziej zaskakującą rzeczą dla mnie, jest tropienie zagrożenia w utworach, które poruszają tematy zła na świecie: wojen, morderstw, ludzkiej chciwości, próżności itd. Tak jakby sztuka z góry musiała poruszać tyle miłe i przyjemne dla człowieka tematy. No i oczywiście mój, ulubiony argument, czyli "ostre, szybkie, chaotyczne" dźwięki, które są zaprzeczeniem anielskiego śpiewu, co jest jednoznacznym dowodem, że muzyka rockowa czy metalowa pochodzi od złego. Nie bagatelizuje zagrożenia płynącego z muzyki popularnej. Faktycznie życie codzienne wielu muzyków nie miało wiele wspólnego z wartościami chrześcijańskimi, aczkolwiek nie było to regułą. Wielu muzyków z czasem dojrzało, ustabilizowało swoje życie, niektórzy się nawet nawrócili. Nasuwa mi się jednak pytanie: czy sam fakt, że dany muzyk prowadził niemoralne życie, musi oznaczać odrzucenie jego twórczości przez katolika? Czy katolik nie powinien być mądrą osobą, kierującą się własnym sumieniem, która potrafi odrzucić to co złe,a zachować to co dobre? Czy słuchanie muzyki swojego idola, musi oznaczać automatycznie wdrożenie w swoje życie jego systemu wartości? Co w takim razie np. Franciszkiem Lisztem, wybitnym twórcą muzyki sakralnej, który wiódł rozwiązłe życie? Skoro "dobra muzyka nie może pochodzić ze złego źródła", jak twierdzą niektórzy Frondowcy, dlaczego nikt na tej stronie nie potępił geniuszów muzyki klasycznej, których życie codzienne często nie różniło się od ich kolegów po fachu 200 lat później?
anonim2013.08.9 14:09
ciekawe kto z komentujących słucha rocka i chodzi na koncerty? wypowiadacie się krytycznie na temat o którym nie macie pojęcia.
anonim2013.08.9 14:22
PFX "dlaczego nikt na tej stronie nie potępił geniuszów muzyki klasycznej, których życie codzienne często nie różniło się od ich kolegów po fachu 200 lat później?" W zasadzie to czesto nie zgadzam sie z tym co piszesz , ale tu dotknąłeś ważnego tematu. Weźmy takiego Wagnera np. przy nim antychrześcijańskie wygłupy Lennona to jest pchełka.
anonim2013.08.9 14:28
Świetny artykuł. POza tym sama struktura muzyki pochodzącej od rock'n'rolla ma złe działąnie.: http://misjakultura.blogspot.com/2013/01/zy-rock.html Zapraszam do krytykowania życzliwego:)
anonim2013.08.9 14:52
@Foormak Ja, ostatnio na Portishead, na szczescie nie są oni wymieniani na liscie ks. Sawy :)
anonim2013.08.9 15:12
@Foormak - słuchałem, chodziłem i zgadzam się z tezami postawionymi w reportażu.
anonim2013.08.9 15:16
1. "Struktura muzyki pochodząca z rock'n'rolla ma złe działanie" Jakiś dowód? Co to zdanie w ogóle znaczy? 2. O co chodzi z tym pisaniem PO? POnieważ, POpieram, POlicja itp. ? Ten artykuł, który linkujesz, jest twojego autorstwa. Jeśli nie, dlaczego tak jest, że niektórzy ludzią wierzą dosłownie we WSZYSTKO co przeczytają w Internecie i sami nie potrafią formułować własnych wniosków, przemyśleń ? Że wystarczy napisać jakiś tekst o wpływie masonerii, o demonicznym rocku i z drugiej strony, kompromitujący np. Kościół, o księżach pedofilach, a ludzie to łykają w całości bez chwili zastonowienia. Przecież to jest przerażające.
