Drukuj"Akcja Gazety wyglądała jak prowokacja"

  • Kategoria: Polska
  • środa, 24 czerwca 2009 13:54

Portal Fronda.pl dotarł do świadka rzekomego pobicia nieprzychylnego Radiu Maryja blogera przez redemptorystę o. Piotra Andrukiewicza.

 

M.K. jest mieszkanką Krakowa, gdzie pracuje w jednej z dużych firm. Jej nazwisko jest znane redakcji, M.K. zapowiada również, że gotowa jest w tej sprawie złożyć zeznania w sądzie.

 

Fronda.pl: Była pani świadkiem "bójki pod Jasną Górą". "Gazeta Wyborcza" twierdzi, że ojciec Piotr Andrukiewicz związany z Radiem Maryja zaatakował wrogiego rozgłośni blogera Rafała Maszkowskiego. Jak to wyglądało?

 

MK: Na początku nie bardzo rozumiałam o co chodzi. Wybraliśmy się z mężem z Krakowa na mszę. Oboje słuchamy czasem „Rozmów niedokończonych” w Radiu Maryja, więc przy okazji chcieliśmy zobaczyć jak wyglądają młodzi słuchacze tej rozgłośni. Na błoniach przed Klasztorem stał człowiek - rozdawał ulotki. Jednak osób rozdających różne materiały było więcej, więc nie zwróciliśmy uwagi na to co jest napisane na kartce. Schowaliśmy je. Potem - już prawie przy scenie muzycznej – zaczęłam czytać tę ulotkę. Wyglądało to jak jakaś prowokacja: ktoś przyjeżdża na zjazd Radia Maryja i wręcza rzeczy krytykujące ojca Rydzyka. To tak jakby przyjść do czyjegoś domu i źle wyrażać się o domownikach. Spytałam się męża co według niego powinniśmy zrobić. Zdecydowaliśmy, że zgłosimy to do organizatorów. Przy stoisku z książkami znaleźliśmy miłą blondynkę w czerwonej kurtce.

 

Tę o której "Gazeta" później napisała "tleniona blondynka"?

 

Prawdopodobnie to właśnie ta osoba. My ją sprowadziliśmy i gdy tylko podeszła do pana z ulotkami zobaczyłam coś niesamowitego. Nagle wokół zrobiła się wrzawa, ludzie z kamerą rzucili się do miejsca incydentu, a spod ziemi wyrósł nagle fotoreporter. Jakby tylko czekali na ten moment. Te kilka sekund uświadomiło mi jaką rolę odgrywa tam ten pan z ulotkami.

 

Dużo było dziennikarzy i fotografów?

 

Na początku w ogóle nie rozumiałam o co chodzi. Potem gdy kilkukrotnych prośbach organizatorów ten pan odmówił opuszczenia placu i dalej rozdawał ulotki, przyjrzałam mu się dokładniej. Wyglądał jak jeden z pielgrzymów, miał jakiś plecak, rozpiętą koszulę pod szyją. Obok niego cały czas stała kobieta w liliowej sukience i jakiś chłopak. Miał aparat, a ona miała notes. Kiedy tylko ktoś podchodził do tego pana z ulotkami, zaczynała się przysłuchiwać i notować. Potem się dowiedziałam, że to miejscowa korespondentka "Gazety Wyborczej". Organizatorzy ją rozpoznali.

 

Jak wyglądał sam incydent z udziałem ojca Andrukiewicza?

 

Widzieliśmy go z kilkunastu – może kilkudziesięciu - metrów: po całym tym zamieszaniu „z blondynką” poszliśmy na spacer żeby się uspokoić. Z głównego kościoła wyszliśmy na wały (mur) by z góry popatrzeć na tłum młodzieży. Jakież było nasze zdziwienie kiedy tam na wałach stała ta sama ekipa z kamerą, która wcześniej kręciła spotkanie ulotkarza z blondynką. Tym razem od góry kręcili pana z ulotkami. Potem się dowiedziałam, że to pan Aro Korol – już po przeczytaniu jednego z tekstów gazety weszłam na jego stronę internetową. Razem z nim było jeszcze dwóch młodych chłopaków. Wszyscy ubrani na czarno, dość elegancko. Wyróżniali się z tłumu. Obserwowaliśmy sobie ich spokojnie kiedy nagle zauważyliśmy, że do ulotkarza podchodzi o. Andrukiewicz. Na to, cała ekipa szybko zerwała się z miejsc, skierowała kamerę w kierunku księdza i zaczęła filmować. Trwało to dosłownie kilka sekund zanim mój mąż zrozumiał, że to jest pułapka. Podbiegł do nich i zasłonił im obiektyw kamery. Ja ruszyłam za nim, w jakimś instynkcie obrony. Najwyższy z nich – chyba Korol - złapał męża za rękę, ale chwilę później puścił i krzyknął "kręćcie go" – chyba w nadziei na drakę. Myśleli, że mój mąż da się sprowokować i będą mieć scenę agresywnego „moherowego bereta”. Oczywiście nic z tego.

