Współczesna nauka potwierdza prawdziwość relikwii - zdjęcie
09.04.14, 16:49Relikwia Krzyża Św. (Fot. za Świadkowie Tajemnicy)

Współczesna nauka potwierdza prawdziwość relikwii

31

Relikwie od zawsze otaczał nimb tajemnicy, ale oszustwa i nadużycia były bardzo częste. Już w średniowieczu po całej Europie krążyły setki falsyfikatów, wykorzystywanych do kupczenia odpustami. Dlatego nawet wierni wykazywali coraz to większe powątpiewanie w autentyczność szczątek świętych, czy związanych z nimi przedmiotów. Reformacja oraz epoka oświecenia, stopniowo przesuwały wiarygodność wystawianych relikwiarzy od oddawania czci, w kierunku zabobonu. Papież i biskupi obecni na Soborze Laterańskim IV w 1215 r. wydali dekret mówiący, że kto handluje relikwiami dopuszcza się świętokradztwa i symonii. Sytuację zmienił dopiero rozwój nowożytnej techniki, umożliwiający naukowe zbadanie pochodzenia poszczególnych pamiątek i analizę cech mogących świadczyć o ich nadprzyrodzonym pochodzeniu.

Tajemnica Całunu

Gdy w 1902 r. na nadzwyczajnym posiedzeniu Francuskiej Akademii Nauk w Paryżu miał wystąpić Yves Delage wybitny profesor anatomii porównawczej, spodziewano się, że ten agnostyk i znany antyklerykał, bezlitośnie rozprawi się z mitem, jak ówcześnie osądzono, Całunu Turyńskiego. Jednak ku zaskoczeniu naukowców, profesor stwierdził, że wyniki jego badań świadczą jednoznacznie, że na płótnie widnieje prawdziwy obraz Jezusa z Nazaretu. Prawdopodobieństwo pomyłki ocenił na 1 : 10 000 000 000.

Historia z tajemniczym płótnem, w które miał być owinięty Chrystus złożony do grobu, nie wydarzyłaby się w ogóle, gdyby nie zainteresowanie nowo rozwijającą się technologią fotografii, uwielbianą przez szacownego turyńskiego prawnika Secondo Pia. To właśnie ten włoski adwokat 28 maja 1898 r. postanowił swoim aparatem zrobić zdjęcie Całunu. Na fotografiach z tego okresu widzimy niepozornego mężczyznę z wąsikiem w kapeluszu, stojącego obok aparatu na trójnożnym statywie, bawiącego się zegarkiem. Jakież musiało być jego zaskoczenie, gdy w swoim domowym laboratorium zobaczył wyłaniającą się na kliszy ludzką postać.

Wkrótce powstała nowa dziedzina wiedzy badająca relikwię – syndologia. Całunowi zrobiono wiele dokładniejszych zdjęć. Płótno poddano badaniom ekspertów z innej rozwijającej się dziedziny nauk – medycyny sądowej. Na konferencji w 1939 r. wypowiadali się także lekarze. Jeden z francuskich chirurgów dowiódł, że obraz zawiera wszelkie anatomiczne i fizjologiczne szczegóły człowieka w stanie agonii.

Autentyczność zabytku badali następnie nie tylko fotografowie, którzy wykluczyli, że obraz jest malowidłem, gdyż nie tylko nie posiada żadnych pigmentów, ale niemożliwe byłoby odzwierciedlenie takiej ilości szczegółów. Swoje dodali także materiałoznawcy, fizjolodzy i biolodzy. Zarówno ekspertyzy prowadzone w Belgii, jak i we Francji, dowiodły jednoznacznie, że materiał pochodzi ze Środkowego Wschodu i utkany został na krosnach używanych przez Żydów.

Włoski lekarz prof. Pierlugi Baima Bollone zidentyfikował grupę krwi ofiary - AB, bardzo rzadkiej w Europie, ale popularnej wśród narodu wybranego. Amerykański chemik prof. Alan D. Adler, znalazł w niej obecność bilirubiny, świadczącej o męczeńskiej śmierci zawiniętego w tkaninę. Spośród 58. różnorodnych pyłków roślinnych znalezionych na płótnie, aż 38 z nich było charakterystycznych dla regionu Judei. Określone typu cierni czy kapara występują jednak wyłącznie w Ziemi Świętej.

Problemem okazało się datowanie znaleziska. Metoda rozpadu węgla C-14 nie dała zadowalających rezultatów. Odkryto jednak fotografię monet umieszczonych w oczodołach ofiary i okazały się być nimi leptony bite za Poncjusza Piłata. Nowe technologie co prawda potwierdziły prawdopodobną datę powstania płótna na I w. n. e., ale nigdy nie pozwoliły dokonać rzeczy kluczowej dla eksperymentu: skopiowania oryginału. To, co przerosło ludzkie siły ostatecznie uznaje się za nadprzyrodzoną wartość pamiątki.

Kłamstwa reformacji

Już Erazm z Rotterdamu, twierdził, że okręt handlowy nie wystarczyłby, aby pomieścić wszystkie rozsiane po świecie części Krzyża Świętego. Te same kłamstwa powielał Marcin Luter, który twierdził z kolei, że ze wszystkich relikwii Krzyża można by wybudować duży dom. Tymczasem prawda ujrzała światło dzienne dzięki m.in. benedyktyńskiej pracy historyka Charlesa Rohault de Fleury. – Wyniki swoich poszukiwań opublikował w swej pracy z 1870 r. Otóż obliczył on, że całkowita objętość Krzyża Świętego wynosiła około 36 tys. centymetrów sześciennych. Tymczasem objętość wszystkich jego fragmentów rozproszonych po świecie osiągała zaledwie 4 tysiące centymetrów sześciennych. Oznaczało to, że wszystkie znane i oficjalnie czczone kawałki tej relikwii na kuli ziemskiej nie stanowiły nawet jednej dziewiątej jego pierwotnej całości – tłumaczy Grzegorz Górny, który przez wiele lat prowadził dziennikarskie śledztwo w sprawie autentyczności relikwii Chrystusowych.

