Fronda.pl: „Gazeta Wyborcza” napisała, że ojciec Piotr Andrukiewicz „nie przebierał w słowach” wobec Pana. On sam zaprzecza. Jakimi wulgarnymi czy agresywnymi słowami odzywał się zatem do Pana?
Rafał Maszkowski: Ja niewiele z tego pamiętam, myślę, że ci, którzy patrzyli na to z zewnątrz, potrafiliby opisać. Byłem w sytuacji, w której ktoś mnie szarpie, depcze i być może mi przyłoży za chwilę – jednak tego nie zrobił. Pamiętam, że krzyczał, że wezwie policję, jednak tego nie zrobił. Później, kiedy zeznawałem na policji, starałem się odtworzyć wszystko jak najdokładniej. Policjant przepytywał mnie bardzo szczegółowo, choć niestety fałszywie mnie poinformował, tzn. nie przyjął ode mnie zawiadomienia o przestępstwie, a powinien to zrobić. Nie wiem, czy tego nie wiedział, czy chciał mieć po prostu mniej pracy.
Dzwoniliśmy na komendę policji w Częstochowie pytając o sprawę Panią rzeczniczkę Joannę Lazar i odpowiedziała nam, że „naruszenie nietykalności cielesnej” nie jest ścigane z urzędu i że w takiej sprawie tylko osoba pokrzywdzona może wnieść pozew.
Ja zgłaszałem, że takie przestępstwo zostało dokonane, policjant powinien był przyjąć zgłoszenie o popełnieniu przestępstwa, twierdził jednak, że muszę to zgłosić do sądu a nie na policję.
I zgłosił to Pan do sądu?
Zgłoszę w najbliższych dniach. Mój prawnik przygląda się mojemu opisowi sytuacji i ustala, jak to wszystko dokładnie sformułować. Na razie muszę po tym wszystkim ochłonąć.
Tak więc ojciec Andrukiewicz Pana w końcu uderzył czy nie? Przed chwilą wspomniał Pan, że ostatecznie z tego zrezygnował?
Zaczęło się to wszystko od tego, że Andrukiewicz podszedł do mnie bardzo blisko, w którymś momencie nadepnął na moją nogę, nie bardzo wiedziałem kiedy to się działo. Krzyczał i trudno mi było z nim dyskutować. Byłem gotów do takiej dyskusji, natomiast nie byłem gotów do odpierania ataku, chociaż można się było tego spodziewać, gdyż na takich zjazdach często zdarzają się ataki na różne osoby.
Ataki werbalne czy fizyczne?
Werbalne i fizyczne.
Ale czy ojciec Andrukiewicz Pana uderzył?
On przede wszystkim, ponieważ zna się na urządzeniach radiowych, bardzo sprytnie chwycił mikrofon i zaczął go szarpać wiedząc, że może go uszkodzić. W pewnym momencie szarpnął tak zdecydowanie, że rozpiął mi całą koszulę (była na zatrzaski, więc łatwiej ją było rozpiąć niż koszulę na guziki). Później szarpał ten mikrofon i coś krzyczał. Nie pamiętam, co krzyczał, ponieważ obawiałem się, co będzie dalej i po prostu zatarła mi się pamięć. Pewnie są jakieś nagrania tego zdarzenia.
Reżyser Aro Korol nie chce jednak opublikować tego, co nagrał. Wie Pan dlaczego?
Z tego, co wiem, to nie ma żadnych oporów przed opublikowaniem filmu. Ale chciałbym powrócić do tego, co się działo. W pewnym momencie nadepnął mi na nogę. Z tego, co wiem, jest to sposób na to, żeby kogoś przewrócić, przytrzymać za nogę i popchnąć. W każdym razie on jednak tego nie zrobił. Jednocześnie ktoś się zamierzył na fotoreportera, który pracował dla „Gazety Wyborczej”, ten fotoreporter uciekał, widziałem to na fragmencie filmu, który został nagrany – nie widziałem tego osobiście, trudno mi było się rozglądać. Jeszcze inna osoba zasłaniała kamerę i popychała filmowca. To była zorganizowana akcja, w której brało udział na parę osób jednocześnie. Po tym szarpaniu jedna osoba przejęła ten kabel od ojca Andrukiewicza, pewnie policja zna nazwisko tego mężczyzny, szarpała tym mikrofonem, aż w końcu go urwała.
To kto w końcu urwał mikrofon? Andrukiewicz czy ten drugi człowiek?
Najpierw tym mikrofonem i kablem od mikrofonu szarpał Andrukiewicz, na tyle mocno, że mi otworzył wszystkie zatrzaski w koszuli, później mikrofon podał temu drugiemu, który ten mikrofon wyszarpnął do końca, po czym odeszli. Atak Andrukiewicza to był już trzeci i skoordynowany atak. Najpierw szarpała mnie jakaś pani w czerwonych spodniach, której nie udało się wyrwać mikrofonu, kazałem jej sobie pójść i się mnie posłuchała. Później był starszy pan z apaszką, którzy też coś krzyczał, ale nie jestem w stanie powtórzyć, bo nie jestem przyzwyczajony do takich spotkań. To wszystko to były takie „pieszczoty”, główny atak miał miejsce później. Przyznam, że dzięki temu, że dziennikarze byli przy mnie, czułem się trochę bezpieczniej. Czułem, że jestem wśród zgromadzenia, w którym ktoś może mnie w pewnym momencie uderzyć. Nie czułem się jednak zagrożony przez młodzież, która przyjechała na zjazd.
