Wielu uważa, że od dzieł Benedykta XVI znacznie ważniejsza była jego ostatnia papieska decyzja: rezygnacja z urzędu św. Piotra. Pomimo upływu ponad 13 lat od tamtej chwili, sprawa nadal nie została przekonująco wyjaśniona. Sam Benedykt przekonywał, że uznał swój stan zdrowia za niezadowalający i brakło mu sił na kierowanie Kościołem. Problem w tym, że w przeszłości taki sam los spotykał wielu papieży - przecież z kilkoma wyjątkami, wszyscy po prostu umierali na urzędzie. Dlatego duża część katolików nie zadowoliła się tym wyjaśnieniem, szukając innych, głębszych przyczyn rezygnacji. Wskazywano na zewnętrzne i wewnętrzne naciski, na działalność różnych lobby... Benedykt do śmierci 31 grudnia 2022 roku utrzymywał, że zrezygnował dobrowolnie.
Być może tak uważał, ale nie ulega wątpliwości: wywierano na niego potężny nacisk. Robili to zarówno liberalni teologowie, biskupi i kardynałowie, jak i politycy, choćby Partia Demokratyczna w Stanach Zjednoczonych, marząca o zmianie władzy w Watykanie i przeprowadzeniu rewolucyjnej "wiosny Kościoła". Benedykt po złożeniu urzędu uważał się za papieża-emeryta, figurę nieznaną w dotychczasowej historii Kościoła. Publikował teksty, wypowiadał się, nosił białe szaty... Za pontyfikatu Franciszka wszyscy mówili o bezprecedensowym kryzysie Kościoła, do którego doprowadził swoim działaniem ten papież. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że drogę otworzył swoim zaskakującym aktem Benedykt XVI, potęgując to jeszcze późniejszym zachowaniem. Gdyby zachował się tak, jak inni papieże, być może nie byłoby nigdy chaosu lat 2013-2025.
Decyzję Benedykta oceni historia. Przygotowując się do setnej rocznicy urodzin Josepha Ratzingera będziemy myśleć jednak raczej nie o tym jednym, ostatnim akcie jego pontyfikatu – ale o wszystkich dziełach teologicznych, które opublikował, zarówno jako papież jak i we wcześniejszym okresie. Nie da się tymczasem zaprzeczyć, że pisma tego niemieckiego teologa stają się niezwykle ważnym punktem odniesienia dla katolików na całym świecie. Widać to już dziś. Jana Pawła II cytowano bardzo często, ale towarzyszyła temu – i nadal towarzyszy – pewna szczególna maniera. Przytacza się jakieś słowa z papieża Wojtyły, dodając, że skoro tak powiedział „papież Polak” albo „święty i popularny papież”, to tak przecież jest. Takie cytaty rzadko mają poważną siłę argumentacyjną.
Z Benedyktem jest inaczej. Coraz częściej widzę, że występuje jako ściśle merytoryczny autorytet w wielu tekstach publicystycznych czy popularnych tekstach teologicznych. Ratzingera nie przywołuje się „jako autorytet”, który zamyka dyskusję – cytuje się go raczej po to, by wydobyć faktyczną myśl, którą wyraził, zrozumieć głębie jego postrzegania teologii. To bardzo ważne, bo właśnie dzięki temu Benedykt może być tak przekonujący i stawać się faktycznym wyznacznikiem rozwoju katolicyzmu przyszłych dziesięcioleci. Z jego koncepcjami teologicznymi można przecież polemizować, ale nie da się odmówić im bardzo głębokiego zakorzenienia w Tradycji i historii, w myśli Ojców i Doktorów, często w pismach innych wielkich teologów ostatnich wieków, zwłaszcza wieku XX.
Nie wiem, czy Benedykt XVI zostanie ogłoszony błogosławionym albo świętym. Setna rocznica jego urodzin mogłaby być punktem wyjścia do rozpoczęcia takich starań. Nie mam jednak przekonania, by było to już dziś bardzo potrzebne. Sądzę, że nie trzeba się spieszyć z takimi decyzjami – o ile w ogóle są możliwe w świetle jego dziwacznej abdykacji. O wiele potrzebniejsze jest, by Józefa Ratzingera studiować. Nie jest Doktorem Kościoła, ale w pewnym sensie – ze względu na żywotność swojej myśli i jej adekwatność do współczesnych problemów – może pełnić taką quasi-doktorską rolę. To się w praktyce już dzieje. Inaczej niż Jan Paweł II, Benedykt nie został ogłoszony przez lud „santo subito”. Przez wielu został jednak wskazany jako „dottore subito”. Korzystajmy z tego roku, by pogłębiać nasze zrozumienie katolicyzmu – poprzez dzieła Josepha Ratzingera.
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