Za autentyczne można uznać z pewnością różne fragmenty znajdujące się uprzednio w Rzymie, Konstantynopolu i Jerozolimie. Właśnie z nich przez wieki odłupywano mniejsze części. W Bazylice św. Krzyża znajdują się tylko trzy małe fragmenty w relikwiarzu datowanym na 1803 r. Jeden z najcenniejszych relikwiarzy w Polsce, znajdujący się w kolegiacie w Tumie pod Łęczycą został zrabowany przez hitlerowców w 1939 r. W 1960 r. z kolei zrabowano relikwię Krzyża Św. z kościoła Odnalezienia Krzyża Świętego na Kalwarii Wileńskiej. Złodziej – mieszkaniec Białorusi – przyznał się do winy i oddał  skradziony skarb w 2002 r.

Jeszcze większy problem dotyczył Świętych Gwoździ, którymi miał zostać przybity do Krzyża Jezus Chrystus. Niemiecki historyk sztuki Franz Xaver Kraus obliczył w 1868 r., że w Europie znajdują się aż 36 miejsca przechowywania tych bezcennych pamiątek. W sukurs badaczom przychodzą znaleziska archeologiczne i przekazy historyczne. Za głównego znalazcę relikwii Krzyża Św. uważa się bowiem świętą Helenę. Gdy w 1968 r. archeologowie znaleźli w Jerozolimie groby czterech mężczyzn ukrzyżowanych przez Rzymian mniej więcej w tym samym okresie, gdy miała miejsce Męka Pańska, możliwe okazało się porównanie tam znalezionych gwoździ ze zgromadzonymi dotychczas relikwiami. Okazały się nimi czworokątne gwoździe stolarskie o długości kilkunastu centymetrów. Łatwiej było więc wskazać falsyfikaty np. wiedeński gwóźdź wykonany ze… srebra, i prawdopodobne oryginały np. relikwia z rzymskiej Bazylika Świętego Krzyża w Jerozolimie. Trudno za to określić autentyczność innych znalezisk przechowywanych po dziś dzień we Włoszech, Francji, Niemczech czy na Wawelu.

Wiedza kontra zabobony

Nowożytna wiedza pozwoliła także wypowiedzieć się naukowcom odnośnie innych relikwii Męki Pańskiej takich jak chusta z Oviedo, suknia z Trewiru, chusta z Manoppello czy tunika z Argenteuil. Chusty z Oviedo i Manopello to dwa płótna, na których zachował się wizerunek Chrystusa, mające jednak różne pochodzenie. Ta z Oviedo to tzw. sudarion, którym owinięto głowę Zbawiciela bezpośrednio po śmierci, gdy wisiał jeszcze na Krzyżu. Natomiast ta z Manopello ma być Chustą św. Weroniki, czyli tą, którą ta odważna kobieta otarła twarz Chrystusowi podczas Drogi Krzyżowej.

Zaskakujące, że gdy dzięki współczesnej technologii komputerowej zestawimy oba obrazy z tym znanym z Całunu, okazuje się, że pokrywają się i należą do tego samego mężczyzny. Badania nad Sudarionem z Oviedo rozpoczęto już w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku i prowadzili je specjaliści z takich dziedzin jak hematologia, palinologia (nauka o budowie ziaren pyłku i zarodników roślin) czy matematyka. Relikwia cudem ocalała, gdy w 1934 lewicowi terroryści chcieli wysadzić kryptę św. Leokadii w katedrze. W 1942 r. restaurację miejsca nadzorował sam generał Franco.

Potwierdzenia, że Sudarion może być chustą pośmiertną Jezusa szukał już w latach 60. włoski syndolog ks. Giulio Ricci. W kolejnych latach palinolodzy doszli do podobnych wniosków, co ich koledzy podczas badań w Turynie, z tym, że potrafili już określić nawet datę kwitnienia niektórych zarodników, która zbiegała się z czasem Paschy. Następnie analizy kryminalistyczne potwierdziły tożsamość Chrystusa. Hematologowie zaś ustalili prawdopodobną przyczynę zgonu – śmierć przez uduszenie w wyniku ukrzyżowania.

Z kolei fakt, że Chusta z Manoppello może być tą znaną z kart Ewangelii, dowiedziono dopiero trzy dekady temu. Zawdzięczamy to siostrze Blandynie, niemieckiej trapistce, która zauważyła podobieństwo wizerunku z podobizną znaną z Całunu. Syndolodzy potwierdzili te przypuszczenia.

Niezwykłe losy ma za sobą Suknia z Trewiru w Zachodnich Niemczech. Suknia miała być tuniką należącą do Chrystusa. Fakt, że znajduje się ona w kraju protestanckim doprowadzał do wściekłości Lutra, który wyzywał tamtejszy kler od sług szatana i oszustów. Trewirska tunika ma być szatą tkaną w jednym kawałku, bez szwów, co jest charakterystyczne wyłącznie dla jednego regionu w Izraelu – Galilei. Już w 1810 r. obejrzało ją 230 tys. pielgrzymów, a w 1891 r. około dwa miliony. Międzyczasie musiała zostać poddana gruntownej rekonstrukcji, zanim wystawiono ją na widok publiczny. Szwajcarka dr Mechthild Flury-Lemberg, która w latach 70. ubiegłego wieku badała tkaninę i stwierdziła, że jest ona charakterystyczna dla okresu imperium rzymskiego. Część naukowców kwestionuje jednak, aby należała ona do Chrystusa. Dlatego nie mając pewności hierarchia kościelna uznaje ją za „relikwię dotykową drugiego stopnia”, nie będącą jednak odzieniem Zbawiciela.

Prawdopodobna jest za to autentyczność tuniki z podparyskiego Argenteuil. Zachowane we fragmentach płótno ma być tym, o które losy rzucali kaci Chrystusa. Według tradycji rzymscy żołnierze mieli sprzedać szatę apostołom. Relikwia trafiła do Francji w IX w. za sprawą cesarza Karola Wielkiego. Cudem uniknęła dewastacji, gdy francuscy rewolucjoniści palili kościoły i niszczyli przedmioty kultu. Pod koniec XIX w. obiekt przeszedł gruntowne prace konserwatorskie. Zszyto go w całość z mniejszych zachowanych fragmentów. Poddana badaniom, rzeczywiście nie posiadała ani jednego szwu. O starożytnym pochodzeniu tkaniny świadczyły użyte barwniki. W latach 90. ubiegłego stulecia przeprowadzono dalsze badania optyczne. Potwierdzono ich zbieżność z odkryciami z Całunu. Plamy krwi okazały się tożsame zarówno ze względu na ich umiejscowienia, ja i grupę krwi. To drugie odkrycie potwierdzili wybitni genetycy.