anonim2013.08.9 15:33
Bardzo dobry artykul, dziekuje! Nalezaloby jeszcze wspomniec o satanistycznych tresciach w muzyce pop, ktora w tym momencie promuje je bez wiekszego kamuflarzu. wystarczy wyszukac analizy utworow rihanny, jay z czy keane westa. polecam vigiliancitizen.com
anonim2013.08.9 15:48
@muszka, właśnie ja też (nadal bywam) i dlatego zgodzę się z tezami postawionymi w wywiadzie
anonim2013.08.9 18:39
jak zwykle znajdzie się dużo mędrców co powiedzą "trzeba mieć dużo złej woli żeby mówić..."a ja proponuję lekturę KKK i albo jest się katolikiem albo.. no właśnie kim????
anonim2013.08.9 18:45
Rock jest przeciwko hipokryzji, dlatego nader często wyraża przekonanie uderzające w Kościół Katolicki. A wiązanie Crowleya z satanizmem to niestety zwykła propaganda nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością - Crowley i jego uczniowie (thelemici) od satanizmu się odgradzają uważając, że satanisci nie zrozumieli i wypaczyli idee ich mistrza. Tak samo satanistycznymi możnaby nazwać przedstawienia teatralne i muzyczne w kórych wystepują góstwa Greckie i Rzymskie i/lub kórych autorami byli poganie. Stosując to myślenie odkryjemy nagle, że wysłanie dziecka ze szkołą na przedstawienie "Antygony" Sofoklesa jest dla niego zagrozeniem duchowym i inicjacją w satanizm. :P
anonim2013.08.9 18:50
To już nawet stary rock n roll, przy którym bawili się nasi dziadkowie w latach 50 jest zły i demoniczny? Boże, co to się dzieje.
anonim2013.08.9 19:02
Znowu ateiści się odzywają. Gość wam podaje kawa na ławie informacje, że Lennon był przecwinikiem Chrystusa i był zafascynowany okultyzmem, a tu jacyś niedowiarkowie mówią, że trzeba dużo złej woli aby w jego działaniu i tekstach odnależc przekaz satanistyczny
anonim2013.08.9 19:38
@PFX TEn artykuł, który linkuję jest mojego autorstwa, aczkolwiek opiera się na dorobku innych ludzi, którzy się tą sprawą zajmowali. Również opieram się na opinii kard. Ratzingera. Gdybym napisał tylko i wyłącznie od siebie tak, jak to robiłem jakieś cztery lata temu, to się wszyscy śmiali, żem se to wymyślił. To zacząłem szukać i moje intuicje okazały się podzielane wcześniej przez innych- naukowców, muzyków, księży, czy nawet samego papieża Benedykta. Mam nadzieję, zę pochyli się @PFX z życzliwością nad tym tekstem i poczeka z oceną do końca. Pozdrawiam ("PO", to literówka, bo P i O s ąobok siebie, a w języku polskim dużo wyrazów zaczyna się na te dwie litery i jak ktoś przytrzyma ciut za długo shifta, to mu się tak robi))
anonim2013.08.9 19:44
@Zanarkand - nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Nikt nie ocenia Lenona - stwierdzono fakt z życia tego człowieka. To nie jest wyrażanie opinii ani ocenianie tylko wskazanie na fakt z życia danej osoby. Masz potężny problem poznawczy w odróżnieniu jednego od drugiego.
anonim2013.08.9 22:50
bardzo "ciemnych" czytelników zyskuje Fronda. Może każdy stażysta GóWna złożył sobie konto i troluje??? Skąd taka ignorancja w narodzie?? Dzieki za artykuł :)
anonim2013.08.9 22:55
aha! Już wiem o co chodzi! Bo to Lenon, bo Stonsi, bo inne "świetne" zespoły. Współcześni święci! Nie eee, nie prawda toi, Lenon był piękny wewnętrznie i przepełniony miloscią, nigdy by takich rzeczy nie chciał!!! Ludzie! a kto sprowadził na salony Europy ciemnogród w postaci jogi? medytacji wschodnich, przewodników duchowych??? No właśnie pieprzeni "chłopcy z Liverpolu"! Lenon... tfu... O nie! ja to napisałem, czy pomyslałem???
