09.03.16, 15:00

Terlikowska: Święta Rodzino, ratuj ten szpital!

Po wczorajszym telefonie od pewnej znajomej nie potrafię się pozbierać. Miejsce, które było tak przyjazne dla dzieci, bez względu na ich wygląd czy choroby, stało się miejscem niewyobrażalnej tragedii. I choć wiem, że dalej pracują tam cudowne położne i cudowni lekarze broniący każdego życia (za co im ogromnie dziękuję), to coś bardzo złego się stało. Miałam nadzieję, że placówka, której patronuje Święta Rodzina, nie przyłoży ręki do takich praktyk. Dziś czuję się zdruzgotana. Idały, o które walczył prof. Chazan, zostały pogrzebane.

Dlaczego chciałam rodzić w Świętej Rodzinie? Bo miałam pewność, że to dziecko, jeszcze w brzuchu, również dla personelu jest dzieckiem, a nie tylko płodem. I zawsze jako o dziecku rozmawialiśmy. Na USG z lekarzem oglądaliśmy dziecko, na KTG położne prosiły, by liczyć ruchy dziecka. I to mnie urzekło. To dla nich był malutki człowieczek, nie coś, a ktoś.

Potem porody – i naturalne, i przez cięcie. Z szacunkiem, poszanowaniem intymności. I ten język, który tak bardzo był inny od powszechnie używanego języka na porodówkach. W Świętej Rodzinie lekarze i położne nie odbierali dziecka, a je przyjmowali. Bardzo mi się to podobało. To ‘odbieranie’ kojarzyło mi się zawsze z bagażem czy paczką, ewentualnie z przedmiotem, który oddajemy do depozytu. Na Madalińskiego dziecko było przyjmowane na świat, zapraszane przez wprawne działania lekarzy czy położnych. I to była radykalna zmiana. Bo tak naprawdę od języka wszystko się zaczyna.

Ma dla mnie ogromne znaczenie to, jakim słownictwem ktoś się posługuje. Dlatego, jako osoba na język wrażliwa, zwracałam uwagę na te kwestie. Ktoś może powiedzieć, że to niuanse, jakieś drugorzędne sprawy. Nie, to kwestia fundamentalna. Tak jak kwestią fundamentalną jest różnica czy aborcję nazwiemy zabiegiem czy zabiciem dziecka. To jest różnica.

W Świętej Rodzinie czułam się bezpieczna. Wiedziałam też, że akceptowane będą tam moje decyzje. Nikt z personelu nie komentował liczby porodów (a zdarza się to bardzo często w innych placówkach), nikt mi nie tłumaczył, co mam robić, żeby nie mieć kolejnych dzieci, nikt mi tam nie wciskał na siłę antykoncepcji. Stąd tak bardzo szpital ten cieszył się sympatią wśród rodzin wielodzietnych. Wiadomo było, że tam przyjmą nas z życzliwością i nie usłyszymy pod swoim adresem hasła o dzieciorobach.

W Świętej Rodzinie po ludzku także traktowane były dzieci, które nie miały szansy się urodzić. To przecież z inicjatywy byłego dyrektora placówki powstał na jednym z warszawskich cmentarzy Pomnik Dziecka Utraconego. Co się więc stało, że sytuacja tak radykalnie się zmieniła?

Dlatego tak bardzo nie rozumem, czym kierowali się ci, którzy dopuścili do sytuacji, w której 24-tygodniowe dziecko, krzyczące i walczące o życie, zostało skazane na koszmarną śmierć. Co się stało, że ludzie powołani do ratowania życia przez godzinę pozwolili, żeby dziecko, które przeżyło aborcję, krzyczało. I choć krzyk ten był coraz cichszy, aż zamilkł, nadal niesie się on po szpitalnych korytarzach. Korytarzach, które przemierzałam ze swoimi nowo narodzonymi dziećmi.

Święta Rodzino, ratuj ten szpital. Ratuj  tych lekarzy i te położne, którym zostało złamane sumienie. Ratuj tych, którzy przyszli do zawodu, by dzieci ratować, a nie zabijać.

Święta Rodzino, ratuj te dzieci, na które ktoś wydał wyrok. Ten krzyk słychać będzie jeszcze długo. To będzie wyrzut sumienia, który o tym zdarzeniu nie da zapomnieć.

 

Małgorzata Terlikowska 

Komentarze

anonim2016.03.9 16:16
O jakie niby ideały walczył aborter Chazan? Tylko i wyłącznie o swój własny interes, bo nie wmówi mi pani, że walczył o dziecko, które olał gdy się urodziło i umierało w bólu.
anonim2016.03.9 16:53
https://www.youtube.com/watch?v=fKyljukBE70 - Alexander Tsiaras: Conception to birth -- visualized
anonim2016.03.10 7:25
A to w innych szpitalach dzieci są niegodne przyjmowane na świat?? Weź się kobieto w łeb porządnie pierd**nij bo chyba Ci się w mózgu poprzestawialo. Juz nie wspominajac ze podawane przez panią i pani męża informacje o niby aborcji są nieprawdziwe.
anonim2016.03.23 23:03
Kiedy dowiedziałam się, ile to dzieciątko miało tygodni, łzy same napływały mi do oczu. Ogarnęło mnie niedowierzanie i przerażenie. Nasza znajoma urodziła synka w 24. tygodniu ciąży i przez wiele miesięcy walczyli z mężem o jego życie. Cieszył ich każdy jego samodzielny oddech, najmniejszy gest, uśmiech. Nie wyobrażali sobie sytuacji, w której mogłoby go zabraknąć. Wiedzieli, że czeka ich żmudna i ciężka walka o jego życie i zdrowie. Wszyscy modliliśmy się o cud, odmawialiśmy Jerycho. Synek żyje i z każdym dniem jest coraz lepiej. Opowiedziałam tą historię bo chcę uświadomić Wam jak ważne jest ludzkie życie. Z pomocą Bożą wszystko jest możliwe. Nikt nie ma prawa decydować o ludzkim życiu. Dlaczego niektórzy traktują aborcję jak zabieg usunięcia zęba? Kto im daje takie prawo? Współżyjąc ponosimy pewną odpowiedzialność za poczęte życie. Moja Babcia miała bardzo skomplikowaną operacją podczas ciąży. Wmawiano jej, że powinna usunąć dziecko bo albo urodzi się martwe albo bardzo chore. I wiecie co? Ciocia ma się dobrze, skończyła studia, założyła rodzinę. Babcia powiedziała, że wolałaby umrzeć niż usunąć dzieciątko. Ciocia była czwartym dzieckiem z kolei, ale pomimo tego nie wyobrażała sobie życia bez niej... życia z poczuciem winy, z krwią na rękach... Lekarze to też ludzie i często się mylą. Dajmy szansę tym nienarodzonym dzieciom, przestańmy bawić się w Pana Boga!