Kim była ofiara zamachu w agencji „Las Vegas”?

Nikodem Stokarczak, który bardziej zwany był pod swoim przydomkiem „Nikoś” urodził się 29 czerwca 1954 roku w Gdańsku. Formalnie z wykształcenia był ogrodnikiem, ale nikt specjalnie nie znał go z racji tego skądinąd pożytecznego fachu. Przeszedł on całą ścieżkę inicjacji przestępczej począwszy od stanowiska ochroniarza w nocnym klubie „Lucynka”, który znajdował się w Gdańsku-Wrzeszczu przy ulicy Lelewela. „Lucynka” należała do tych miejsc, które zdominowane było przez śródmiejskich gangsterów. W naturalny sposób każdy ochroniarz musiał swoją edukację rozpocząć perfekcyjnej wiedzy, z kim należy się liczyć a z kim nie. Ochroniarze bardzo często pełnili też rolę dostarczycieli prostytutek lub używek dla prominentnych „gości” klubu, a ci z kolei spośród ochroniarzy rekrutowali mafijnych żołnierzy.

Jeśli wierzyć tekstom poświęconym karierze „Nikosia”, zwrócił on uwagę tzw. „Mecenasa”, który był nieformalnym królem paserów Trójmiasta. Potem „Nikoś” usamodzielnił się i z roli ochroniarza przeszedł do statusu szefa grupy cinkciarzy, co musiało wg licznych opinii sprowadzić go na pola współpracy z oficerami SB, którzy starannie kontrolowali rynek handlarzy walut i jak twierdziła trójmiejska fama brali za przymykanie oczu na ten proceder – odpowiedni haracz. W końcu lat 70-tych „Nikoś” wchodzi na kolejny wyższy szczebel zorganizowanej trójmiejskiej przestępczości. Zakłada grupę, która przemyca kradzione samochody z Niemiec i Austrii do Polski. Ten biznes przeżywa gwałtowny rozkwit po wybuchu Solidarności, kiedy to bezpieka większość swoich sił angażuje do inwigilowania politycznej rewolty i z jednej strony ma mniej „mocy produkcyjnych” do zwalczania tradycyjnej przestępczości, a z drugiej strony powoli wchodzi w lukratywną dla siebie symbiozę z ludźmi typu „Nikoś”.

To powoduje że Skotarczak zaczyna wchodzić w role półoficjalną. Symbolem tego przejścia do statusu niemalże szanowanego obywatela był status oficjalnego sponsora Lechii-Gdańsk, a potem otrzymanie z rąk prezydenta Gdańska Kazimierza Rynkowskiego tytułu „Zasłużony dla Gdańska”.

Około 1985 roku Nikodem Skotarczak wyjeżdża do Niemiec i - jak twierdzą autorzy jego biografii - z jednej strony kieruje nadal przemytem kradzionych samochodów do Polski, a z drugiej strony zakłada firmę „Skotex” w Hamburgu, która zajmuje się wysyłaniem sprzętu RTV do kraju. Ten bardzo lukratywny biznes przerywa incydent w Berlinie w 1989 roku, gdzie w trakcie rutynowej kontroli policyjnej wychodzi na jaw, że samochód którym jeździ, Audi coupe, to wóz kradziony. Zostaje przez Niemców aresztowany, skazany na karę 1 roku i 9 miesięcy pozbawienia wolności i trafia do więzienia w Berlin Moabit. Po trzech miesiącach odbywania kary „Nikosia” odwiedza jego brat, który zamienia się z aresztowanym ubraniami i umożliwia Skotarczakowi spokojne wyjście z aresztu. Tajemnicą okryte są okoliczności powrotu Skotarczaka do Polski na początku lat 90-tych. Dlaczego polska policja nie zatrzymała kogoś kto uciekł z więzienia w Berlinie?