anonim2013.08.9 22:57
Kto sprowadził do Europy medytację wschodu??? reinkarnację, jogę??? Popieprzony Lenon, a wiara się rzuciła i nadal jak ciemnogród ostatni bierze udział w rzeczach, o których nie ma pojęcia... To jest dopiero głupi naród...
anonim2013.08.9 22:58
teraz sie rzucą obrońcy Lenona... nie zesr... się :P
anonim2013.08.10 0:39
@Sual porozciągaj się trochę, poćwicz. Yoga nie gryzie, a przewodnicy duchowi są dal tych, co ich chcą. Ludzie, trochę luzu z tą muzyką. @juliett Poczekaj trochę, zaraz ekspert na Frondzie dowiedzie, iż cała sztuka klasyczna to jedno pogaństwo, a wobec tego - grzech. Po co Sofokles, ciekawsze są objawienai nawiedzinych z Irlandii i okolic
anonim2013.08.10 11:23
DO wszystkich co oskarżają innych o "widzenie wszędzie diabła". To jest zabieg czysto erystyczny mający wywołać emocjonalnie negatywne skojarzenia u innych dyskutantów wobec krtytyków pewnych nurtów muzycznych. Autor tego tekstu jest kompozytorem i gdyby wszędzie widział diabła, to by muzyki nie pisał. To by popełnił samobójstwo, zęby przed diabłem uciec, albo został satanistą żeby pogodzić się z nieuchronną ananke. Powtarzam szumamy szkodliwości konkretnych nurtów, działań, itd... I próbujemy przy tym oddzielić dobre od złego, w sposób oczywisty zakłądając, zę to oddzielenie jest możliwe, czyli zę jednak diabeł jest ino gdzieniegdzie. Wszystko jest dobre, ale na właściwymn sobie miejscu. KIedy nazywamy coś złym, to uznajemy, zę jest to złe umiejscowienie czegoś. Złą muzyką byłaby więc ta, któa jest złym umiejscowieniem dźwięków wobec siebie i wobec człowieka, które to polaga na złym wpływie na sfere psychofizyczną i duchową. Taki zły wpływ jest możliwy dokłądnie tak samo jak dobry. Jest możliwy analogicznie do wpływu substancji chemicznych czy fizycznych oddziaływań...
anonim2013.08.10 11:24
PIsałem zresztą o tym tutaj: http://misjakultura.blogspot.com/2013/01/zy-rock.html
anonim2013.08.10 13:35
Chcący "Złą muzyką byłaby więc ta, któa jest złym umiejscowieniem dźwięków wobec siebie i wobec człowieka, które to polaga na złym wpływie na sfere psychofizyczną i duchową. Taki zły wpływ jest możliwy dokłądnie tak samo jak dobry. Jest możliwy analogicznie do wpływu substancji chemicznych czy fizycznych oddziaływań..." Skąd ty to bierzesz? Złe umiejscowienie dźwięków?? To tylko i wyłącznie twoje subiektywne uczucie. Możesz słuchać metalu i stawać się nerwowy, możesz słuchać muzyki klasycznej i się releksować, ale inni mogą mieć odwrotnie. Ciężka muzyka metalowa czasami daje powera, pomaga na zmęczenie, zachęca do działania. Ja często mając przed sobą dużo materiału do opanowania puszczam sobie koncert jakieś rockowej kapeli i uczy mi się lepiej. Wychodzisz z założenia, że rock i metal jest z natury zły, bo ma złe umiejscowienie dźwięków. To tylko i wyłącznie twoje subiektywne odczucie. Ja np. powiem, że mnie muzyka klasyczna wprowadza w stan melancholii. Często kiedy mam doła puszczam sobie Chopina i świadomie wprowadzam siebie w stan melancholii. Ktoś może powiedzieć, że to też jest złe i ryzkowne. Natomiast rock daje mi powera, zachęca do działania, poprawia humor. Muzyka jest dla ludzi, każda muzyka, byleby Boga nie obrażała. Nie dorabiajmy do tego chorych teorii. To że ktoś kiedyś zabił ciocię słuchając Pink Floyd'ów nie ma żadnego znaczenia. Tak samo można powiedzieć, że gry komputerowe są z natury złe, bo ktoś kogoś kiedyś zabił. Nie mówiąc już o piłce nożnej, ostatnio kibic Realu obciął głowę kibicowi Barcelony (albo odwrotnie). Niektórzy po prostu nie powinni mieć kontaktu z muzyką, grami komputerowi, Internetem itp. bo są albo chorzy psychicznie albo zwyczajnymi debilami. Jeśli jakiś debil zabije kogoś po wysłuchaniu piosenki tzn. , że jest psycholem, a nie to, że muzyka go do tego zmusiła. Tak samo jak niektórzy nie powinni w ogóle dotykać alkoholu, bo po wypiciu jednego piwa szaleją. Ot, cała filozofia.