Znak zmartwychwstania

Wśród innych relikwii związanych z Męką Chrystusa są m.in. kolumna biczowania umiejscowiona w rzymskiej Bazylice św. Praksedy czy korona cierniowa z katedry Norte Dame w Paryżu. W Bazylice św. Piotra znajduje się ponadto Włócznia Longinusa, którą rzymski żołnierz miał ugodzić w bok konającego Zbawiciela. Przybywający do Jerozolimy mogą także od niedawna podziwiać kamienny pierścień na skale Golgoty, który mógł przytrzymywać Święty Krzyż. Ale co ze zmartwychwstaniem, czy jedynym dowodem w sprawie ma być pusty grób?

Sceptykom dają odpowiedź znów badacze Całunu Turyńskiego. Potwierdzili ono „tajemnicze zniknięcie ciała”, które było oplecione płótnami. Badacze oznajmili, że musiało nastąpić ogromnej siły nieznane dotąd promieniowanie, które spowodowało, że „nowe ciało” przeniknęło przez tkaninę nie naruszając jej pierwotnej struktury. Owa niezwykła erupcja energii o natężeniu dziesięć do potęgi szesnastej elektronów na centymetr kwadratowy, spowodowała, że na materii odbił się znany nam obraz o niespotykanie grubej głębokości zabarwienia, którą mógłby współcześnie wytworzyć jedynie laser ultrafioletowy. Współcześnie nikt przecież nie jest w stanie przeprowadzić podobnego eksperymentu. Czyżby nauka ostatecznie udowodniła, że taki cud może uczynić tylko Bóg?

 Tomasz Teluk

Przy pisaniu artykułu korzystałem z książki Grzegorza Górnego i Janusza Rosikonia pt. „Świadkowie Tajemnicy. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych”, Rosikon press, Warszawa 2013

Komentarze (31):