Nikoś” staje się potentatem samochodowym w branży pojazdów o nielegalnym pochodzeniu, ale otacza go wciąż niewidoczny parasol ochronny. Do dziś nie wiadomo, na jakiej podstawie zakończono śledztwo przeciwko Skotarczakowi o kryptonimie „Gruda” i sprawę oficjalnie umorzono. Co rusz widać było Skotarczaka na rozmaitych efektownych bankietach i balach, które gromadziły nowych rekinów polskiego biznesu. W 1992 roku ucieka z policyjnego konwoju w Warszawie. W końcu w 1993 roku zostaje zatrzymany w Warszawie, ale skazany zostaje na śmieszną karę dwóch lat więzienia. I tego wyroku nie odbył w całości, gdyż zwolniono go w lutym 1994 formalnie za dobre sprawowanie. I znów w 1996 roku rozpoczyna się proces przeciwko niemu z oskarżenia o kierowanie grupą przestępczą handlującą kradzionymi samochodami, ale proces wlecze się przy absolutnej bezradności sędziów i prokuratury. Za to znajomość ze Skotarczakiem zaczyna imponować większym i mniejszym gwiazdkom polskiego filmu, które spędzają wakacje w Sopocie. Jedną z najbardziej niesmacznych konsekwencji takich przyjaźni była decyzja reżysera Olafa Lubaszenki, aby wprowadzić Skotarczaka do jednej z epizodycznych ról w gangsterskim filmie „Sztos” z 1997 roku. Samemu Skotarczakowi bardzo imponują takie znajomości, gdyż jak wielu innych gangsterów lubi dbać o budowanie swojej legendy.

I tak ta swoista druga młodość „Nikosia” zostaje przerwana przez egzekucję w agencji towarzyskiej „Las Vegas” w Gdyni przy ulicy Chwarznieńskiej 170A. Wówczas do lokalu, w którym Nikodem Skotarczak świętował imieniny swojego wspólnika Wojciecha Kurowskiego odwiedziło dwóch zamachowców, którzy strzałami z bliska zgładzili niegdysiejszego zasłużonego obywatela miasta Gdańska. „Nikoś” został pochowany na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku. Na pogrzeb stawiło się około tysiąc osób.

W 2022 roku portal „Na temat” podał, że Proboszcz z parafii gangstera odmówił mu wówczas uroczystej ceremonii ostatniego pożegnania, twierdząc, że ten nie zasługuje na katolicki pochówek.

Według „Na temat” dopiero po interwencji samego arcybiskupa gdańskiego Tadeusza Gocłowskiego pogrzeb Nikodema Skotarczaka się odbył. "Nikoś" został pochowany na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku.

Uczestniczyli w nim najważniejsi gangsterzy w Polsce. Każdy ze swoim ochroniarzem (https://natemat.pl/391547,grob-nikodema-nikosia-skotarczaka-tak-wyglada-pochowek-gangstera-foto).

Powszechne oburzenie wzbudził udział w pogrzebie przedstawiciela arcybiskupa gdańskiego.

Non fui, fui, non sum, non curo – głosi sentencja umieszczona na grobie "Nikosia", co z łaciny oznacza "nie byłem, byłem, nie ma mnie, nie dbam o to".

W czasie kampanii prezydenckiej Karola Nawrockiego, wdowa po „Nikosiu” - Edyta Skotarczak pośrednio włączyła się w kampanię. Odgrażała się, że poda do sądu Karola Nawrockiego jako autora książki „Spowiedź Nikosia zza grobu” wydanego w 2018 roku pod pseudonimem Tadeusz Batyr z racji rzekomych zniekształceń w informacjach dotyczących jej męża. Portal Onet podał, że Edyta Skotarczak domaga się od Karola Nawrockiego przeprosin i 100 tys. zł zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. Media nie podały informacji o spełnieniu tych zapowiedzi.

Całe losy „Nikosia” są doskonałą ilustracją w skali wpływów gangsterów bardzo często współpracujących z dawnymi oficerami komunistycznej służby bezpieczeństwa, którzy za pomocą czy to pieniędzy, czy to szantażu czy to wreszcie zastraszania potrafili sobie zapewnić daleko idącą bezkarność. Do dziś nie powstała pełna i wiarygodna książka, która wyjaśniałaby przyczyny tak błyskotliwej kariery niegdysiejszego ochroniarza z kawiarni „Lucynka” we Wrzeszczu.

Piotr Semka