anonim2013.08.10 14:07
@PFX Zanim ocenisz coś jako "subiektywna i chora teoria" to przeczytaj dokładnie: http://misjakultura.blogspot.com/2013/01/zy-rock.html To, co piszesz, to powtarzane po stokroć slogany, które nie mają ani krzty dokładnego odniesienia się do tego, co rzeczywiście piszę. Pozdrawiam
anonim2013.08.10 14:44
Przeczytałem twój tekst. Nie zgadzam się z tezami postawionymi przez Ciebie. Wszystkie konkluzje wynikające z tego tekstu to tylko i wyłącznie twoje subiektywne odczucia. Prawdą jest że: - muzyka ma ogromny wpływ na nastrój człowieka - tak jak wpływ na nastrój człowieka może mieć oglądanie meczu ulubionej drużyny, pierwsza randka, spotkanie z przyjaciółmi przy kuflu piwa - nie musi być to moralnie złe - muzyka wpływa na układ krwionośny i oddechowy - każdy rodzaj muzyki, od muzyki klasycznej, która według Ciebie nie jest zła, po black metal - muzyka powoduje wydzielanie przez mózg epinefryny, noradrenaliny, serotoniny, dopaminy ; działanie moralnie neutralne - muzyka polega na dostarczaniu sobie przeżyć emocjonalnych - mi np. największe przeżycia emocjonalne dostarcza muzyka Chopina - ostatnio, będąc w dołku emocjonalnym, po wysłychaniu Nocturne no 4 zacząłem płakać. "Rozpatrując kwestię upodobań muzycznych należy natomiast zwrócić uwagę na indywidualne preferencje każdego słuchacza. Jedni ludzie będą gustować w muzyce klasycznej, inni z kolei w ostrym rockowym brzmieniu. Dźwięki, które jednych będą zachwycać, dla innych mogą wydać się odrażające i wpływać negatywnie na ich samopoczucie" (Tomasz Ciećwierz, psychologia.net.pl) - muzyka wpływa również na funkcjonowanie poznawcze, tzw. efekt Mozarta - stąd np. moje zamiłowanie do nauki podczas słuchania rockowych kapel Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że muzyka rockowa towarzyszy mi od dawna. Ja jednak nie wprowadzam różnic pomiędzy muzyką rockową, klasyczną itp. Gdybym miał stwierdzić, że używanie muzyki na wpływanie na nastrój jest moralnie złe, musiałbym przestać słuchać muzyki całkowicie, także klasycznej. Podczas Eucharystii, podczas przyjmowania Komunii Świętej organista gra utwory, które również wprawiają nas w pewien nastrój. Znacznie przyjemniej iść do Komunii Świętej gdy słuchać ładny utwór, a nie gdy idzie się np. w ciszy. Nie mówiąc o tym, jak muzyka używana jest np. podczas spotkań w Lednicy, ŚDM, czy podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Tam używa się muzyki, aby wprowadzić uczestników w nastrój zadumy, refleksji, wzruszenia itp. Sam tego wielokrotnie doświadczałem. Nigdy Kościół Katolicki nie stwierdził, że świadome wprowadzanie w siebie w różne nastroje, że oddziaływanie muzyki na emocje jest moralnie złe. Ty próbujesz to udownić, twierdząc jednak, że są rodzaje muzyki złe i dobre, co kompletnie nie trzyma się kupy. Doznania duchowe podczas koncertów chopinowskich są z pewnością nie mniejsze niż podczas koncertów rockowych. Natomiast stwierdzenie, ze te pierwsze są moralnie dobre, a te drugie złe to tylko i wyłącznie twoje subiektywne odczucie i prawdopodobnie sterotypy wynikające z nieznajomości poszczególnych gatunków muzycznych.