anonim2014.04.9 17:38
Nauka w służbie wiary. Dzięki nauce możemy dziś stwierdzić, czy coś jest prawdziwe/nadprzyrodzone, czy też nie. Tak więc nauka nie tylko, że nie zaprzecza istnieniu świata nadprzyrodzonego, ale wręcz potwierdza ten fakt. I za to kocham naukę ;)
anonim2014.04.9 17:52
jak dobrze że niektórych spraw ludzie nauki nie potrafią wytłumaczyć dzięki temu niektórzy z nich pomyślą o czymś więcej niż tylko nauka
anonim2014.04.9 18:01
@VAIUS "Tak więc nauka nie tylko, że nie zaprzecza istnieniu świata nadprzyrodzonego" - :D jasne, człowieku, co Ty pleciesz? Do całunu nie ma się co odnosić, temat wałkowany tysiąc razy ale ciągle widać niektórych bawi, podobnie jak Ziemia istniejąca 6 tysięcy lat, niektórzy nie zmienią nigdy zdania jak widać. "Współcześnie nikt przecież nie jest w stanie przeprowadzić podobnego eksperymentu. Czyżby nauka ostatecznie udowodniła, że taki cud może uczynić tylko Bóg?" - i wszystko jasne, prawda? :D
anonim2014.04.9 18:01
Wiedza powierzchowna + pycha umysłu przekonanego, że zjadł wszystkie rozumy=niewiara. Wielka wiedza i pokora prowadzą do wiary.
anonim2014.04.9 18:06
@Przecietniak W istocie nauka ani nie zaprzecza "istnieniu świata nadprzyrodzonego", jak to ujął VAIUS, ani też jednoznacznie jego istnienia nie stwierdza... To dość oczywiste...
anonim2014.04.9 18:29
@Sylabariusz Nauka się tym nie zajmuje bo nie ma jak.
anonim2014.04.9 20:21
Podobnie jak autor tekstu polecam album Grzegorza Górnego "Świadkowie Tajemnicy", a także "Dowody Tajemnicy", REWELACYJNE publikacje.
anonim2014.04.9 21:43
@VAIUS, dużo w "Dowodach Tajemnicy" konkretnego materiału? To książka na pewno bardzo obszerna jeśli chodzi o zakres cudów i czytając fragmenty w internecie prezentuje się nieziemsko.
anonim2014.04.9 23:22
http://www.fronda.pl/a/calun-turynski-jest-prawdziwy-nowe-datowanie,34859.html Datowanie C14 jest zawodne, na co można podać wiele oczywistych przykładów (różnica nawet kilku tysięcy lat). Ponadto warto przypomnieć, że po pożarze całun był wzmacniany dodatkowym materiałem, z którego właśnie mogła pochodzić próbka. Szereg oczywistych i odkrytych właśnie dzięki nauce faktów przemawia za autentycznością Całunu, mimo to ignoranci stale przywołują nieaktualne (link wyżej) i zawodne (co również zostało wspomniane wyżej) datowanie węglem, bez odnoszenia się do ogromnej ilości innych argumentów. A powiedzieć należy, że identyfikowano nawet pyłki roślinne znajdujące się na całunie. Nauka mówi wprost - "nie ludzką ręką uczyniony". Warto też przy okazji dodać, co niektórym umyka uwadze, że Całun, Chusta z Manopello i Sudarion z Oviedo są ze sobą w pełni kompatybilne. AdrianJ - zakres "Dowodów" jest ogromny (publikacja jest obszerniejsza od "Świadków"), a materiał bardzo konkretny, więc jeżeli masz wahania przed zakupem, to je z pełnym przekonaniem rozwiewam.
anonim2014.04.9 23:25
Na wypadek, gdyby ktoś mnie źle zrozumiał, badanie w linku jest tym najaktualniejszym, a pierwsze dwa zdania mojego powyższego komentarza odnoszą się do starego badania.
anonim2014.04.9 23:39
No wreszcie na coś się cała ta nauka przydała. Tak to tylko same z nią problemy. Relację nauki z wiarą można opisać na cztery sposoby: 1. Jeśli czegoś nie wiadomo, to odpowiedź jest jedna: Bóg. 2. Jeśli coś wiadomo, to odpowiedź jest jedna: Bóg. 3. Jeśli coś wiadomo, ale w przybliżeniu lub ze statystyczną pewnością, to odpowiedź jest jedna: Bóg. 3. Jeśli czegoś nie było wiadomo, ale już jest wiadomo, jednak nie wiadomo dlaczego coś jest, a tym bardziej po co i skąd się wzięło, to odpowiedź jest jedna: Bóg. Podsumowując - nauka ZAWSZE prowadzi do Boga. Tylko po co ją uprawiać, skoro mamy już teologię, w dodatku dużo bardziej zaawansowaną niż poszczególne, rozproszone i niekompatybilne naukowe dyscypliny?
anonim2014.04.9 23:50
@VAIUS 'Nauka mówi wprost - "nie ludzką ręką uczyniony"' - baju, baju, szkoda komentować.
anonim2014.04.9 23:52
Tomcat, Całun był badany przez rzesze naukowców ze wszystkich stron świata, także ateistów, którzy pod wpływem wyników własnych badań uwierzyli. I ci naukowcy nie podejmowali się zlecenia, ale robili to z własnej (względnie ośrodka naukowego, w którym pracowali/pracują) inicjatywy. Lazarz, relacja ta przedstawia się w ten sposób: 1) jeśli istnieje ruch, to istnieje pierwszy poruszyciel – Bóg (łac. ex motu) 2) jeśli każda rzecz ma swą przyczynę, istnieje pierwsza przyczyna sprawcza – Bóg (łac. ex ratione causae efficientis) 3) jeśli byty przygodne nie istnieją w sposób konieczny (pojawiają się na świecie i przemijają), musi istnieć byt konieczny – Bóg (łac. ex possibili et necessario) 4) jeśli rzeczy wykazują różną doskonałość, to istnieje byt najdoskonalszy – Bóg (łac. ex gradibus perfectionis) 5) jeśli celowe działanie jest oznaką rozumności, to ład i porządek w działaniu bytów nieożywionych, lub pozbawionych poznania, świadczą o istnieniu Boga, kierującego światem nieożywionym. (łac. ex gubernatione rerum)
anonim2014.04.9 23:58
Przeciętniak, typowa reakcja ignoranta przy braku kontrargumentów - wyśmiać na zewnątrz (czyli np. tutaj), zbagatelizować wewnątrz (czyli w sobie samym). Rozumiem, że z nauki wybierasz tylko to, co pasuje do Twojego światopoglądu? Tylko czy to jeszcze mieści się w pojęciu nauki? Bo ta zakłada otwartość na wyniki badań, nie wyklucza ich z góry.
anonim2014.04.10 0:00
@Tomcat Hehe, "zdrowy mlody mezczyzna upada trzykrotnie pod ciezarem krzyza." No tak, zdrowy młody, ubiczowany przez rzymską kohortę, z kolczastym krzakiem wbitym w czaszkę. Ten to by 80kg w martwym ciągu wycisnął!
anonim2014.04.10 0:03