 

Jak to się skończyło?

 

Scena z księdzem?

 

Tak.

 

Po tym jak u nas - na „wale” - akcja się zakończyła, ekipa telewizyjna pozbierała sprzęt i jak gdyby nigdy nic odeszła. Z pewnością nie kręcili już tego co działo się na dole – pewnie zostaliby gdyby było coś ciekawego. Jak poszli zerknęliśmy na dół, tam już księdza nie było. Nawet nie pamiętam czy ulotkarz nadal tam stał. Jestem na 99 proc. pewna, że ekipa Korola – oprócz pierwszych kilku sekund - nie ma żadnego ujęcia z rozmowy Maszkowskiego z o. Andrukiewiczem. A jeśli mają, to z pewnością z nami na pierwszym planie. Nie widzieli nic więcej.

 

Czy to prawda, że o. Andrukiewicz rzucił się na blogera z pięściami?

 

Jak wspomniałam, widziałam tylko początek sceny, bo potem zajęliśmy się panami w czerni. Widziałam tylko jak ksiądz podszedł do Maszkowskiego i zaczął z nim rozmawiać, próbując jednocześnie wyciągnąć mu ulotki z dłoni. Bicia absolutnie nie było, a jeśli by było to musiałoby trwać zaledwie kilka sekund – bo po kilkunastu sekundach już nie było po nim śladu (tyle trwało nasze przepychanie z kamerą na wałach). Ksiądz musiałby być więc szybszy od Bruce’a Lee i Chucka Norrisa w jednym.

 

Czy o. Andrukiewicz zniszczył mikrofon?

 

Z tego co czytałam - pan Korol tak twierdzi. Ale nie mógł widzieć takich szczegółów, bo w tym czasie próbował pozbyć się dłoni mojego męża z obiektywu. Po jego minie i nerwach było widać, że „uciekło” mu sprzed nosa najlepsze ujęcie na jakie czekał zapewne cały dzień. On, jak i my staliśmy w znacznej odległości od całego incydentu.

 

Czy to był koniec awantury?

 

Później już był spokój, nic nie widziałam. My już zeszliśmy z wałów. Zbyt się zdenerwowaliśmy tą sytuacją. Wtedy dopiero zaczęłam sobie odtwarzać całe zdarzenie. Jak teraz na to patrzę, to wyglądało jakby Korol z ekipą i "Gazetą Wyborczą" krążyli po placu i czekali aż się zacznie rozróba. Widać to było po każdym ich kroku – dziennikarka i fotoreporter nie odstępowali ulotkarza nawet na krok. Ktokolwiek podchodził do niego, to uszy na sztorc, notes w rękę, aparat i kamera wycelowane. Chcę jeszcze dodać, że to chyba nie była jedyna pułapka jaką przygotowali.

 

Nie rozumiem.

 

W odległości kilkuset metrów od pana z ulotkami – bliżej pomnika Prymasa Wyszyńskiego - stały dwie młode dziewczyny. Były ubrane wyjątkowo niestosownie jak na to miejsce. Od razu było widać, że coś jest nie tak. Pielgrzymka, jacyś młodzi, w sumie zimno, a tam dwie panny wystrojone jak na dyskotekę. Tlenione włosy, różowe bluzeczki, dekolty, mało kto tak chodzi na Jasną Górę. Kiedy je zobaczyłam ucieszyłam się tylko, że pozory tak mogą mylić i że dziewczyny, które bardziej wyglądały na bywalczynie dyskotek, przyjechały pomodlić się na Jasnej Górze. Dopiero potem przyszło mi do głowy (ale podkreślam, że to tylko moje przypuszczenie), że gdyby nie wypaliło z ulotkami, to miały one stanowić kolejne ognisko zapalne. Ekipa czekała, aż ktoś będzie próbował zwrócić im uwagę. Trochę nerwów, min i już wymarzone ujęcie gotowe. Takie prowokacje znamy z telewizji – nie tylko z filmów.

 

Nikt ich nie wyprosił.

 

Nie wiem. Widziałam je tylko przez chwilę. Jakoś dopiero później skojarzyłam ich możliwe powiązanie z całą sytuacją.

 

Czy jest pani pewna, że osoby, które pani widziała z kamerą i z notesem to Aro Korol i korespondentka "GW"?