anonim2013.08.10 19:48
@PFX W swoim kontrkomentarzu sugerujesz, jakobym swoją krytykę pewnych nurtów muzucznych opierał na twierdzeniu, zę mają one jakiś wpływ na człowieka. Otóż istnieje istotna różnica między "jakimkolwiek wpływem", a "konkretnym, szkodliwym wpływem", i to nie przypadkowych utworów, ale pewnej dominanty, czy nawet zasady stanowiącej o tożsamości muzyki pop i rock. Nazwałem ją sobie roboczo "beatem". (Istnieją utwory zaliczane do muzyki rock, które tego szkodliwego elementu nie posiadają, dlatego też trzeba badać i co szlachetne zachowywać, o czym też pisałem) Jest bowiem czymś oczywistym, że każda muzyka jakoś wpływa na człowieka. W swoim tekście wyraźnie o tym pisałem. Jerśli więc twierdzę, że każda muzyka jakoś wpływa, to nie mogę jednocześnie samego faktu owego wpływu uważać za dyskredytujący jakiś konkretny rodzaj muzyki. Napisałem jaki konkretnie wpływ jest niewłaściwy, dlatego też opinie, kontrargumenty jak te w ostatnim twoim komentarzu, nie mają racji bytu. Trzeba zapytaćjaki wpływ ma muzyka. Muzyka ogólnie jako taka nie ma żadnego wpływu, bo nie istnieje w rzeczywistości coś takiego jak "ogólna muzyka" istniejąkonkretne utwory i każdy z nich możę miećtrochę inny wpływ, można wuydzielaćgrupu "muzykl" oi podobnych działaniach i charakterystykach czysto muzykologicznych, itd...
anonim2013.08.11 18:26
Nie wiem jak jest ze słuchaniem od konca ,ale Lennon był dokładnie taki jak opisano powyzej. Jagger to pozer ,zresztą nigdy tego nie specyjalnie starał się ukryc.
anonim2013.08.12 19:46
@Chcący "Otóż istnieje istotna różnica między "jakimkolwiek wpływem", a "konkretnym, szkodliwym wpływem", i to nie przypadkowych utworów, ale pewnej dominanty, czy nawet zasady stanowiącej o tożsamości muzyki pop i rock. Nazwałem ją sobie roboczo "beatem"." Chodzi Ci pewnie o to: http://pl.wikipedia.org/wiki/Tryton_%28muzyka%29 Czytając Twój artykuł mam wrażenie, podobnie jak PFX, że demonizujesz wpływ muzyki na człowieka. Muzyka może wprowadzać w trans ale nie oznacza to że na człowieku można dokonywać dowolnych sugestii i on je wypełnia. To raczej nie trans hipnotyczny czy samosugestywny tylko trans spowodowany wydzielaniem takich środków w mózgu jak dopamina, serotonina i inne endorfiny. To nie powoduje że ludzie mają ochotę zabijać, jak przytoczyłeś w histerycznym przykładzie z 16 latkiem czy uczestniczyć w obrzędach krwi, jak rzekomo opisał to Jimmy Hendrix. To człowieka uszczęśliwia i uskrzydla. "Napisałem jaki konkretnie wpływ jest niewłaściwy" Nie udowodniłeś że taki wpływ hipnotyczno-sugestywny rzeczywiście istnieje. Jedyne co zrobiłeś to podałeś parę przykładów rodem z "Egzorcysty" czy innego pisemka żerującego na tajemniczych przypadkach. "Muzyka ogólnie jako taka nie ma żadnego wpływu, bo nie istnieje w rzeczywistości coś takiego jak "ogólna muzyka"" Istnieje, widać jednak nie jesteś zapoznany dobrze z muzyką od strony jej tworzenia. Istnieje "ogólna muzyka", ogólna teoria muzyczna. To co robią rockmeni i gwiazdy metalu w swej istocie nie różni się wiele od tego co robili klasycy, na pianinie, w orkiestrze, różni się jedynie kompozycją, tym jak utwór jest skomplikowany. Dreszcz mogę poczuć zarówno od fugi jak i od czegoś innego. Niewiele będzie się to od siebie różniło pod względem istoty muzyki - dobieraniem odpowiednich dźwięków w tonacji i wartości rytmicznych.