@VAIUS, dziękuję bardzo, na pewno na dniach kupię "Dowody Tajemnicy". "Świadków" mam i potwierdzam, że książka jest rewelacyjna! Jest ogromna ilość argumentów za wiarygodnością Całunu, co w połączeniu jak zauważyłeś z Chustą z Oviedo i Całunem z Manoppello tworzy gigantyczny wręcz, namacalny dowód za prawdziwością.
anonim2014.04.10 0:37
@VAIUS Spędziłem trochę czasu sprawdzając temat, ostatnie badani mówią tylko tyle, że nie wiadomo jak powstał. Daleka droga do tego co Ty stwierdzasz, czyli 'Nauka mówi wprost - "nie ludzką ręką uczyniony"' - to zwykłe kłamstwo. "Bo ta zakłada otwartość na wyniki badań" - to raczej ludzie muszą być otwarci na wyniki, ja jestem, dlatego się tym temate interesowałem i co jakiś czas czytam "nowości", pytanie czy Ty jesteś gotów zmienić zdanie?
anonim2014.04.10 11:00
Jeżeli ktoś nie chce i to tak nie uwierzy, bo gdyby uwierzył to by oznaczało, że całe dotychczasowe życie było iluzją i trzeba by przewartościować wszystko co zna i uznać prawdę o sobie, która zawsze jest trudna. Dlatego tak zaciekle broni swoich racji, bez względu na to co mówią fakty, ale ma do tego pełne prawo, wszakże jest wolny.
anonim2014.04.10 12:29
To jak sudarium jest prawdziwe to nalezy jak najszybciej sklonowac Jezuska.
anonim2014.04.10 12:35
Swoja droga, chcialbym poznac opinie autora (ktory najwyrazniej akceptuje metode badania wieku za pomoca polrozpadu wegla-14), na temat badan wieku skal, a dokladniej, co jest jak wycjodzi ze skala ma dwa miliardy lat, czyli troche wiecej nie jak ja pan Bucek w Bibli tworzyl?
anonim2014.04.10 14:12
co do kwestii całunu - jak się sądzi, powstał on w ten sposób, że Jezus wytarł nim twarz. Proszę sobie wyobrazić, albo nawet zrobić taki eksperyment - malujemy twarz czerwoną czy inną farbą i przykładamy do twarzy jakiś materiał - za cholerę nie powstanie w ten sposób wzór rysów twarzy taki, jaki mamy na całunie turyńskim. Nie mam pojęcia jak można wierzyć w tą bujdę
anonim2014.04.10 14:17
Temat wałkowany raz po raz, Fronda nigdy się nie nauczy. http://www.racjonalista.pl/kk.php?s=6027&k=2&PHPSESSID=fpddvc17pm8o90k11f2jqmthe2 "Gdy w 1902 r. na nadzwyczajnym posiedzeniu Francuskiej Akademii Nauk w Paryżu miał wystąpić Yves Delage wybitny profesor anatomii porównawczej, spodziewano się, że ten agnostyk i znany antyklerykał, bezlitośnie rozprawi się z mitem, jak ówcześnie osądzono, Całunu Turyńskiego. Jednak ku zaskoczeniu naukowców, profesor stwierdził, że wyniki jego badań świadczą jednoznacznie, że na płótnie widnieje prawdziwy obraz Jezusa z Nazaretu. Prawdopodobieństwo pomyłki ocenił na 1 : 10 000 000 000." Tania sensacja którą trudno sprawdzić. Argument odnoszący się do autorytetu, te sprawy... Wiki jako źródło podaje "Grzegórz Górny, "Świadkowie Tajemnicy." Rosikon Press 2012" - bardzo naukowe źródło :) "Całunowi zrobiono wiele dokładniejszych zdjęć. Płótno poddano badaniom ekspertów z innej rozwijającej się dziedziny nauk – medycyny sądowej. Na konferencji w 1939 r. wypowiadali się także lekarze. Jeden z francuskich chirurgów dowiódł, że obraz zawiera wszelkie anatomiczne i fizjologiczne szczegóły człowieka w stanie agonii." W takim razie był idiotą bo płótno wykazuje cechy jawnie wskazujące na nieudane fałszerstwo "agonii". Np. krew zamiast sklejać włosy Jezusa tworzyła dziwne kształty. "Autentyczność zabytku badali następnie nie tylko fotografowie, którzy wykluczyli, że obraz jest malowidłem, gdyż nie tylko nie posiada żadnych pigmentów, ale niemożliwe byłoby odzwierciedlenie takiej ilości szczegółów." Kłamstwo. Obraz zawiera składniki różnych pigmentów. To testy krwi wyszły negatywnie. "Zarówno ekspertyzy prowadzone w Belgii, jak i we Francji, dowiodły jednoznacznie, że materiał pochodzi ze Środkowego Wschodu i utkany został na krosnach używanych przez Żydów." A jak niby te "ekspertyzy" odróżniły krosna Żydów od średniowiecznych?\ "Włoski lekarz prof. Pierlugi Baima Bollone zidentyfikował grupę krwi ofiary - AB, bardzo rzadkiej w Europie, ale popularnej wśród narodu wybranego." To już w ogóle jest komedia. Ta próbka krwi AB nie została pobrana z płótna tylko z jednej z taśm do pobierania próbek. "Amerykański chemik prof. Alan D. Adler, znalazł w niej obecność bilirubiny, świadczącej o męczeńskiej śmierci zawiniętego w tkaninę." Cytuję: "Stara krew nie jest jasnoczerwona i żadna ilość bilirubiny nie jest w stanie tego wytłumaczyć. Prawdziwa krew skleja włosy, nie tworzy strumyków i spiralnych kwiatów. Prawdziwa krew nie zawiera pigmentów. Prawdziwa krew i jej organiczne pochodne mają współczynniki określające załamanie światła znacznie mniejsze niż ochra i mogą być łatwo rozróżniane przy pomocy analizy optycznej pod mikroskopem. Przeprowadzona przez McCrone’a analiza czerwonych cząstek z całunu ujawniła, że nie zawierają krwi ani jej pochodnych." (Steven D. Schafersman: "The Skeptical Shroud of Turin Website; Unraveling the Shroud of Turin") "Spośród 58. różnorodnych pyłków roślinnych znalezionych na płótnie, aż 38 z nich było charakterystycznych dla regionu Judei. Określone typu cierni czy kapara występują jednak wyłącznie w Ziemi Świętej." Cytuję: "W latach 1973 i 1978 kryminolog pobierał próbki z Całunu Turyńskiego. Następnie przekazał je do zbadania izraelskiemu palinologowi (specjaliście od pyłków roślinnych). Zwolennicy autentyczności całunu byli zachwyceni: w próbce Frei’a znaleziono aż 57 gatunków roślin, w tym wielu swoistych dla bliskiego wschodu, a niespotykanych we Francji i Włoszech, gdzie przebywał całun podczas swej udokumentowanej historii. Co więcej, wśród pyłków były i ukazujące się w porze Paschy, a więc w czasie, kiedy miał odbyć się pogrzeb Chrystusa. Wyniki badań palinologicznych są do dziś cytowane jako świadectwo autentyczności relikwii, ale już w latach osiemdziesiątych pojawiły