Temat koalicji PiS z PSL powraca od ponad 20 lat, ale nigdy nie został zrealizowany.

Ani po wyborach w 2005 roku, kiedy to ludowcy poparli w drugiej turze wyborów prezydenckich Lecha Kaczyńskiego przeciwko Donaldowi Tuskowi, licząc na wspólną koalicję w Sejmie, do której partia Jarosława Kaczyńskiego ostatecznie dokooptowała jednak Samoobronę i LPR.

Ani też po wyborach parlamentarnych z jesieni 2023 roku, kiedy to PiS pomimo wyborczego zwycięstwa nie udało się stworzyć koalicji, ponieważ lider PSL odmówił przyjęcia fotela premiera RP, decydując się na sojusz z Tuskiem i postkomunistami.

Teraz, jak podaje „Rzeczpospolita”, politycy PiS mają nieoficjalnie robić kolejne podejście pod wciągniecie ludowców w sojusz, który pozwoliłby odsunąć od władzy Koalicję 13 grudnia.

Tym razem silnym argumentem po stronie partii Kaczyńskiego ma być rzekome błogosławieństwo administracji Donalda Trumpa dla tego rodzaju konstrukcji koalicyjnej.

W procesie przeciągania ludowców na stronę PiS, szczególną aktywność ma wykazywać były premier RP Mateusz Morawiecki oraz jego frakcja wewnątrz największej partii opozycyjnej, ale nie tylko.

„Z rozmów „Rzeczpospolitej” wynika, że politycy PiS mieli dość otwarcie powoływać się na dyplomatów USA i rzekome oczekiwania administracji Donalda Trumpa. Grozili ludowcom, że Amerykanie odetną ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza od kontaktów z Pentagonem i Białym Domem, jeśli jeszcze w tym Sejmie nie dojdzie do „odwrócenia sojuszy” – pisze Rzeczpospolita.

Medium to podaje również, iż parcie do sojuszu z PSL ze strony PiS ma być tym silniejsze, że Waszyngton miał przestrzec partię Kaczyńskiego przed ewentualnym wejściem w koalicję z Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna po następnych wyborach parlamentarnych.