 

Jestem całkowicie pewna, że był to pan Korol. Pani Steinhagen nigdy wcześniej nie widziałam. Od studentów WSKSiM dowiedziałam się, że towarzyszka ulotkarza jest z „Gazety Wyborczej”. Dopiero po przeczytaniu artykułu domyśliłam się, że to właśnie ta pani błysnęła „rzetelnością” dziennikarską w artykule "Wyborczej". Później, kiedy wracaliśmy już do samochodu widzieliśmy całą ekipę w ogródku piwnym. Siedzieli sobie zadowoleni ze swojej „roboty”.

 

Czy bloger Rafał Maszkowski, ten od ulotek, siedział razem z nimi w ogródku piwnym?

 

Nie widziałam go. W knajpie było trochę ludzi, a ja zwróciłam uwagę na Korola i jego ekipę oraz na dziennikarkę. Był tam chyba również ten fotograf, ale tego już nie jestem pewna. Z resztą pewnie można odczytać zapisy monitoringu restauracji.

 

Wrócili państwo do Krakowa. I co dalej?

 

Następnego dnia zobaczyłam relację w portalu gazeta.pl, która oparta była na oczywistym kłamstwie. Zastanowiliśmy się co robić kiedy ktoś ze znajomych podpowiedział nam, że powinniśmy zaoferować pomoc w tej sprawie i opowiedzieć o tym co widzieliśmy. Zadzwoniliśmy do Radia Maryja i zostawiliśmy swoje namiary. Ojciec Andrukiewicz zadzwonił do nas wieczorem tego samego dnia.

 

Co mu państwo powiedzieli?

 

Że jesteśmy w stanie opowiedzieć jak było. Teraz możemy to tylko powtórzyć. Według nas żadne gazeta nie może sobie pozwolić na manipulację. Ta była bardzo przewidywalna i wyjątkowo mało subtelna. Bardzo wyraźnie pokazała jak należy traktować medium, które się jej dopuściło, a także jak interpretować inne sytuacje – „fakty medialne” – z przeszłości, dotyczące tej rozgłośni, a podejmowane na łamach "Gazety Wyborczej". I – o zgrozo – w ciemno kopiowane przez inne redakcje.

 

Rozmawiał Piotr Pałka

  • digg.com
  • wykop.pl
  • Zapisz do del.icio.us
  • Ciekawe
  • Odsłon: 3418

Komentarze: 15

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Tim Tim napisał/a:

    środa, 24 czerwca 2009, 14:22

    Bo spotykają się dwa sposoby myślenia. My próbujemy w tym myśleniu odtrorzyć co się wydarzyło. Próbujemy odtworzyć: kto, gdzie, kiedy, ile osób, dlaczego itd. My myślimy na sposób historyczny, chcemy odtworzyć fakty. Proszę księży - dla Żydów fakty nie maja żadnego znaczenia. Proszę to zapamiętać - mówię to z długiego doświadczenia. Żydów nie interesuje historia jako taka, nie mają pojęcia historii obiektywnej. Co ich interesuje? Żydów interesuje hagada o przeszłości, opowiadanie o przeszłości, a to jest zupełnie co innego. Nie liczy się to, co się wydarzyło, ważne jest to, jak się to opowiada, zatem - upraszczając nieco - nie zadaje się pytania, co jest prawdziwe: zadaje się pytanie, co jest prawdziwe dla Żyda; nie mówi się, co jest dobre: mówi się, co jest dobre dla Żydów; nie mówi się, co się wydarzyło: mówi się, co się wydarzyło, żeby to dobre było dla Żydów.

    Otóż to jest mentalność, sposób myślenia ukształtowany przez tysiące lat. Spotykają się ze sobą dwie mentalności. My w tym wydarzeniu o zagładzie Żydów chcemy ustalać fakty. Natomiast Żydzi wyciągają z niego znaczenie, sens, który mógłby być dla nich pożyteczny. Jeżeli fakty temu przeczą, to tym gorzej dla faktów.

    W związku z tym dyskusja z nimi na temat faktów mija się w ogóle z celem i typowy przykład tego mogą znaleźć księża w licznych publikacjach "Gazety Wyborczej". Jest to gazeta - mówię to z pełną odpowiedzialnością - w specyficznym i pełnym tego słowa znaczeniu żydowska. Od redagowania, od - powiedzmy sobie - sposobu podawania informacji, od sposobu układania informacji itd. doskonale odzwierciedla mentalność żydowską.

    Cyta z ks. W. Ch.

