Paweł Borys, ekonomista i były prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, zwraca uwagę, że pierwsze reakcje rynków pokazują skalę napięcia wywołanego konfliktem.

„Rynki zareagowały bardzo nerwowo. Ceny gazu wzrosły o ponad 100 proc., a ropy o ponad 33 proc., co jest największym tygodniowym wzrostem od początku lat osiemdziesiątych” – podkreśla Borys.

Jednym z najważniejszych punktów zapalnych pozostaje Cieśnina Ormuz – strategiczny szlak morski łączący Zatokę Perską z oceanami świata. To właśnie przez tę wąską drogę wodną transportowana jest ogromna część światowych surowców energetycznych.

„Cieśnina Ormuz – przez którą przepływa około 20 proc. światowego zużycia ropy i 13 proc. gazu – jest kluczowym węzłem globalnego rynku energii” – przypomina ekonomista.

Każde poważniejsze zakłócenie w tym regionie natychmiast odbija się na cenach paliw i energii na całym świecie. W ostatnich dniach notowania ropy Brent przekroczyły poziom 100 dolarów za baryłkę, a chwilowo zbliżyły się nawet do 120 dolarów. Równocześnie inwestorzy zaczęli wycofywać kapitał z części rynków finansowych, co doprowadziło do spadków na giełdach i wzrostu rentowności obligacji.

Eksperci przypominają, że historia pokazuje wyraźną zależność między kryzysami energetycznymi a sytuacją gospodarczą. Największe turbulencje pojawiają się wtedy, gdy dochodzi do faktycznego przerwania dostaw surowców.

„Historia kryzysów energetycznych pokazuje, że ich skutki zależą przede wszystkim od skali przerwania dostaw, poziomu wzrostu cen oraz czasu trwania szoku” – wskazuje Borys.

Przykłady z przeszłości są dobrze znane ekonomistom. Kryzysy naftowe lat siedemdziesiątych doprowadziły do wieloletniego okresu stagnacji gospodarczej połączonej z wysoką inflacją, zjawiska określanego jako stagflacja. Z kolei krótsze konflikty, takie jak wojna w Zatoce Perskiej w 1990 roku, wywoływały jedynie przejściowy wzrost cen.

Dzisiejsza sytuacja jest jednak szczególna, ponieważ napięcia dotyczą jednocześnie dwóch strategicznych obszarów energetycznych: Bliskiego Wschodu oraz regionu objętego wojną na Ukrainie. Europa po rosyjskiej agresji w 2022 roku zaczęła intensywnie szukać nowych źródeł dostaw energii właśnie w państwach Zatoki Perskiej.

Jeśli konflikt w Iranie doprowadzi do długotrwałych zakłóceń w dostawach z tego regionu, może to oznaczać kolejną falę presji cenowej na rynkach energii.

„Europa stoi dziś przed podwójnym zagrożeniem energetycznym – Iran i Rosja. Taka sytuacja nie zdarza się często w historii” – ocenia Borys.

Polska gospodarka, podobnie jak wiele innych gospodarek europejskich, pozostaje w dużym stopniu uzależniona od importu surowców energetycznych. Oznacza to większą wrażliwość na wahania cen na rynkach światowych.

Eksperci zwracają uwagę, że wzrost cen energii zwykle przekłada się na koszty produkcji w przemyśle, ceny transportu oraz wydatki gospodarstw domowych. W efekcie pojawia się presja inflacyjna, która może wpływać na politykę banków centralnych oraz tempo wzrostu gospodarczego.

Paweł Borys podkreśla, że szczególnie ważna jest dziś stabilność finansów publicznych. Państwa wchodzące w okres globalnych wstrząsów z wysokim deficytem budżetowym mają znacznie mniejszą zdolność reagowania na kryzysy.

„Historia uczy, że kraje wchodzące w szoki energetyczne z nadmiernym deficytem i uzależnieniem od importu energii płacą za nie nieproporcjonalnie wyższą cenę” – zaznacza ekonomista.

Dlatego – jak wskazuje – konieczne jest przygotowanie planów awaryjnych oraz wzmacnianie bezpieczeństwa energetycznego państwa. Obejmuje to zarówno dywersyfikację dostaw surowców, jak i rozwój własnych źródeł energii.

Choć przyszły rozwój sytuacji pozostaje trudny do przewidzenia, jedno jest pewne – konflikty w strategicznych regionach świata coraz silniej wpływają na gospodarki państw oddalonych tysiące kilometrów od linii frontu.