Z informacji „Financial Times” wynika, że mechanizm był omawiany podczas serii spotkań w grudniu i styczniu. Zakłada on stopniowanie reakcji: od ostrzeżeń dyplomatycznych, poprzez działania obronne Sił Zbrojnych Ukrainy, aż po potencjalne rozmieszczenie oddziałów tzw. „koalicji chętnych”. W tej grupie miałyby się znaleźć m.in. państwa Unii Europejskiej, a także Wielka Brytania, Norwegia, Islandia oraz Turcja.

Gazeta podkreśla jednak, że rozmowy mają charakter roboczy, a szczegóły nie zostały oficjalnie potwierdzone przez rządy uczestniczących państw. Nie ma również publicznych komunikatów Waszyngtonu ani Brukseli, które wprost potwierdzałyby gotowość do automatycznej reakcji militarnej. Część analityków zwraca uwagę, że taki schemat mógłby pełnić przede wszystkim funkcję odstraszającą – sygnalizując Moskwie, iż ewentualne naruszenia rozejmu spotkają się z szybką i wspólną odpowiedzią Zachodu.

Jednocześnie eksperci przypominają, że każda decyzja o użyciu siły wymagałaby zgody poszczególnych rządów i byłaby silnie uzależniona od skali incydentu, charakteru działań rosyjskich oraz sytuacji na froncie.