Podczas seminarium w Parlamencie Europejskim specjalny przedstawiciel Unii Europejskiej ds. wdrażania sankcji, David O'Sullivan, poinformował, że Rosja utraciła już około 450 miliardów euro potencjalnych dochodów. – To trzy, a nawet cztery razy więcej niż rosyjskie wydatki na obronność – podkreślił dyplomata, wskazując na realną skalę ekonomicznego uderzenia.
O’Sullivan zwrócił uwagę, że obraz stabilnej gospodarki, który próbuje budować Kreml, nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Wysoka inflacja, rekordowe stopy procentowe, narastający deficyt na rynku pracy oraz brak inwestycji w cywilne sektory gospodarki sprawiają, że – jak ujął – „wszystkie kluczowe wskaźniki migają na czerwono”.
Szczególnie dotkliwe okazały się limity cenowe na rosyjską ropę, wprowadzone przez Unię Europejską po rezygnacji z pełnego embarga. Dochody Moskwy z eksportu surowców już w 2022 roku spadły o około jedną trzecią, a dziś Rosja zmaga się z deficytem budżetowym, jakiego nie notowała od kilkunastu lat. Obecny limit ceny ropy na poziomie 46,7 dolara za baryłkę może zostać dodatkowo obniżony.
W kuluarach Brukseli coraz głośniej mówi się także o bardziej radykalnych krokach, w tym o możliwym ograniczeniu transportu morskiego rosyjskiej ropy. Na sytuację na rynku wpływają również wydarzenia w Wenezueli i Iranie, które zwiększają globalną podaż surowca i dodatkowo osłabiają pozycję Rosji.
Jednocześnie dyplomata przyznał, że sankcje wobec rosyjskiego sektora nuklearnego pozostają politycznie najtrudniejsze. Część państw UE wciąż zwiększa zależność od rosyjskiego paliwa jądrowego, co utrudnia osiągnięcie jednomyślności w Radzie UE. Mimo to Bruksela liczy, że kolejny pakiet sankcji zostanie przyjęty do 24 lutego, w czwartą rocznicę pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę.