anonim2013.08.13 8:21
@Anonymous, To żę istnieje ogólna teoria muzyki nie znaczy, zę istnieje jakaś ogólna muzyka jako konkretny utwór. O to chodzi. Ogólna teoria sobie możę istnieć, ale pozostaje teorią i o to chodzi. Także nie wysnuwaj erystycznych sugestii na tej podstawie: "jesteś laikiem,nic się nie znasz" Tryton, to tylko mały skrawek. W zasadzie zupełnie o nim nie pisałem. Wychodzisz z założenia, że tylko to jest słuszne, co naukowo udowodnione? Chyba nie wychodzisz, bo to głupie założenie. Swoje twierdzenia nt. muzyki, wziąłem z prostej intuicji praktycznej, którą, jak zauważyłem podzielali i inni... Zaczałem sprawdzać te intuicje u różnych mądrzejszych ludzi i okazały się z nimi pokrywać. "nie oznacza to że na człowieku można dokonywać dowolnych sugestii i on je wypełnia." Zupełnie przesuwasz akcenty przedstawianej przeze mnie argumentacji. Jakieś przemycane sugestie, to możliwośc, coś pobocznego, dalsza konsekwencja. Cytaty, które podawałem, były po to by z nich istotę wyłowić, a nie zgadzaćsię z nimi w całości, z owym rozłożeniem akcentów
anonim2013.08.13 10:36
Anonymous, I czy nie uważasz, że lekceważenie tak wielkiej ilości świadectw, opracowań naukowych, przykładów i wypowiedzi samych muzyków, a naet kard. Ratzingera, wybitnego intelektualisty i człowieka, to nie ignorancja, albo wygodnictwo, które nie pozwala na odrzucenie własnych kulturowych przyzwyczajeń?
anonim2013.08.14 14:21
@Chcący "To żę istnieje ogólna teoria muzyki nie znaczy, że istnieje jakaś ogólna muzyka jako konkretny utwór." Ależ każdy utwór może zostać zagrany w innej tonacji, rzecz w tym że zostaliśmy przyzwyczajeni do tej, w której został skomponowany. Oczywiście że istnieje "ogólna muzyka", gdzie pod ogólną muzyką rozumiem teoretycznie nieskończoność kombinacji tonów w odpowiednich skalach, w odpowiednich interwałach. Czy zagrane na skrzypcach czy na gitarze czy pianinie - bez różnicy. "Ogólna teoria sobie możę istnieć, ale pozostaje teorią i o to chodzi." I co, poza tą teorią jest jakaś "praktyka", która sprawia że "beat" jest zły? Nie rozśmieszaj mnie. Muzyka niesie ze sobą jakiś ładunek emocjonalny, ale przecież właśnie o to chodzi. Nie jest on dobry lub zły, tak samo jak sztuka nie jest dobra lub zła w sensie moralnym. "Także nie wysnuwaj erystycznych sugestii na tej podstawie: "jesteś laikiem,nic się nie znasz"" Ależ jak do tej pory przeczytałem cały artykuł i widzę że jedyne na co się powołujesz to słowa papieży, którzy straszyliby nawet przed kurnikiem, na wszelki wypadek gdyby miał okazać się satanistyczny, oraz na histeryczne, jak już pisałem, historie. Ładnie to wszystko ze sobą połączyłeś, razem z analizą korzeni rocka, jednak nie wskazuje to na jakiś oczywisty zły wpływ samej muzyki na człowieka, rzekłbym, bardziej kulturowy niż czysto techniczny, co próbowałeś udowodnić. Laicki język na nic dla mnie nie wskazuje, jednak fakt że twierdzisz że sam "beat" może być zły wiele mi mówi. To nie zabieg erystyczny, oskarżanie Cię o brak znajomości muzyki od strony