W jednym ze swoich esejów Michel Houellebecq stwierdził, że „Kościół próbował przystosować się do świata, gdy ten zaczął brzydnąć”. Obserwacja Synodu o synodalności rodzi przekonanie, że to kolejna trafna analiza tego francuskiego pisarza. Pod koniec października Sekretariat Synodu opublikował dokument kontynentalny, w którym zawarto postulaty pojawiające się w ramach prac synodu w poszczególnych krajach. Wśród nich jest m.in. głoszenie kazań przez osoby świeckie, przeorganizowanie sposobu sprawowania władzy w Kościele, nowe podejście do seksualności kapłanów czy otwartość na środowiska LGBT.
Na łamach portalu PCh24.pl red. Paweł Chmielewski zauważa, że dokument ten „w znacznej mierze ściśle koresponduje z postulatami, jakie stawia się na niemieckiej Drodze Synodalnej”. Chociaż w Polsce biskupi nie decydują się na oficjalną krytykę rezultatów procesu synodalnego, to na świecie – zauważa Chmielewski – takiej krytyki pojawia się coraz więcej.
Publicysta PCh24.pl relacjonuje najważniejsze aspekty krytyki kierowanej w ostatnich dniach przez kardynałów Gerharda Müllera i Francisa Arinzea oraz biskupów Mariana Elegantiego, Roberta Mutsaertsa i Athanasiusa Schneidera.
Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Müller, którego analizy na temat Synodu o synodalności omawialiśmy na portalu Fronda.pl wskazuje, że w ramach procesu synodalnego dochodzi do „wrogiego przejęcia” Kościoła. Niemiecki hierarcha zaznaczył, że Kościół jest wezwany do wsłuchiwania się w Słowo Boże. Synod o synodalności jednak, zamiast wsłuchiwać się w Słowo Boże, wsłuchuje się w głos tego świata wyrażany przez ludzi, którzy z Kościołem niekoniecznie mają wiele wspólnego.
- „Jeżeli oni odniosą sukces, to będzie to koniec Kościoła katolickiego. Musimy się temu sprzeciwiać tak, jak kiedyś heretyckim arianom”
- podkreślił teolog w rozmowie z dziennikarzami amerykańskiej telewizji EWTN.
Podobnego zdania jest kard. Francis Arinze, który przez wiele lat pełnił ważne funkcje w kurii rzymskiej. Nigeryjski duchowny przestrzegał przed traktowaniem synodu jako „sesji politycznej, na której zabiegamy o zdobycie większości głosów dla przeforsowania własnych pomysłów”.
- „To co ludzkie, może zostać zmienione, ale to, co pochodzi od Boga, nigdy. Niekiedy ludzie, którzy spotkają się na sesjach synodalnych, zachowują się w taki sposób, jakby byli gotowi zrewidować Boże przykazania. Tu posuwamy się za daleko”
- przestrzegał purpurat.
Bp Marian Eleganti ze Szwajcarii zauważa, że w ramach Synodu o synodalności próbuje się forsować postulaty, które moderniści podnoszą w Kościele od wielu lat. Chodzi o zmianę nauczania na temat moralności seksualnej, odejście od nauki o nierozerwalności małżeństwa czy kapłaństwo kobiet.
- „Znamy to wszystko. Te postulaty są nieustannie wlewane w nowe butelki, na których przykleja się takie etykiety jak Słuchanie, Inkluzywność, Otwartość, Różnorodność, Równość – jak w kampanii marketingowej, która sprzedaje to, co wczorajsze, jako świeże”
- stwierdził duchowny na łamach austriackiego portalu Kath.net.
W jeszcze mocniejszym tonie kilka dni temu wypowiedział się holenderski biskup Robert Mutsaerts, który ocenił, że Synod o synodalności może przejść do historii jako wydarzenie bluźniercze. Hierarcha ten zrezygnował z dalszego udziału w Synodzie stwierdzając, że nie jest to dzieło Boże.
Doskonale znany w Polsce bp Athanasius Schneider, pełniący urząd biskupa pomocniczego Astany w Kazachstanie, określa synod mianem „manipulacji”.
- „Grupa ludzi, którzy zasiadają na wysokich stanowiskach w Kościele, stara się pchać naprzód swoją ideologiczną agendę. Kościół nie jest jednak parlamentem. Bóg nie dał mu metod demokratycznych. Kościół ma strukturę hierarchiczną, a pierwszym zadaniem Kościoła jest nauczać, a nie słuchać i prosić o opinie”
- podkreślił w rozmowie z telewizją EWTN.
Zaznaczył, że jego zaniepokojenie podziela wielu biskupów, z którymi rozmawiał. Pojawiają się głosy, że trwający Synod jest jedynie narzędziem służącym do zrealizowania ustalonej już w Watykanie agendy.
- „To pokusa dla ludzi w Watykanie, by za pomocą narzędzia synodalności przedstawić nowe samo-objawienie, dostosowane do gustów współczesnego, niewierzącego świata”
- stwierdził.
Wszyscy ci hierarchowie zgadzają się co do tego, że chociaż w ramach Synodu o synodalności mówi się o „słuchaniu Ducha Świętego”, to Boga wykorzystuje się tutaj jedynie instrumentalnie. Synod w rzeczywistości wsłuchuje się w opinie ludzi, aby na ich podstawie kształtować Kościół.
- „Ta centralna idea, która przyświeca całemu synodowi, jest w ich ocenie szalenie groźna, bo może doprowadzić do pomylenia głosu Ducha Świętego z głosem ducha czasu”
- podkreśla red. Paweł Chmielewski.
- „Już w ubiegłym roku było widoczne, że założenia Synodu o Synodalności przypominają ściśle to, co proponują biskupi i świeccy w Kościele katolickim w Niemczech. Dziś widać, że było to dobre wrażenie: Synod o Synodalności zaczyna coraz bardziej przypominać narzędzie Rewolucji. Jak poradzimy sobie z tym wyzwaniem w Kościele katolickim w Polsce, to pytanie – mam nadzieję – wciąż jeszcze otwarte”
- podsumowuje autor.