W tym samym miejscu, o tej samej porze znalazł się Pan, dziennikarka „GW” pani Dorota Steinhagen, ekipa reżysera Aro Korola. Czy Państwo byli umówieni?
Ja nie chciałem rozdawać tych ulotek potajemnie. Raczej chciałem, żeby jak największa ilość dziennikarzy wiedziała, że te ulotki rozdaję, że taka akcja może być prowadzona. Nie wszyscy dziennikarze, do których napisałem, zareagowali. Powiadomiłem też pewną telewizję, ale nie przyjechała.
Jaka to telewizja?
To nie ma znaczenia. Następnym razem będę ich powiadamiał wcześniej. Nie chcę też mówić, jacy dziennikarze stracili okazję, aby to wydarzenie opisać.
Czyli ci, którzy byli wtedy z Panem, to po prostu ci, którzy odpowiedzieli na Pana apel?
Tak, cieszę się, że „Gazeta Wyborcza” się zainteresowała sprawą, dziennikarz, z którym się kontaktowałem, powiedział, że kogoś wyśle, kto opisze wydarzenie i zrobi zdjęcie. Natomiast Aro Korol, który przygotowuje film dokumentalny, pojawił się niedawno u mnie osobiście, ponieważ był zainteresowany tematem i szukał informacji. Ja staram się informować o kłamstwach i kampaniach propagandowych Radia Maryja na różne tematy i Korol był zainteresowany moją działalnością. Powiedziałem mu, że się wybieram do Częstochowy i on chętnie to podchwycił, że sfilmuje ten zjazd i moją skromną akcję.
Czy uważa Pan, że w porządku jest robić takie rzeczy w trakcie tego typu spotkań? Przyjeżdża na nie młodzież, żeby się pomodlić, śpiewać, spotkać...
Myślę, że do czasu tego ataku z ojcem Andrukiewiczem na czele, tam nie było żadnych modlitw, same piosenki i przez pół godziny, jak nie więcej, były nadawane przez megafony reklamy szkoły należącej do o. Rydzyka oraz rozdawane ulotki tej szkoły. Więc uważam, że reklamowanie tego biznesu w takim miejscu powinno wywołać większe oburzenie niż stanie z boku i rozdawanie ulotek, które informują o tym, co przeinacza Radio Maryja.
Z relacji świadków wiemy, że dziennikarze „GW” i ekipa telewizyjna odpoczywali po całym zajściu w ogródku piwnym. Czy Pan im też towarzyszył?
Byłem zmęczony po szarpaniu i po długim zeznawaniu na policji i też odpoczywałem z ekipą Korola i dziennikarką "GW", która bardzo mi pomogła, m. in. poszliśmy razem na komisariat, na który zapraszała nas policja.
Skąd się wzięła u Pana pasja monitorowania Radia Maryja?
Radio Maryja jest dla mnie przez tyle lat, ile go słucham, nieustającymzaskoczeniem, jak można opowiadać takie bzdury i jak można tak kłamaći fałszować np. historię. Takim przykładem jest sprawa KL Warschau, tojest skomplikowany problem, trudno go opowiedzieć w paru zdaniach.Wykorzystywanie historii obozu koncentracyjnego do działalnościpolitycznej, to wielka nieuczciwość i skandal.
Radio Maryja prezentuje swoje poglądy np. na aborcję, „GazetaWyborcza” i inne media swoje.
Zgadzam się, że można prezentować różne poglądy i o nich dyskutować, ale ważne żeby posługiwać się faktami. Radio Maryja argumentuje za pomocą fałszerstw. W zeszłym roku w pewnym czasopiśmie opublikowałem analizę ulotki nt. aborcji opublikowanej przez osobę związaną z RM, która te same informacje mówi też na antenie. Fałszuje fakty w każdym akapicie i na tej podstawie wmawia, że w Polsce jest 14 tysięcy aborcji rocznie. Trudno w ten sposób dyskutować. Tych przykładów mogę oczywiście podawać wiele.
Rozmawiała Magdalena Romaniuk.
*Rafał Maszkowski - informatyk, autor bloga "Badanie Ideologii Radia Maryja". "Gazeta Wyborcza" napisała, że został zaatakowany i znieważony przez redemptorystę o. Piotra Andrukiewicza, gdy w czasie pielgrzymki młodzieży Radia Maryja na Jasną Górę rozdawał ulotki atakujące rozgłośnię.
Masz dość przemilczeń, manipulacji? Twórz własne media! Klub Frondy czeka na Ciebie!
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