technicznej, tylko uczciwe wytknięcie błędu w rozumowaniu: usiłujesz oskarżyć muzykę od strony technicznej, mówiąc "nietechnicznie" :) I jak już mówiłem, nie chodzi o sam język którego używasz, bo ja też nie jestem muzykologiem, tylko o samą wiedzę techniczną o muzyce. "Tryton, to tylko mały skrawek. W zasadzie zupełnie o nim nie pisałem." Podałem jako przykład tego, co możesz rozumieć przez "beat", bo jak do tej pory tego pojęcia nie sprecyzowałeś. "Wychodzisz z założenia, że tylko to jest słuszne, co naukowo udowodnione?" Jeżeli przez słuszne rozumiesz "absolutnie prawdziwe", to nie. Jeżeli masz na myśli "warte uwagi, warte zgłębiania", to tak. Bo tylko na takim gruncie można dojść do porozumienia i wspólnych obserwacji, które nie będą wymysłem/dopowiadaniem sobie czegoś przez którąś ze stron. "Swoje twierdzenia nt. muzyki, wziąłem z prostej intuicji praktycznej, którą, jak zauważyłem podzielali i inni... Zaczałem sprawdzać te intuicje u różnych mądrzejszych ludzi i okazały się z nimi pokrywać." Każda intuicja jest inna i omylna. Możesz mieć swoje spojrzenie na heavy metal, ale nie zmieni to pewnych faktów, np. tego że niewiele się różni, jako muzyka, od klasyków, że nie ma w tym żadnego "szatańskiego beatu", złe (względnie) mogą być tylko słowa piosenki. "Zupełnie przesuwasz akcenty przedstawianej przeze mnie argumentacji." Ale podałeś przykład szesnastolatka który w hipnotycznym stanie zabił ciotkę! I jak ja mam to rozumieć?! "Cytaty, które podawałem, były po to by z nich istotę wyłowić, a nie zgadzać się z nimi w całości, z owym rozłożeniem akcentów" W takim razie jaką "istotę" wyłowisz z powyższego zdarzenia? Przecież to idiotyzm, a ty szukasz w tym jakiegoś drugiego dna, mimo że teoretycznie możesz się nie zgadzać z tym, że to muzyka go zmusiła do zabójstwa? Skoro stwierdzisz że wcale nie poczynił to przez muzykę to co z tego zdarzenia wynika dla Ciebie? Dla mnie osobiście to, że ktoś szuka taniej sensacji, usiłując zwalić winę za inne problemy na muzykę. "Jakieś przemycane sugestie, to możliwość, coś pobocznego, dalsza konsekwencja." Wiesz, nie jesteś pierwszą osobą której to piszę na Frondzie i podobnych forum. Sugestia może się odbyć jedynie wtedy, gdy osoba rozumie przekaz, jego abstrakcję, informację. Jej mózg musi nie tylko wyłapać dźwięk, ale również poprawnie go zinterpretować. Z tego powodu reklamy podprogowe*, backmasking czy rzekome sugestie dokonywane samym dźwiękiem to wierutna bzdura. Z faktu że rock and roll ma seksualne korzenie nic nie wynika dla dzisiejszego słuchacza, gdyż najczęściej nie jest świadom tego faktu. (* - przekaz podprogowy to akurat nie jest bzdura totalna, można nim przemycać wizerunek, np. Coca Coli w tle, dzięki czemu klient kojarzy np. logo firmy albo jakiś kształt, nie można nim jednak przemycać bardziej skomplikowanych treści) "I czy nie uważasz, że lekceważenie tak wielkiej ilości świadectw, opracowań naukowych, przykładów i wypowiedzi samych muzyków, a nawet kard. Ratzingera, wybitnego intelektualisty i człowieka, to