się wątpliwości. Na większości próbek pobranych przez innych badaczy zagęszczenie pyłków było rzędu ziarnka na cm2. Na 25 skrawkach taśmy było ich około stu, i to typowych dla Włoch i Francji. Tymczasem jeden z kawałków taśmy Freia był dosłownie obsypany pyłkiem: na powierzchni paru milimetrów kwadratowych znalazło się kilkadziesiąt ziaren, łącznie więcej niż wszystkich pozostałych. Ponadto tylko na tej taśmie zamiast pojedynczych włókien lnu i ewentualnie ziaren ochry, znajdowały się liczne włókna bawełny, zapewne z rękawiczek Freia. Skąd się tam wzięły? Otóż Frei podróżował do Ziemi Świętej i Turcji w poszukiwaniu próbek endemicznych roślin do celów porównawczych. Następnie ilustrował zdjęciami identycznych ziaren pyłku materiał porównawczy z całunu. Najciekawsze jest to, że z 57 gatunków stwierdzonych w próbce Frei’a, aż 32 to formy owadopylne, których pyłek miałby małe szanse dostać się z wiatrem na całun (za to kwiaty tych roślin są efektywniejsze i łatwiejsze do zauważenia przez botanika-amatora). Max Frei zaliczył nie tylko te dwa potknięcia – okazało się, że już wcześniej kilkakrotnie miał kłopoty z prawem, gdyż nazbyt chętnie potwierdzał to, co klient chciał usłyszeć…[2] Pyłek może przetrwać dwa tysiące lat albo dłużej pod warunkiem, że znajdzie się na przykład na dnie jeziora albo w torfowisku. Pyłki wystawione na działanie powietrza szybko ulegają rozkładowi. Większość ekspertów zgadza się, że na płótnie tak często wystawianym na działanie powietrza oryginalne pyłki by się nie zachowały. Moje badania wykazały, że najpowszechniejszym pyłkiem w tamtym okresie był pyłek oliwki. W próbkach Freia nie było ani jednego ziarenka tego pyłku." (Uri Barouch, Daniel C. Scavone, Tamar Schick: film dokumentalny „Wielkie tajemnice historii – Całun Turyński” „The Mysterious Man on the Shroud”) "Odkryto jednak fotografię monet umieszczonych w oczodołach ofiary i okazały się być nimi leptony bite za Poncjusza Piłata." Cytuję: "Niektórzy badacze płótna uważają, że na powiekach całunowej postaci znajdują się rzymskie monety pochodzące oczywiście z Palestyny z czasów Piłata. Jeszcze inni twierdzą, że na płótnie znajdują się odciski roślin pochodzących również z tamtego rejonu. „Dowody” te umieszczam w jednym akapicie, gdyż zarówno monetom jak i odciskom roślin można przyczepić jedną etykietę: złudzenie optyczne. Co ciekawe, nie muszę tego poglądu udowadniać, ponieważ zrobili to za mnie zwolennicy autentyczności płótna." (tekst na Racjonaliście) "To co [Filas] widział jako inskrypcje, ja widziałem jako losowe kształty i szumy. Taka jest subiektywna natura analizy obrazów. Z tego powodu nie mogę zaakceptować „inskrypcji" na tych monetach jako wiarygodnego dowodu na pochodzenie całunu z pierwszego wieku." (Barrie Schwortz: "Are There Coins Over The Eyes of the Face on the Shroud of Turin?" Film dokumentalny “Odwieczne tajemnice świata” Hagi film i video 1995) "Otóż obliczył on, że całkowita objętość Krzyża Świętego wynosiła około 36 tys. centymetrów sześciennych. Tymczasem objętość wszystkich jego fragmentów rozproszonych po świecie osiągała zaledwie 4 tysiące centymetrów sześciennych." No przecież całego krzyża nie poćwiartowali :D :D "Zaskakujące, że gdy dzięki współczesnej technologii komputerowej zestawimy oba obrazy z tym znanym z Całunu, okazuje się, że pokrywają się i należą do tego samego mężczyzny." Tak, zaskakujące. Okazuje się że oba artefakty pochodzą ze średniowiecza i są dziełem fałszerstwa gotyckiego artysty :) "Sceptykom dają odpowiedź znów badacze Całunu Turyńskiego. Potwierdzili ono „tajemnicze zniknięcie ciała”, które było oplecione płótnami. Badacze oznajmili, że musiało nastąpić ogromnej siły nieznane dotąd promieniowanie, które spowodowało, że „nowe ciało” przeniknęło przez tkaninę nie naruszając jej pierwotnej struktury. Owa niezwykła erupcja energii o natężeniu dziesięć do potęgi szesnastej elektronów na centymetr kwadratowy, spowodowała, że na materii odbił się znany nam obraz o niespotykanie grubej głębokości zabarwienia, którą mógłby współcześnie wytworzyć jedynie laser ultrafioletowy. Współcześnie nikt przecież nie jest w stanie przeprowadzić podobnego eksperymentu. Czyżby nauka ostatecznie udowodniła, że taki cud może uczynić tylko Bóg?" Wspomniany artykuł na Racjonaliście obnaża wady takiej hipotezy w zestawieniu z istnieniem rzekomych monet na oczach Jezusa. Co więcej, pokazuje hipotezy wykonania takiego płótna, co nie było niewykonalne nawet dla średniowiecznego artysty. Panu Telukowi gorąco polecam ów artykuł z Racjonalisty. Żadne datowania węglem, pyłki, krew czy inne problemy nie są w przybliżeniu tak dobre w obnażaniu fałszerstwa Całunu Turyńskiego jak zwykła geometria. @VAIUS "1) jeśli istnieje ruch, to istnieje pierwszy poruszyciel – Bóg (łac. ex motu)" Nie, bo pierwszy poruszyciel też musiał być przez kogoś poruszony. A jeżeli nie musiał to znaczy że świata też nikt nie musiał "ruszać" jako "pierwszy", cykl ruchu może być nieskończony i nie potrzebował żadnego "poruszyciela" do rozpoczęcia. Poruszyciel MOŻE istnieć ale nie MUSI. "2) jeśli każda rzecz ma swą przyczynę, istnieje pierwsza przyczyna sprawcza – Bóg (łac. ex ratione causae efficientis)" Paradoks: przyjmujemy za prawdę fakt że wszystko ma swoją przyczynę a następnie zakładamy że istnieje taka istota która nie musiała mieć przyczyny. NIE MUSI istnieć "pierwsza" przyczyna. "3) jeśli byty przygodne nie istnieją w sposób konieczny (pojawiają się na świecie i przemijają), musi istnieć byt konieczny – Bóg (łac. ex possibili et necessario)" Nie musi istnieć żadny byt konieczny. Założenie świętego Tomasza że "rzeczy przemijają" nie jest spełnione. Energia i materia nie przemijają, tylko przechodzą w inne formy. Byty "przemijają" i stają się czymś innym, co nie przeczy ich wiecznemu istnieniu, w nieskończonym cyklu wymiany energii i tworzenia się / niszczenia mniej lub bardziej skomplikowanych bytów. (obiektów) "4) jeśli rzeczy wykazują różną doskonałość, to istnieje byt najdoskonalszy – Bóg (łac. ex gradibus perfectionis)" 1) Nieuprawniony wniosek. Jeśli istnieje coś niedoskonałego nie znaczy to że MUSI istnieć coś doskonałego. 