Abp Szewczuk udzielił wywiadu Katolickiej Agencji Informacyjnej, w którym odniósł się do sporu wokół nadania przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego imienia „Bohaterów UPA” jednej z ukraińskich jednostek wojskowych.

- „Politycy wymyślają różnego rodzaju problemy, a my, przywódcy kościelni, musimy na to reagować. Myślę, że sytuacja nie jest aż tak beznadziejna. Mamy wiele pozytywnych rzeczy, o których chciałbym powiedzieć”

- stwierdził.

- „Dzisiaj, jeśli chodzi o Ukrainę, która jest w stanie wojny, historyczna pamięć o stosunkach ukraińsko-polskich, samo wspomnienie wydarzeń z udziałem UPA, nie ma w żadnym wypadku charakteru antypolskiego. Może to być dla Polski trudne do zrozumienia. Odwołanie się do bohaterskiej historii ukraińskiej walki narodowowyzwoleńczej przeciwko sowieckiej dominacji nie ma absolutnie żadnego antypolskiego wydźwięku. Dlaczego? Ponieważ dzisiaj Ukraina jest w stanie wojny o niepodległość z Rosją. Nasi politycy, nasz prezydent podejmują wiele decyzji nie uwzględniając opinii innych, w tym przypadku Polski. Dlaczego? Bo dziś dla nas Polska jest przyjacielem i partnerem. Przez myśl nikomu nie przechodzi, że możemy dziś zrobić coś, co mogłoby urazić Polaków. Ale niestety tak jest. Powiedziałbym, że pewien militarno-polityczny kontekst prowadzi niestety do nieporozumień”

- dodał.

Przypomnijmy – bohaterowie, o których mówi abp Szewczuk, to sprawcy ludobójstwa Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Tymczasem dla ukraińskiego hierarchy problemem nie jest ich gloryfikacja, a… polski egoizm.

- „Z drugiej strony, widzimy, że w Europie, nawet w Polsce, pojawiają się problemy z odradzaniem się egoizmów narodowych. Bardzo często nasi sąsiedzi reagują na pewne wydarzenia na Ukrainie przez pryzmat egoizmów narodowych i to bardzo utrudnia wzajemne wysłuchanie i zrozumienie. Tego typu nieporozumienia, jak z nadaniem nazwy, mają miejsce przede wszystkim na poziomie politycznym. Kiedy mówimy o innych poziomach komunikacji, nie są one naznaczone takimi nieporozumieniami”

- przekonywał.

Co na to polscy biskupi? Ich stanowiska ws. napięć wywołanych decyzją ukraińskiego prezydenta wciąż brakuje.