  2. Zobacz profil beki napisał/a:

    środa, 24 czerwca 2009, 14:35

    Nie przeczytałam dokładnie tego wywiadu bo te szczegóły... Problem rozpoczął się od ulotek przeciwko ojcu Rydzykowi... Jeśli tak, to cóż, nie można komuś zamykać ust i zabraniać krytykować. Każdy kto tam przychodzi, jest u siebie a nie tylko sympatycy radia Maryja.

  3. środa, 24 czerwca 2009, 14:54

    lać w mordę czerwoną hołotę.

  4. Zobacz profil Fenom napisał/a:

    środa, 24 czerwca 2009, 15:36

    Podobna akcje zrobila lewica na antyislamskiej demonstracji "Pro Köln", gdzie 2 amatorskich aktorkow (nazwijmy ich flip i flap) podajacych sie za neonazis niezdarnie jak prawiczki pozowalo (tak jakby mieli tylko 30 min. na zapamietanie tekstow i.t.p.) i robilo zadyme tylko wtedy gdy stali w zasiegu kamer i mikrofonow reporterow. Prawie kazdy kto byl swiadkiem tej ich akcji odczul wrazenia scenki teatralnej 2 infiltratorow, majacej na celu perfidny "Freeping" organizacji "Pro Köln"

    http://www.pi-news.net/2009/05/koellewood-kooperierte-wdr-mit-klischeenazis/

    p.s. ten maly pinczer (w okularach) byl tak zainteresowany demonstracja i przemowieniami oratorow ze przez caly czas mial stoppery w uszach.

  5. Zobacz profil Jan Ptak Jan Ptak napisał/a:

    środa, 24 czerwca 2009, 16:38

    Co przeczytam jakiś artykułu to już pascal go komentuje.

    Jesteś szybszy od myśli.

  6. Zobacz profil Bigmikeocb napisał/a:

    środa, 24 czerwca 2009, 16:53

    Radio Maryja to b dobre dzieło , to że je niszczą potwierdza mnie w tym przekonaniu!

  7. Zobacz profil Eliza Leibowicz Eliza Leibowicz napisał/a:

    środa, 24 czerwca 2009, 17:52

    "W knajpie było trochę ludzi, a ja zwróciłam uwagę na Korola i jego ekipę oraz na dziennikarkę. Był tam chyba również ten fotograf, ale tego już nie jestem pewna. Z resztą pewnie można odczytać zapisy monitoringu restauracji".

    !!!

  8. Zobacz profil Gaius Marius Gaius Marius napisał/a:

    środa, 24 czerwca 2009, 19:11

    @Tim. Mój św. pamięci teść zwykł na Wyborczą mówić Jude Zeitung.

  9. Zobacz profil Teddy Bear Teddy Bear napisał/a:

    środa, 24 czerwca 2009, 20:26

    "Ksiądz musiałby być więc szybszy od Bruce’a Lee i Chucka Norrisa w jednym." Cóż za kwieciste porównanie - szkoda ze stylem bardziej pasuje do tekstu pisanego, niz ustnego wywiadu i gryzie sie z reszta.

  10. Zobacz profil marek-jorik marek-jorik napisał/a:

    środa, 24 czerwca 2009, 20:44

    Brawo, na pewno było więcej świadków, na samym zdjęciu z tfu! wyborczej są w tle osoby z aparatami. Liczę, że odsłonia one całą prawdę.

  11. Zobacz profil DOROTA BASIA DOROTA BASIA napisał/a:

    środa, 24 czerwca 2009, 22:07

    beki - ciekawe czy gdyby na paradzie równości rozdawać ulotki że homoseksualizm to zboczenie to również homosie uważaliby że inni mają prawo to robić bo np.ulica jest miejscem publicznym.Jakby nie było ten człowiek zakłócał spotkanie które było organizowane w miejscu sakralnym bo do takich należy Jasna Góra a Wały są częścią tego obiektu

  12. środa, 24 czerwca 2009, 22:30

    polecam zatem nieśmiertelną książkę duetu Najfeld+Terlikowski: http://www.tolle.pl/pozycja/agata-anatomia-manipulacji?pp=357 :)

  13. Zobacz profil skoczek skoczek napisał/a:

    czwartek, 25 czerwca 2009, 00:48

    @beki- elementarna wiedza!!! Żeby móc rozdawać ulotki, trzeba mieć zgodę organizatorów...

  14. Zobacz profil peregrinus peregrinus napisał/a:

    czwartek, 25 czerwca 2009, 02:32

    Wielkie mi halo. Toż to tylko projekcja trudnego dzieciństwa guru GW.

  15. Zobacz profil Gochaa Gochaa napisał/a:

    środa, 29 lipca 2009, 01:26

    Proponuję dla każdego klechy po kastecie. W mig poradzą sobie z wszelkiej maści prowokatorami.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.