nie ignorancja, albo wygodnictwo, które nie pozwala na odrzucenie własnych kulturowych przyzwyczajeń?" Ty masz swoją intuicję, ja mam swoją. Jak żyję, nigdy nie widziałem przykładu człowieka na którego muzyka miałaby zły wpływ, może poza bólem głowy. Kardynałowie i inni bawią się w rozkładanie doświadczeń muzycznych na duchowe czynniki pierwsze, cytując z Twojego artykułu: "...ten rodzaj muzyki niszczy indywidualizm i osobowość – człowiek uwalnia się od swojego jestestwa. Muzyka staje się przeżyciem ekstatycznym, uwolnieniem od samego siebie. Takie uwolnienie nie różni się niczym od narkomani i jest całkowicie sprzeczne z wiarą w zbawienie chrześcijańskie." W takim razie powinniśmy zakazać chóru gregoriańskiego, bo ekstatyczne doświadczenia których tam doświadczamy odrywają nam duszę od ciała. A może to akurat oderwanie jest dobre? Nie wiem, nie jestem uczonym soterologiem jak kard Ratzinger. On lepiej ode mnie wie co prowadzi do zbawienia, a co nie. I tak, piszę to umyślnie ironicznie i z jadem, bo żeby pleść że doświadczenie ekstatyczne spowodowane muzyką niczym się nie różni od narkotyków, które złe są dlatego bo szkodzą, a nie dlatego bo wprowadzają w inne stany świadomości, to trzeba być naprawdę uprzedzonym.
anonim2013.08.15 17:07
@Anonymous Dalej nie chwytasz. Ogólna muzyka nie może istnieć tak, jak nie istnieje "ogólny człowiek", "idea człowieka", człowiek zawsze istnieje konkretny, o takich, a nie innych rysach innych niż u innego człowieka. tak samo jest z muzyką. Pisząc istnieje chodzi mi o istnienie jako zjawisko.
anonim2013.08.18 15:33
na litość boską! Przecież fragment mowy odegrany do tyłu nie ma ŻADNEGO sensu! w żadnym języku. Założenie, że coś takiego wpływa na naszą podświadomość jest bezpodstawne. Dlaczego podświadomość miała by rozumieć lepiej niż świadomość? To mniej więcej tak, jakby ktoś twierdził, że na naszą podświadomość wpływają pokazywane nam teksty napisane chińskim alfabetem. A może by tak założyć, że przed epoką komputerów, sampli itp. wgrywanie puszczonych do tyłu fragmentów miało na celu ciekawe efekty dźwiękowe?
anonim2013.08.26 22:06
"Oczywiście należałoby przyjąć również założenie, że nie każdy backward masking i odnajdywane w nim fragmenty werbalne, mają charakter zaplanowanego przekazu. Proszą mi wierzyć, jestem w tej kwestii dość ostrożny." -------------------------------------------------------------- Kiedy slysze cokolwiek puszczonego od tylu (a w taki sposob wszyscy odbiorcy sluchaja "backward masking"), to nie jestem w stanie tego zrozumiec. Zatem, jaki moze to miec na mnie wplyw i co mozna mi w ten sposob przekazac? Pomijajac inne mozliwe watpliwosci, w tej kwestii autor wcale nie wydaje sie byc ostroznym. Ja bym raczej zajal sie takimi rzeczami jak schizofrenicznie podwojy tekst "Kingdom Coming" Bauhausu (oba teksty w jedna strone), chociaz brzmi to ciekawie, to jednak proba zrozumienia obydwu tekstow wprowadza w psychice dosc dziwny chaos.
anonim2013.09.6 9:06
@Sual Kulture wschodnia promowal Harrison a nie Lennon.