2) Brak definicji "doskonałości". 3) Paradoks zbiorów samozawierających się Russela. (jeżeli Bóg jest najdoskonalszy ze wszystkich bytów to jest doskonalszy od samego siebie - paradoks) "5) jeśli celowe działanie jest oznaką rozumności, to ład i porządek w działaniu bytów nieożywionych, lub pozbawionych poznania, świadczą o istnieniu Boga, kierującego światem nieożywionym. (łac. ex gubernatione rerum)" 1) Brak definicji "celowego działania". Deszcz pada "celowo" bo istnieją prawa fizyki. Na dobrą sprawę wszystkie prawa sprawcze można w ten sposób wytłumaczyć Bogiem i sprowadzić do absurdu. "Inteligentny projekt", "inteligentne spadanie" (teoria grawitacji), "inteligentne przyciąganie" (prawo grawitacji) etc... 2) Nieuprawiony wniosek. Samo istnienie takich praw nie jest gwarantem istnienia Boga.
anonim2014.04.10 17:38
"Kłamstwo. Obraz zawiera składniki różnych pigmentów. To testy krwi wyszły negatywnie". Kłamstwo. Wizerunek na Całunie nie posiada „kierunkowości”. Oznacza to, że nie mógł namalować go żaden artysta, gdyż nie można namalować obrazu bez użycia pędzla. Ten wniosek potwierdziły wyniki badań biochemicznych, które wykazały, że ślady pigmentów malarskich na Całunie są zbyt małe, aby mogły wyjść spod ręki malarza. Z tego samego względu należy odrzucić teorię, że obraz powstał poprzez nałożenie na płótno umęczonego bestialsko człowieka (taki zarzut stawiają do dziś niektórzy przeciwnicy autentyczności Całunu), a następnie zainicjowanie procesu utrwalania odbicia: w chwili zdejmowania umęczonej ofiary w kierunku, w którym ściągano by z niego płótno, „przechylałyby się” drobinki krwi i ewentualnie pigmentów, co byłoby widoczne na obrazie mikroskopu elektronowego. Takie zjawisko na Całunie nie występuje. Obraz ma charakter powierzchniowy! Wizerunek odbił się jedynie na górnej warstwie płótna, nie wnikając w ogóle w wewnętrzne struktury. Na całej powierzchni obraz jest niewiarygodnie delikatny: ma zaledwie do kilkudziesięciu mikronów grubości!, a mimo to – co wykazały badania przeprowadzone przy użyciu aparatury do badań kosmicznych – jest obrazem trójwymiarowym! Współcześnie potrafimy wykonywać takie obrazy, ale nie uczyni tego ręka artysty ani opary, które zawsze przenikną w głąb materiału. adacze nie pozostawiają wątpliwości, że Całun przedstawia wizerunek prawdziwego, umęczonego i ukrzyżowanego człowieka. Odnaleziona na nim krew składa się z hemoglobiny i daje pozytywny test na obecność surowicy i albumin, a więc należy do człowieka. Wyniki badań historyków na temat wieku Całunu potwierdzają badania genetyczne krwinek z Całunu, które przeprowadzili specjaliści od badań DNA. W sposób jednoznaczny datują oni wiek krwinek, a tym samym także wiek Całunu, na pierwsze stulecie naszej ery, na czasy Jezusa! Wiek krwinek jest tak stary, ich struktura z powodu pożarów tak zniszczona, że (wbrew plotkom) nie da się sklonować Osoby z Całunu. "No przecież całego krzyża nie poćwiartowali :D :D" Co to ma wspólnego z Całunem? Mam wrażenie kolego, że zrobiłeś jakieś kopiuj-wklej bez czytania tekstu. Ani tego, który wkleiłeś, ani tego, do którego się odnosisz. Chodziło w nim o to, że przeciwnicy autentyczności relikwii Krzyża św. przytaczają niezgodny z prawdą argument, że gdyby wszystkie tego typu relikwie na świecie połączyć, to wyszłoby kilka krzyży.
anonim2014.04.10 18:45
@Drowish Owszem, czytam... VAIUS napisał: "nauka nie zaprzecza istnieniu świata nadprzyrodzonego". Ja dodałem, że tego istnienia nie potwierdza. Do słów VAIUSA odniosłem się bazując na tym konkretnym fragmencie jego wypowiedzi.
anonim2014.04.10 18:47
@Przecietniak -------------------- "Nauka się tym nie zajmuje bo nie ma jak." -------------------- Zgadza się, jednak nie mieszajmy też płaszczyzn... Wniosek jest taki, że nauka jednoznacznie nie skłania się ku konkretnemu, jasno określonemu stanowisku. Ani nie potwierdza, ani też nie zaprzecza istnieniu świata nadnaturalnego... Owszem, bo w istocie "nie ma jak".
anonim2014.04.10 20:32
Nauka jest poznawaniem świata materialnego. Świata, którego Stwórcą jest Pan Bóg. A zatem skoro nauka próbuje zrozumieć dzieło Boże, to także i samego Boga, który jest Początkiem i Końcem. "Nauka się tym nie zajmuje, bo nie ma jak" - nauka nie zajmuje się światem niematerialnym. Całun jest jednak materialny. A dzięki nauce wiem, że powstał w sposób nieosiągalny nawet dla współczesnej technologii (wszelkie próby stworzenia kopii Całunu spełzły na niczym). Sceptycy mówią - powstał w nieznany sposób, został sfałszowany (doprawdy cofamy się zatem, skoro setki lat temu operowano lepszą technologią niż dziś), badania są fałszowane (to odnośnie choćby najnowszego badania węglem). Całun Turyński, znany wcześniej prawdopodobnie jako Mandylion z Edessy, powstał w sposób cudowny. A takich relikwii jest więcej.
anonim2014.04.11 9:36
@VAIUS "A dzięki nauce wiem, że powstał w sposób nieosiągalny nawet dla współczesnej technologii" - brak dowodu nie jest dowodem, więc to że nie wiemy, nie znaczy że to dzięki Twojej konkretnej wersji bóstwa. @Sylabariusz "Ani nie potwierdza, ani też nie zaprzecza istnieniu świata nadnaturalnego... " - nie, skoro nie potwierdza, to w kategoriach naukowych nie istnieje. Mogę równie dobrze powiedzieć że nauka nie potwierdza ani nie zaprzecza istnieniu krasnoludków albo Zeusa - czyli co? Istnieją?
anonim2014.04.11 13:17
@VAIUS "Kłamstwo. Wizerunek na Całunie nie posiada „kierunkowości”. Oznacza to, że nie mógł namalować go żaden artysta, gdyż nie można namalować obrazu bez użycia pędzla." Po pierwsze całun nie jest obrazem. Po drugie nikt nie musiał "malować" go pędzlem i nigdy tak nie twierdziłem. Po trzecie nie jest kłamstwem to że badania wykryły pigmenty na całunie. A o to się mi rozchodziło. Że wykryto pigmenty a nie krew. Całunu z całą pewnością nie "namalowano", ale owa "krew" mogła powstać właśnie w improwizowanym procesie malarskim. NAWET jeśli znajduje się tam właściwa krew to obecność pigmentów jest podejrzana. "Ten wniosek potwierdziły wyniki badań biochemicznych, które wykazały, że ślady pigmentów malarskich na Całunie są zbyt małe, aby mogły wyjść spod ręki malarza." Bynajmniej nie twierdzę że sam całun został namalowany. Podejrzana jest jedynie "krew". "w chwili zdejmowania umęczonej ofiary w kierunku, w którym ściągano by z niego płótno, „przechylałyby się” drobinki krwi i ewentualnie pigmentów, co byłoby widoczne na obrazie mikroskopu elektronowego. Takie zjawisko na Całunie nie występuje." Z tego kompletnie nic nie wynika. Skoro zjawisko "przesunięcia" krwi w chwili zdejmowania krwi rzekomo nie występuje (znowu, poproszę źródło) to jak odczepiło się od ciała Jezusa? Link z Racjonalisty proponuje proste wyjaśnienie techniki podrabiania krwi: "Wykonanie strumyków „krwi” bezpośrednio na płótnie jest dość kłopotliwe. Dlatego uważam, że znacznie prostsze jest ich wcześniejsze wykonanie na kawałku gładkiej powierzchni (szkło lub kawałek drewna) a następnie odciśnięcie na płótnie. Ślady krwi wykonane tą techniką będą się znajdowały na jedynie powierzchni włókien." Z tego również powodu nie ma efektu przesunięcia - "stempel" którym wykonujemy ślady krwi jest jedynie dociskany, a nie przesuwany. "Obraz ma charakter powierzchniowy! Wizerunek odbił się jedynie na górnej warstwie płótna, nie wnikając w ogóle w wewnętrzne struktury. Na całej powierzchni obraz jest niewiarygodnie delikatny: ma zaledwie do kilkudziesięciu mikronów grubości!, a mimo to – co wykazały badania przeprowadzone przy użyciu aparatury do badań kosmicznych – jest obrazem trójwymiarowym!" Znowu, kieruję do tekstu w Racjonaliście gdzie bardzo prostymi metodami skopiowano taki efekt. "Odnaleziona na nim krew składa się z hemoglobiny i daje pozytywny test na obecność surowicy i albumin, a więc należy do człowieka." SĄDOWE testy krwi poddają to w wątpliwość( http://www.skepdic.com/shroud.html ) Równie dobrze mogła to być tempera używana aż do XV wieku jako pigment. "Wyniki badań historyków na temat wieku Całunu potwierdzają badania genetyczne krwinek z Całunu, które przeprowadzili specjaliści od badań DNA. W sposób jednoznaczny datują oni wiek krwinek, a tym samym także wiek Całunu, na pierwsze stulecie naszej ery, na czasy Jezusa!" Znowu: źródło. Jakim cudem są w stanie zbadać wiek dawno zmarłych już krwinek jest według mnie szalenie ciekawe. "Wiek krwinek jest tak stary, ich struktura z powodu pożarów tak zniszczona, że (wbrew plotkom) nie da się sklonować Osoby z Całunu." No właśnie. Struktura zniszczona ale badacze "w sposób jednoznaczny datują wiek krwinek". Ciekawe :) "Co to ma wspólnego z Całunem?" Artykuł rozpisuje się nie tylko o całunie. Po prostu zaciekawiło mnie owo "badanie" z 1870 roku. Jeśli ktoś twierdzi że nic w tym dziwnego że 4 tysiące centrymetrów sześciennych znika "ucięte" z jakiegoś krzyża w postaci drzazg-relikwii to po prostu zadziwia mnie taki człowiek :) "Mam wrażenie kolego, że zrobiłeś jakieś kopiuj-wklej bez czytania tekstu. Ani tego, który wkleiłeś, ani tego, do którego się odnosisz." "No przecież całego krzyża nie poćwiartowali :)" to jest według Ciebie "kopiuj-wklej"? Jezu... "Chodziło w nim o to, że przeciwnicy autentyczności relikwii Krzyża św. przytaczają niezgodny z prawdą argument, że gdyby wszystkie tego typu relikwie na świecie połączyć, to wyszłoby kilka krzyży." Hiperbola, cóż poradzić. Zauważ że Charles Rohault de Fleur wziął pod uwagę jedynie te skatalogowane fragmenty. Przytyk może być równie dobrze pod adresem powszechnego niegdyś fałszowania relikwii. 4 tysiące centymetrów sześciennych z drewnianego krzyża to zresztą i tak dużo. Do tej pory nie dowiedziałem się ile tych drzazg / większych kawałków (prawdziwych) w końcu jest. Niektóre mogą być jak wykałaczki. Zgodnie z taką logiką znalazcy-chrześcijanie z zapałem przerobili znaleziony krzyż na trociny, nie wiedzieć po co :)
anonim2014.05.5 20:48
Polecam " specjalistom" od Całunu film. Naprawdę warto.http://www.youtube.com/watch?v=nypIu-JExr4
anonim2014.05.5 21:21
@Asgard1981 " Naukowcy zastanawiając się nad jedną z teorii, która zakłada, że aby powstał taki obraz jak na Całunie, musiało dojść do wyładowania w krótkim czasie olbrzymiej energii elektromagnetycznej, będącej czymś w rodzaju rozbłysku światła. Ustalono, że tajemnicza energia musiałaby mieć moc 34 miliardów watów promieniowania ultrafioletowego próżniowego. A promieniowania o takiej mocy nie jest w stanie wyprodukować żadne nawet współczesne urządzenie. Najbardziej zaawansowane technicznie, obecnie dostępne urządzenia na rynku, mogą wytworzyć promieniowanie o mocy do kilkunastu miliardów watów UV próżniowego."
anonim2014.05.14 0:08
VAIUS Brawo zacietosci Ducha :) Ale bracie nie walcz z nimi. Nie ma sensu. Oni nie uwierza Oni nie szukaja prawdy, tylko potwierdzenia falszu w ktorym sie otaczaja. Takich ludzi moga zmieniec tylko ich wlasne doswiadczenia zyciowe. Pozdrawiam.